Logo
   ODKRYWCA - Strona główna
Login: Hasło:
Jeżeli zapomniałeś hasła kliknij tutaj  
Forum: Historia najnowsza czyli zakręty historii po wojnie
 
[*] Powrót do głównej strony tego forum

- ikonki przy nicku oznaczają ilość ostrzeżeń które otrzymał użytkownik (czerwona oznacza blokadę logowania w serwisie)
Temat: Kto napisał: Dodano: 
Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-08-01 12:25:00

Znalazlem takie bardzo ciekawy artykul w "Kurierze Brzeskim" :

Dotarliśmy do nieznanych do dzisiaj dokumentów wewnętrznych UB i SB świadczących, że część oddziału Narodowych Sił Zbrojnych ze zgrupowania „Bartka” mogła zostać rozbita w czasie strzelaniny w Malerzowicach niedaleko Grodkowa w lipcu 1947 z przeważającymi siłami Urzędu Bezpieczeństwa z Niemodlina, którego ówczesnym komendantem był Józef Bedlewski.
Nie wiadomo jednak, czy dokument ten, który opisuje działania UB i SB na Opolszczyźnie mówi prawdę. A może to właśnie w tej miejscowości znajduje się miejsce, gdzie odbyła się druga po Barucie masowa egzekucja, przy której mogli być wykorzystani także sowieccy żołnierze (bliskość brzeskiego garnizonu).
Jak podaje kalendarium dołączone do tego dokumentu, to właśnie w miejscowości Malerzowice zatrzymała się grupa zbrojna licząca około 40 osób należąca do „bandy Bartyka” . Chodzi tu z pewnością o wieś, która obecnie zamieszkuje 540 osób i znajduje się powiecie nyskim w pobliżu Łambinowic. Trzeba jednak pamiętać, że w województwie opolskim są jeszcze jedne Malerzowice - tyle że Małe, w których jest kamieniołom a miejscowość znajduje się około 30 km od granicy z Czechami. Jednak wszystko wskazuje na to, że chodziło tu o Malerzowice Wielkie, gdyż funkcjonariusze bezpieki byli ściągnięci z PUBP w Niemodlinie, a więc niespełna 10 km od miejsca zbrojnej potyczki albo zbrodni.
Grupa NSZ-owców zamierzała przejść do Czechosłowacji. Jednak powiadomieni funkcjonariusze PUBP w Niemodlinie przybyli na miejsce, gdzie doszło do walk, w wyniku której prawie wszyscy ze zgrupowania ponieśli śmierć. Strat ze strony funkcjonariuszy PUBP nie było. Tyle możemy dowiedzieć się z zachowanego kalendarium działań UB i SB ( z nadrukiem: do użytku wewnętrznego).
Cała akcja miała się odbyć w ramach tajnego planu likwidacji „B”, który zakładał przetransportowanie żołnierzy NSZ na dzisiejszą Opolszczyznę w okolice Barutu, ale także w pobliże Łambinowic pod pretekstem przerzutu na zachód na teren amerykańskiej strefy okupacyjnej, realizowanym wcześniej przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego na terenie Podbeskidzia. Bezpieka wprowadziła też w bezpośrednie otoczenie kierownictwa NSZ dwóch agentów Henryka Wendrowskiego ”Lawinę” i Czesława Krupowca „Korzeń” , którzy mieli rozpracować działający po wojnie NSZ i doprowadzić do ostatecznej likwidacji żołnierzy NSZ-u poprzez potajemne ich wymordowanie.

Według innego historyka Arkadiusza Karbowiaka prowaokacja sił bezpieczeństwa zapewne nie zostałaby ujawniona, gdyby nie ucieczka z miejsca kaźni jednego z uczestników eskapady Andrzeja Bujaka „Brzozy”. Bujak dotarł do sztabu „Bartka” i opowiedział o finale rzekomego wyjazdu na Zachód. Dzięki tym informacjom akcja wyjazdu została wstrzymana, co z pewnością uratowało życie wielu żołnierzom NSZ. Zgrupowanie kpt. „Bartka” przetrwało do amnestii ogłoszonej w lutym 1947 roku. Niestety, sam kpt. Henryk Flame został zastrzelony przez funkcjonariusza MO 1 grudnia 1947 roku.

Zdaniem historyka Tomasza Kurpierza z katowickiego IPN-u najważniejszym rozgrywającym w całej operacji ubeckiej przeciwko zgrupowaniu „Bartka” był funkcjonariusz UB Henryk Wendrowski były żołnierz AK już od 1944 roku działający po stronie komunistów, który w latach następnych odegrał jedną z kluczowych ról w opanowaniu przez władze bezpieczeństwa krajowych struktur Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość.
W czasie ubeckiej akcji H.Wendrowski występował pod pseudonimem „Lawina” i właśnie jako kpt.”Lawina” jesienią 1945 roku został wprowadzony przez bezpiekę do Rady Politycznej NSZ Okręgu Śląskiego. Prawdopodobnie w połowie kwietnia 1946 Wendrowski rozpoczął działania operacyjne w Gliwicach, gdzie podając się za organizatora pracy konspiracyjnej wprowadzony został w miejscowe środowiska opozycyjne. W lipcu 1946 r. przy współpracy z agentem „RR” za pośrednictwem „Warmińskiego” byłego szefa Wydziału I Organizacyjnego Okręgu Krakowskiego NSZ występujący ubek, oficjalnie jako przedstawiciel „Okręgu NSZ” dotarł do jednego z „łączników” „Bartka”. Ten łącznik był przekonany, że pracuje on na rzecz sztabu organizacji, z którą związany był już w okresie wojny, doprowadził funkcjonariusza UB do samego „Bartka”, czyli mjr Flame, który wtedy przebywał wraz ze swoim oddziałem na Baraniej Górze.
Do pierwszego spotkania kapitana „Lawiny” z dowódcą zgrupowania doszło na początku sierpnia w obozowisku leśnym. Od tego czasu wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. W niedługim czasie doprowadziły do wymordowania większości oddziału. Funkcjonariusz UB występujący oficjalnie jako kpt. „Lawina” umiejętnie przedstawił fikcyjny rozkaz „Okręgu NSZ” nakazujący przeniesienie zgrupowania w kilku transportach w rejon Jeleniej Góry, gdzie miała być rzekomo kontynuowana walka zbrojna. ”Bartek „ pomimo zastrzeżeń ostatecznie zaakceptował plan przerzutu swoich żołnierzy. Według historyka IPN-u z Katowic szczegółowy plan przerzutu zakładał cztery transporty w pierwszych dniach września. Pierwszy miał objąć kilkunastu żołnierzy, pozostałe po około 40, czyli łącznie około 140 osób. Ciężka i długa broń miała być przewieziona w osobnych ciężarówkach.
Podczas akcji związanej z planem „B” Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego zadecydowało o umieszczeniu w tzw. „punkcie opolskim” uzbrojonej grupy operacyjnej UB, która miała występować „pod płaszczykiem ludzi wyznaczonych przez Okręg Opolski NSZ dla ochrony punktu” pisze T.Kurpierz.
Bezpieka nie próżnowała i już w lutym 1946 nastąpiły aresztowania członków NSZ-u w Opolu, według bezpieki organizacja miała działać na terenie cementowni „Groszowice”. Miesiąc później doszło do potyczki zbrojnej z zgrupowaniem Panka ps. „Rudy” liczącym ok.70 ludzi. W tej akcji brali też udział funkcjonariusze MO i UB z Brzegu.
Oddział „Rudego„ działał przede wszystkim w lasach kępińskich, ale także w rejonie Bolesławca, Skomlina i Wołczyna na terenach należących do województw poznańskiego i łódzkiego. Żołnierze „Rudego” wykonywali wyroki na działaczach PPR-u , funkcjonariuszach MO i UB. Jedną z najgłośniejszych akcji „Rudego” był napad na Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa w Kępnie, gdzie NSZ-owcy zastrzelili kilku funkcjonariuszy UB. Warto przypomnieć, że partyzanci „Rudego” współpracowali także z PSL-em w Namysłowie. Nie jest wykluczone, że jakieś ich oddziały albo poszczególni żołnierze ukrywali się w lasach w pobliżu Namysłowa.
Także w 1946 roku UB zlikwidowało kolejny oddział NSZ-u na Opolszczyźnie pod dowództwem
Jerzego Mulaka ps. ”Śmiech”.W skład grupy wchodziło 14 partyzantów. Działalnością swą oddział obejmował powiat strzelecki i gliwicki. W wyniku działań został zastrzelony strażnik tartaku w Żędowicach, członek PPR-u Nikodem Prochota. Ponadto oddział miał też przygotowywać akcje dywersyjne, których celem było m.in. niszczenie mostów i wiaduktów kolejowych.
Jeśli chodzi o działalność NSZ -u na Śląsku i Opolszczyźnie to już we wrześniu 1945 roku został powołany Inspektorat Ziem Południowo -Zachodnich mający się składać z trzech okręgów -Górny Śląsk, Śląsk Opolski i Dolny Śląsk. Wyznaczony został też komendant Okręgu Śląsk Opolski – Stanisław Miodoński ”Sokół”. Jednak na przełomie października i listopada 1945 r. na skutek gigantycznej operacji UB siły NSZ na Śląsku zostały całkowicie rozbite. Przetrwały tylko niewielkie grupy NSZ-owców pod nazwą Śląskie Siły Zbrojne , ale i tu pojawiła się agentura, która ostatecznie doprowadziła do rozbicia i upadku tej organizacji.

Tymczasem jeśli chodzi o zbrodnię w Barucie, ale także w pobliżu Łambinowic rodzi się pytanie: kto wydał rozkaz zamordowania żołnierzy. Czy operacja była zaplanowana z góry, czy też decyzja została podjęta w czasie akcji – zastanawia się T. Kurpierz. Wendrowski kluczowa osoba w akcji na prawdopodobnych sprawców odpowiedzialnych za rozkaz zabicia żołnierzy „Bartka” wskazywał swych przełożonych -wiceministra Romana Romkowskiego oraz kierownika Wydziału III Departamentu MBP mjr. Władysława Śliwę, a szefostwo WUBP w Katowicach (w tym szczególnie zastępcę szefa WUBP kpt. Marka Finka odpowiedzialnych za wykonanie akcji.
Po Barucie, gdzie cieżarówki z żołnierzami w polskich mundurach - jak wspominają nieliczni świadkowie - dojechały do lasu na wzgórzu Hubertus, gdzie stała duża stodoła, w której najprawdopodobniej ich zamknięto, a następnie stodołę wysadzono.
Prokurator Przemysław Piątek z Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach szacuje, że w czasie zaplanowanej zbrodni UB wspieranej przez NKWD mogło zostać wymordowanych około 200 żołnierzy NSZ właśnie ze zgrupowania „Bartka”, drugim masowym grobem może być teren w pobliżu byłego poniemieckiego lotniska pod Grodkowem, albo wieś Malerzowice, o której wspomina dokument, do którego dotarliśmy. Jednak w tym ostatnim wypadku do walk albo zbrodni miało dojść nie jak to obecnie określają historycy jesienią 1946 roku, ale dopiero latem 1947 roku. Być może była to ta ostatnia grupa, która nie zdążyła wyjechać wtedy w czasie operacji przerzutu planu „B” i uchroniła się dzięki informacjom od żołnierza, któremu udało się zbiec „Brzozy”. A może, dokument do którego dotarliśmy, specjalnie zmienia datę, aby zatrzeć masową zbrodnię.

W wolnej Polsce okoliczności zbrodni mimo długoletniego śledztwa nie wiele wyjaśniły i początkowo śledztwo w sprawie likwidacji ok. 200 członków zgrupowania NSZ „Bartek” prowadzone przez Prokuraturę Rejonowa w Gliwicach oraz śledztwo w sprawie zbrodni dokonanych na członkach NSZ na terenie Łambinowic prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Opolu wobec nie wykrycia sprawców zostały umorzone.
Analiza materiałów śledztwa Prokuratury Okręgowej w Opolu wykazała, iż nie zostały wyczerpane wszystkie możliwości dowodowe zmierzające do wykrycia sprawców, jak również ustalenia osób pokrzywdzonych, co pozwala na jego kontynuowanie. Wobec tego prokurator Oddziałowej Komisji ŚZpNP w Katowicach wydał postanowienie o przejęciu do dalszego prowadzeni śledztwa w powyższej sprawie.
W dniu 10 października 2001 prokurator Oddziałowej Komisji w Katowicach wydał postanowienie o połączeniu spraw i wznowieniu śledztwa w sprawie zbrodni zabójstwa dokonanej przez funkcjonariuszy byłego MBP na czł. Narodowych Sił Zbrojnych ze zgrupowania „Bartek „ z rejonu Podbeskidzia. Aktualnie prokuratorzy z katowickiego IPN-u badają tzw ślad grodkowski.
Właśnie kaowicki IPN ustalił na podstawie zeznań niestety nie żyjącego świadka funkcjonariusza UB o czym pisała ostatnio NTO, że grób żołnierzy podziemia niepodległościowego znajduje się w odległości 6-10 km od dawnego lotniska pod Grodkowem w kwadracie Stary Grodków -Więcmierzyce -Kopice – Chróścina.
Czyżby Malerzowice były tym ostatnim punktem masowej zbrodni nie wspomnianym, ani przez katowicki IPN, ani przez dziennikarza NTO Macieja T.Nowaka. Wskazuje na to dokument na podstawie, którego ośmieliliśmy się postawić hipotezę na temat zbrodni malerzowickiej.

Wiktor Krzewicki

http://kurierbrzeski.com.pl/modules.php?module_name=articles&action=show_article&a_id=45

 Linki sponsorowane
RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-08-01 13:29:00

Ciekawy artykuł, bardzo ciekawy, warto byłoby sie dowiedzieć cos wiecej może mi sie uda bo znam troche ludzi co sie ta sprawą kiedyś zajmowali jak udami sie z nimi skontaktować to opisze tu co udało mi sie znaleźć.

pozdrawiam

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-08-02 18:22:00

Piotrek jabys mial jakies nowe info to chetnie sie zapoznam.
A tutaj fotografia "Bartka" wykonana po jego zabojstwie, dokonanym przez milicjanta (ktory pozniej zginal pod kolami pociagu....

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-08-02 19:35:00

Ok.200 żołnierzy, 200 istnień ludzkich, 200 bojowników o Naszą Niepodległą, 200 ukochanych ojców i synów..... Zamordowani....... Czy ktoś im kiedyś zapali świeczkę na bezimiennej i ukrytej mogile ??? Smutne.........

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-08-04 11:28:00

Witam, kindzial z poprzednich postów wynika ze mieszkasz gdzies w okolicach biechowa, tak mi sie wydaje. Moze chcesz podzielic sie informacjami o jakze tajemniczej poczcie w biechowie :D:D

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-08-04 11:58:00

No niestety mieszkam baaaaaaaardzo daleko od Biechowa...ale faktycznie cos mi sie obilo o uszy,ze owa poczta w Biechowie jest na sprzedaz za jakies 200.000 PLN ;) A pozatym byla tam jakas centrala telefoniczna(w piwnicy)przed i po wojnie i nic tajemniczego tam niema:)))

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-08-04 13:22:00

znasz moze tomka B (beny;banan) z biechowa ??

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-10-09 22:51:00

Moze i znam....

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-10-09 22:54:00

Nareszcie cos sie zaczyna dziac w tym temacie :

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070919/REGION/70919037

Mord w Barucie - zagadka będzie wyjaśniona
Georadar znalazł fundamenty stodoły, w której w 1946 r. zamordowano żołnierzy NSZ i wskazał dół, gdzie mogą leżeć ich szczątki.


Robert Kmieć: – Tu kiedyś wykopano dół, mogą w nim leżeć szczątki pomordowanych. Pod lupą
Adam Sikorski jest autorem programu "Było, nie minęło” ukazującego się na antenie TVP3 i Telewizji Polonia, w którym odsłania tajemnice II wojny światowej. Poszukuje m.in. samolotów i czołgów. Na Opolszczyznę zaprosił go wojewoda opolski. Dzisiaj Adam Sikorski i Robert Kmieć będą prowadzili poszukiwania w Starym Grodkowie i Kopicach. W sprawie wymordowania żołnierzy NSZz oddziału "Bartka” śledztwo prowadzi prokurator Piotr Nalepa z IPN w Katowicach. Zaznacza, że w Barucie na początku lat 90. prowadzono już prace archeologiczne, które nie przyniosły efektu. -Ale warto podejmować kolejne próby - dodajeNalepa. - Każda informacja jest cenna i może nas przybliżyć do wyjaśnienia zagadki.Pii, pii, pii - piszczał co chwila wykrywacz metali w rękach geologa, Roberta Kmiecia.
- To mogą być guziki z żołnierskich mundurów albo łuski po pociskach, którymi dobijano rannych - tłumaczył Adam Sikorski z TVP3 z Lublina.

Wczoraj Kmieć i Sikorski, używając m.in. georadaru, przeszukiwali las w okolicach Baruta, na pograniczu województwa opolskiego i śląskiego. Prawdopodobnie we wrześniu 1946 r. UB wymordowało tam połowę z 200 żołnierzy NSZ z oddziału "Bartka”, których podstępnie zwabiono z Podbeskidzia na Opolszczyznę. Drugą część partyzantów zamordowano w okolicach poniemieckiego lotniska w Starym Grodkowie. Do tej pory nie natrafiono jednak na żadne materialne ślady bestialstwa sprzed 60 lat.

Świadkowie opowiadają, że na wzgórzu w lesie pod Barutem doszło do makabrycznego mordu. Z ich relacji wynika, że ubecyprzy pomocy sowieckiego NKWD podstępem rozbroili partyzantów i zamknęli w stodole, którą wysadzili w powietrze. Wybuch zniszczył budynek, a szczątki ciał rozrzucił po okolicznych drzewach. Wczoraj na polanie udało się odnaleźć zarys fundamentów stodoły. Miejsce zaznaczono, wbijając drewniane paliki.

Około 30 metrów w bok, już w lesie, georadar wskazał wykop. Długość - 6 metrów, szerokość - 3 m, a głębokość - 1,5 m. Po wysadzeniu stodoły z żołnierzamiNSZ szczątki ciał - według relacji świadków - zakopano w lesie. To może być miejsce ich pochówku. Georadar na niebiesko zaznaczył miejsce, w którym struktura ziemi została poruszona.
- Nasze przypuszczenia mogą potwierdzić tylko archeolodzy, dokonując prac odkrywkowych - tłumaczył AdamSikorski.

Ponadto georadar kilkakrotnie wskazywał "czerwone miejsca” - tak zaznacza mineralizację gleby. Mineralizacja to zmiana składu chemicznego spowodowana rozkładem cząstek organicznych, np. ludzkich zwłok. Ale mogą to być także śmieci.
- Ilość sygnałów jest taka, że trzeba kopać. Ani przez moment nie wątpiłem w to, że doszło tu do tragedii. Jednak metoda mordu nie mieści mi się w głowie - powiedział nam Adam Sikorski.
- Prace archeologiczne będziemy chcieli zacząć tak szybko, jak to tylko będzie możliwe - zapewnił Bogdan Bocheński, rzecznik wojewody opolskiego.
Poszukiwanie masowej mogiły wywołało zainteresowanie mieszkańców Baruta. Przychodzili do lasu, obserwowali, wypytywali.

