Tajemniczy kabel z Rzeczki

W pierwszy weekend października połączone siły Grupy Eksploracyjnej Odkrywcy oraz grupy Mariusza Aniszewskiego, w sumie 5 osób, wybrało się do Rzeczki w Górach Sowich na rekonesans. Sprowadziła nas tam intrygująca relacja pochodząca od byłego pracownika Poczty Polskiej, który na przełomie 1945-46 r. przejmował barak stacji wzmacniakowej w Rzeczce.

domek z lewej to powojenna, nieczynna już stacja wzmacniakowa Stacja wzmacniakowa jest obiektem o strategicznym znaczeniu w systemie łączności dalekosiężnej - tu wzmacnia się sygnał transmisji (poprawia jakość rozmów) w przechodzących przez nią kablach międzymiastowych i międzynarodowych. Jest też elementem systemu, który umożliwia utrzymanie łączności drogami obejściowymi w przypadku zniszczenia podobnego obiektu lub centrali sytemu. Lokalizacja tego obiektu, w którym spotykały się połączenia m.in. z Berlina, Czech i Polski, w miejscu niekorzystnym pod względem technicznym i ekonomicznym oraz dokumenty archiwalne poczty zdają się potwierdzać tezę, że przedsięwzięcie Riese było budową kolejnej hitlerowskiej kwatery dowodzenia. Dzisiaj po stojącym u podnóża Małej Sowy baraku zostały tylko fundamenty. Kable zostały przełączone do wybudowanego obok budynku i były wykorzystywane do końca lat 90. Emerytowany pracownik stacji pamiętał, że zaraz po wojnie był jeden ucięty kabel, który kierował się w górę, w stronę lasu i znikał w ziemi. Wezwana wtedy z Wrocławia ekipa pracowników poczty próbowała badać teren na długości kilkudziesięciu metrów, ale z powodu braku odpowiedniego sprzętu zrezygnowała. Czyżby był to kabel do legendarnych zamaskowanych podziemi w Sowiej Dolinie? Może jesteśmy o krok od sensacji...? Jedyne, co mogliśmy zrobić to zweryfikować relacje w terenie. Zaopatrzeni w przyzwoitej klasy wykrywacze metalu, specjalistyczny lokalizator kabli oraz magnetometr różnicowy ruszyliśmy na poszukiwania. Zakładając, że w pobliżu baraku kabel mógł być wyrwany zaraz po wojnie, zaczęliśmy od odległego o kilkaset metrów lasu stopniowo zbliżając się do zabudowań stacji. Efektem kilkugodzinnych poszukiwań było dokładne przewentylowanie naszych płuc zdrowym, górskim powietrzem. Kabla nie znaleźliśmy. Śladu po nim też. Nie wydaje się prawdopodobne przeoczenie grubej wiązki miedzianych drutów w pancerzu ze stalowej taśmy przez nasze przyrządy, tym bardziej, że kabel mógł być położony nie głębiej niż pół metra - metr, głębiej jest już skała. Nie było też żadnych śladów po wyrwaniu kabla. O ile na polach i łąkach pomiędzy zabudowaniami a lasem ślady mogły zostać zaorane, to w lesie nikt by się nie bawił w zasypywanie rowków, takie ślady po wyrwanych kablach można do dziś zobaczyć na Osówce czy Włodarzu. Wnioski? Wygląda na to, że tak przebiegającego kabla po prostu nie było. Może na przykład skręcał już w ziemi w kierunku pobliskich sztolni? I dość prawdopodobne, że wezwana przed laty ekipa doszła do takich samych wniosków. Tego już się pewnie nie dowiemy, nie znaleźliśmy śladu takiej akcji w archiwach. A może ktoś wie coś więcej...?
Artykuł pochodzi z serwisu www.odkrywca-online.com - © ODKRYWCA
 
Konwertuj na format Redfish - nie wiesz co to Redfish?