I Zlot członków klubu Sensacje XX Wieku

Z pamiętnika militarysty

    W maju minął rok od czasu, gdy TVP na swoich stronach internetowych zainaugurowała działalność klubu "Sensacje XX-wieku". Klub skupia ludzi w różnym wieku, których interesują nie tylko tytułowe sensacje, ale także militaria, poszukiwanie skarbów, historia. Większość z nich dysponuje ogromną wiedzą historyczną, która nierzadko przekracza wiadomości "pani od historii".
Leszek Kusiak, główny organizator zlotu, na tle swojego ostatniego
dziecka - zrekonstruowanej pancerki (szczegóły we wrześniowym numerze Odkrywcy)
Na początku roku Bogusław Wołoszański, dziennikarz, autor książek i programów popularyzujących historię, człowiek, bez którego klub by nie istniał - zwany przez klubowiczów Bossem - zaproponował zorganizowanie zlotu. Później, z wielu przyczyn obiektywnych i subiektywnych, realizacja tego pomysłu zaczęła się oddalać i kiedy wydawało się, że nic już z tego nie będzie, zdarzył się cud. Leszek Kusiak, jeden z członków klubu urażony słowami Bossa, że "wojnę wygrywa armia, a nie partyzanci", zebrał wokół siebie grupę ambitnych osób, z którymi podjął się zorganizowania spotkania.
(Wejście Bossa, czyli Bogusław Wołoszański na chwilę przed przejażdżką pancerką W maju odbył się rekonesans terenu planowanego zlotu. Wzięli w nim udział Czarek Wendland, Marcin Pałka, Adam Zubek, Rafał Kuliński, Błażej Bandolet, Irek i Ewelina Siwek, Krystian Tokarski, Bartosz Szczepański i oczywiście Leszek Kusiak. Grupa stwierdziła, że teren nadaje się "do użytku". Przy okazji zinwentaryzowano kwaterę szefa sztabu Luftwaffe w Lesie Kumiecie koło Gołdapi. Nie da się opisać wszystkich trudności, jakie przyszło pokonać między majem a sierpniem, dlatego pomińmy je milczeniem. Ale udało się. 13 sierpnia do Gierłoży, czyli Wilczego Szańca zjechali pierwsi uczestnicy, wielu z rodzinami. Wieczorem dotarła największa atrakcja zlotu - replika samochodu pancernego wz.34 (dokładnie opisaliśmy go we wrześniowym numerze "Odkrywcy").

Dzień pierwszy

Uściski dłoni i okrzyki: "A to Ty!! Wszyscy do tej pory znali się tylko przez internet. Członkowie klubu "Sensacji XX Wieku" prawie w komplecie. Pamiątkowe
zdjęcie z Bogusławem Wołoszańskim W biurze zlotu w pocie czoła pracują Aneta Haber, Jacek Haber, Czarek Wendland i Michał Błaszkowski. Rejestrują uczestników i wydają identyfikatory. Po terenie ośrodka z prędkością perschinga przemieszcza się główny organizator - Leszek Kusiak. W południe pojawia się Bogdan Wasilenko - człowiek legenda - pierwszy przewodnik po kwaterze Hitlera.
Pan Bogdan, mimo że jest już na emeryturze oprowadza zlotowiczów i do końca nie wiadomo, czy większą atrakcją było zwiedzanie kwatery, czy spacer z tym niesamowitym człowiekiem. Pod wieczór coś dla eksploratorów. Rozpoczęcie oczyszczania terenu stacji kolejowej - jednego z najrzadziej odwiedzanych miejsc w kwaterze. Boss na bis
Z samej stacji pozostał jedynie uszkodzony budynek nastawni, fundamenty dworca i tunel techniczny na drugą stronę torów długości ok. 35 m. Obok dworca widnieje w ziemi wielka wyrwa po wyszabrowanym zbiorniku na paliwo, który należał do sąsiedniego schronu mieszczącego agregaty prądotwórcze. Schron ten, jak i pozostałe został wysadzony, jednak wnikliwe oko eksploratora dostrzega przygniecione potężnym stropem resztki agregatów prądotwórczych.

