Dolny Śląsk upomina się o dzieła sztuki

   Bezcenne dzieła sztuki wywiezione z Dolnego Śląska być może powrócą na swoje miejsce. W styczniu 2001 roku rozpoczyna działalność komisja do spraw scalania śląskiego dziedzictwa narodowego. Praca będzie żmudna i pracochłonna, eksperci muszą bowiem opracować katalog najcenniejszych zabytków, nie tylko zdeponowanych w innych polskich muzeach, ale także tych wywiezionych do Niemiec i Rosji. Koordynator akcji Cezary Wąs z gabinetu politycznego ministra kultury i dziedzictwa narodowego podkreśla, że nie chodzi o skatalogowanie wszystkich dzieł, ale przede wszystkim takich, które stanowią rdzeń śląskiego dziedzictwa kulturowego.
   Praca komisji, w skład której wejdą dyrektorzy dolnośląskich muzeów, wymaga taktu i zdolności negocjacyjnych, dlatego zostanie powołana również rada ekspertów prowadzących rozmowy na temat ewentualnego zwrotu dzieł. Zaproszenie do prac w komisji otrzymały między innymi tak wybitne autorytety, jak profesor Maria Żepińska z Instytutu Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego czy profesor Stanisław Mossakowski z Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk.
   Co powinno wrócić na Dolny Śląsk będzie wiadomo dopiero pod koniec przyszłego roku. Do najcenniejszych skarbów, które nie opuściły na szczęście kraju, należy między innymi średniowieczny piętnastoczęściowy ołtarz świętej Barbary, który już przed wojną z racji swej wartości, z mało uczęszczanego kościoła katolickiego trafił do wrocławskiego muzeum.
   Wiadomo także, że elementy bezcennego, średniowiecznego ołtarza głównego z kościoła katedralnego świętych Piotra i Pawła w Legnicy znajdują się w zbiorach muzeów w Toruniu, Gdańsku i Warszawie.
   Negocjacje na temat ich zwrotu lub chociażby oddania w depozyt nie będą łatwe, aczkolwiek nie we wszystkich przypadkach. Chlubnym przykładem może być warszawskie Muzeum Narodowe. Znajduje się tam 26 tysięcy eksponatów pochodzących z Dolnego Śląska, a mimo to dyrekcja placówki zamierza zaangażować się w prace komisji. Znacznie bardziej skomplikowane wydają się kwestie zwrotu zbiorów wrocławskiego ratusza, które trafiły do Hanoweru, eksponatów z Muzeum Puszkina w Moskwie czy muzeów niemieckich.
   Wprawdzie w latach dziewięćdziesiątych naukowcy z Polski dokonali spisu zabytków w moskiewskim muzeum, ale trzeba zweryfikować je pod kątem regionalnym. Odrębną kwestią pozostaje problem zwrotu dzieł. To może okazać się bardzo trudne. Zdarzają się jednak wyjątki. Należy do nich sprawa dwóch obrazów Cranacha wywiezionych z Wrocławia, znajdujących się w zbiorach Niemieckiej Fundacji Pruskiego Dziedzictwa Kulturowego. Po kurtuazyjnej wymianie listów oba arcydzieła zostały zwrócone .
   Zanim jednak rozpoczną się zabiegi o zwrot, trzeba wiedzieć, co tak naprawdę wywieziono z Dolnego Śląska. Muzealnicy w większości wiedzą, co zniknęło ze zbiorów ich placówek. Istnieje także dokumentacja, która może stanowić podstawę prac inwentaryzacyjnych. Na pewno komisja będzie korzystać z tak zwanej "listy Grundmanna", zawierającej spis co cenniejszych skarbów ukrytych na Dolnym Śląsku, a później częściowo wywiezionych do Rosji. Cennym dowodem jest również lipski katalog "Śląska sztuka średniowieczna" Wiese'a i Braunne'a opisujący przedwojenną wystawę prezentowaną we Wrocławiu.
   Istnieje również wiele powojennych już publikacji prezentujących dzieła sztuki, których na próżno można szukać w zbiorach dolnośląskich muzeów. Tak więc komisja ma przed sobą ogrom pracy i tylko rok na jej wykonanie. Przy inwentaryzacji zostanie zatrudniony sztab ludzi. Na szczęście będą na to pieniądze, a jest to kwota niemała - prawie milion dwieście tysięcy złotych. Lwią część przekaże ministerstwo kultury i dziedzictwa narodowego. W finansowanie przedsięwzięcia zaangażował się także urząd wojewódzki oraz władze Wrocławia. Po zakończeniu prac zostanie wydany album "Skarby Sztuki Śląskiej". Kiedy natomiast będzie je można zobaczyć w dolnośląskich muzeach? Tego tak naprawdę nie wie nikt.

Fil
Artykuł pochodzi z serwisu www.odkrywca-online.com - © ODKRYWCA
 
Konwertuj na format Redfish - nie wiesz co to Redfish?