- Starzy ludzie dużo wiedzą, tylko do dziś boją się o tym opowiadać - mówił jeden z mężczyzn. Prosił, by nie podawać jego nazwiska. - Kiedyś, jeszcze za komuny, dziwiłem się, że gdy starsi przechodzili przez polanę, to się żegnali. Nie wiedziałem dlaczego. Dopiero później ojciec mnie uświadomił. Ta zbrodnia musi zostać wyjaśniona!

Mężczyzna wskazał też miejsce w lesie, gdzie jego zdaniem mogą leżeć szczątki kilku żołnierzy, którym udało się uciec z transportu, ale UB dopadło ich i zastrzeliło w lesie. Poszukiwacze przedzierali się także przez zarośla, by sprawdzić jeszcze kilka innych miejsc wskazanych przez mieszkańców. Bez efektu.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-10-15 21:19:00

Znalazlem kolejny artykul :

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20071005/REPORTAZ/71005012&SearchID=73296475202701

Miałem spłonąć w tej stodole
Szli na Zachód, do Andersa. Noc z 25 na 26 września 1946 spędzali na leśnej polanie w Barucie. Nigdy się nie obudzili.


Stanisław Piecuch: - Ja też miałem tu leżeć. Życie zawdzięczam mądrości ojca...
Nie, nie. Nie będę o tym gadał - sędziwy Jerzy Karpiński do dziś niechętnie wspomina tragedię sprzed 61 lat. Milczenie nakazali mu komuniści, bo pracował wówczas w leśniczówce. Żołnierze zostali zamordowani 100 metrów od niej. Kim byli?

Należeli do Narodowych Sił Zbrojnych, służyli w oddziale owianego legendą Henryka Flamego ps. Bartek.

- To wielcy bohaterowie Podbeskidzia! - mówi z żarem w oczach Ryszard Radkiewicz, historyk amator z Bielska-Białej. W sobotę przyjechał do Baruta na uroczystości ku czci pomordowanych. - Wybierałem się tu od pięciu lat, kiedy usłyszałem o tej zbrodni w radiu.

Król Podbeskidzia
Henryk Flame, "Bartek”, należał do NSZ od października 1944 roku. Gdy 12 lutego 1945 Armia Czerwona wkroczyła do jego rodzinnych Czechowic-Dziedzic, postanowił się ujawnić. Ale jednocześnie zachował konspiracyjne struktury swego oddziału. Wbrew woli części miejscowych komunistów został komendantem komisariatu Milicji Obywatelskiej, który obsadził swoimi ludźmi. Partyzanckimi metodami starali się zwalczać narzuconą przez Sowietów władzę. W kwietniu 1945, zagrożeni dekonspiracją, skryli się w lasach.

- "Bartek” stworzył największe, liczące około 400 świetnie uzbrojonych żołnierzy, antykomunistyczne zgrupowanie na Śląsku Cieszyńskim. Czego oni nie wyprawiali z czerwonymi! - zachwyca się Ryszard Radkiewicz. - Najbardziej zagrali im na nosie 3 maja 1946 w Wiśle.

Oddział "Bartka” zdobył uzdrowisko, sterroryzował przedstawicieli władzy ludowej i urządził imponującą, dwugodzinną defiladę oddziałów NSZ.

- Cała antykomunistyczna partyzantka dowiedziała się o tym wydarzeniu. Nikomu innemu nie udało się coś takiego - opowiada Stanisław Piecuch, kombatant Armii Krajowej.

Po defiladzie w Wiśle Henryk Flame zyskał przydomek Króla Podbeskidzia, jest tam wspominany do dziś.

Miałem tu leżeć
Stanisław Piecuch, jak setki młodych ludzi, chciał zbrojnie uwolnić Ojczyznę od czerwonej zarazy. Po wypędzeniu Niemców nie ujawnił komunistom swej przynależności do AK.

- Po defiladzie w Wiśle wszyscy wierzyliśmy, że komuniści przegrają i wróci prawdziwa Polska - wspomina Piecuch. - Potem jednak konspiracja zaczęła się kurczyć i czerwoni coraz wyraźniej przejmowali inicjatywę.

Wtedy kolega pana Stanisława przyszedł do niego z propozycją przedostania się na Zachód.

- Bo święcie wierzyliśmy w trzecią wojnę światową i to, że armia generała Andersa wyzwoli kraj spod sowieckiej okupacji - tłumaczy. - Chciałem iść wraz z kolegą, ale sprzeciwił się mój ojciec.

Piecuch senior przekonał syna, że państwom zachodnim nie można ufać, bo zdradziły Polskę w 1939 oraz sześć lat później w Jałcie. Niespełna 20-letni Stanisław początkowo nie chciał słuchać tych argumentów. W końcu jednak uległ namowom ojca.

- Kolega, który mnie werbował, poszedł. Jego prochy skrywa polana Hubertus w Barucie. Ja też miałem tu leżeć. Życie zawdzięczam mądrości ojca...

Śląski Katyń
We wrześniu 1946 połowa zgrupowania "Bartka” podjęła próbę przedostania się na Zachód. Dziś wiadomo, że akcja była ubecką prowokacją. Do partyzantki przedostało się co najmniej kilku agentów komunistycznej władzy. Ale żołnierze do samego końca nie przypuszczali, jaki koniec ich czeka.

"Ewakuacja” była przygotowana profesjonalnie - podkomendni "Bartka” przemierzali lasy, ale mieli do dyspozycji ciężarówki i liczyli, że szybko uda im się opuścić Ojczyznę. I że kiedyś wrócą jako wyzwoliciele.

- 25 września o 22.30 przez Barut przejechała kolumna pięciu aut - opowiada Jerzy Karpiński, wtedy 15-letni pomocnik leśniczego. - Zaraz pobiegłem do matki powiedzieć, że coś się dzieje, bo tylu samochodów się u nas nie widywało. Ale ciężarówki przejechały, skręciły w las i tyleśmy je widzieli.

Partyzanci zatrzymali się na polanie Hubertus, pośrodku której stała stodoła - miejsce ich noclegu. Rozstawili czujki i położyli się spać.

Jerzy Karpiński: - Przed piątą nad ranem obudził mnie największy huk, jaki słyszałem w życiu. Coś wybuchło, ale co?

To była sprawka Urzędu Bezpieczeństwa. Komuniści zwabili około dwustu żołnierzy NSZ do stodoły, pod którą wcześniej podłożyli ładunki wybuchowe i kanistry z benzyną. Przed świtem 26 września wszystko eksplodowało, w okamgnieniu zabijając niemal wszystkich żołnierzy.

Nieliczni, którzy przeżyli, zostali dobici. Ciała ofiar spłonęły wraz ze stodołą.
- To była największa taka zbrodnia na tych ziemiach. Straszna, tchórzowska i bezwzględna - uważa Stanisław Piecuch.

Milczenie owiec
Stodoła na polanie Hubertus służyła jako owczarnia. Wraz z nią znikło 200 ludzkich istnień oraz pamięć o nich.

- Przesłuchiwali mnie kilka razy i na 40 lat wbili do głowy, żeby nikomu nie mówić, co tu się stało - opowiada Jerzy Karpiński.

Do dzisiaj nie są znane dokładne okoliczności zbrodni w Barucie. Nigdy nie próbowano nawet ustalić sprawców, pozostali bezkarni. Ale pamięć o ofiarach przetrwała. W wolnej Polsce na polanie usypano kurhan, w którym spoczywają nieliczne odnalezione szczątki ofiar komunistycznego mordu. Nad kopcem wznosi się krzyż, przy którym w ostatnią sobotę września odprawiana jest doroczna msza i apel poległych.

Sam "Bartek” nie zginął w Barucie, z resztą swoich ludzi pozostał na Podbeskidziu. 11 marca 1947 roku ujawnił się po ogłoszeniu przez komunistów amnestii. 1 grudnia został zastrzelony przez funkcjonariusza MO. Istnieje domniemanie, że wyrok wydał sam prezydent Bierut, rozsierdzony buńczuczną defiladą NSZ w Wiśle.

Niebawem na Polanie Hubertus rozpoczną się prace, których celem będzie dokładne przebadanie terenu i odnalezienie szczątek żołnierzy NSZ, które zdaniem naukowców mogą tam spoczywać.

- Nie wierzę, że znajdą cokolwiek. Oni wszyscy spłonęli w strasznej temperaturze. To było piekło przeznaczone także dla mnie... - zamyśla się Stanisław Piecuch.



Tomasz Gdula

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-10-19 22:04:00

Jezeli kogokolwiek to interesuje,to podaje ostatnie wiesci :

Pod Starym Grodkowem ruszą poszukiwania pomordowanych
17.10.2007

Poszukiwania grobów partyzantów z oddziału "Bartka" zostaną wznowione. Na Opolszczyznę ma ponownie przyjechać dziennikarz TVP 3 Lublin Adam Sikorski, i geodeta Grzegorz Kmieć. Będą kontynuować rozpoczęte w połowie września badania. Pierwotnie prowadzili je w miejscowości Barut, leżącej na pograniczu województw śląskiego i opolskiego. Tam w 1946 roku, UB i NKWD wymordowało ponad 100 żołnierzy z oddziału Bartka. Teraz mają sprawdzić hipotezę, że kolejni partyzanci zostali zamordowani i pochowani koło Starego Grodkowa.

Przypomnijmy: 60 lat temu, we wrześniu 1946 roku, UB wprowadziło swoich agentów w szeregi oddziału Henryka Flamego ps. "Bartek", który działał na Podbeskidziu. Było to największe ugrupowanie Narodowych Sił Zbrojnych w tamtym rejonie. Bezpieka przygotowała prowokację: agenci zorganizowali transport na ziemie zachodnie, gdzie partyzanci mieli rzekomo kontynuować walkę. Część z nich trafiła w ciężarówkach do lasu w okolicy miejscowości Barut. Tam zostali zamknięci w stodole, którą wysadzono w powietrze. Wybuch zniszczył budynek, a szczątki żołnierzy rozrzucił po okolicznych drzewach.

Drugą grupę partyzantów przewieziono w okolice poniemieckiego lotniska w Starym Grodkowie. Tam spito ich, rozbrojono i rozstrzelano. Egzekucję na nich wykonało sowieckie NKWD.

Przez 60 lat, mimo kilku prób, nie udało się odnaleźć miejsca pochówku partyzantów z oddziału "Bartka". W tej sprawie śledztwo prowadzi katowicki IPN. Kolejne poszukiwania zainicjował Bogdan Bocheński, rzecznik prasowy wojewody opolskiego. Ściągnął na Opolszczyznę Adama Sikorskiego, autora programu "Było nie minęło", który poszukuje śladów drugiej wojny światowej. Sikorskiemu i geodecie Grzegorzowi Kmieciowi, dzięki georadarowi, udało się w Barucie namierzyć fundamenty stodoły, która wyleciała w powietrze. 30 metrów dalej odkryto ślady wykopu, w którym mogą spoczywać szczątki. Georadar zaznaczył miejsca, w których struktura ziemi została poruszona.

- Prace archeologiczne chcemy zacząć tak szybko, jak to możliwe - mówi Bocheński. - Załatwiamy wszystkie formalności. Prace w Barucie będą prowadzić archeolodzy ze Śląska i Opola.

Maciej T. Nowak - Dziennik Zachodni

http://opole.naszemiasto.pl/wydarzenia/780444.html

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-10-20 11:59:00

Jescze jeden artykul :

Śledztwo w sprawie ofiar bezpieki

Prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej szukają, gdzie zostali pochowani żołnierze oddziału Bartka Narodowych Sił Zbrojnych z Podbeskidzia. Zostali oni zamordowani przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w 1946 r. Prokuratorzy wykonali już odwierty w dwóch miejscach w rejonie Grodkowa na Opolszczyźnie. Nie natrafili tam jednak na ludzkie szczątki. Zamierzają kontynuować poszukiwania.

- Ręczne wiertła utknęły na pewnym poziomie. Natrafiły na twardą warstwę żwiru. Dlatego musimy wiercić głębiej przy użyciu specjalistycznego sprzętu - poinformował prokurator Piotr Nalepa z katowickiego Oddziału IPN, zajmujący się śledztwem w tej sprawie.

Antykomunistyczna grupa NSZ Henryka Flame, ps. Bartek, należała do największych i najaktywniejszych na Podbeskidziu w latach 1945-1947. W 1946 r., podając się za przedstawicieli sztabu Obszaru Zachodniego NSZ, pracownicy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego skontaktowali się z jej dowództwem. Podstępem zorganizowali fikcyjny przerzut części zgrupowania na Ziemie Zachodnie, skąd żołnierze mieli być przerzuceni za granicę do amerykańskiej strefy okupacyjnej. Faktycznie wywożono żołnierzy (źródła podają, że było ich około 200) do województwa opolskiego, gdzie w różny sposób ich mordowano.

Katowicki IPN ustalił na podstawie zeznań nieżyjącego już świadka, że grób żołnierzy znajduje się w odległości 6-10 km od dawnego lotniska pod Grodkowem w kwadracie Stary Grodków - Więcmierzyce - Kopice - Chróścina.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-11-16 12:31:00

Treść usunięta na żądanie Agora SA. z dnia 23 sierpnia 2010 roku.



Post został zmieniony ostatnio przez moderatora Bocian 14:18 24-08-2010

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-11-16 17:50:00

A to bylo w NTO :

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20071116/AKTUALNOSCI/71116028

Barut > Archelodzy szukali grobu 'grupy Bartka'


Prokurator z Instytutu Pamięci Narodowej i archeolog szukali dziś (16 listopada) w Barucie szczątków żołnierzy legendarnej "grupy Bartka”.


Niestety podczas trzygodzinnych badań nie udało się nic znaleźć. Zapowiadają, że wrócą do Baruta wiosną. (fot. Daniel Polak) - Robimy to świdrem geologicznym - wyjaśnia Dominik Abgałowicz, kierownik Działu Archeologii Muzeum Śląskiego w Katowicach.

Naukowiec zrobił kilkadziesiąt odwiertów. Spod ziemi wyciągał kawałki ziemi z różnych głębokości. Niestety podczas trzygodzinnych badań nie udało się nic znaleźć.

- Szukaliśmy ludzkich szczątków, a także fragmentów mundurów wojskowych. Czegokolwiek, co potwierdzałoby, że w 1946 roku zamordowano tu polskich żołnierzy.

Wraz z nim na polanie pod wsią Barut (gmina Jemielnica) śladów mordu szukał Piotr Nalepa, prokurator z katowickiego oddziału Instytu Pamięci Narodowej.

- Dziś poszukiwania okazały się bezowocne, ale wrócimy tutaj wiosną przyszłego roku - zapewnia Nalepa. - Na pewno nie odpuścimy tego śledztwa.

Pomóc w szukania szczątków żołnierzy miały zrobione niedawno badania georadarem, a także wskazówka jednego z miejcowych mieszkańców. Georadar wskazał, że w dwóch miejscach ziemia jest wysoko zmineralizowana, co mogłoby być efektem tego, że są tam ludzkie szczątki.

W Barucie w 1946 roku zamordowano żołnierzy legendarnego "Oddziału Bartka” należącego do Narodowych Sił Zbrojnych.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-11-17 12:36:00

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4680794.html

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-11-17 12:41:00

http://opolskie.naszemiasto.pl/wydarzenia/790191.html

Zagadka Baruta nadal nie odkryta

dziś
Żadnego guzika, kości czy sprzączki od żołnierskiego paska nie udało się wczoraj znaleźć na polanie Hubertus koło Barutu. Nie wykopano niczego co pomogłoby w zlokalizowaniu miejsca pochówku partyzantów z oddziału "Bartka", wymordowanych przez UB w bestialski sposób we wrześniu 1946 roku.

Poszukiwania za pomocą świdra geologicznego prowadził Piotr Nalepa, prokurator IPN oraz Dominik Abgałowicz, archeolog z Muzeum Śląskiego w Katowicach.

Swoje badania prowadzili w miejscach wskazanych przez georadar. We wrześniu br., ekipa Adama Sikorskiego z TVP3 Lublin, namierzyła wykop, ok. 30 metrów od polany Hubertus, w którym mogłyby być pochowane szczątki zabitych żółnierzy Narodowych Sił Zbrojnych.

Świdrem dokonywano odwiertów i dokładnie, centymetr po centymetrze, szpachelką przeglądano wydobytą ziemię.

- Ile takich dziur już w tej sprawie wykopaliśmy, na razie bez efektu - mówił prokurator Piotr Nalepa.

- Nic nie wskazuje na to by w tym miejscu był wcześniej wykopywany dół - mówił dr Dominik Abałowicz.

Mimo niepowodzenia naukowcy nie poddają się. Obiecują, że wiosną wznowią poszukiwania. Nie tylko w Barucie, ale także w innych miejscach na Opolszczyźnie, gdzie mogą spoczywać żołnierze "Bartka".

Po godzinie poszukiwań w lesie koło Barutu, do wiercących w ziemi prokuratora IPN Piotra Nalepy i archeologa Dominika Abałowicza, podszedł Józef Broll i powiedział: - Panowie nie tędy droga.
Wśród grupy osób obserwujących prace zapadła cisza.
- To jest po drugiej stronie polany. Miałem wtedy 11 lat i to widziałem - kontynuował mieszkaniec Barutu.

We wrześniu 1946 r., na polankę Hubertus podjechało kilka ciężarówek z partyzantami. Umieszczono ich w stojącej tam leśniczówce. Budynek wysadzono. Szczątki żołnierzy, ich mundury siła wybuchu rozrzuciła po okolicznych drzewach.

- Najpierw był wielki huk, a później przez pół godziny było słychać karabiny CKM - opowiadał pan Józef.

Z jego relacji wynika, że ubecy wykopali dół, do którego powrzucali szczątki partyzantów . Tylko, że był on z drugiej strony polany, nie z tej gdzie prowadzono poszukiwania.
- Później zrobili tam wielki ogień. Tam musi być choćby spalenizna- ciągnął pan Józef. - Wybuch był w poniedziałek rano, ale teren przez tydzień obstawiało wojsko. Mogliśmy tam pójść dopiero w następną niedzielę.

Prokurator Piotr Nalepa zabrał go na drugą stronę polany. Tam mieszkaniec Barutu narysował na śniegu miejsce, w którym według jego pamięci miał się mieścić dół.
- Chodziliśmy w to miejsce przez lata i kładliśmy kwiaty - relacjonował pan Józef. - Kazał mi ojciec, jakbym tego nie zrobił, to bym dostał lanie.

W 1991 r., w trakcie pierwszego śledztwa dotyczącego tragedii oddziału "Bartka" Józef Broll był przesłuchiwany, ale nic nie powiedział.

- Bałem się - uzasadnia.
Poszukiwania mogiły żołnierzy "Bartka" trwają już od kilkunastu lat. Sprawa jest zagadkowa. Wiele relacji świadków potwierdza wydarzenia z września 1946 r. Pewne jest, że ok. 200 partyzantów zaginęło w tamtym czasie bez wieści.

