Komiks "Westerplatte". Rekonstrukcja z pietyzmem

  "Westerplatte. Załoga śmierci" Mariusza Wójtowicza-Podhorskiego i Krzysztofa Wyrzykowskiego od chwili ukazania się stało się wydarzeniem znacznie wykraczającym poza środowiska komiksowe i miłosników II wojny światowej. Pisała o nim m.in. "Gazeta Wyborcza", "Przekrój", autorzy gościli nawet w "Kawie czy herbacie". Nic nie napisały tylko tabloidy, ale o tym później.
  Skąd takie niespotykane zainteresowanie?

Zagłębiamy się

  Już od pierwszych kadrów powoli dajemy się wciągać w głąb wydarzeń związanych z historią Westerplatte. Od razu na początku łatwo dostrzec atuty rysownika - absolwenta gdańskiej ASP (wkraczający na Westerplatte Francuzi w XIX w., strzelająca z odrzutem armata na drugiej stronie), który doskonale sobie radzi z oddaniem militarnych detali. Wyrzykowski rysuje nie pozostając w cieniu opisu, pozostaje integralnym artystą. Kreśli dynamicznie i z wyczuciem. Rygory dokumentalnej opowieści nie pozwalają mu szerzej otworzyć skrzydeł, ale są fragmenty, w których widać rozmach (świetne sekwencje ataku Stukasów, mapki sytuacyjne pozwalające zorientować się w taktyce) czy wymowne niedopowiedzenia (sceny wywieszenia białej flagi, poddania się załogi i spotkania z Niemcami). Opisów i tekstu w dymkach jest dużo, choć jak przypuszczam scenarzysta musiał się tu boleśnie ograniczać. Trzeba też pamiętać, że rysownik spędził wiele czasu w plenerze, szkicował kadry na miejscu zdarzeń na Westerplatte.
  Opowieść rozpoczyna się od pokazania dziejów półwyspu Westerplatte od czasów najdawniejszych, po czym na dłużej zatrzymujemy się w okupowanym Gdańsku obserwując narastający konflikt polsko-niemiecki i potajemne przygotowania załogi Westerplatte do odparcia agresji. Stopniowo wkraczamy na teren Wojskowej Składnicy Tranzytowej zaznajamiając się z sytuacją przed wrześniem 1939 r. i poznając głównych bohaterów.

Napięcie narasta

  Narastające przedwojenne napięcie udziela się też czytelnikom. Zaczynamy czekać na pierwsze strzały razem z żołnierzami, oni - ze strachem, ale i z niecierpliwością, my - ze świadomością, że za chwilę zobaczymy wystrzały z pancernika "Schleswig-Holstein" i ujrzymy efekt jaki poczynią na załodze. Gdzieś tam przypominamy sobie fragmenty często powtarzanych przy okazji kolejnych rocznic starych kronik filmowych ze strzelającym pancernikiem w roli głównej.
Widzimy jeszcze przygotowania po stronie niemieckiej, a potem zaczyna się "piekło". Pancernik grzmi o godzinie 4.48, 1 września 1939 r. Moment dobrze w komiksie wyeksponowany i rozegrany dramatycznie.
  Autorom skutecznie udało się od tego momentu "sprzężyć" odczucia czytelników z emocjami obrońców placówki. Poczucie bycia tam, na miejscu towarzyszy nam już do końca komiksu.

Walczymy

  Nie wiedząc kiedy wchodzimy na teren Westerplatte, a potem walczymy i poddajemy się razem z żołnierzami. Słyszymy huk cekaemów, pikujących Stukasów, walących się budynków, wybuchów i krzyków.
  Scenariusz pokazuje wydarzenia bez upiększeń, rekonstrukcja sprawia wrażenie pełnej i dokładnej. Zwolennicy ukazywania faktów w sposób wybiórczy i podporządkowany atrakcyjności (na kształt programów w Discovery) będą niezadowoleni, ale oglądane tu wydarzenia, bez manipulacji, bez celowej gry na emocjach mimo wszystko budzą wzrastające napięcie. Takiemu przedstawieniu historii podporządkowana jest fabuła komiksu i zastosowane wybory formalne. To fakty i dramaty ludzi mają tu być pasjonujące. To siła dokumentu ma wzmagać i wzmaga ekscytację.
  Na kolejnych stronach oglądamy siedmiodniową obronę półwyspu. I tu następuje konsternacja, bo oto "pamiętna" obrona wyglądała inaczej niż przedstawia to wiele dotychczasowych "źródeł" (począwszy od relacji majora Sucharskiego przekazanej przez Melchiora Wańkowicza). Podręcznikowa wiedza na kartach komiksu prezentuje się zgoła inaczej.