Dzień drugi

Pierwszy punkt programu - Wendula - Prace eksploracyjne na stacji kolejowej w Gierłoży
kwatera polowa szefa kancelarii III Rzeszy. Za miejscowością Radzieje, w pobliskim lesie pojawia się nagle równa, ułożona z betonowych płyt droga. Po jej obu stronach resztki podpiwniczonych baraków, dwa schrony przeciwlotnicze - jeden wysadzony, drugi cały. Wydają się jednak małe w stosunku do tych brył betonu z Gierłoży. Jest też kompletne ujęcie wody, wodociąg oraz fundamenty wartowni i ślad po bocznicy kolejowej. Opuszczamy to ponure, zarośnięte krzakami miejsce - nasze drogi prowadzą teraz do Mamerek, byłej kwatery polowej dowództwa Wojsk Lądowych. W odróżnieniu od pozostałych kwater kompleksu dowódczego III Rzeszy, ta, nie wiadomo dlaczego, nie została wysadzona i dzięki temu mamy okazję podziwiać w całej okazałości wszystkie trzydzieści cztery zachowane schrony różnej wielkości i różnego przeznaczenia. Bywało i tak. Nasi na dnie studni na stacji kolejowej  Po Mamerkach oprowadzali nas oczywiście Bogdan Wasilenko, autor pierwszego przewodnika po tym miejscu oraz Wojciech Różewicz z Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji i kierownik muzeum w Twierdzy Boyen. Potem szybki powrót, bo czas nagli, a dzisiaj ma przyjechać Boss. Do umówionej wizyty zostało niewiele czasu. I rzeczywiście z punktualnością szwajcarskiego zegarka pojawia się Bogusław Wołoszański razem ze swoim asystentem Radkiem Bieleckim. Krótkie powitanie i rozpoczyna się spotkanie. Po krótkiej chwili ludzie rozkręcają się i usiłują "zagiąć" Bossa, ale nie idzie im łatwo. Boss dzielnie stawia czoło pytającym i zdarza się także odpowiedź: Nie wiem - co dobrze o Nim świadczy. Duże wrażenie wywiera na Wołoszańskim przejażdżka w wieży samochodu pancernego, który prowadzi Leszek Kusiak. - Mam nadzieję, że gdy będę kręcił film o Bitwie pod Mokrą wykorzystamy ten pojazd - mówi. - Nie chciałem wierzyć, że uda się go zrobić - dodaje, wpatrując się w łaciaty pojazd. Pożegnaniom nie ma końca, a my wracamy na stację. Tajemnicze, mazurskie śluzy
Jedna ekipa dowodzona przez Błażeja Bandoleta i Krystiana Tokarskiego oczyszcza tunel techniczny, druga, której przewodzą Marcin Pałka i Michał Błaszkowski karczuje teren stacji. Przy pomocy ekipy bielsko-bialskiego "Off Roadu" dowodzonego przez wesołego czołgistę Rafała Biera - o którym nieraz jeszcze usłyszymy - wyciągamy z piwnicy dworca blokujący zejście wielki kawał betonu. Terenowe Suzuki jako ciągnik spisuje się doskonale, a i kierowca wie, co ten samochód potrafi.

Dzień trzeci

Jedziemy zwiedzać Kanał Mazurski. W roli przewodnika Marcin Pałka, który jak sam mówi przesiedział kilka godzin w bibliotekach, by zrozumieć zasadę działania śluz i jazów. Bogusław Wołoszański i jego asystent Radek Bielecki wpadli na zlot na
chwilę, a zostali prawie pół dnia
Etap pierwszy - fundament śluzy w Leśniewie Dolnym, przez wielu uznawany za suchy dok dla okrętów podwodnych (po wizycie na kolejnych śluzach na wspomnienie tej teorii ludzie śmieją się sami z siebie). Etap drugi - śluza w Leoniewie Górnym - słynna z powodu wgłębienia w kształcie niemieckiej gapy wrzuconej podobno do kanału. Ta budowla jest wykończona w większym stopniu niż poprzednia. Etap trzeci, to odległy o kilkaset metrów jaz walcowy. Marcin Pałka cierpliwie wyjaśnia zasady działania tego obiektu hydrotechnicznego, znów spacer i powojenną groblą przechodzimy na drugi brzeg kanału. Etap czwarty, to prawie gotowa śluza w Gui - tu upada ostatecznie teoria o u-bootach na kanale Mazurskim, śluza jest po prostu za mała, by spławiać nawet najmniejszego u-boota. W drodze powrotnej zwiedzanie kościółka w Węgielsztynie, według podań miał się on oprzeć najazdowi tatarskiemu w 1657 roku. Wieczorem eksploratorzy kontynuują pracę na stacji. Salwy śmiechu wzbudza Leszek Kusiak zmuszony do odebrania telefonu w momencie, gdy stoi kilka metrów nad ziemią i obcina wielki konar drzewa. W tunelu technicznym zmiana ekipy kopiącej, w środku zaduch, a po i tak wilgotnych ścianach leje się woda - to skroplony ciężki oddech kopiących.