Z Żywiecczyzny, gdzie operowali wyjechali walczyć na ziemie zachodnie i tam słuch o nich zaginął.
Polanę koło Barutu przekopano już raz na początku lat dziewięćdziesiątych, ale niczego nie znaleziono.

Istnieje hipoteza mówiąca o tym, że kilka lat po mordzie, UB wróciło na miejsce zbrodni i wykopało pozostałości po szczątkach i gdzieś wywiozło. Taka wersja tłumaczyłaby, dlaczego nie można znaleźć żadnych szczątków. Są to jednak przypuszczenia, bo nie ma żadnych dowodów, ani relacji świadków, którzy widzieliby ciężarówki wywożące pozostałości z Hubertusa.

Prokurator Piotr Nalepa nie poddaje się jednak i zapowiada, że będzie szukał do skutku.



Tragedia oddziału "Bartka"

Po wojnie, na Podbeskidziu działał 300 osobowy oddział Narodowych Sił Zbrojnych, którym dowodził Henryk Flame ps. "Bartek". W 1946 r., UB wprowadziło w szeregi partyzantów kilku swoich agentów, m.in. Henryka Wendrowskiego ps. "Lawina". Ich zadaniem było zorganizowanie przerzutu najpierw na ziemie zachodnie. Akcję rzekomo miało organizować kierownictwo NSZ, a w rzeczywistości kierowało nią UB.

Transportów w sumie mogło być pięć. Wywieziono w sumie ok. 200 żołnierzy. Wszyscy zginęli. Na Opolszczyźnie jest kilka miejsc pochówku partyzantów, m.in. w okolicach Grodkowa. Poszukuje ich IPN.
Problem z ujawnieniem prawdy wynika m.in. z powodu zniszczenia dokumentacji na temat akcji. Odnalezione papiery kończą się na 28 sierpnia 1946 r., czyli na miesiąc przed mordem w Barucie.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2007-12-10 23:30:00

Czyli- dużo chałasu a dowodów brak. Wszystko w temacie . Już raz tak było że wieszcz nasz narodowy pogrzebał kogoś a potem .. nie wiedział gdzie oczy schować spotykając go na ulicy.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-01-31 18:05:00

Erih,no comment...

Tymczasem przedstawię część UBeckich akt, dotyczących mordu na żolnierzach "Bartka", jest to tzw."Plan akcji likwidacji "B" :

[pisownia za oryginałem]: "1.09.46 jedzie dwa samochody ciężarowe. (...) Po przyjeździe do Opolskiego "Jasiek" i "Emil" pozostają na punkcie, przyszykowują spanie i kolację dla nadjeżdżającej grupy "Bartka". (...) Broń z pierwszego samochodu zostaje zładowana i zmagazynowana w punkcie koncentracyjnym a ludzi rozdzielamy na dwie grupy po 9-10 ludzi i rozrzucimy na punkty likwidacyjne w powiecie nyskim. Na punkcie likwidacyjnym otrzymują wszyscy sute porcje wódki i jedzenia i idą spać. Likwidacja nastąpi we śnie i przeprowadzi ją grupa naszych ludzi (20). (...) Na punkcie likwidacyjnym będzie stała jedna maszyna w ukryciu, służąca tylko do przewożenia aresztowanych ewentualnie trupów. 3 września wyruszą znowu dwa samochody. (...) Postępować z tą grupą przy likwidacji tak jak poprzednio (...). 5 września jedzie znowu 2 samochody (...) 7 września jedzie dwa samochody. (...) Likwidacja bez zmian".

http://www2.tygodnik.com.pl/tp/2821/kraj06.php

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-05-13 18:18:58

Tą miną ubecy mogli wysadzić Hubertusa.

Fragment miny znaleziono wczoraj w Barucie. Piotr Nalepa, prokurator z katowickiego IPN, przy pomocy patrolu saperskiego, poszukiwał śladów, które pomogą odpowiedzieć na pytanie czy we wrześniu 1946 r. wymordowano tam kilkudziesięciu żołnierzy z partyzanckiego zgrupowania "Bartka".

http://opole.naszemiasto.pl/wydarzenia/850908.html

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-05-13 18:49:46

Senator Janina Fetlińska wygłosiła nastepujace oswiadczenie:

Swoje oświadczenie kieruję do prezesa IPN, pana doktora Janusza Kurtyki.

W dramatycznej historii II wojny światowej ciągle jest wiele nieodkrytych lub zaniedbanych miejsc kaźni Polaków w granicach obecnej Rzeczypospolitej. Jednym z nich, jak pisze Józef Harbat z Krosna w "Naszym Dzienniku" z 4 sierpnia, jest miejsce zbrodni dokonanej przez UB i NKWD, w sposób przypominający mord żołnierzy w Katyniu lub mord Żydów w Jedwabnem, w pobliżu wsi Barut, gmina Jemielnica, powiat Strzelce Opolskie, na uroczysku Hubertus.

We wrześniu 1946 r. UB i NKWD zamordowało około dwustu partyzantów działających w Polsce po roku 1945, byli to akowcy i członkowie NSZ, a także ochotnicy powracający z armii generała Andersa i generała Maczka. Młodych patriotów przewieziono w sześciu ciężarówkach do stodoły na terenie uroczyska Hubertus. Stodołę oblano benzyną i wysadzono granatami. Rannych dobijano strzałami w głowę lub bagnetami. Na tej polanie śmierci postawiono krzyż partyzancki, a w każdą ostatnią sobotę września odbywają się msze święte polowe w intencji ojczyzny i pomordowanych żołnierzy. Biorą w niej udział miejscowe władze, znikome jest zainteresowanie władz spoza regionu. W 2005 r. nie przyjechała nawet kompania Wojska Polskiego. Od 1989 r. miejsce to jest nazywane śląskim Katyniem.

Historia ta nie jest znana poza powiatem strzeleckim, nie ma o niej wzmianki w podręcznikach szkolnych, nie znają jej nauczyciele historii. Przez piętnaście lat wolnej Polski nie ustalono sprawców mordu w Barucie. Nie mówi się o tym w mediach, nikt nie zabiega o wyjaśnienie tej historii.

Dlatego za Józefem Habratem z Krosna zapytuję: jaki jest stan badań nad wyjaśnieniem tej tragedii najlepszych synów naszego narodu? Dlaczego dotąd nie wyjaśniono tej sprawy dotyczącej naszych rodaków, podczas gdy dokłada się starań w celu wyjaśnienia mordów dotyczących innych narodów? Dlaczego nie ukarano zbrodniarzy, jeśli jeszcze żyją? Czy nadal będziemy rozliczać ofiary systemu komunistycznego, a milczeć będziemy wobec zbrodniarzy?

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-07-07 23:18:11

Wierzbie: Szukali mogił partyzantów "Bartka"

02.06.2008

Koparka i żołnierze w czwartek i piątek rozkopali podwórze Stanisława Beera z Wierzbia pod Łambinowicami. Szukali masowej mogiły kilkunastu żołnierzy z oddziału "Bartka". Partyzanci, którzy walczyli w okolicach Żywca, podstępem zostali wywiezieni przez UB na Opolszczyznę i tu wymordowani. Ich grobów poszukuje katowicki Instytut Pamięci Narodowej, który prowadzi śledztwo w sprawie komunistycznej zbrodni.

W 1946 r. zaginęło bez wieści co najmniej 167 partyzantów "Bartka". Wywożono ich w kilku transportach. Jeden trafił do Barutu na granicy województw śląskiego i opolskiego. Inny właśnie do Wierzbia.

Dlaczego szukano akurat na posesji Stanisława Beera?

- Właściciel posesji, w latach siedemdziesiątych, kopiąc dół na wapno, natrafił na kości ludzkie - powiedział nam Piotr Nalepa, prokurator z IPN. - Te zeznania mają swoje potwierdzenia w relacji starszej mieszkanki Wierzbia, która w 1946 roku, widziała kilkunastu ukrywających się tu żołnierzy. O samej akcji jednak nic nie wie.

By za komuny zbudować dom, najpierw trzeba było zgromadzić materiały - Stanisław Beer z Wierzbia opowiada historię sprzed lat. - Przywiozłem piasek, żwir. Musiałem też wykopać dół na wapno.

To był początek lat siedemdziesiątych. Gdy Stanisław Beer zaczął kopać, jakieś 30 metrów od domu, który wówczas budował, a w którym dziś mieszka, natknął się na kości.

- Nie miałem wątpliwości, że to ludzkie szczątki. Piszczele, kości udowe. Nie było tylko czaszek, ani kręgosłupów - opowiada.

Kości odłożył na stertę. Zgłosił sprawę milicji, ale nikt się nie zainteresował, tak jakby ówczesnym władzom znalezisko było bardzo nie na rękę.

Beer rozmawiał ze starszymi mieszkańcami Wierzbia. Dziś nie ma wątpliwości, że wiedzieli co to za szczątki i jaka jest ich historia. Jedni radzili: "Zostaw to, niech spoczywają w pokoju". Inni mówili: "To swoi swoich wymordowali".

Nikt nie był skory do rozmów, ani do zajęcia się sprawą. Beer w końcu rozwiózł kości i ziemię z wykopanego dołu po okolicznych polach.

W miejscu gdzie je znalazł posadził krzew. Ku pamięci.

Właśnie ten skrawek ziemi rozkopali w ubiegłym tygodniu żołnierze i koparka. Mimo przerzucenia ton piachu, i wdarcia się na głębokość 2,5 metra niczego nie znaleziono. Ani jednej kostki, ani jednej czaszki.

- Widocznie musimy szukać głębiej. To jeszcze nie koniec naszych poszukiwań. Musimy tu wrócić - zapowiada Piotr Nalepa z IPN.

Zaraz po wojnie, w 1946 r., w Wierzbiu stacjonowało nie tylko UB, ale także radzieckie NKWD. Waleria Gouda miała 11 lat. Pamięta jak pewnego dnia widziała kilkunastu mężczyzn idących drogą.

- Różnie byli ubrani, a jeden to był tylko w spodniach - opowiada. - Weszli do jednego budynku, ale drewniane schody się zawaliły. Pobiegli do następnego, po drugiej stronie drogi. Ten budynek stoi do dziś, na podwórzu Stanisława Beera. Mieli wejść na strych.

Co się stało później? Szczegóły nie są znane. Kilkunastu partyzantów z oddziału Henryka Flamego ps. "Bartek" UB i NKWD miało rozstrzelać kilka metrów dalej, za szklarnią. Ich ciała spoczęły w ziemi.

Uratował się tylko jeden, najmłodszy, 17-latek.

- Został na strychu. Przykrył się matami słomianymi. Siedział tam z dwa-trzy dni, aż wszystko ucichło - opowiada historię pan Stanisław. - Te maty miałem na strychu długo, jeszcze w latach osiemdziesiątych.

Młody partyzant poszedł na piechotę w okolice Baraniej Góry, gdzie operował "Bartek". Szedł dwa tygodnie. Opowiedział o wszystkim. To położyło kres wywózce wojaków. Wcześniej, w pięciu-sześciu transportach, na Opolszczyznę wywieziono i "zlikwidowano" co najmniej 167 mężczyzn nie zgadzających się na wprowadzenie w Polsce komunizmu.

"Uciekinier" uratował w ten sposób życie reszty żołnierzy z 350-osobowego zgrupowania "Bartka" (zwanego także "Królem Podbeskidzia"). Właz na strych (na zdjęciu) istnieje do dziś. Nie wiadomo jednak na pewno czy właśnie tu ukrył się młody partyzant. IPN zna jeszcze kilka wersji cudownego ocalenia jedynego żołnierza, który uszedł z życiem z ubeckiej zasadzki.

Inny transport z partyzantami trafił do Barutu. Żołnierzy umieszczono w budynku, który nad ranem wysadzono w powietrze. Wszyscy zginęli. Ich szczątków szukano już wielokrotnie. Bez skutku. Najprawdopodobniej strzępy ciał i mundurów, które zostały po wybuchu spalono. Po kilku latach resztki, których nie strawił ogień wywieziono w inne miejsce. Ziemia nadal skrywa tajemnicę.

Maciej T. Nowak - POLSKA Gazeta Opolska

http://opole.naszemiasto.pl/wydarzenia/859617.html

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-11-22 10:55:44

W końcu są jakieś efekty poszukiwań:

Czyje szczątki skrywa las pod Starym Grodkowem

Nie wiem kto tu może spoczywać - mówi mieszkający w pobliżu Franciszek Solak. - Nawet nie wiem, czy oni zostali zabici czy zmarli w trakcie pracy.

Naturalne skojarzenie nakazuje podejrzewać, że w odnalezionych grobach mogą spoczywać jeńcy z obozu w Łambinowicach. Nie musi to być jednak dobry trop. Sceptycznie wobec tej wersji nastawiony jest Edmund Nowak, dyrektor Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych w Opolu-Łambinowicach.
- Jestem zainteresowany wyjaśnieniem tej sytuacji, ale na razie nie przesądzałbym nawet, że to są jeńcy - powiedział "Gazecie Opolskiej". - Tą blaszkę trzeba najpierw zbadać. Różne obozy miały różne blaszki.

Blaszki identyfikacyjne jeńców z Łambinowic mają napisy "Stalag 8 B" lub "344" lub też "8F318" (takie numery mieli jeńcy radzieccy)... Na znalezionej blaszce jest cyfra "3", a pod nim numer jeńca. "Trójkę" - jak informuje Edmund Nowak - miał np. obóz w Żaganiu. Wiosną trzeba będzie dokonać ekshumacji. Wówczas najprawdopodobniej zostaną odnalezione kolejne tabliczki. Na ich podstawie być może uda się ustalić kim są spoczywające tam osoby. Następnie szczątki będzie można przenieść na odpowiedni cmentarz. Jeśli okaże się, że są to żołnierze Wehrmachtu, to trafią oni na nekropolię pod Wrocławiem.

Dyrektor Nowak zaznacza, że w tych okolicach wielu więźniów było zatrudnianych do budowy autostrady. - Za mojej kadencji nie spotkałem się z tym by poza cmentarzem, w jednym miejscu pochowano tylu jeńców - powiedział nam Edmund Nowak. - Zazwyczaj są to pojedyncze groby.
Prokurator Piotr Nalepa w trakcie poszukiwań partyzantów z oddziału "Bartka" natrafił na kości ofiar wojny, choć nie są to szczątki tych, których szukał. Nie traci jednak nadziei, że znajdzie masowe mogiły żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych z Żywiecczyzny.

We wrześniu 1946 r., w kilku turach, ok. 180 młodych mężczyzn przewieziono na Opolszczyznę. Część z nich zginęła w miejscowości Barut na granicy województw opolskiego i śląskiego. Kilka mogił najprawdopodobniej znajduje się w okolicach poniemieckiego lotniska w Starym Grodkowie i koło Łambinowic.

W jednym z tych miejsc partyzanci mieli zostać upojeni wódką, do której wstrzyknięto środek odurzający. Później zostali rozbrojeni, rozebrani i zamordowani. Akcję organizowało UB, a zabójstwa mieli dokonać NKWD. Ciała wrzucono do grobu. Razem z nimi spoczęły tam nieśmiertelniki niemieckich żołnierzy (by uniemożliwić ich identyfikację). Na początku lat dziewięćdziesiątych, przełamał się były funkcjonariusz UB (który asystował przy mordzie) i opowiedział o wszystkim. Teraz IPN próbuje znaleźć miejsca, które wskazał przed śmiercią funkcjonariusz. Prokurator Piotr Nalepa nie traci jednak nadziei i będzie szukał dalej.

http://www.polskatimes.pl/...olska/stronaglowna/57756,czyje-szczatki-skrywa-las-pod-starym-grodkowem,id,t.html

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-11-22 16:10:39

Runo leśne zakrywało ślady ofiar wojny przez dziesiątki lat. Na miejscu pochówku, poukładano z kamieni nagrobki. Dawniej stały tam też krzyże, do których przybito tabliczki identyfikacyjne.

- Tutaj stało ze 20 takich krzyży. Niektóre miały przybite po dwie lub trzy tabliczki. Ten cmentarz mógł mieć z 10 na 5 metrów - opowiada Franciszek Solak, który wskazał to miejsce prokuratorowi z IPN. - Ludzie stawiali tu znicze. Jak po wojnie tu chodziłem gdy byłem mały, to jeszcze wszystko stało. Ale już od pięćdziesięciu lat nic nie ma, to się poprzewracało.

W minionym tygodniu, prokurator z IPN przeszukiwał okolice poniemieckiego lotniska w Starym Grodkowie. Właśnie wtedy natrafił na cmentarzyk w lesie. Dzisiaj jednak nie sposób określić kogo skrywa ziemia. Najprawdopodobniej mogą to być jeńcy wojenni. Wskazuje na to tabliczka identyfikacyjna.

W pracy wykorzystywano wykrywacze metalu. Kopać w ziemi pomagali saperzy z Gliwic. Wiercąc w ziemi świdrem geologicznym udało się natknąć na kości.

http://opole.naszemiasto.pl/wydarzenia/917766.html

Katowicki IPN poszukuje świadków, którzy mogą coś wiedzieć o wydarzeniach z września 1946 r. lub znają miejsce pochówku żołnierzy "Bartka".

Jak udało się ustalić jedno z miejsc pochówku leży w okolicy 10-15 kilometrów od poniemieckiego lotniska w Starym Grodkowie. IPN w szczególności szuka miejsca, w którym mógł stać dom z klinkierowej cegły, przykryty czerwoną dachówką, z wysokim parterem, na który prowadziły kręcone metalowe schody z balustradą. Przed domem miał być klomb. Świadkowie mogą się kontaktować z IPN w Katowicach, albo naszą redakcją.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-11-22 16:38:26

Bardzo ciekawa sprawa. Kolego kindzał mam do Ciebie wielką prośbę. Jestem bardzo poruszony i zainteresowany tym tematem. Tu pojawia się moja prośba byś na bieżąco informował nas o przebiegu działań.

pzdr

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-11-23 14:17:11

Jeśli się pojawią nowe wieści, to z pewnością będę na bierząco informowal o tym.
Temat lotniska w Starym Grodkowie byl już kilkakrotnie poruszany na lamach "Odkrywcy", ostatnio w pazdziernikowym numerze.
Ciekawym tropem w sprawie jest fakt, ze w 1946 roku Sowieci wysadzili część zabudowy lotniska, po czym opuścili ten teren... Fakt ten pokrywa się z UBeckimi raportami mówiącymi o wysadzeniu czlonków oddzialu "Bartka" (po upojeniu alkoholem) w powietrze ! Dlatego należalo by moim zdaniem dokladnie spenetrować wszystkie wysadzone budynki. Sam kilkakrotnie zapuszczalem się w te ruiny, ale na dzień dzisiejszy niema możliwości zejścia zbyt daleko (ze względu na zawalenie). Posiadam również informacje, że w latach '90 pewna grupa poszukiwaczy z Wroclawia zapuścila się dośc daleko w podziemiach i nawet starala się wypompować zalane kondygnacje, bez powodzenia...
Poniżej trochę zdjęć.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-11-23 14:18:10

Zniszczone i zalane wodą budynki:

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-11-23 14:18:43

Jak wyżej.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-11-23 14:19:20

Skutki eksplozji:

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-11-23 14:20:02

Zawalone wejście:

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-11-23 14:20:52

...