Prawda historyczna

  Widzimy załamanie majora Sucharskiego i jego "dziwne" zachowanie, które spowodowało np. wywieszenie białej flagi w drugim dniu obrony. Oglądamy przypadki tchórzostwa, dezercji, pozostawienia na pastwę losu rannego kolegi. Rzeczywistym dowódcą obrony staje się kapitan Franciszek Dąbrowski. Jego postawa sprawia, że obrona trwa dalej a morale żołnierzy pozostaje nienaruszone.
  Wszystkie te fakty, znane garstce historyków i pasjonatów, dzięki komiksowi mają szansę szerzej zaistnieć w świadomości społecznej.
  Obalenie legendy bohaterskiego majora, na które odważyli się autorzy komiksu, jeszcze przed jego ukazaniem się wzbudziło zainteresowanie rodzimych tabloidów, które zwietrzyły sensacyjny, medialny temat. Jednak po jego ukazaniu się bulwarowa prasa nie znalazła w publikacji nic dla siebie.
  Jak dotychczas nie podniosły się też żadne głosy oburzonych historyków.

Dodatki

  Po skończonym stustronicowym komiksie czekają nas jeszcze bardzo interesujące dodatki. Część z nich ma za zadanie wzmocnić oddziaływanie komiksu. Zwłaszcza tekst "Weisse Flagge auf Westerplatte" pełni tu ważną rolę. Mariusz Wójtowicz-Podhorski opisuje jeszcze raz wydarzenia na Westerplatte, kładąc główny nacisk na skrupulatne udokumentowanie roli majora Sucharskiego i kapitana Dąbrowskiego. Jakby uprzedzając ewentualne ataki oponentów i piewców innej wersji wydarzeń, utrwalanej ustawicznie przez 60 lat.
  Cześć materiałów ma charakter popularyzatorski jak na przykład przewodnik po obiektach lub ich pozostałościach na współczesnym Westerplatte, krótki przegląd rodzaju uzbrojenia walczących stron, opis przedwojennego kurortu Westerplatte. Autor bardzo krytycznie odnosi się w nich do obecnych instytucji zarządzających półwyspem, które traktują "dobytek" na Westerplatte po macoszemu, w wyniku czego historyczne obiekty stoją zapomniane i zdewastowane.
  Literówki, które przytrafiają się autorom w dodatkach, świadczą przede wszystkim o tym, że przy okazji zbierania materiałów wiele faktów ujrzało światło dzienne w ostatniej chwili, do końca wprowadzano zmiany. Komiks miał być wiernym oddaniem realiów także w warstwie historycznych detali.

Detale

  Zamykając ten komiks trzeba pamiętać, że oto odbyliśmy podróż w niedaleką historię oglądając wszystko oddane z niebywałym pietyzmem i dbałością o każdy historyczny detal. "Przy tworzeniu albumu autorom pomogło wielu historyków i ludzi interesujących się militariami. Dla potrzeb rysownika zbudowano między innymi model pancernika "Schleswig-Holstein", modele samolotów typu Ju-87, makiety i dioramy istotnych placówek oraz obiektów Składnicy. Zgromadzono szereg militariów potrzebnych przy rysowaniu drobiazgowych szczegółów umundurowania i uzbrojenia.
  Wiele szczegółów poprawiano do ostatniej chwili i mimo, że każdy w pozytywnym tego słowa znaczeniu "maniak" znajdzie tu jakieś błędy, należy zgodzić się z Wojciechem Orlińskim z "Gazety Wyborczej", który napisał, że: "pod względem dbałości o historyczne detale "Westerplatte. Załoga śmierci" to ewenement nie tylko na skalę krajowego komiksu, ale wręcz na skalę światową".

Co dalej?

  Komiks poza emocjami jakie wywołał (łzy wzruszenia córki kapitana Dąbrowskiego, jak i u wielu czytelników) spowodował pozytywne zainteresowanie półwyspem Westerplatte. Wiele osób chce pod wpływem lektury zobaczyć "pole bitwy", sam komiks traktując jak doskonały przewodnik.
  Wydanie komiksu i oddźwięk jaki wywołał spowodowały również zainteresowanie się "porządkiem" i wyglądem obiektów na Westerplatte ze strony władz. Coś tam usprzątnięto, coś zabezpieczono. Pytanie na jak długo ?
  Dobrze, że autor scenariusza powołał do życia stowarzyszenie, które będzie mieć za zadanie ochronę historycznych obiektów przed dewastacją, jak i popularyzację wiedzy o obronie.
  Cieszyć się należy również z tego, że spółka Wyrzykowski/Wójtowicz-Podhorski na tej jednej publikacji nie poprzestaje. Trwają prace nad kolejnym albumem, a zapału i energii na pewno wystarczy na następne.

Krzysztof Zajączkowski

Komiks do nabycia w naszej Księgarni Odkrywcy www.ksiegarnia-odkrywcy.pl .

Dostępny również w księgarniach i Empikach.
Artykuł pochodzi z serwisu www.odkrywca-online.com - © ODKRYWCA
 
Konwertuj na format Redfish - nie wiesz co to Redfish?