Opowieść jak to nie należy zabierać na "bunkrowanie" turystów.

odcinek 2

Nie będę wspominał że zorganizowanie posiłku i noclegu dla trzech zielonych w bunkrowaniu osób jest prawdziwym koszmarem.
Przy wypakowywaniu bagaży okazało sie że zabrali: żel do włosów, płyn do kąpieli, elektryczną maszynkę do golenia, łóżko polowe, koc, poduszkę, a nie zabrali LATAREK !!!! Na moje zżymanie się rozbroili mnie stwierdzeniem że to MOJA wina bo nic im nie mówiłem że trzeba w bunkry pod ziemię zabrać latarki !!
tfuuu.... lepszy przemarsz wojsk niż trzech kolegów pod opieką. Gdy udało im się : podpalić torbę turystyczną, stawiając na niej świeczkę, zjeść zupkę chińską z przyprawami które ugotowali w woreczkach, ręce mi opadły. Nie wspomnę o komentarzach typu, eee... ale tu zimno, wilgotno i śmierdzi. Śmierdzi..., bunkier śmierdzi.., Boże słyszysz a nie grzmisz. Dobrze że nie było w pobliżu prawdziwych bunkrowców bo skończyłoby się to linczem.
Na szczęście ranek przywitał nas wspaniałą pogodą i zrzędzeniem kolegów że oni wolą spać w samochodzie.
Uprzątneliśmy nasze miejsce biwakowe i radośni ruszyliśmy w dalszą drogę.
Jeszcze przy wyjeździe postanowiłem jako porządny obywatel wbić w swoje miejsce zakaz wjazdu który jakiś wandal wyrwał.
Przez zrzędzenie kolegów mój mózg nie zarejestrował że palik na którym jest zamocowany znak jest ciut za krótki.
Wziąłem porządny zamach, po czym wbiłem drewniany znak w ... tył mojej głowy, a ściśle tablicę w tylną prawą część mojej czaszki.
Zamach, eksplozja bólu, cisza w uszach i konstelacja gwiazd przed oczami, to jest to co pamiętam...

Po wszystkim opowiadali mi że przywaliłem się w głowę, w ciszy upadłem na kolana, z rozpędu przyklepałem ręką znak coby się trzymał. Po czym wstałem tocząc wściekłym wzrokiem wkoło zapytałem : " który mi k...a p....ł ? "
Dobrze że nie słyszał tego mój wykładowca z polskiego.
Opatrunek Bundeswehry z 64 roku trzymał się znakomicie, tylko coś czapki założyc nie mogłem.
Po powrocie do domu dowiedziałem sie od lekarza że podejrzewa pęknięcie czaszki i dlaczego od razu nie zszyłem rany bo potrzebne było conajmniej 5 szwów.
Bez komentarza..., jak później powiedzieli mi "koledzy", nie chcieli mnie denerwować mówiąc że krwawię jak wieprz, mam ranę ciętą a głowa spuchła mi jak bania. Po prostu powiedzieli że wszystko jest OK.
Co do dalszych losów wyprawy, wśród miejscowych wzbudzało prawdziwą sensację czterech gości w tym jednego z bandażem na głowie.

Jako że pogoda dopisała a żar lał się z nieba, postanowiliśmy pojechać nad jeziorko w celu schłodzenia organizmów. Oczywiście jak kąpiel to i posiłek, a po posiłku najlepsza jest kąpiel. Zgodnie z tym schematem z wczesnego ranka zrobiło się późne popołudnie.
Kolejnym celem były bliźniaki, gdzie zamierzaliśmy zrobić sesję zdjęciową. Ręka zaczęła mnie świerzbić gdy jeden z trzech stwierdził że on nie zejdzie bo tam jest ciemno, zimno a poza tym on ma "lęk głębokości" i nici z tego.
Cóż, co mi tam zrobimy zdjęcia gdzie indziej.

Zbliżała sie odpowiednia pora do rozbicia biwaku. Polanka obok 736, Laboratorium jest idealnym miejscem do tego celu. Gdzie przy okazji mieliśmy w końcu wykonać sesję zdjęciową korzystając z ponoć otwartego 736. Jak zwykle życie jest brutalne i 736 może i było otwarte ale dla myszy.
Koledzy uczcili radośnie ten fakt gdyż "oni już mają dość podziemi".
Zaczęło się od piwa do kolacji, potem były piwa po kolacji, a skończyło się w nocy niekoniecznie w pionie. Moje instynkty opiekuńcze na taki rozwój sytuacji zdecydowały że idą spać z lub bez mojej osoby.
Jak można się domysleć rano u wszystkich moich podopiecznych pojawił się stan pomroczności jasnej jak to nazwał kiedyś poetycko pan w garniturze w pewnym budynku, broniąc pewnego pana niekoniecznie w garniturze.
Osobiście stan ten określam bardziej ze staropolska - kacem. Cały misterny plan runął. Czas powrotu do cywilizacji zbliżał się nieuchronnie, a nie wykonaliśmy nawet połowy planu. Dawnymi czasy plany wykonywało się z 300% normą, ale podejrzewam że trzech śpiących "bunkrowców" ten problem jakoś nie dotyczył.

Po pobudce wszyscy zakrzyknęli chórem że oni chcą pod ziemię !
Nerw mi się naruszył, krew w żyłach ścięła. Policzyłem w myślach do dziesięciu, po czym zrobiłem coś za co prawdziwi bunkrowcy splunęliby w moją stronę z odrazą. Zaprowadziłem ich do ...

cdn

Artykuł pochodzi z serwisu www.odkrywca-online.com - © ODKRYWCA
 
Konwertuj na format Redfish - nie wiesz co to Redfish?