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-11-23 14:21:27

W środku:

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-11-23 14:24:34

Basen. Jeszcze w latach '60 byl pelen broni oraz innego oporządzenia wojskowego. Do dzisiaj pojawiają sie tu poszukiwacze wylawiający resztki tego sprzętu, za pomocą magnesów...

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-11-23 14:25:30

Budynek na obrzeżach lotniska:

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-11-23 14:26:54

Na plycie lotniska miejscowa mlodzież urządza sobie rajdy i naukę jazdy :))

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-11-23 14:49:07

Z basenu:

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-11-23 14:49:47

Wyraznie widać wronę:

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-11-23 15:05:02

Nieśmiertelniki (nie moje):

http://www.odkrywca-online.com/forum_pics/picsforum22/uska_455.jpg

http://www.odkrywca-online.com/forum_pics/picsforum22/uska_453.jpg

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2008-11-23 15:06:23

I jeszcze zdjęcie z lotu ptaka (wykonane przez kol. jack61):

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-02-26 13:34:29

Niedawno ukazala się książka pt.: "Król podbeskidzia".

http://www.poczytaj.pl/107679

Pozwolę sobie zamieścić tutaj wywiad z Tomaszem Greniuchem, autorem biografii kpt. Henryka Flame "Bartka", dla pisma internetowego Młodzież Imperium.

M.I. - Dlaczego spośród tak wielu partyzantów polskiego podziemia, związanego z Armią Krajową czy Narodowymi Siłami Zbrojnymi, wybrałeś właśnie kpt. Henryka Flame – „Bartka” – jako centralną postać swojej książki?

T.G. - W maju 2004 roku, jako młodziutki student historii, uczestniczyłem w otwarciu wystawy Żołnierze Wyklęci – antykomunistyczne podziemnie zbrojne po roku 1944 na ziemiach polskich. Przeglądając z zainteresowaniem wystawę, mój wzrok przykuła zwłaszcza postać, młodego przystojnego mężczyzny. Wówczas nie miałem pojęcia kim jest patrząca na mnie ze zdjęcia osoba ale na tyle mnie zaintrygowała i zaciekawiła, że postanowiłem sobie w duchu bliższe zapoznanie się z jej historią. Naiwna ambicja zaprowadziła mnie do uniwersyteckiej czytelni w nadziei, że tam dowiem się kim jest enigmatyczny dla mnie partyzant Henryk Flame. Po wyjściu z czytelni czułem wielkie rozczarowanie i rozgoryczenie. Poza podstawowymi, wręcz encyklopedycznymi informacjami nic nie było wiadomo na temat dowódcy największego partyzanckiego zgrupowania na Śląsku. Wiedziałem o „Bartku” tyle co inni amatorzy słomianego zapału tym czasem chciałem wiedzieć o nim najwięcej, chciałem o nim wiedzieć wszystko. Moje pragnienie wiedzy i absolutną ciekawość spotęgowało jeszcze na domiar zdjęcie przedstawiające śmierć Flamego. Przerażająca sceneria martwego człowieka w kałuży krwi. Już nie tylko chciałem, ale pragnąłem dotrzeć do mrocznej i strasznej tajemnicy którą skrywało zdjęcie zabójstwa „Bartka”. W końcu biografię Henryka Flame „Bartka” wybrałem na temat pracy magisterskiej i dopiero kolejny promotor zaakceptował ten wybór, skazując mnie już na starcie niemal na porażkę. Tak to się zaczęło.

M.I. - Jak przebiegało zbieranie materiałów do książki? Czy na Podbeskidziu wciąż żywa jest pamięć o „Bartku”?

T.G. - Wszystkie materiały dotyczące Henryka Flame znajdują się na Górnym Śląsku a zwłaszcza w jego górskiej, północnej części, usytuowanej na Śląsku Cieszyńskim. Tam gdzie operowało zgrupowanie „Bartka”, skąd wywodził się on sam i jego żołnierze. Jest to kraina mrocznych, zalesionych gór i równie mrocznych miast i miasteczek rodem z filmów o Frankensteinie zwłaszcza za sprawą swojej secesyjnej, habsburskiej architektury ze strzelistymi wieżyczkami i wciąż posępną pogodą. Jest to wręcz baśniowa kraina, w której głównym bohaterem, niekoronowanym władcą był legendarny „Bartek”, a rycerzami byli leśni żołnierze, podwładni „Króla”. W takiej to scenerii i przeświadczeniu przyszło mi zbierać materiały. Wkroczyłem w złowieszczy świat legend o „Bartku”, w którym białe plamy łączą się z czarnymi historiami, a prawda z komunistyczną propagandą. Brnąłem w tym świecie do przodu dzięki prawdzie wydobywanej z artykułów, wzmianek w książkach a zwłaszcza dzięki archiwom Instytutu Pamięci Narodowej i rozmowom ze świadkami tamtych tragicznych dni, żołnierzami „Bartka”, jego znajomymi, rówieśnikami, antagonistami i wrogami z UB a także z rodziną. Katowice, Bielsko-Biała, Żywiec, Pszczyna, Cieszyn, Czechowice-Dziedzice, Wisła. Starałem się być wszędzie tam, gdzie „Bartek” zaznaczył swoją obecność. Zacząłem go tropić, podążać śladem „Bartka”, samotnego wilka kąsającego komunistów. Legenda o „Bartku” i jego leśnych żołnierzach jest wciąż żywa i wzbudza skrajne emocje wśród mieszkańców Śląska Cieszyńskiego, czego świadectwem są liczne spotkania dotyczące „Bartka” i wysoka na nich frekwencja, o burzliwych dyskusjach już nawet nie wspomnę.

M.I. - Czy podczas zbierania informacji o „Bartku”, bądź też po wydaniu książki, spotkałeś się z jakimiś wrogimi reakcjami? Z jednej strony „Bartek” mocno dał się we znaki komunistycznym notablom wczesnej „Polski Ludowej”, z drugiej zaś twoja książka przedstawia nie tylko jego blaski, ale i pewne cienie, nie jest bezrefleksyjną hagiografią. Jak zatem zapatrują się na nią przeciwnicy i miłośnicy „podbeskidzkiego króla”?

T.G. - Henryk Flame należał do tego typu ludzi, którzy swoją postawą, stanowczością a nade wszystko charyzmą potrafili związać ze sobą innych ludzi na życie i śmierć nie znosząc przy tym sprzeciwu. Należał do formatu ludzi o silnym i twardym charakterze a przy tym miał brutalne i szorstkie, prawdziwie męskie obejście z innymi. Był urodzonym liderem. Takich ludzi na przestrzeni wieków było niewielu, ale wszyscy zaznaczyli wyraźnie swoją obecność na kartach historii, będąc wielkimi zwycięzcami bądź wielkimi przegranymi, innego przeznaczenia niestety nie przewiduje dla nich fortuna. Ludzi takich kocha się albo nienawidzi, obojętny stosunek do nich nie istnieje. I ludzi z takim właśnie stosunkiem do „Bartka” spotkałem kompletując materiały na jego temat.
Zacznę od tych pierwszych.
Najbliższa rodzina, sędziwi podkomendni, a także rodziny partyzantów kochają „Bartka”, jest on dla nich uniwersalnym wzorem wszelkich cnót i za wszelką cenę bronią jego wyidealizowanej legendy, legendy Króla Podbeskidzia. Ludzie Ci, w większości doświadczeni przez terror komuny, sprawiają wrażenie nieufnych, zamkniętych w sobie, tak jakby przysięga na wierność Bogu i NSZ składana przed 50 laty nadal ich obowiązywała i skłaniała do milczenia. Na zachodzące zmiany, otwarcie archiwów, powstanie IPN, na niczym nie skrępowane badania historyków, jednym słowem na rodzącą się wolność patrzą nieufnie i bez przekonania, tworząc jak gdyby zamknięty krąg ludzi dotkniętych represjami komunizmu, do których dopuszczają jedynie ludzi sprawdzonych i godnych zaufania. Po wielu miesiącach starań graniczących z namolnością udało mi się dotrzeć do tych ludzi i w pełni poznać prawdę o Henryku Flame. Dziś Ci, którzy oczekiwali ode mnie napisania hagiografii „Bartka”, czują się zapewne zawiedzeni a wręcz oszukani, że w jakimś stopniu odbrązowiłem pomnik „Bartka”, który wznosi się w ich marzeniach i umysłach. Żałują zapewne decyzji dopuszczenia do swych tajemnic młodego, nieznanego im bliżej historyka. Generalnie jednak w kręgach entuzjastów „Bartka” ja sam jak i moja książka zostaliśmy przyjęci z pełnym entuzjazmem i szczerą radością. W końcu po pół wieku kłamstw i oszczerstw, książka „Król Podbeskidzia” dała tym ludziom pocieszenie i nadzieję, że wartości o które walczyli zwyciężyły w wymiarze duchowym. Spotkanie z drugą stroną barykady było dla mnie o wiele mniej przyjemne.

Byli ubecy tworzą całkowicie hermetyczne środowisko, a w ich imieniu wypowiedzieli się już komunistyczni propagandyści z tytułami naukowymi pokroju Kantyki, dla których „Bartek” był słusznie zabitym bandytą z nazistowskim rodowodem. Nawet w czasie oficjalnych śledztw prowadzonych przez prokuratorów z IPN a dotyczących ubeckiego terroru zasłaniają się utratą pamięci lub po prostu milczą, mając za nic prawo III RP. Ubecy walczący z „Bartkiem”, aktywnie wprowadzający tzw. „Władzę Ludową”, to zatwardziali, starzy komuniści jeszcze z czasów specjalnych szkoleń w ZSRR i współpracy z NKWD. To ludzie mający rzeczywiście krew na rękach i dziesiątki istnień na sumieniu. Oni nigdy nie czuli skruchy i pokory w obliczu wydobywanej prawdy. Wręcz przeciwnie. Już na etapie zbierania materiałów o „Bartku” docierały do mnie sygnały żebym zostawił ten temat, żebym nie oczerniał ludzi i nie wyciągał niewygodnej przeszłości. Straszono mnie nawet sądem w przypadku gdy zniesławię pewne osoby, faktycznych inspiratorów zabójstwa Henryka Flame (jeśli ktoś nie wie o kim mowa to zapraszam do lektury książki). Ostatecznie, po ukazaniu się książki ich ujadanie umilkło.

M.I. - Jak doszło do współpracy z Wydawnictwem ANTYK Marka Derewieckiego?

T.G. - Na początku, jeszcze na etapie pracy magisterskiej, o wydaniu książki rozmawiałem z „Rekonkwistą”, która skłonna była wydać moją pozycję, jednak prozaiczny brak funduszy zakończył ją. Dalsze moje poszukiwania wydawnictwa spełzły na niczym. Po prostu żadne inne wydawnictwo nie chciało wejść ze mną we współpracę i zaryzykować „wypuszczenia” na rynek kontrowersyjnej dla nich książki w dodatku nieznanego im historyka o kontrowersyjnych poglądach. Natomiast życzliwi i pomocni ludzie skontaktowali mnie z wydawnictwem ANTYK, pan Marek okazał się człowiekiem godnym zaufania i wszystkim się zajął, od sponsorów po dystrybucję, a na koniec dodał nawet, że mu się to „opłaca”. Ostatecznie poza wydawnictwem ANTYK, jak wyżej napisałem, nie miałem dużego wyboru wśród chętnych do współpracy wydawnictw.

M.I. - Czy to prawda, że planowane jest drugie, poprawione wydanie „Króla Podbeskidzia” ? Czym ma się ono różnić od pierwszego?

T.G. - To prawda, docierały do mnie takie sygnały od wydawcy, zresztą sam jestem gorącym zwolennikiem tego posunięcia. Po pierwsze mam nadzieję, że nakład jest już na wyczerpaniu (docelowo 5000 egz. do roku 2012), a po drugie po wydaniu książki zgłaszają się do mnie czytelnicy, partyzanci lub ich rodziny, z nowymi rewelacjami, wiadomościami i faktami dotyczącymi „Bartka”, także w celu skorygowania błędów lub niejasności znajdujących się w pozycji, które w skrajnym przypadku boleśnie dotknęły najbliższych Flamego.
A czym miało by się ono różnić od pierwszego? Przede wszystkim zawarciem, oczywiście po krytycznym skonfrontowaniu z innymi materiałami, tych wszystkich nowych wiadomości i informacji na temat życia „Bartka”, a w pierwszej kolejności zmiany dotyczyłyby zlikwidowania i skorygowania wszelkich pomyłek i niedomówień.

M.I. - Czy sądzisz, że postacią Henryka Flame – lub postaciami innych polskich żołnierzy antykomunistycznych – da się na dłuższą metę zainteresować jakąś część polskiej młodzieży? Czy istnieje jeszcze szansa, by takie osoby stały się powszechnymi wzorcami, czy też przełamanie monopolu płytkiej popkultury na kształtowanie świadomości społeczeństwa jest niemożliwe w obecnych realiach?

T.G. - Oczywiście, że mamy szansę a nawet obowiązek przełamać ten monopol. W końcu, jak sam stwierdziłeś, te wszystkie popkulturki kształtują społeczeństwo a w szczególności młodych ludzi. Młodzież ucieka dziś w świat fantazji i fikcji. Te wszystkie pokemony, Harry Pottery i wszelkie inne baśniowe i nierealne stwory. Wielki sukces trylogii Tolkiena. Wszystko to świadczy o tym, że młodzież nie potrafiąc znaleźć sobie autorytetów, wzorów do naśladowania, wreszcie idoli i bohaterów w realnym świecie, w realnej historii, ucieka w świat legend i baśni wykreowanych i wygenerowanych przez film czy grę komputerową. Ta cała fascynacja super-bohaterami pokroju Batmana czy Harry Pottera, to tak naprawdę tęsknota za postacią czystą i honorową, a jednocześnie bohaterską i niezłomną. To tęsknota za krystalicznym dobrem tryumfującym nad mrocznym złem. To nie jest tak, że dziś młodzi ludzie, za sprawą płytkich, nijakich i beznamiętnych postaw wtłaczanych nam przez wszelkie media nie tęsknią za postawami konkretnymi i silnymi. Należy jedynie ukierunkować te tęsknoty, przedstawić konkretne postawy w konkretnym życiu, w przeciwnym razie młodzież nadal będzie szukać w świecie fikcji i fantazji. Zespół Lao Che swoją płytą „Powstanie Warszawskie” pokazał że prawdziwymi herosami byli młodzi warszawiacy walczący z okupantem, pokazali, że nasza historia może być też „cool” i odnieśli sukces. Dziś dopiero odkrywana jest prawda i historia tzw. Żołnierzy Wyklętych, ludzi walczących z komunistyczną okupacją po roku 1944. Powstaje dziesiątki publikacji na ten temat, powstała gra karciana pt. Żołnierze Wyklęci, wreszcie stacja TVN we współpracy z Discovery Historia kręci serię fabularyzowanych filmów pod wspólnym tytułem Żołnierze Wyklęci, a każdy odcinek ma opowiadać o losach konkretnego dowódcy podziemia antykomunistycznego. Czyż wielki kinowy przebój „300” opowiadający o heroicznej walce garstki Spartan z ogromną armią perską to w rzeczywistości nie odbicie losów Żołnierzy Wyklętych? Szwedzki zespół Sabaton odnosi dziś sukcesy na scenie muzycznej opowiadając identyczną historię, fascynując się, że w walce przypadało 40 Niemców na jednego Polaka. Heroizm jest dziś w cenie. W walkach komunistów z partyzantką antykomunistyczną stosunek sił przedstawiał się nierzadko grubo powyżej 40 do 1, a mimo to partyzanci zwyciężali. To jest dopiero heroizm!

Zdzisław Broński ps. „Uskok” otoczony w prowizorycznym bunkrze przez 300-osobową obławę MO, UB i KBW, nie widząc szansy ucieczki rozerwał się granatem. 17-sto letnia Danuta Siedzikówna, sanitariuszka z legendarnej V Brygady Wileńskiej, Brygady Śmierci, jak nazywali ją komuniści, równie legendarnego Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” w chwili rozstrzelania krzyknęła „Niech żyje Polska!”, Hieronim Dekutowski „Zapora” w chwili śmierci, pomimo tego, że miał tylko 30 lat, wyglądał jak starzec z siwymi włosami, wybitymi zębami, połamanymi rękami, nosem i żebrami oraz zerwanymi paznokciami. Jego ostatnie słowa brzmiały: "Przyjdzie wyzwolenie", czy wreszcie praktycznie nieznany Józef Rauer „Bajan” jeden z bohaterów „Króla Podbeskidzia”, zaledwie 18-letni chłopak, dowódca oddziału partyzanckiego w zgrupowaniu „Bartka”, werbowany przez komunistów w nadziei, że zdradzi swojego dowódcę, nigdy tego nie zrobił. Zginał w płomieniach z całym swoim kilkuosobowym oddziałem (w tym dwie kobiety) w domu podpalonym przez komunistów, osaczony przez siedmiokrotnie liczniejszą obławę MO-UB.
Czy komunistyczni oprawcy, ubecki terror i ich kazamaty nie jawią się jako odwieczne zło? Czy sceneria ciemnych lasów i dzikich gór nie jawi się jako mroczna i gotycka. Czy nareszcie super-herosami, dla których honor jest najważniejszą sprawą nie są wyżej przedstawieni partyzanci? Moim zdaniem fenomen Żołnierzy Wyklętych przyćmiewa wszystkich Wiedźminów, Spartan i innych bajkowych stworków, mogąc ich z powodzeniem zastąpić stając się konkretną alternatywą dla, jak kolega wspomniał, płytkiej popkultury.

M.I. - W którą stronę będą zmierzać dalsze twoje badania historyczne? Czy planujesz kolejne książki lub inne prace naukowe?

T.G. - Szczerze mówiąc zafascynował mnie fenomen Żołnierzy Wyklętych. Wciąż zbieram nowe materiały, fakty i wiadomości na temat życia Henryka Flame w nadziei, że uda się „wypuścić” na rynek kolejne, poprawione wydanie „Króla Podbeskidzia”. Jednocześnie tworzę i koordynuję projekt Żołnierze Wyklętej Armii. Jest to projekt naukowo-badawczy mający na celu biograficzne udokumentowanie wszystkich żołnierzy i współpracowników zgrupowania „Bartka”. W ten sposób, póki co, udokumentowanych mam około 60 nazwisk, w większości są to niestety wiadomości szczątkowe, encyklopedyczne. Wciąż docieram do ludzi, krewnych i rodzin partyzantów, którzy mogą posiadać wiedzę o swoich bliskich walczących w antykomunistycznej partyzantce. Ku mojej radości wielu z nich podejmuje ze mną aktywną współpracę. Wnukowie partyzantów na własną rękę szukają wiadomości, informacji na temat swoich dziadków czy krewnych, inni mnie dopingują. Są dumni że przywracam im pamięć o niezłomnych czynach ich bliskich, czynach które jeszcze do niedawna zbywali wstydliwym milczeniem. Planuję również, by finalną formą prac nad projektem była bogato udokumentowana publikacja w formie albumu, wydana pod identyczną nazwą jaką nosi sam projekt. Poza tym przygotowuję się do rozpoczęcia studiów doktoranckich na KUL-u, tematem rozprawy końcowej czyniąc monografię zgrupowania „Bartka”.

