Pismo PG - Luty 1999

OPOWIEŚCI KREŚLARNIANE (5)

O tym, jak czyjeś lenistwo czyjeś życie ocaliło

 Lepsza garść wytchnienia niż dwie garście trudu i pogoń za wiatrem  Salomon, Księga Kaznodziei, 4:6.

     Tę dziwną historię zaczęła opowiadać Ryśka. (patrz PISMO PG, maj 1998, str. 14).
"Był piękny lipcowy dzień 1946 roku, po niebie chodziły białe kumulusy, a wiatr idący od morza łagodził upał. W tych warunkach ogarniało nas błogie lenistwo. Nas, to znaczy grupę studentów, którzy po pierwszym roku studiów na Wydziale Mechanicznym zostali skierowani na praktykę warsztatową do położonych nieopodal Gdyni w Rumi-Zagórzu Zakładów Mechanicznych przylegających do skraju płyty poniemieckiego lotniska wojskowego.
Nasza praktyka polegała na codziennym podpisywaniu listy obecności, pobieraniu przysługującego nam pół litra deputatu mlecznego i obijaniu się po warsztacie. Nikt nami się nie zajmował, park maszynowy był zaniedbany i cała praktyka była dla nas nudna. Ukoronowaniem naszej pracy miało być sprawozdanie w formie dzienniczka, który komponowaliśmy na zakończenie dla przedłożenia dziekanatowi. Należy stwierdzić, że istniało między kierownictwem warsztatu a nami ciche porozumienie o niewchodzeniu sobie w drogę.
W pogodne dni ulubionym naszym zajęciem było opalanie się pośród gruzów rozbitego betonowego bunkra, leżących przy płycie lotniska.
Tak było i dzisiaj. Wypiliśmy nasz mleczny deputat i korzystaliśmy ze słońca, siedząc pośród betonowych bloków zasłaniających nas od strony warsztatu. Przed nami wystawała ponad metr nad ziemię rura stalowa średniej grubości. Gdy już opowiedzieliśmy sobie najnowsze dowcipy, któryś z kolegów zaproponował, dla zabicia czasu dzielącego od fajrantu, rzucanie kamuszkami w rurę. Ustaliliśmy kolejność rzutów i przystąpiliśmy do popisywania się swoją celnością. To proste na pozór zadanie nie było wcale tak łatwe przy kilkunastometrowej odległości. Dopiero po lekkim treningu nabraliśmy wprawy i rura coraz częściej sygnalizowała nam donośnym dźwiękiem trafienie do celu.
Ta zabawa zaczynała się nam już nudzić, gdy nastąpiła dziwna rzecz: rura sam zaczęła generować stuknięcia! Początkowo zdawało się nam, że się przesłyszeliśmy, ale stuknięcia nadal było słychać, Podeszliśmy do rury i zaczęliśmy uderzać metalowym prętem. Po każdym uderzeniu następował odzew - ktoś odpowiadał!
O tym wydarzeniu zawiadomiliśmy kierownictwo. Sprawdzono naszą obserwację. Wiadomość przedostała się do załogi. Każdy biegł do rury i stukał w nią, czym tylko się dało. Wkrótce zjawiła się milicja, bezpieka i wojsko. (Panowała wówczas jeszcze psychoza zagrożenia ze strony Werwolfu). Teren wkrótce ogrodzono i nikomu nie zezwolono tam wchodzić. Przyjechały koparka i dźwig, zaczęły pracować młoty pneumatyczne.
Nasza praktyka dobiegła końca, finału sprawy nie dowiedzieliśmy się, krążyły różne nieprawdopodobne pogłoski, ale wszystko było już pokryte oficjalnym milczeniem" - zakończyła Ryśka.
Słuchając tej opowieści, przypomniałem sobie, że z dużym opóźnieniem pisał o tym wydarzeniu "Dziennik Bałtycki". Otóż udało się odgruzować wejście do podziemnego bunkra pod płytą lotniska. Zrobiono przejście i znaleziono - rzecz wręcz nieprawdopodobna - żywego niemieckiego żołnierza, który przebywał tam ponad rok od zakończenia wojny. Był we wnętrzu w momencie wysadzenia bunkra. Miał szczęście, że przebywał w pomieszczeniu magazynowym z konserwami, pojemnikami z wodą i z odzieżą. W tym pomieszczeniu, z sufitu wychodziła rura, ta widziana z zewnątrz, Doprowadzała świeże powietrze i dawała widok na mały krążek nieba.
Zadziwiająca była odporność psychiczna tego człowieka, który potrafił przeżyć ponad rok samotnie (?) zamknięty w tej ciemnicy, a do tego potrafił jeszcze odpowiedzieć na usłyszane stuknięcia. Przyzwyczajony do absolutnej ciszy, jak wytrzymał tą orgię hałasów, gdy każdy do niego stukał? Przewieziono go z zasłoniętymi oczami do szpitala Marynarki Wojennej w Oliwie, tam umieszczono w zaciemnionym pokoju i powoli, przez kilka miesięcy adaptowano do normalnych warunków. Po podleczeniu odesłano go do Niemiec.

Kazimierz Iwanowski
Wydział Mechaniczny


Artykuł skopiowany z gazetki wydawanej przez Politechnikę Gdańską

Zobacz podobne historie :

(*)Bunkier umierającego słońca
(*)Zasypani ludzie w Twierdzy Przemyśl

Artykuł pochodzi z serwisu www.odkrywca-online.com - © ODKRYWCA
 
Konwertuj na format Redfish - nie wiesz co to Redfish?