Logo
   ODKRYWCA - Aktualny numer
Login: Hasło:
Jeżeli zapomniałeś hasła kliknij tutaj  

Spis treści


Poszukiwania
- Sztandarowa tajemnica 7.DP.Akt2, odsłona 1 str.3

- Na Wschodzie bez zmian... str.7
- Odkrycie ostatnie jakich wiele: guziki, nieśmiertelniki, klamry, fragmenty cesarskich orłów zdobiących pikelhauby często noszą ślady złocenia. Oznacza to, iż należały do oficerów lub jednostki gwardyjskiej. Podobnie jest z klamrami głównymi pasów. Ronada dużych klamer starego wzoru zdobne są jasnym, srebrzystym metalem. To autentyczny wysiłek lokalnego poszukiwacza. Współpracując ze starym "wyjadaczem", odkrywca wpuszcza na swoje podwórko, zaprasza do oceny odkrycia i wspólnych poszukiwań. Obiecałem, że nie napiszę... gdzie to jest.

- Historia spod gruzu str.11

- Srebro i heban str.14
- Za każdym razem, gdy piszę o tym niezwykłym dziele pomorskiej sztuki sakralnej pojawia się we mnie iskierka nadziei, że może przeczyta tekst ktoś, kto widział, słyszał, albo ma dostęp do powojennych dokumentów, w których przechował się ślad po tajemniczej kradzieży i wywiezieniu srebrnego ołtarza darłowskiego z sejfu banku sławieńskiego w marcu 1945 r. Nadzieja jest wpewnym sensie uzasadniona, bowiem pewnien czytelnik z Koszalina obiecał mi dostarczyć listę pracowników UB w Sławnie odpowiedzialnych za wywiezienie ołtarza. Niestety, obietnicy nie dotrzymał.

- W pogoni za pancerfaustem, albo Edka Wencla marzenia z trzeciego piętra str.18

- Jak to z Tkaczami było... str.22

- Nieobecni nie mają racji...str.26

Aktualności/Wydarzenia
- Ginące domy łużyckie str.30

- Krzywe zwierciadło wojny (cz.2) str.32

- Krypta Wielkich Mistrzów Krzyżackich str.34

- Militarna strefa historii str.37
- III Zlot Grup Rekonstrukcyjnych i historycznych pojazdów wojskowych "Strefa Militarna"

- Pancerny deszcz na Błoniach str.40
- X Międzynarodowy Zlot Pojazdów Wojskowych "Operacja Południe"

ciąg dalszy na prawym panelu

Drodzy Czytelnicy
Szanowni Czytelnicy Przywilejem redaktora jest możliwość zapoznania się z treścią tekstu nadesłanego przez autora, zanim ujrzy on światło dzienne na łamach kolejnego wydania gazety. Dopiero gdy jest wydrukowany, gdy staje się dostępny Czytelnikom, zaczyna swoje życie jako pewien fragment zwartej całości tworzącej treść numeru. Przywilej ten, pomijając obowiązki związane z redakcyjną pracą, ma jeszcze tę właściwość, że potrafi wpłynąć - czasami poprzez całkowicie drobny fragment - na pewien typ refleksji jaka towarzyszy pracy edytorskiej i dziennikarskiej. Gdy po raz pierwszy przeczytałam nostalgiczną opowieść naszego wieloletniego współpracownika, nestora polskiego ruchu eksploratorskiego, Wojtka Stojaka o jego bardzo osobistej więzi emocjonalnej z Edwardem Wenclem, anonimowym - nie dla Wojtka! - mieszkańcu Głogowa i ich wspólnej pasji poszukiwawczej, nie tylko dowiedziałam się czegoś o tym człowieku, dowiedziałam się również dużo o samym Autorze. I nie chodzi tutaj o same poszukiwania, ani nawet o opis ścieżek jakimi podąża odkrywca starający się dotrzeć do jakichś zapomnianych faktów i zdarzeń, nie chodzi o warsztat eksploratora, chodzi raczej o rodzaj nastroju, swoistego pejzażu wewnętrznego jaki buduje przeszłość i ustawiczne próby jego przywoływania. W tym tekście - będącym kwintesencją "Wojtkowego" stylu i języka - są oczywiście poszukiwania, ba! Nawet pancerfausty! Ale odnoszę wrażenie, że to tylko pretekst do wyprawy w zupełnie inne obszary. Zbyt intymne by mówić o nich wprost - wystarczy motto jakim Autor opatrzył swój tekst : "pamięć bywa przekleństwem". I zanim dopowiem dalszą część tego aforyzmu, pragnę serdecznie Czytelnikom polecić "Stojakowe pisanie" na 18 stronie najnowszego "Odkrywcy". To tekst idealnie komponujący się z nastrojem i klimatem polskiego września i zaczynającej się jesieni.