Pozdr.
kindzal

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-03-01 19:41:42

"Naukowe Koło Młodych Polityków UG zaprasza na spotkanie
z autorem książki „Król Podbeskidzia” Tomaszem Greniuchem pt. „Bartek” z Narodowych Sił Zbrojnych

Spotkanie odbędzie się w sobotę 7 marca br. o godz. 17 na Wydziale Historycznym UG w Gdańsku, ul. Wita Stwosza 55 sala 2.61"

Jeśli ktoś ma niedaleko, to warto być.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-03-06 22:53:03

miedzy malerzowicami a szadurczycami w lesie znajduje sie palacyk lub dworek doszczetnie zniszczony pozostaly tylko ruiny jedni ludzie muwia ze zostal rozebrany zas inni ze wysadzony zas jeszcze inni ze partyzanci sie tam bronili i sie wysadzili niewiem ile wtym prawdy bylem tam pare razy pelno tam sie wala ludzkich szczatkow piszczeli miednic czesci czaszek

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-03-07 14:52:07

Petek29, w poblizu Dworzyszcza faktycznie znajdują się resztki fundamentów po starym folwarku. Wedlug UBeckich sprawozdań to wlasnie w tej okolicy, w 1946 roku zostal "zlikwidowany" oddzial "Zagloby". Problem w tym, że nikt tam żadnego "Zagloby" nie pamieta! Wcale bym się nie zdziwil jeśli by się okazalo, że żadnego oddzialu "Zagloby" tam nie rozbito, tylko zlikwidowano jedną z grup żolnierzy "Bartka", przedzierajacych się na zachód...

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-03-07 19:33:50

dzieki za informacje ajednak cos wtym prawdy bylo w, kurier brzeski tam wszystko ladnie jest opisane jak bede w polsce wkwietniu to sprubuje sie wiecej dowiedziec mieszkam wlambinowicach i w malerzowicach grabinie hunowie dworzysko mam troche znajomych wiec mysle ze niebedzie problemu czegos dokladnie sie dowiedziec

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-03-08 00:01:15

Chodzi Ci zapewne o ten artykul :

http://www.kurierbrzeski.com.pl/modules.php?module_name=articles&action=show_article&a_id=229

"Wciąż niewyjaśniona pozostaje też potyczka UB ze zbrojnym oddziałem zbrojnego podziemia.- przynajmniej tak podaje to jeden z tajnych dokumentów SB. Nie wiadomo jednak, czy faktycznie doszło do walki między zbrojnym oddziałem a funkcjonariuszami UB, czy to była następna grupa przywieziona i tu to znaczy w Malerzowicach w pobliżu Łambinowic , 20 km od Grodkowa została wykonana na tych żołnierzach egzekucja. A może przewieziono ciała i żeby wszystko zgadzało się w statystykach podano że doszło do potyczki. Dokument ten nie musiał przecież podawać całej prawdy. W tym przypadku najważniejsza była propaganda i i esbecka statystyka ."


Gdybyś dowiedzial się czegoś nowego, to liczę na to że podzielisz się tym z nami ?
pozdr.
kindzal

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-04-02 00:02:20

Kożystając z chwili wolnego czasu odwiedziliśmy Hunów-Dworzyszcze...

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-04-02 00:03:45

Obeszlismy pozostalości po ww folwarku...

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-04-02 00:04:18

...

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-04-02 00:04:43

...

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-04-02 00:05:33

...

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-04-02 00:10:33

Po samym folwarku zostaly resztki fundamentówi i dwa zbiorniki, a teren jest w dniu dzisiejszym jednym wielkim wysypiskiem, jakiekolwiek poszkiwania z detektorem są więc zupelnie bezcelowe. Nie będziemy więc w stanie pomóc IPNowi.
Doszly mnie zato pogloski jakoby nasi koledzy znalezli polamane orzelki i polskie guziki, w okolicy lotniska w Starym Grodkowie !

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-05-06 21:01:09

Na temat poruszony przez kol.petka29.Na polnoc od Schadeberga byl dworek Scharfenberg.Ostatnio tam bylem i co...ano nic.Kopal ktos pare dni wczesniej;)a dolki nie zakopane.Oczywiscie nie podejrzewam kolegow z forum;)bo oni przestrzegaja etyki eksploracji!Jedyne znaleziska to kupa gwozdzi i innych smieci po budowli.Moze braklo mi szczescia.A co do historii tego miejsca to slyszalem ze dziela zniszczenia dokonali miejscowi uzupelniajac swoje braki w materialach budowlanych,ale sledzac losy litewskiej 20 dyw.panc.SS obilo mi sie o uszy ze jakies oddzialki walczace z sowietami bronily sie w jakims dworku...chyba w Szadurczycach.No i to przesadzilo o jego losie.Jezeli cos przeoczylem to prosze o wyrozumialosc gdyz jestem po pracy a w dodatku kobita meczy mnie ze znowu wykopki mi w glowie:)Pozdro i czekam na dalszy rozwoj watku.Darz dol!

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-05-06 21:16:29

SEBOR80!
A gdzie śledziłes losy tej "litewskiej 20 dyw.panc.SS"?
:D

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-05-07 09:26:07

Przepraszam najmocniej...chodzilo mi o estonska 20 dywizje grenadierow SS :)

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-05-07 22:59:07

"obilo mi sie o uszy ze jakies oddzialki walczace z sowietami bronily sie w jakims dworku...chyba w Szadurczycach.No i to przesadzilo o jego losie"

Slyszaleś że jakieś, gdzieś, chyba ? To dobrze, ale nie wiesz do końca w którym kościele te dzwony bily !
Nie byl to bowiem dworek, lecz leśniczówka i nie bylo to w Szadurczycach, lecz w Borach Niemodlińskich. Jak slusznie zauważyl Mowglyn, nie byla to również "litewska dyw. panc. SS" bo takowa nigdy nie istniala, ale ten bląd jak widac juz sam zdążyleś poprawić ;)

Polecam na przyszlość najpierw odrobić "zadanie domowe".
Bo znowu będzie "pala" ;)

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-05-09 14:39:38

Kindzal dziekuje za twoja szybka interwencje w tym temacie!Nie bylo moim zamiarem przedstawienie tego jako faktow historycznych gdyz w tej formie nawet bym nie smial tak opisac w/w zdarzen.Przekazalem tylko opowiesci zaslyszane od miejscowych(co takze traktuje jako mozliwie odbiegajace od prawdy).Byc moze ktos takze sie spotkal z podobnymi przeslankami a to juz moglo by cos znaczyc.Sumujac pewne opowiesci mozna znalezc jakis punkt zaczepienia,i wlasnie o to mi chodzilo.Co do Borow Niemodlinskich to takze czytalem o malych potyczkach ale ich natezenia oraz zacietosc takze budzi kontrowersje.Znalazlem na necie informacje o wydzielonych grupach niemieckich ktore walczyly w rejonie Niemodlina,Opola,Krapkowic a takze Nysy.Byc moze jakies "samodzielne" grupki takze starly sie w okolicach Szadurczyc?Piszac o wydarzeniach co do ktorych nie mam pewnosci uzywam zwrotow typu "byc moze,chyba..." z wiadomych powodow.Zycze wiekszej wyrozumialosci na przyszlosc.Pozdrawiam.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-05-09 14:54:37

No tak, rozumiem Twój tok rozumowania. Jak to mówią: w każdej legendzie jest odrobina prawdy. W Hunowie Estończyków chyba jednak nie bylo.

Pozdrawiam.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-05-11 08:23:19

Estońska dywizja SS walczyła koło Prudnika na wzgórzach , i siedzieli tam długo ,dopiero po kapitulacji niemiec w maju przedarli sie do Czech gdzie zostali zlikwidowani

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-05-11 08:24:05

Miejsce do kopania niezłe :) tylko tam teraz jesty rezerwat przyrody :)

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-07-06 19:03:40

Powracając do tematu, to w czerwcowym wydaniu Odkrywcy, ukazal sie artyklu Lukasza Orlowskiego o poszukiwaniach mogily żolnierzy "Bartka" w okolicach Grodkowa.
Cieszę się, że Odkrywca porusza ten temat. Zadziwia mnie jednak pewien rażący bląd w artykle. Wyczytalem tam min. coś takiego:

" Zieliński zeznal bowiem, iż byl wysylany po "zatrutą wódkę" (kilka godzin po jej spożyciu, oszolomieni partyzanci mieli nie stawiać oporu podczas rozbrajania) do posterunku UB w Niemodlinie, mieszczącym sie w starym palacu. Droga miala zająć godzinę szybkiego marszu. Tymczasem w Niemodlinie nie bylo żadnego palacu, w którym mogli znalezdz się funkcjonariusze urzędu bezpieczeństwa! "

Skąd ta teoria ? Przecież siedziba niemodlińskiego UB mieścila się w starym palacyku ! I żeby o tym sie dowiedzieć wystarczy zerknąć na strony IPNu:

http://www.slady.ipn.gov.pl/portal/sz/559/5847/Dawna_siedziba_PUBP_w_Niemodlinie.html

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-07-06 19:07:12

Oto i niemodlińska siedziba UBecji:

A tutaj kolejny ciekawy artykul o poszukiwaniach pomordowanych żolnierzy "Bartka" :

Śląski Katyń wciąż bez mogiły

Na leśnej polanie między Barutem, a Dąbrówką, na granicy obecnego województwa śląskiego i opolskiego w 1946 roku prawdopodobnie wysadzono blisko 200 mężczyzn ubranych w polskie mundury. Katowicki oddział Instytutu Pamięci Narodowej od 8 lat szuka miejsca ich pochówku. Teren wokół upamiętniającego mord pomnika, ufundowanego przez kombatantów przeryto wzdłuż i wszerz. Teraz archeolodzy kopią w miejscu drugiego, niepozornego krzyża. Z głębokiego na półtora metra dołu wyciągają zelówki, metalowe guziki, amunicję. Ciał nie ma. Ale to pierwszy tak istotny ślad od lat.

http://opole.naszemiasto.pl/wydarzenia/1020252.html

http://www.odkrywca.pl/slaski-katyn-wciaz-bez-mogily,655149.html#655149

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-07-07 20:29:52

Odnośnie niemodlińskiej UBecji warto przytoczyć odpis z meldunku Inspektoratu Rybnickiego i Opolszczyzny, do Komendy Okręgu AK (Śląskiego)z 1945 roku:

"Społeczeństwo śląskie było prześladowane przez funkcjonariuszy urzędów państwowych, a przede wszystkim przez służbę bezpieczeństwa. Zgodnie z napływającymi meldunkami, największe lumpy z szeregów UB i MO działały w Niemodlinie!"

"Najslynniejszym" UBekiem niemodlińskim jest zapewne Czesław Gęborski (byly komendant obozu w Lambinowicach).

http://pl.wikipedia.org/w...w_G%C4%99borski

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-07-07 20:44:36

ale rybnicka ubecja w poczatkowym czasie nie dziala zbyt skutecznie - woda wypalala mozgi funkcjonariuszy, lapowki zalatwialy wszystko

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-07-25 23:36:36

To podobnie jak u niemodlińskich UBeków, tyle że ci jak się nachlali to dopiero wtedy rozpoczynali swoje "rządy"...

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-07-25 23:40:30

4 czerwca o godz 17.00 w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Opolu odbyła się prezentacja książki "Król Podbeskidzia".
Przy okazji prezentacji odbył się premierowy pokaz filmu "Operacja Lawina", będący fabularyzowaną rekonstrukcją tragicznych wydarzeń zamordowania przez bezpiekę ponad 170 partyzantów NSZ. Film został wyprodukowany dla stacji TVN Discovery Historia i udostępniony specjalnie na tą okazję.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2009-08-25 14:25:41

„Śledczy z IPN prawdopodobnie natrafili na mogiłę żołnierzy Henryka Flamego ps. Bartek, bestialsko zamordowanych przez ubecję w 1946 roku. Biegły badający szczątki znalezione w pobliżu miejscowości Barut wskazał, że mogą one należeć do zabitego żołnierza NSZ. Biegły badał kość znalezioną w lipcu w domniemanej mogile odkrytej w Barutach. Badanie wykazalo, że jest to męska kość piszczelowa, która nosi ślady gwałtownego uszkodzenia. Wiemy, że partyzanci NSZ zostali zwabieni do budynku, do którego ubecia wrzuciła granaty. Uszkodzenie kości może wskazywać, że to jedna z ofiar granatów – mówi jeden ze śledczych. Teraz teren zostanie jeszcze dokładniej zbadany”.


http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/18/10424/PRZEGLAD_MEDIOW__1517_sierpnia_2009.html

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2010-06-27 14:13:23

IPN umorzył śledztwo ws. mordu na partyzantach oddziału Henryka Flame.

Katowicki oddział Instytutu Pamięci Narodowej po 9 latach umorzył śledztwo w sprawie zamordowania partyzantów z oddziału kpt. Henryka Flame - "Bartka". Mordu dokonało UB w okolicach Barutu na granicy woj. opolskiego i śląskiego we wrześniu 1946 r.
- Śledztwo zostało umorzone, bo ustaleni przez nas sprawcy zbrodni nie żyją. Mimo zakrojonych na dużą skalę poszukiwań nie udało się nam odnaleźć grobu pomordowanych - powiedział prokurator Piotr Nalepa z IPN.

IPN ustalił, że egzekucja żołnierzy z oddziału "Bartka" była dokładnie zaplanowana przez funkcjonariuszy UB. - Tajna akcja nosiła kryptonim +Lawina+. Na skutek prowokacji członków oddziału zamknięto w murowanej stodole, którą następnie wysadzono w powietrze - relacjonował Nalepa. Według ustaleń śledczych, w Barucie zginęło co najmniej 150 partyzantów. - Dokładna liczba ofiar jest nie do ustalenia - zaznaczył prokurator.

Do zbrodni doszło we wrześniu 1946 roku. UB dokładnie zatarło ślady akcji, stąd śledztwo trwało aż 9 lat. Ustalając przebieg zdarzeń śledczy IPN opierali się głownie na ustnych przekazach mieszkańców Barutu, którzy w 1946 roku widzieli ciężarówki, jakimi przywieziono partyzantów, słyszeli też wybuch i wiedzieli o akcji zacierania śladów przez funkcjonariuszy UB.

Według ustaleń IPN partyzantów zwabiono z Żywiecczyzny na Opolszczyznę, prawdopodobnie pod pretekstem przerzucenia na Zachód. Starsi mieszkańcy Barutu pamiętają ciężarówki pełne młodych ludzi w "dziwnych" mundurach - według opisu przypominających uniformy żołnierzy gen. Andersa.

Żołnierze mieli zostać zgromadzeni w budynkach na wzgórzu niedaleko Barutu. Świadkowie wydarzeń twierdzą, że w nocy 26 września 1946 r. budynki wysadzono w powietrze. Szczątki ciał miały być później pozbierane i zakopane. Ostatecznego zatarcia śladów dokonał specjalny oddział wojska.

IPN nie udało się - mimo zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań - odnaleźć grobu, w którym UB zakopało szczątki zamordowanych partyzantów. W akcji poszukiwawczej wykorzystywano georadar - urządzenie, wysyłające w głąb ziemi mikrofale, przetwarzane później komputerowo, dzięki czemu można odtworzyć naruszenie struktury gruntu spowodowane działalnością człowieka.

- Nie trafiliśmy na ślad masowego grobu. Jedyną szansą na odnalezienie szczątków żołnierzy jest teraz przypadkowe odkrycie miejsca ich pochówku - ocenił Nalepa.

Podczas śledztwa Instytutowi udało się ustalić zleceniodawców zbrodni. Byli wśród nich Roman Romkowski - wiceminister ówczesnego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i szef UB, oraz wysoko postawieni funkcjonariusze UB: Władysław Śliwa; Leon Wajntraub; Włodzimierz Ossowski i Jerzy Iwański.

Jednym z funkcjonariuszy odpowiedzialnych za mord był też - według ustaleń IPN - Czesław Gęborski, który w 1945 był komendantem obozu dla przesiedlanych po wojnie Ślązaków w Łambinowicach na Opolszczyźnie. Był oskarżony o spowodowanie śmierci 48 więźniów obozu. Zmarł przed zakończeniem procesu.

http://wiadomosci.onet.pl/...11,ipn_umorzyl_sledztwo_ws_mordu_na_partyzantach_oddzialu_henryka_flame,item.html

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2011-01-02 21:31:20

Wyskoczę, jak diabeł z pudełka.

Kindżał- a spotkałeś się ze stosowaniem ( zamiennym ) określenia Akcja Cezary wobec Lawiny?

Usiłuję przebrnąć przez pewne wspomnienia, gdzie jeden z rozdziałów dotyczy "ucieczki na Zachód" i gry operacyjnej prowadzonej przez dwóch konfidentów z UB. Pada tam właśnie określenie Akcja Cezary- jako nazwa ogólna całej gry operacyjnej wobec podziemia.

A, że wspomnienia dość pokręcone i mocno ubarwione, to i ewentualnych wpadek w szczegółach sporo.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2011-01-02 22:58:19

Yeti !
Według mojej wiedzy operacja ,,CEZARY" miała swój początek dopiero w 1948 roku ( po ,,zalegendowaniu" Sieńki).

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2011-01-02 23:50:01

Nie. To dwie zupelnie inne sprawy.
Chociaz w miedzy czasie "nasi" UBecy maczali lapy w niejednej "operacji" skierowanej przeciwko podziemiu, na przyklad w sprawie "Zapory".

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2011-01-03 06:44:26

Możliwości są dwie- podmiot liryczny pomieszał ( choćby z niewiedzy ) lub Cezary byłby naczelnym kryptonimem.

Akcja Cezary pojawia się i jako naczelny kryptonim akcji rozbicia od wewnątrz ( "via Londyn" ) podziemia i we wspomnieniach dotyczy tylko niby-ewakuacji "Bartka" z oddziałem.