Dzień czwarty

Twierdza Boyen, Kto raz zacznie czytać "Odkrywcę", nigdy już nie pozbędzie się tego
nałogu. Na zdjęciu Rafał Bier z "Off-Roadu", którego powoli uzależniamy.
te słowa pobudzają wyobraźnię jadących do Giżycka. Jednak dopiero na miejscu zlotowicze mają okazję przekonania się, co do ogromu samego założenia jak i ilości zużytych na budowę tego obiektu materiałów. Oprowadzani przez nieocenionego Wojtka Różewicza, ludzie cierpliwie zwiedzają kolejne bastiony, szańce, raweliny, fosy. Największy zachwyt wzbudza bomboodporna latryna.
Na koniec niespodzianka, tajemnicza studzienka z korytarzykiem. Odgruzujemy to za rok, jeśli pomożecie - mówi Wojtek. Głosy aprobaty mówią same za siebie, dobrze, że co niektórzy nie mieli łopat. Na koniec kopia wyczynu motocyklistów sprzed paru lat, z braku taranu Błażej, Adam, Krystian i Michał głową Czarka szturmują wrota klubu Tequila. Tradycyjnie wieczorem stacja, robimy ostatnie porządki. Na koniec przejażdżka samochodem pancernym po parkingu, chyba ze 40 rundek, aż do wyczerpania zapasu benzyny.

Dzień piąty

Ludzie rozjeżdżają się powoli. Zdecydowana większość pyta, kiedy kolejne spotkanie.

To już koniec zlotu. Żegnany łzami wielbicieli Leszek Kusiak odjeżdża w
siną dal razem ze swoją pancerką.
Podsumowanie
Jak zwykle po takiej imprezie pada pytanie: Czy było tak, jak miało być i czy wszystko poszło zgodnie z planem. Odpowiem prosto - było lepiej i chwała za to wszystkim, którzy się do tego przyczynili - lista, poniżej, jeśli o kimś zapomniałem przepraszam. Na zlocie byli: Pwz, Ate, Ball, Moose, Pbr 01, Komandos, Korad, Caani, Thunder, Genezis, Bachor, Rusty, Pietyczny, Mercur, Motolevis, Kuzniecow, Tchekan, Makumaki, Aneta, Bonzo, Komunista, Matrix, Kwiatek, Rosner, McGregor, Marmac, Dt, Edi, Pastusz, Konger, Raa, Satnish, Gryf, Finek, Kiler, Frog, SS, An, Akagi, Powers, Plunger i inni, o których zapomniałem. Dziękujemy Bogdanowi Wasilence, Wojtkowi Różewiczowi, Rafałowi, Marcie, Kacprowi Bier, Patrycji Kwiatkowskiej, Przemkowi Wojtakowi, Jerzemu Murgrabi, Radosławowi Bieleckiemu. Bogusławowi Wołoszańskiemu dziękuję osobno za wszystko, co zrobił dla klubu do tej pory i czekamy na jeszcze. Joannie Lamparskiej za to, że była, a ile to znaczy pozostanie tajemnicą piszącego.

Hartmann

Artykuł pochodzi z serwisu www.odkrywca-online.com - © ODKRYWCA
 
Konwertuj na format Redfish - nie wiesz co to Redfish?