Motto - czy raczej przytoczona przez Autora jego część - zostało we mnie na dłużej, chyba dłużej niż bym tego chciała, ale jakoś krąży wokół spraw aktualnych choć osadzonych w mniej lub bardziej oddalonej przeszłości. Słowem, czy pojęciem kluczem, jest obecnie "upamiętnienie" - w źródłosłowie jest pamięć. Czy rzeczywiście nie staje się przekleństwem ciążącym nad współczesnymi wydarzeniami? Czy to może istotny nakaz moralny, a tylko bieżące emocje i polityka nadają fałszywego znaczenia czystym intencjom? Jeden Krzyż ma stać koniecznie, bo upamiętnia i symbolizuje. Inny - ten w Ossowie na grobie żołnierzy Armii Czerwonej poległych w Bitwie Warszawskiej - stać nie powinien, bo też upamiętnia, tyle, że nie to co chciałoby się pamiętać. Nie próbuję porównywać dwóch nieprzystających do siebie wydarzeń, myślę raczej o selektywnej i instrumentalnie traktowanej pamięci, która stała się narzędziem w "młócce" mającej kształtować dzisiejszy światopogląd i wybory ideowe.
Dziennikarz czasopisma historycznego szczęśliwie nie musi odnosić się do historii najnowszej, do wydarzeń aktualnych, których tłem jest historia, jednak powinien. Postulat cywilizowanego - a w tym przypadku chrześcijańskiego (w takim kręgu cywilizacyjnym żyjemy) ? pochówku poległych żołnierzy, nie jest ani intelektualną ekstrawagancją, ani fanaberią czy tylko gestem. Zwłaszcza nie jest prowokacją, zdradą i czym tam jeszcze. To po prostu normalny ludzki obowiązek spełniany przez różne narody na rozlicznych cmentarzach i polach bitew. Już Cesarstwo Rzymskie wprowadzało ten humanitarny obyczaj. To, że obrzęd godnego pochówku wroga i przeciwnika gwałcono po tysiąckroć świadczy o ułomności ludzkiej kondycji, ale nie barbarzyństwo przecież wyznacza normy moralne. Czyż po 90 latach od wojny 1920 roku jesteśmy tak słabi by nie uhonorować zwyciężonych? Czy może znowu zderzamy się z jakimś narodowym mitem, który w tym przypadku ma dodatkowo postać Cudu?

I na koniec - jest jednak metafizyczna więź między tymi Krzyżami. Inicjatorem pomnika nagrobnego dla czerwonoarmistów był minister Andrzej Przewoźnik - prawdziwy kustosz narodowej pamięci, symboliczny architekt Cmentarza Orląt i Katynia - zginął w Katastrofie Smoleńskiej. Kto lepiej rozumiał cywilizacyjny wymiar pamięci o poległym żołnierzu? Jego intuicji i intencji chyba mogliby zaufać ci, którzy sprzeciwiając się wyrokują o tym co jest, a co nie jest godnym upamiętnieniem. I chociaż "pamięć bywa przeklęta" to pora przywołać drugą część motta - "bywa też darem". Ten dar trzeba przyjąć.

Wydarzenia najbardziej aktualne znalazły jednak również swoje odzwierciedlenie w bieżącym wydaniu "Odkrywcy" - serdecznie polecam artykuły Arkadiusza Lipina, o ginącej w wyniku powodzi, która zdewastowała Bogatynię i okolice zabytkowej zabudowie łużyckiej, w uzupełnieniu Tomasza Rzeczyckiego o "Dziewiarskich Domach" powstałych u styku Gór Izerskich i Karkonoszy oraz Janusza Skowrońskiego o zmaganiach o Nysę Łużycką w kontekście powojennej konferencji "Wielkiej Trójki" w Poczdamie. Jestem przekonana, że inspiracja bieżącymi, chociaż naprawdę fatalnymi wydarzeniami, może stanowić dobrą przesłankę do zainteresowania historią regionu pełnego cennych, szerzej nieznanych dotąd zabytków kultury materialnej.
Serdecznie zapraszam do lektury wrześniowego wydania "Odkrywcy"!
Izabela Kwiecińska

Izabela Kwiecińska

c.d. spisu treści

c.d z lewego panelu

Kolekcjonerstwo
- Beret - symbol militarnej elity str.43

- O Odznace Grunwaldzkiej raz jeszcze... str.47

Raport
- Wykrywacze White's XLT/DFX (cz.2) str.51

Fortyfikacje
- Był sobie schron... str.57

- Zniszczone pancerze schronu nr 660 str.58

- Zamki w Kazimierzu Dolnym i Janowcu str.60

Wędrówki Odkrywców
- Architektura dworców kolejowych Wielkopolski (cz.2) str.64

Księgarnia Odkrywcy
- Nowości września w Ksiegarni Odkrywcy str.67


0.160