Rysiu- autor, wspominając o Akcji Cezary i wywózce "Bartka" w połowie 1948 już dawno siedział w Krakowie...
Nie chcę się teraz tłuc po chałupie, książka jest w sypialni, komp kawałek dalej, ale chronologicznie niekoniecznie pasuje. A zważywszy, że sporo cuda-wianków jest w tych wspomnieniach, to wydają się średnio miarodajne.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2011-01-03 09:22:03

No to może autor chciał się ,,podpiąć" pod ten niewątpliwy sukces bezpieki. Swojego czasu każden ,,towarzysz z bezpieczeństwa" marzył, ba śnił po nocach o udziale w tej operacji . Może więc nieco kreował rzeczywistść tak, jak wspominany w pieśni poniżej Bolesław Drabik ,,Bimberek" :

,,Wojną huczał koniec lieta i germaniec grzał sowieta
A po krzakach i po rowach armia kryła się ludowa.
Chłopcy twardzi jak kopiejki a nie jakieś tłuste szwejki
Mieli ruskie karabiny oraz bardzo groźne miny.
Ja o jednym z nich zanucę, który nie był wcale bucem
Choć kałmudźkie rysy twarzy mogły zmylić kronikarzy.
Nosił zacne imię Bolek i nie miewał nigdy kolek a
Bimberek nań wołali bo chlał więcej od moskali.
Bimberek, Bimberek nie jesteś frajerek za tobą podąża
Komuszków szpanerek, Bimberek, Bimberek ty nasz bohaterek
Ty szkopa na kopach wywalisz w cholerę!

Partyzanckie wdziewał stroje aby toczyć krwawe boje,
To wysadził czołg w powietrze,
To udusił szpiega w swetrze!
Dziewuchy z wiosek okolicznych popadały w stan
Liryczny na sam widok partyzanta o imagu eleganta.
Gdy nożyczki brał krawieckie wszystkie bunkry ciął niemieckie,
Miotacz ognia miał prawdziwy, z gruszki tej od lewatywy.
A chwyciwszy w ruki szpadel z fryca robił marmoladę
Albo za pomocą kija oddział szwabów powybijał!

Bimberek, Bimberek nie jesteś frajerek za tobą podąża
Komuszków szpanerek, Bimberek, Bimberek ty nasz bohaterek
Ty szkopa na kopach wywalisz w cholerę!

Gdy już z Niemcem kończył akcję to rodzimą rżnął reakcje
Te kontury PRL-u kreślił Bolek bez aelu.
Wspominamy kogo dzisiaj kombatanta, towarzysza.
I serduszka śpiewa struna „niechaj żyje nam komuna”.
My z stalinowskie wszy, my z partyjniacki mas,
Za gnój, za znój o taki ….
I wieczna walka klas !!!!"

słowa : Leszek Czajkowski

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2011-01-03 10:00:03

Rysiu- odwrotnie. To delikwent, który był partyzantem ( m.in. przeszedł "Ojca Jana" ) i miał silne związki z "Bartkiem". Co więcej, twierdzi że on miał 100 % pewne ( i przekazane dowództwu Zgrupowania )informacje, że "Lawina" i "Korzeń"-"Kosowski" to konfidenci, którzy z pominięciem UB ( czyli wielokrotna tajemnica ) rozpracowywali m.in. "Bartka". Co więcej- "Bartek" wszystkim, którzy odmówili wykonania rozkazu o wyjeździe groził rozbrojeniem ( w domyśle sądem wojennym ).

Co ciekawsze, wg autora wspomnień rzecz miała miejsce od sierpnia 1946 ( pojawienie się konfidentów w Zgrupowaniu ). Czyli z Twoją wersją się kalendarz kłóci...

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2011-01-03 14:53:47

Rozbicie oddziałów dowodzonych przez kpt. Henryka Flame "Bartka" było ubocznym efektem znacznie szerszej gry operacyjnej Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

Akcja ta stała się dla UB swego rodzaju poligonem doświadczalnym. Nie wydaje się bowiem przypadkowe, że najważniejszy w tym przypadku "rozgrywający", funkcjonariusz UB - Henryk Wendrowski, w latach następnych odegrał jedną z kluczowych ról w opanowaniu przez władze bezpieczeństwa krajowych struktur Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość.

Domniemana dzialalnosc Wendrowskiego "z pominieciem UB" nazwalbym konfabulacja.

Do pierwszego spotkania "kpt. Lawiny" z "Bartkiem" doszło na początku sierpnia 1946 r.
Przed 20 sierpnia 1946 r. opracowany został przez UB (prawdopodobnie przez samego Wendrowskiego) „Plan likwidacji »B «".
Fizyczna likwidacja czlonków oddzialu odbyla sie zas we wrzesniu tegoz roku.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2011-02-17 20:11:16

Wszystkim zainteresowanym polecam powiesc Sebastiana Rency, pt.: Z Cienia, ktorej lekture wlasnie zakonczylem. Powiesc opowiadajaca o losie zolnierzy "Bartka".

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2012-06-13 20:00:05

Znaleziono kości ofiar zbrodni komunistycznej?

Szczątki odkryto na tzw. polanie śmierci koło Barutu w gminie Jemielnica w Opolskim.

Archeolodzy biorący udział w pracach Instytut Pamięci Narodowej uważają, że mogą to być kośćmi żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych z oddziału Henryka Flame ps. Bartek.

Według relacji naczelnika Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN we Wrocławiu, a zarazem pełnomocnika prezesa IPN ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego dr hab. Krzysztofa Szwagrzyka po dwóch dniach poszukiwań, prowadzonych od wtorku na tzw. polanie śmierci w Barucie, archeolodzy znaleźli, oprócz kilku fragmentów połamanych ludzkich kości, dwie łuski nabojów do pistoletów produkcji rosyjskiej oraz fragmenty skórzanych butów typu wojskowego.

"Fragmenty kości są zniszczone w taki sposób, który pasowałby do teorii wybuchu, czyli okoliczności, w jakich Urząd Bezpieczeństwa zamordował koło Barutu około 60 osób" - powiedział PAP Szwagrzyk, który kieruje badaniami w okolicach Barutu.

Uroczysko Hubertus, zwane też polaną śmierci, jest symbolem mordów, których UB dokonało jesienią 1946 r. na ok. 200 żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych z oddziału Henryka Flamego ps. Bartek. Zdaniem Szwagrzyka ok. 60 z nich zostało zamordowanych właśnie koło Barutu, a pozostali w nieodnalezionym ciągle miejscu na terenie Opolszczyzny.

Z mordów tych ocalał jeden człowiek. Do relacji ocalałego mężczyzny dotyczącej mordu w pewnej willi, gdzie żołnierze "Bartka" mieli być nakarmieni i upojeni alkoholem ze środkami nasennymi, a następnie pomordowani strzałem w tył głowy, pasuje kilka miejsc w opolskim. "Bierzemy pod uwagę m.in. Stary Grodków, Wierzbie, Łambinowice i Podlesie" - wyliczał Szwagrzyk.

Żołnierze "Bartka" zostali podstępem zwabieni przez Urząd Bezpieczeństwa na Opolszczyznę z Podbeskidzia, gdzie walczyli i skąd pochodzili. Operacja miała kryptonim "Lawina". Obiecano im przerzut na Zachód. Transport żołnierzy Henryka Flame zorganizowało jednak UB. Pod Barutem, na uroczysku Hubertus, żołnierzy stłoczono w stojącej tam stodole i wysadzono w powietrze.

http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/624967,Znaleziono-kosci-ofiar-zbrodni-komunistycznej

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2012-06-14 13:44:19

Chcę dołączyć do przedstawionych tu informacji na temat zamordowania żołnierzy Henryka Flamego " Bartka" relację Antoniego Bieguna "Sztubaka".Miał on kontakt z krakowskim WIN-em i od wywiadowcy z Krakowa otrzymał wiadomość,że do "Bartka" przeniknęli agenci z kontrwywiadu.Informację tą przekazał "Bartkowi" i prosił,aby nie organizować wyjazdu dopóki nie zostanie stwierdzone kto jest agentem.Rozpoczęto poszukiwania agentów w oddziałach, ale bez rezultatu."Sztubak " z grupą kolegów próbował przekonać "Bartka",że agentami mogą być "Lawina" i "Korzeń" ,niestety bezskutecznie.Rozpoczęto przygotowania do wyjazdu - m.in.fotografowanie żołnierzy ,aby sporządzić fałszywe dokumenty.Antoni Biegun i jego oddział odmówili zgody na wyjazd i na fotografowanie.Oprócz nich na wyjazd nie zgodzili się - oddział "Zemsty(35 osób) i "Konara"(38) osób.Mimo to z grupy "Sztubaka " uciekło na "wyjazd" 11 osób.Jemu samemu udało się w ostataniej chwili ściągnąć z samochodu "Sarnę".Piszę skrótowo,dokładniejsze relacje można znaleźć w książkach. Antoni Biegun jako żołnierz NOW walczył w oddziale J.Przysiężniaka "Ojca Jana",potem w oddziale AK kpt.A.Szklarka"Rysia" oraz w Zgrupowaniu Akcji Specjalnej NSZ mjr.L.Zub-Zdanowicza ps."Ząb". W okresie od lipca 1945 do marca 1947 był dowódcą oddziału NSZ w VII Okręgu NSZ. Jego oddział wchodził w skład Zgrupowania kpt. Henryka Flamego ps. „Bartek”.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2012-07-29 10:12:26

Kilkadziesiąt fragmentów kości, ale także części butów wojskowych i broni znaleźli badacze poszukujący masowego grobu żołnierzy "Bartka" w Barucie koło Strzelec Opolskich. Jednak mogiły wciąż nie udało się odkryć
Instytut Pamięci Narodowej prowadził przez kilka tygodni prace poszukiwawcze na tzw. polanie śmierci koło Barutu w gminie Jemielnica.

Ich celem było odnalezienie miejsca pochówku żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych z oddziału Henryka Flamme, ps. "Bartek", którzy zostali tam zamordowani jesienią 1946 r. przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Prace badawcze realizowane są w ramach ogólnopolskiego projektu IPN: "Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944-1956".

Rozmowa z dr. Krzysztofem Szwagrzykiem

Joanna Bosakowska: W czerwcu zakończyliście badania na polanie śmierci...

Dr Krzysztof Szwagrzyk, IPN we Wrocławiu*: Kończy się pewien etap badań, ale z pewnością jeszcze wrócimy do Barutu, mam nadzieję, że jeszcze w tym roku.

Co udało się odnaleźć podczas badań w czerwcu?

- Kilkadziesiąt fragmentów kości ludzkich, głównie kości kończyn, ale mamy także kilka fragmentów czaszek. Odnaleźliśmy też kilkanaście fragmentów butów wojskowych, kilkadziesiąt naboi, magazynków od broni, fragmentów broni. Wszystko to potwierdza, że w tym miejscu zostali wymordowani ludzie z oddziału "Bartka", nie mamy co do tego najmniejszych wątpliwości.

Do poszukiwań używaliście m.in. georadaru.

- Też, ale nie tylko. Prowadziliśmy także odwierty, używaliśmy wykrywacza metali. Na miejscu przez kilka tygodni pracowało kilkanaście osób, od rana do wieczora. Przesiana została każda grudka ziemi. A przecież obszar naszych poszukiwań był olbrzymi.

Jak duży?

- Kilka hektarów. Dokonaliśmy około półtora tysiąca odwiertów. Zdjęliśmy całą warstwę ziemi nie tylko na polanie, ale i w najbliższym otoczeniu, szukaliśmy też w głębi lasu, w miejscach, które pojawiły się w zeznaniach świadków. Nie zbagatelizowaliśmy żadnej informacji. Wykonaliśmy więc gigantyczną pracę. I na tej podstawie mogę powiedzieć, że na pewno szczątki tych żołnierzy zostały stąd zabrane.

Polana śmierci to miejsce, gdzie wymordowano ludzi z oddziału "Bartka", potem były tutaj z całą pewnością prowadzone działania maskujące, te szczątki zostały stąd zabrane i wywiezione. W moim przekonaniu gdzieś w pobliskie lasy, których wokół jest bardzo dużo. Gdyby było inaczej, gdyby te szczątki były tutaj na polanie, albo w najbliższym jej otoczeniu, to z pewnością byśmy je znaleźli.

Odkryliście także fundamenty budynku, w którym zginęli żołnierze. Został on wysadzony przez ubeków.

- Fundamenty budynku, stodoły, niektórzy mówią owczarni, stajni, już były odnalezione wcześniej, myśmy je po prostu odkopali, podobnie jak teren wokół. Widać teraz wyraźnie, gdzie były założone ładunki wybuchowe i z której strony szła cała siła wybuchu. W obrębie tych fundamentów znaleźliśmy praktycznie 90 procent tych pozostałości, o których mówiłem wcześniej. Ludzkie szczątki, które odkryliśmy, są popękane, poszarpane, ze śladami mocnych zniszczeń. Nie udało nam się odnaleźć ani jednej całej kości.

Ile osób zginęło w Barucie?

- To była około 60-osobowa grupa. Oni wcześniej musieli zostać podjęci kolacją z alkoholem, do wódki pewnie dodano środki nasenne, dlatego tak łatwo udało się ująć i rozbroić tak dużą grupę partyzantów, wpędzić ich do tej stodoły i wysadzić ją w powietrze. Podobnie zresztą postąpiono z żołnierzami "Bartka" w innym miejscu; tam wybrano barak poobozowy i on także po kolacji wyleciał w powietrze.

Czyli tych miejsc na Opolszczyźnie, które stały się miejscem kaźni dla tych partyzantów, jest więcej...

- Tak. Ludzi z oddziału "Bartka", w liczbie około 200, ale też z kilku innych oddziałów antykomunistycznego podziemia, przewieziono na Opolszczyznę i wymordowano w trzech, może w czterech różnych miejscach, w tym jedną grupę w Barucie.

Fragmenty kości, które odnaleźliście, były badane?

- Nasi medycy sądowi już na miejscu potwierdzili, że są to kości ludzkie.

Do ilu osób mogły należeć?

- Tego na razie nie wiemy. Będziemy starali się to ustalić, ale potrzeba na to nieco więcej czasu.

A co się z nimi później stanie?

- Szczątki zostaną pochowane. Mamy taki pomysł, żeby je pochować w ramach uroczystości, które odbywają się w Barucie 23 września, czyli w rocznicę mordu.

Nadal jednak w Barucie i pozostałych miejscach będziecie szukać masowych grobów żołnierzy "Bartka"?

- Oczywiście. Będziemy badali kolejne obszary lasów, sprawdzali kolejne wątki. Z całą pewnością, dopóki będzie istniał Instytut Pamięci Narodowej, tej sprawy nie odłożymy na półkę.


http://wyborcza.pl/1,75248,12208609,Grobu_zolnierzy_szukamy_do_skutku.html

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2012-07-30 21:55:52

Cmentarze wyklęte

Wyklęto ich. Bez wyroków skazano na śmierć i niepamięć. Pozbawiono nawet grobu.


Kiedy w 2000 roku polska antropolog Ewa Klonowski ekshumowała z jaskini Jama Lisać w Bośni ciała wymordowanych osiem lat wcześniej Bośniaków, rodziny zaginionych stały nad płachtą, gdzie składano odkryte kości.

Patrzyły i płakały, pilnowały, rozpoznawały rzeczy. W Barucie koło Jemielnicy ziemia też odkrywa ludzkie kości, ale nad wykopem na Polanie Śmierci nie ma rodzin.

Nie dojechały z Żywca, Wisły czy Ustronia. Nie doczekały się tej chwili po 66 latach.

- Może to tylko kwestia czasu, kiedy się dowiedzą i przyjadą - zastanawia się Paweł Konczewski, szef ekipy archeologicznej. - Zajmujemy się archeologią sądową, szukamy grobów ofiar niedawnych przestępstw, pomagamy w śledztwach. Nie poszukujemy wymarłej populacji, ale ludzi, którzy mają żyjących bliskich, krewnych. Nikt ich stąd nie przegoni.

czytaj dalej
reklama
Ciężarówkami w nieznane

Stanisław Włoch umarł w maju tego roku. Nie doczekał znalezienia szczątków swoich kolegów, towarzyszy broni z oddziału Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem "Bartka” - Henryka Flamme.

- Ojciec był dowódcą drugiej grupy - opowiada jego córka Aurelia Włoch. - Kiedyś zabrał mnie do wsi Górki koło Skoczowa i pokazał las, z którego mieli odjechać. Po prostu pomylili się. Przyszli z innej strony tego zagajnika, nie znaleźli ciężarówek. Słyszeli odgłos silników, gdy już odjeżdżały. Ojciec był przesądny. Powiedział dowódcy, że to może być znak i on więcej nie pojedzie.

Pojechali inni. W archiwach UB zachował się dokument z 1946 roku "Plan likwidacji B”, który opisuje, jak zaplanowano całą akcję. Żołnierze "Bartka” byli przekonani, że są przez centralę NSZ przerzucani ciężarówkami na Ziemie Zachodnie w rejon Jeleniej Góry, gdzie będą kontynuować walkę z nową, komunistyczną władzą w Polsce.

Tam miało być spokojniej, bo w Beskidach od połowy sierpnia przez lasy i wioski co chwila przechodziła kolejna obława Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W sztabie na Baraniej Górze zapadła decyzja, że oddział podzielony na kilka grup skorzysta z propozycji kapitana Lawiny, przysłanego przez centralę NSZ. Lawina miał zorganizować wyjazd.

- Plan likwidacji powstał latem 1946 roku w Ministerstwie Bezpieczeństwa Wewnętrznego - opowiada dr Krzysztof Szwagrzyk, historyk z Instytutu Pamięci Narodowej. - Kierownictwo ministerstwa doszło do wniosku, że zamiast organizować wojskowe obławy, walczyć z partyzantami z niewielkim efektem w górach, w ich środowisku, trzeba znaleźć bardziej skuteczną metodę likwidacji.

Do oddziału Bartka wprowadzono kreta, a potem kolejnego, którzy przedstawili się jako przedstawiciele Okręgu Zachodniego NSZ. Główny agent UB kapitan Lawina doskonale odegrał swoją rolę i zdobył zaufanie "Bartka”. Dla uspokojenia dowódcy trzech jego zaufanych ludzi wcześniej faktycznie przerzucono w rejon Jeleniej Góry. Po kilku dniach wrócili i potwierdzili, że wszystko jest dobrze przygotowane.

1 września 1946 roku w lesie koło Wisły czekały na partyzantów ciężarówki, wypożyczone do akcji od Ministerstwa Górnictwa. W kabinach siedzieli ludzie kapitana Lawiny. W jednym wozie złożono broń długą i ciężki sprzęt. Do pozostałych żołnierze wsiadali po kilkunastu tylko z pistoletami.

Spuszczono plandeki na pakach i ciężkie samochody ruszyły. Wieczorem były w Barucie. Przejechały przez wieś i pojechały kilometr leśną drogą do starej, malowniczej leśniczówki. Na polanie za leśniczówką stała murowana stodoła i kamienna owczarnia. Obstawa od Lawiny kazała partyzantom ukryć się na nocleg w stodole.

- Tu miał być punkt etapowy podróży - mówi dr Krzysztof Szwagrzyk. - Ubecy w przebraniach partyzantów postarali się o obfitą kolację z wódką, do której lekarz Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Katowicach Iwański wstrzyknął wcześniej środki nasenne. Nad ranem, w czasie snu, cały budynek wysadzono w powietrze za pomocą 5 - 6 min przeciwczołgowych.

Potem UB zebrało zwłoki poległych i gdzieś pochowało. Wybuch był tak silny, że miejscowa ludność jeszcze przez długi czas znajdowała w tej okolicy strzępki mundurów z naszywkami "Poland”, dokumenty, listy i fragmenty ciał. Wiemy, że po pewnym czasie mężczyźni z Baruta pod kierunkiem leśniczego zebrali pozostałości ludzkich zwłok, w tym jedną czaszkę i pochowali w innym miejscu. Archeolodzy szukają obu tych grobów.
Kto przeżył, ten podejrzany

Wiadomość o mordach przyniósł pozostałym na Podbeskidziu partyzantom jeden z wywiezionych na Zachód, Andrzej Bujak.

- Opowiadał o miejscowości, której nazwy nie znał - relacjonuje wspomnienia ojca Aurelia Włoch. - Mówił, że w sąsiedztwie było jezioro, a na miejscu jakiś pałacyk, że wcześniej przejeżdżali przez Toszek. Podejrzewam, że "Bartek” wytypował Barut na pod-stawie opisu topografii.

W 1947 roku, kilka miesięcy po mordzie, Henryk Flamme przyjechał do Baruta.

- Wiemy o tym od jego ówczesnej przyjaciółki, pani Ani, która już też nie żyje - opowiada Aurelia Włoch. - Przyjechali tu razem. "Bartek” poszedł gdzieś z leśniczym, a ona czekała na nich w leśniczówce. Nie wiedziała, o czym rozmawiali. Leśniczy z Baruta był wcześniej leśniczym w Wiśle i znali się z "Bartkiem”.

Podobno Bujak szedł pieszo do Wisły przez dwa tygodnie. Po powrocie w Beskidy nie zgłosił się sam do oddziału. Partyzanci dowiedzieli się o jego obecności i siłą sprowadzili go do dowódcy. Opowiedział, że wszystkich zabito.

Rzucono granaty do budynku, gdzie spali, a resztę rozstrzelano. Tylko on miał szczęście i ocalał. Dawni towarzysze nie uwierzyli mu. Oddział potraktował go jak zdrajcę, współpracownika UB, którego specjalnie przysłano, żeby skłonił innych do poddania się.

- Nie ma żadnych dokumentów świadczących o współpracy Andrzeja Bujaka z UB - mówi dr Krzysztof Szwagrzyk z IPN. - On był ofiarą tej akcji. Na początku lat 50. uciekł z Polski do Stanów Zjednoczonych w atmosferze podejrzeń, że zdradził swoich kolegów. Zmarł w latach 90. i nigdy nikt nie spisał jego relacji.

- Po przemianach politycznych w 1990 roku napisałam do prokuratury w Gliwicach doniesienie o mordzie na partyzantach w Barucie i wszczęto śledztwo - opowiada Aurelia Włoch.

- Prokuratur chciał przesłuchać Bujaka w polskiej ambasadzie w Stanach, ale jego rodzina powiadomiła polską placówkę, że niedawno zmarł. Kiedy się o tym dowiedział listonosz w Wiśle, zaczął rozpowiadać, że przecież on cały czas pisze listy do Polski. Ale oficjalnie, przed prokuratorem, wycofał się z tych oskarżeń.

Kiedy w Barucie zabijano partyzantów, Henryk Flamme "Bartek” był w Katowicach w szpitalu na operacji. Załatwienie mu szpitala akurat w tym momencie było też elementem planu operacyjnego bezpieki. Flamme ukrywał się do lutego 1947 roku, kiedy Sejm ogłosił amnestię dla politycznych. On i pozostali przy życiu członkowie oddziału ujawnili się i skorzystali z amnestii.

- Może dla niego nawet lepiej by było, gdyby zginął razem ze swoimi ludźmi - komentuje dr Szwagrzyk. - Jestem przekonany, że "Bartek” bardzo to przeżył. UB pozwoliło mu żyć ze świadomością, że wyprowadzili go w pole.

Musiał dalej mieszkać wśród rodzin zaginionych partyzantów. Musiał codziennie odpowiadać na pytania wdów, dzieci - gdzie są nasi bliscy? Co się z nimi stało. Prawdopodobnie część podejrzewała go także o współpracę z UB.

"Bartek” zginął 1 grudnia 1947 roku. W gospodzie w Skoczowie zastrzelił go funkcjonariusz MO po służbie, Rudolf Dadak. Podobno to była samowola, ale morderca nigdy nie stanął przed sądem. W ubeckich archiwach zachowała się fotografia zwłok Henryka Flamme, polskiego niepodległościowego bohatera, leżących wśród krzeseł i stolików z ceratami.
W czaszkach będzie dziura

Na początku lat 90. o sprawie Baruta zrobiło się dość głośno. Prasa opublikowała kilka artykułów, podając mój numer telefonu do kontaktu - wspomina Aurelia Włoch.

- Zadzwonił do mnie wtedy były żołnierz Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, że wie coś na ten temat. Pojechałam do niego do domu pomocy społecznej na rozmowę. To on opowiedział mi, że stu członków oddziału "Bartka” rozstrzelano w dołach gdzieś w rejonie Łambinowic.

Ponownie powiadomiłam o sprawie prokuraturę w Opolu. Szukali śladów, podobno nawet znaleźli u jakiegoś byłego ubeka charakterystyczny lotniczy zegarek, który nosił Jan Przewoźnik "Ryś”, zastępca Bartka.

Trzecie śledztwo w sprawie mordu na partyzantach w 2002 roku rozpoczął pion śledczy IPN. Prokurator Piotr Nalepa umorzył je w 2010 roku. Ustaleni wtedy sprawcy zbrodni - wiceminister Roman Romkowski, naczelnik departamentu w MBP Władysław Śliwa, szef UB w Cieszynie Leon Wajntraub, Włodzimierz Ossowski, Jerzy Iwański - już nie żyli.

Mimo poszukiwań w Wierzbiu koło Łambinowic, na terenie dawnego lotniska w Starym Grodkowie, nie udało się odnaleźć ciał. A w kryminalistyce obowiązuje zasada: nie ma ciała, nie ma zbrodni.

Śledczy z pewnym trudem dotarli też do kapitana Lawiny - Henryka Wendrowskiego, agenta, który wprowadził oddział "Bartka” prosto w zasadzkę. Po akcji szybko awansował. W 1968 roku został na pięć lat ambasadorem Polski w Kopenhadze.

- Nic nie wiedziałem o planowanym mordzie - mówił śledczym emeryt Wendrowski (zmarł w 1997 roku). - Byłem przekonany, że zostaną dowiezieni do siedziby Urzędu Bezpieczeństwa w Katowicach i aresztowani, a potem staną przed sądem.

Przesłuchano natomiast "nawróconego” żołnierza KBW i informatora Aurelii Włoch, Jana Zielińskiego.
- Nad ranem przystąpiliśmy do akcji - opowiadał. - Włodzio Ossowski, który w 1959 roku wyjechał do ZSRR, nożem fińskim zasztyletował wartownika grupy "Bartka”. Przez okna ktoś wrzucił do środka dwa granaty. Po wybuchu większość ludzi żyła, zaczęli uciekać. Byli oszołomieni wybuchem i wypitym wcześniej alkoholem. Wszystkich wyłapaliśmy.

- Po wysadzeniu stodoły w Barucie przewiezienie tu kolejnej grupy partyzantów było zbyt ryzykowne. Mogli się zorientować, przecież wokół tego miejsca jeszcze przez wiele dni na drzewach wisiały strzępy ludzkich ciał - mówi dr Krzysztof Szwagrzyk.

- Dwie kolejne grupy przywiezione na Opolszczyznę w odstępach 2-3 dni trafiły w inne miejsca. Z 90-procentową pewnością możemy powiedzieć, że drugą grupę podobnie wysadzono w powietrze w baraku na terenie lotniska w Starym Grodkowie. Ich szczątków również będziemy szukać. Inaczej było z trzecią grupą.

Trafili do starej willi, gdzie też dostali kolację z alkoholem zaprawionym środkiem nasennym. Potem do środka wrzucono wiązkę granatów ogłuszających. Część partyzantów próbowała się bronić, ale wyłapano ich wszystkich. Rozebrano do naga, zaprowadzono kolejno do dołu wykopanego w pobliżu i zabijano strzałem w tył głowy, jak w Katyniu. To z tego miejsca uciekł Andrzej Bujak. Zakopał się w trocinach gdzieś na strychu willi i przeleżał dwie doby, aż wszystko ucichło.

Historycy są bliscy ustalenia lokalizacji miejsca trzeciej zbrodni. W grę wchodzą dwie miejscowości. Ten ostatni grób będzie nietypowy. Ciał nie kawałkowano, szkielety powinny być kompletne. Za to w czaszkach będzie dziura po pocisku.
Demony zacierają ślady

- W środę 20 czerwca odkopaliśmy pierwszy, nieduży fragment ludzkiej czaszki - relacjonuje z Baruta dr Szwagrzyk. W wykopie widać smugi ciemniejszej ziemi. Ślady po fragmentarycznych wykopach poszukiwawczych z poprzednich lat. - Będziemy tu tak długo, aż sprawdzimy całą polanę. Nawet jeśli nam się nie poszczęści, wiadomo będzie, że nie ma tu po co wracać. A może jakiś były ubek przeczyta ten artykuł i powie nam prawdę o tej zbrodni?

Lista zaginionych jest znana. Prawie 200 mężczyzn. Każdy miał matkę i ojca, braci; niektórzy żony i dzieci. Jeśli uda się trafić na ich zwłoki, bliscy dostarczą dowodów do identyfikacji zabitych. Oddadzą własne DNA.


- Do przeprowadzenia akcji w Barucie z Katowic przyjechało ok. 70 najbardziej zaufanych i doświadczonych funkcjonariuszy UB. Było też ok. 40 Rosjan. Ich nazwisk ani roli raczej nigdy nie poznamy - mówi dr Szwagrzyk. - Nie mamy w archiwach żadnych akt osobowych jednostek specjalnych ZSRR w Polsce.

W wewnętrznych informacjach UB nie ma żadnej wzmianki o ich obecności. Rosjanie odpowiadali za zacieranie śladów. Zrobiono to niesłychanie profesjonalnie. Do dwóch dołów, gdzie zakopano zastrzelonych z ostatniej grupy, wrzucono potem żołnierskie nieśmiertelniki z II wojny światowej.

Tyle samo, co zakopanych ciał. Gdyby nawet ktokolwiek trafił na mogiłę, musiał uznać, że to po prostu wojenny grób.

Wykopaliska w Barucie to dopiero początek. Potem będą w Starym Grodkowie, może w Wierzbiu czy Podlesiu. A po żołnierzach "Bartka” przyjdzie czas na zabitych z oddziału "Wołyniaka”, "Mewy” i "Groma”. Opolszczyzna to przecież anonimowa mogiła najbardziej zaciekłych polskich antykomunistów.

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20120623/HISTORIALOKALNA/120629799

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2012-08-14 13:10:47

Posłuchajcie:

http://www.radio.opole.pl...e/strona,3.html

POŻEGNANIE - odc.1.
- Nie płacz siostra za mną. Będzie ci lepiej jak dotrę do Londynu – powiedział we wrześniu 1946 r. Karol Talik, partyzancki pseudonim „Ryś”.

Beata Talik widziała go Wtedy ostatni raz. „Ryś” walczył u boku Henryka Flamego, ps. „Bartek”. Grupa „Bartka” należała do Narodowych Sił Zbrojnych i była najliczniejszą na Podbeskidziu. Mocno dawała się we znaki tym, którzy po wojnie wprowadzali w Polsce nowy ustrój - komunizm.

Mniej więcej w tych samych dniach, Józef Marek, który też – jak wówczas mówiono był w lesie - przysłał swoim rodzicom skrawek papieru. Pisał: „Przyjdźcie się pożegnać. Wyjeżdżam na Zachód.” Józef miał wtedy 19 lat. Od kilku miesięcy również był pod komendą „Bartka”.

Józef Marek żegnając się mówił wtedy, że nie jedzie sam. Razem z nim w drogę wyruszają inni „leśni ludzie”. Wsiądą do ciężarówek, które pod osłoną nocy przerzucą ich na Opolszczyznę. Stamtąd bliżej będzie już do upragnionej Europy Zachodniej.

Matka błagała Józefa by został. – Ujawnij się! Odsiedzisz kilka lat i wyjdziesz. Ale potem będę cię miała przy sobie, a nie gdzieś na końcu kontynentu – prosiła, ale chłopak nie dał się przekonać. Pojechał. Nigdy więcej się nie odezwał.

Podobne historie może dzisiaj opowiedzieć wiele rodzin z Ciśca, Milówki, Szczyrku czy Węgierskiej Górki. To miejscowości położone na obrzeżach Parku Krajobrazowego Beskidu Śląskiego. Na jego terenie leży Barania Góra. Świerki porastające jej zbocza, dawały schronienie młodym chłopakom, którym nie było po drodze z nowym reżimem. Las stał się synonimem oporu. O zbuntowanych mówiono nie tyle, że wstąpili do partyzantki, ale że „poszli do lasu”. Drzewa świetnie kamuflowały partyzanckie bunkry i obozowiska. Można się było wtopić w zieleń uciekając przed obławą sił bezpieczeństwa. Las dawał też szerokie możliwości nieskrępowanego kontaktowania się z łącznikami, którzy przynosili chleb i mówili co słychać w wioskach.

Partyzanci z oddziału „Bartka” pochodzili głównie ze wspomnianych wiosek. Co najmniej 158 młodych mężczyzn, pod osłoną ciepłych wrześniowych nocy 1946 r. wsiadło na ciężarówki i wyruszyło w kierunku Opolszczyzny, która była pierwszym przystankiem w drodze na Zachód. Rodziny miesiącami czekały na wiadomość. Ile w końcu mogła trwać taka podróż? Podejrzewali, że może listy przychwytuje UB i dlatego nie docierają do adresatów.

- Ślad po nich zaginął. Nigdy nie dotarły do nas żadne wiadomości z Zachodu, że szczęśliwie tam dojechali, że ułożyli sobie życie – stwierdza Anna Szweda, ps. „Annuszka”, jedna z tych, którzy nie wsiedli na ciężarówki i zostali na Podbeskidziu.

http://www.radio.opole.pl...pozegnanie.html

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2012-08-25 23:08:44

Polecam nowa publikacje:

http://www.tropy.pl/opolskie.php?go=produkt&pid=8961

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2012-08-27 17:49:39

mieszkam niedaleko Barutu i pamietam jak jezdzilismy sie kompac na te stawy na Hubertusie to raz znalezlismy w wodzie kosci , moze tam nalezy szukac grobu ,gdzies czytalem ze moze szczatki sa pochowane gdzies na terenie tego jeziorka .pozdro.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2012-10-04 20:47:10

Wrocławski IPN szuka grobów partyzantów na Opolszczyźnie

Szczątki minimum siedmiu osób znalazł w Dworzysku w pow. nyskim (Opolskie) wrocławski Instytut Pamięci Narodowej. Badacze poszukują tam miejsc pochówku partyzantów z oddziału Narodowych Sił Zbrojnych Henryka Flamego, ps. Bartek.

Pracami ekshumacyjnymi na Opolszczyźnie kieruje dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, naczelnik oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN we Wrocławiu i pełnomocnik prezesa IPN ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego.

Jego zdaniem trudno na obecnym etapie prac stwierdzić, że znalezione fragmenty kości czaszek i kończyn, fragmenty butów czy paska to szczątki żołnierzy Bartka. Zdaniem Szwagrzyka należały one do co najmniej siedmiu osób. Wśród szczątków znaleziono też łuski po pociskach.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że znalezione kości należały do bardzo młodych ludzi, którzy zginęli w latach 40. ubiegłego wieku w gwałtowny sposób. Zdaniem Szwagrzyka wskazuje na to fakt, iż koło Dworzyska nie znaleziono ani jednej całej czaszki. Wszystkie były we fragmentach z widocznymi śladami pęknięć. - Sądząc po rodzajach zniszczeń kości, ci ludzie mogli zginąć np. na skutek strzałów oddanych z bliska - wyjaśnił.

Szczątki, które znalazł w czwartek IPN, znajdowały się w szambie na terenie dawnej posiadłości Sharfenberg. - Jeszcze nie dotarliśmy do dna tego zbiornika, będziemy pracować do zmroku - powiedział PAP w czwartek Szwagrzyk.

Jak poinformowała rzeczniczka wrocławskiego oddziału IPN Katarzyna Maziej-Choińska, badacze rozpoczęli prace ekshumacyjne w lesie w pobliżu miejscowości Dworzysko na Opolszczyźnie w czwartek rano.

Dodała, że na zbiorową mogiłę na terenie dawnej posiadłości Sharfenberg "z bliżej nieokreśloną jeszcze liczbą ofiar" badacze IPN natrafili w wyniku prowadzonych wcześniej przez IPN na Opolszczyźnie i Górnym Śląsku prac poszukiwawczych miejsc pochówku żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych z oddziału Flamego.

Maziej-Choińska wyjaśniła, że celem podjętych badań jest wydobycie szczątków i potwierdzenie, czy należą one do poszukiwanych partyzantów, czy może do ofiar działań lokalnego Urzędu Bezpieczeństwa.

IPN poszukuje grupy ok. 150-200 partyzantów z oddziału Narodowych Sił Zbrojnych Henryka Flamego ps. „Bartek”, która w latach 1945-1946 działała na Podbeskidziu i - zdaniem Szwagrzyka - została w wyjątkowo „perfidny sposób wymordowana, a ślady ich pochówku starannie zatarto”.

Do oddziału Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego wprowadziło swoich ludzi. Mieli oni udawać agentów z Zachodu, którzy przerzucą oddział za granicę. Partyzanci zostali przetransportowani na Opolszczyznę, gdzie mieli przekroczyć granicę. Tu poczęstowano ich kolacją i alkoholem ze środkami nasennymi. Następnie śpiących partyzantów wymordowano. Najprawdopodobniej zostali pochowani w dwóch mogiłach.

Prace poszukiwawcze i ekshumacyjne prowadzone na Opolszczyźnie i Górnym Śląsku to wynik porozumienia zawartego pomiędzy IPN, Ministerstwem Sprawiedliwości i Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Realizowane są w ramach ogólnopolskiego projektu badawczego IPN "Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944–1956".


http://wiadomosci.onet.pl/...oclaw/wroclawski-ipn-szuka-grobow-partyzantow-na-opolszc,1,5268321,wiadomosc.html

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2012-10-06 22:26:53

Ma się tego nosa...

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2012-10-08 01:58:42

Kindzal, to "wasze" klimaty prawda? (mówię o okolicy)
coś ktoś wiedział o miejscu pochówku itp?

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2012-10-08 16:26:57

Nie dawno spotkałem tam czlowieka z Ipn i pytał sie gdzie jest ten dworek to pokazałem i widze że szybko znalezni to co chcieli

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2012-10-08 23:40:53

Nie nazywałbym szamba miejscem pochowku i nikt nie był w stanie wskazać dokładnego miejsca mordu i ukrycia zwłok, ale dziwne opowieści o tym miejscu krążyły od dłuższego czasu...

Od kilku lat mowilo się, ze gdzieś na tym terenie znajdują się zwłoki pomordowanych przez Ubecję. Jeden z kolegów już dużo wcześniej kontaktował się z IPN-em i wskazywał im dokładnie to miejsce. Dlaczego dr. Szwagrzyk podjął temat dopiero w zeszłym tygodniu to nie wiem, ale ciesze się, ze w końcu są postępy w tej sprawie:)

W swoim czasie udało nam się zlokalizować prawdopodobne miejsce likwidacji żołnierzy Bartka w okolicy tego miejsca, ale dalsze poszukiwania nie przynosiły rezultatu ze względu na to, ze teren jest strasznie zaśmiecony. Tam jest potrzebna szczegółowa praca archeologów, ale czy IPN ma no to czas i środki?

Moim zdaniem są jeszcze dwa miejsca w okolicach Nysy gdzie mogą być ukryte zwłoki partyzantów, ale wczoraj musiałem już wyjechać z kraju wiec wrócę do tego tematu następnym razem.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2012-10-20 14:12:31

Wczoraj w grodkowskiej bibliotece odbyło się spotkanie autorskie z Maciejem T. Nowakiem promujące jego książkę „Operacja LAWINA. Dzieje przemilczanej zbrodni UB.”

Maciej T. Nowak, absolwent politologii Uniwersytetu Opolskiego, długoletni dziennikarz radiowy i prasowy napisał solidnie udokumentowaną, przekonującą, z próbą rekonstrukcji zdarzeń książkę. „Operacja LAWINA” to opowieść w której autor opiera na dokumentacji IPN oraz prokuratur w Gliwicach i Opolu, które w latach 90. prowadziły postępowania w sprawie mordów w Barucie oraz pod Grodkowem i Łambinowicami dokonanych na oddziałach partyzanckich Henryka Flame pseud. „Bartek” przez funkcjonariuszy UB.

Nowak opisuje trzy transporty, którymi UB podstępem wywiozło z Podbeskidzia co najmniej 158 osób. Mieli oni jechać na Zachód, do Anglii ku lepszemu, bezpieczniejszemu życiu. Niestety nigdy tam nie dotarli, zginęli podczas snu, bestialsko wymordowani. W książce opisane są również wcześniejsze losy i działania partyzancie oddziałów „Bartka”. Są informacje o pracach archeologicznych IPN prowadzonych niedawno w ramach ogólnopolskiego projektu badawczego „Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944 -1956”.

Na spotkaniu autor opowiedział o genezie książki, przybliżył temat zawarty w „Operacj…”, opowiedział o wieloletnich poszukiwaniach mogił partyzantów i dokumentacji wyjaśniającej okoliczności tych wydarzeń, naświetlił zeznania świadków tego mordu. Wszystko to odbywało się przy projekcji zdjęć z obecnego „Śląskiego Katynia”, jak mówi się o miejscu zbrodni, wiosce Barut. Nie obyło się bez pytań i dyskusji.

Po spotkaniu było można zakupić książkę wraz z autografem autora.

Wszystkich zainteresowanych „Operacją „Lawina” grodkowska biblioteka zaprasza do swoich zbiorów, Książkę będzie można wygrać wkrótce w konkursie na łamach naszego portalu.

http://www.grodkownews.info/dziejesie/2447-maciej-nowak-spotkal-sie-z-grodkowianami

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2012-10-20 14:14:38

Nowak i jego książka.

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2012-11-30 10:25:38

http://odkrywcy.pl/kat,132794,title,Noc-i-mgla-operacja-Lawina,wid,15133665,wiadomosc.html?smg4sticaid=6f9e3

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2012-12-08 14:30:53

Jeszcze w tym roku IPN pobierze materiał genetyczny od krewnych żołnierzy z oddziału kpt. Henryka Flamego ps. "Bartek" - dowiedział się "Nasz Dziennik".

Jak zaznacza dr hab. Krzysztof Szwagrzyk z wrocławskiego IPN, pozwoli to na sprawdzenie, czy odnalezione w zeszłym tygodniu na Opolszczyźnie szczątki mogą należeć do żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. - Na pewno w tym roku pobierzemy materiał genetyczny od rodzin mieszkających na Podbeskidziu, to stworzy nam jakąś szansę na identyfikację - mówi Szwagrzyk, pełnomocnik prezesa IPN ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego.

Rzecznik wrocławskiego oddziału IPN Katarzyna Maziej-Choińska wyjaśnia, że celem Instytutu jest potwierdzenie, czy odnalezione w Dworzysku szczątki należą do poszukiwanych żołnierzy NSZ, czy też są to ofiary działań lokalnego Urzędu Bezpieczeństwa. Szczątki trafią do Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu. Ale potrzebne są fundusze na dalsze badania. - Nie policzyliśmy jeszcze wszystkich kości. Na pewno mamy tutaj kilkanaście szczątków ludzkich, mężczyzn, młodych ludzi, głównie 19-20-letnich - wskazuje Krzysztof Szwagrzyk. - Na pewno mamy do czynienia z ofiarami systemu komunistycznego, z jakąś grupą młodych partyzantów, z Polakami - podkreśla.

- Były przy nich rzeczy z wyposażenia wojskowego, typu buty, amunicja, fragmenty pasów, czaszki są popękane i w kilku miejscach mamy ślady po kulach, po takiej metodzie katyńskiej - wylicza historyk, dodając, że udało sie odnaleźć dwa medaliki z Matką Bożą. Wśród znalezisk brakuje jednak takich, które by jasno wskazywały, z jakim oddziałem mamy do czynienia.

IPN deklaruje, że poszukiwania oddziału "Bartka" będą trwały. - Poszukiwań żołnierzy "Bartka" na pewno jeszcze nie skończyliśmy. Będę teraz szukał pieniędzy, by jeszcze w tym roku móc wrócić do Wierzbia, gdzie prowadziliśmy badania, i w okolice Starego Grodkowa - relacjonuje Szwagrzyk.

http://www.naszdziennik.pl/wp/12214,ipn-szuka-dalej.html

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2012-12-24 08:39:53

http://www.historia.uwazamrze.pl/artykul/777687,962778-Pola-smierci.html

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2013-02-08 20:46:55

W najbliższych tygodniach IPN zwróci się do rodzin żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych z Żywiecczyzny z prośbą o oddanie próbek materiału genetycznego. Poszukiwania masowych mogił, w których spoczywają partyzanci, IPN prowadzi na Opolszczyźnie.
Szczątki co najmniej 5 ludzi, zamordowanych po wojnie, odkopała w Dworzysku w powiecie nyskim ekipa badawcza Instytutu Pamięci Narodowej.

We wrześniu 1946 r. funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa zamordowali na terenie dzisiejszego województwa opolskiego co najmniej 158 żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych ze zgrupowania Henryka Flamego ps. "Bartek", którzy walczyli na Żywiecczyźnie.

- Musimy zdobyć materiał DNA jak najszybciej, ponieważ mamy świadomość, że bliscy żołnierzy odchodzą - powiedział PAP naczelnik Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu dr Krzysztof Szwagrzyk.

Zabezpieczone kody DNA od członków rodzin zamordowanych partyzantów będą pomocne przy identyfikacji szczątków, jeśli uda się odkryć masowe mogiły. Ich poszukiwania IPN prowadzi w ramach projektu badawczego "Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944-1956". W ramach tego projektu prowadzono już prace ekshumacyjne na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu i warszawskich Powązkach Wojskowych.

W październiku 2012 r. zespół badaczy pod kierownictwem dr Szwagrzyka odnalazł w miejscowości Dworzysko niedaleko Łambinowic masowy grób, w którym natrafiono na szczątki kilkunastu młodych mężczyzn. Odkrycia dokonano na terenie dawnego majątku Scharfenberg, gdzie po wojnie mieściła się siedziba urzędu bezpieczeństwa.

Czytaj też W Dworzysku odkryto szczątki ofiar komunistycznej zbrodni [zdjęcia]

- Znaleźliśmy szczątki 13 młodych mężczyzn. Z pewnością spoczywało ich w tym grobie więcej, ponieważ mamy jeszcze wiele pojedynczych kości, które nie pasują do tych szkieletów - tłumaczył Szwagrzyk.

Ofiary zamordowano tzw. metodą katyńską, na co wskazują ślady po kulach w czaszkach. Fragmenty wojskowego obuwia informują zaś - zdaniem IPN - o tym, że zabici nie byli cywilami.

- Grupa, na którą natrafiliśmy, nie miała jednak związku ze sprawą oddziału "Bartka", a pochodziła z Lubelszczyzny lub Rzeszowszczyzny i należała prawdopodobnie do WiN lub formacji poakowskich. Wskazują na to dokumenty, do których dotarliśmy, mówiące o tym, że w tym samym czasie, latem lub wczesną jesienią 1946 r., kilkunastoosobowe grupy przerzucono z tamtych terenów na Opolszczyznę, gdzie ślad po nich zaginął – powiedział PAP Szwagrzyk.

Do zgrupowania "Bartka" latem 1946 r. przeniknął agent UB o pseudonimie "Lawina". W rzeczywistości nazywał się Henryk Wendrowski. Podszywając się pod przełożonego "Bartka" z dowództwa NSZ w Gliwicach, nakłonił partyzantów do rzekomego wyjazdu do Europy Zachodniej, by ratować się przed aresztowaniami ze strony UB.

Partyzanci wyjechali we wrześniu, w kilkudziesięcioosobowych grupach. Takich transportów było od 3 do 6. Pierwszy nocleg mieli zaplanowany na Opolszczyźnie. Tam, w okolicach Grodkowa, Łambinowic i Baruta pod Strzelcami Opolskimi, zostali podstępnie zamordowani. Zabijano ich przy pomocy materiałów wybuchowych w trakcie snu lub strzałami w tył głowy.

IPN ustalił, że UB zamordowało co najmniej 158 żołnierzy "Bartka". Jednak do dziś mogił, w których spoczywają, nie udało się odnaleźć, mimo że miejsca, w których doszło do egzekucji, są w miarę sprecyzowane. - Nie ustajemy w poszukiwaniach i prowadzimy je nadal. Na ten rok mamy zaplanowane konkretne badania, ale ich szczegółów na razie nie mogę zdradzić – powiedział PAP Szwagrzyk.

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20130208/REGION/130209555

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2013-03-31 17:38:51

Opolska ziemia odkrywa szczątki ofiar komunistycznego terroru.

Grób to dół dawnego szamba pałacowego. Między wybetonowanymi ścianami dwóch archeologów w kombinezonach ostrożnie zdejmuje warstwy czarnej, wilgotnej gleby. Podają ją w wiadrze na górę, gdzie inni palcami przeczesują grudy ziemi, sprawdzają wykrywaczem metalu. Kawałek dalej medycy sądowi z Wrocławia na czarnych foliowych płachtach układają wyczyszczone z błota ludzkie kości i fragmenty czaszki siedmiu osób. Co najmniej siedmiu.

- Zbliżamy się do dna wykopu, ale jeszcze możemy coś znaleźć - powiedział nam wczoraj o 15.00 kierujący pracami dr Krzysztof Szwagrzyk z wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

- Na tym fragmencie kości czołowej czaszki widać wyraźnie otwór po kuli - pokazuje Łukasz Szleszkowski z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu. - To ślad po postrzale w głowę. Ci ludzie zginęli kilkadziesiąt lat temu, ale precyzyjne stwierdzenie czasu śmierci będzie teraz bardzo trudne. Części kości brakuje, możliwe że w wilgotnej glebie uległy całkowitemu rozkładowi.

- To bez wątpienia członkowie niepodległościowego podziemia, ofiary komunistycznego terroru w okresie powojennym - komentuje dr Krzysztof Szwagrzyk. - Ci ludzie nie zginęli w walce. Zostali zamordowani. Jest jednak za
wcześnie, żeby stwierdzić, z jakiego oddziału pochodzili.

czytaj dalej
reklama
Tajna siedziba UB

Kiedy w czwartek rano ekipa archeologów z IPN przybyła na to miejsce, w leśnym dole po dawnym szambie buszował dzik. Przez 60 lat po wojnie drzewa i krzaki zarosły teren dawnego majątku Grodzieniec - Scharfenberg. Po XIX-wiecznym pałacu zostały tylko kupy cegieł i zarośnięte wejścia do piwnic. Aż trudno uwierzyć, że budowla bez żadnych zniszczeń przetrwała II wojnę światową, a potem doszczętnie zniknęła. Przed wojną 500-hektarowa posiadłość należała do Kati von Thielmann, z rodziny, która w okolicy miała jeszcze kilka majątków. Materiałów archiwalnych o historii majątku praktycznie nie ma. Jeszcze mniej wiadomo o tym, co działo się tu do 1947 roku. Zachowało się kilka przedwojennych pocztówek, na których widać malowniczy pałac z tarasem od strony ogrodów, gdzie teraz pracują archeolodzy. Najbliższa wioska to leżący kilometr dalej dawny folwark i powojenny PGR Hunów-Dworzysko. W 1891 roku franciszkanie otworzyli w Hunowie zakład wychowawczy do resocjalizacji byłych więźniów i alkoholików. Dziś w dawnych budynkach klasztornych jest kilka mieszkań, należących do gminy Łambinowice. Najstarsi mieszkańcy nie pamiętają jednak okresu powojennego. O pałacu słyszeli, ale nikt nie zna jego mrocznych tajemnic.

- Do 1947 roku w pałacu mieściła się siedziba Urzędu Bezpieczeństwa - opowiada historyk dr Krzysztof Szwagrzyk. - Około 1950 roku pałac spłonął, a resztki murów rozebrano. Trafiliśmy tu dzięki współpracy z miejscową ludnością, która najlepiej wie, gdzie są miejsca warte zbadania. Ktoś wskazał nam dokładnie ten dół. Więcej jednak nie mogę na ten temat powiedzieć.

Na internetowych forach poszukiwaczy skarbów i tropicieli zagadek już w 2007 roku pojawiały się wpisy o Hunowie-Dworzysku. Z informacją, że można tu w lesie trafić na ludzkie szczątki.

- To ogromny obszar porośnięty lasem, pełen gruzu - pokazuje dr Szwagrzyk. - Na razie ograniczymy się do przebadania tego dołu. Żeby znaleźć zbiorową mogiłę, musielibyśmy mieć wskazówki pozwalające na zawężenie obszaru poszukiwań.

Medycy sądowi zabiorą odkopane szczątki do Wrocławia i będą na ich podstawie ustalać szczegółowo, jakiego wzrostu były ofiary, w jakim mniej więcej wieku, jakiej płci. Żeby przeprowadzić identyfikacyjne badania DNA, trzeba ustalić ich nazwiska, a potem trafić do rodzin.
Zbyt długa lista ofiar

W archiwach Instytutu Pamięci Narodowej znajduje się pojedynczy dokument UB z sierpnia 1946 roku o rozpracowaniu leśnej "bandy” "Zagłoby”. Wynika z niego, że "banda” powstała we wrześniu 1945 roku na terenie ówczesnego powiatu niemodlińskiego z dezerterów z wojska oraz repatriantów, przesiedlanych z terenów wschodnich. Występuje jako oddział Narodowych Sił Zbrojnych. Jej szefem jest "Zagłoba”, prawdopodobnie repatriant, którego nazwiska nie udało się UB ustalić. Całe ugrupowanie liczy około 40 osób. UB zwerbowało w otoczeniu grupy agenta, dzięki któremu udało się zorganizować obławę na oddział w lesie koło Hunowa. Kiedy tyraliera ubeków i żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego zaczęła się zbliżać do bunkra "bandy”, wybuchła strzelanina, trwająca trzy godziny. W jej wyniku wszyscy członkowie grupy "Zagłoby” - 29 ludzi - zginęli. Po stronie UB i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego ranne zostały trzy osoby, a kolejnych pięć odniosło lekkie obrażenia. UB zdobyła też znaczne ilości broni.

Dr Krzysztof Szwagrzyk nie kryje swoich zastrzeżeń do wiarygodności ubeckich archiwaliów. Mogą służyć bardziej zakłamaniu rzeczywistości, nawet jeśli wytwarzano je na wewnętrzne potrzeby aparatu bezpieczeństwa. W 2007 r. Wiktor Krzewicki opublikował w "Kurierze Brzeskim” artykuł o innym dokumencie UB, z lipca 1947 roku. Wynika z niego, że w wiosce Malerzowice, trzy kilometry od nieistniejącego już pałacu Scharfenberg-Grudzieniec, zatrzymała się w drodze do Czechosłowacji i na Zachód 40-osobowa grupa "Bartka”. W wyniku walki z oddziałem UB "prawie wszyscy zginęli”, a UB nie zanotowało żadnych strat własnych. Taki bilans strat oznacza tylko jedno - partyzanci podziemia antykomunistycznego wpadli w zasadzkę i zostali podstępnie wymordowani. Czy to ta sama grupa, o której mówi dokument o oddziale "Zagłoby”? Czy odnalezione ciała należą do zupełnie innych ofiar ubeckiego terroru, których w tamtych czasach było wiele.

Spisana w 1975 roku historia milicji i UB na Opolszczyźnie wymienia, że w 1946 roku organy bezpieczeństwa kierowane w Niemodlinie przez Józefa Będlewskiego, a złożone z chłopów i robotników przysłanych tu z Zagłębia Śląsko-Dąbrowskiego, zlikwidowały w tej okolicy między innymi: bandę NSZ pod kryptonimem "Świerk”, bandę A. Lisowskiego, bandę "Petera”, bandę "Szóstki” (tu jednak złapani trafili przed sąd, który skazał ich na śmierć). Nie ma słowa o "Zagłobie”.

To nie koniec listy ofiar. Po wojnie przez Opolszczyznę wiódł szlak ucieczek do Czechosłowacji i dalej na Zachód. Uciekali zwykli ludzie i członkowie antykomunistycznego podziemia, ukrywający się przed represjami. UB o tym wiedziało, organizując prowokacje i tworząc ze swoich agentów rzekome siatki przerzutowe. We wrześniu 1947 roku w mieszkaniu przy ul. Dąbrowskiego w Nysie w zasadzkę wpadł Hieronim Dekutowski ps. Zapora, legenda antykomunistycznego podziemia na Lubelszczyźnie. "Zaporę” stracono dwa lata później po wyroku stalinowskiego sądu. Przez Nysę uciekali dwaj członkowie oddziału "Wiarus” z Podhala - Kajetan Samborski ps. Teściowa i Zbigniew Zarembski ps. Kanciarz. Według dokumentów UB - uciekli do Czechosłowacji, gdzie zostali zatrzymani przez tamtejszą bezpiekę.

- Dwa lata temu napisałem do archiwów czeskiego MSW z prośbą o udostępnienie dokumentów sprawy "Wiarusów” - opowiada Artur Kołodziej, historyk amator, badający dzieje antykomunistycznego podziemia na Podhalu. - Odpisali mi, że takie zdarzenia w ogóle nie miały miejsca. Jeśli zostali faktycznie złapani, to powinien się zachować przynajmniej jakiś protokół przekazania ich stronie polskiej. Podejrzewam, że zostali pochwyceni w okolicach Nysy i zabici.
Dr Krzysztof Szwagrzyk (u góry) z wrocławskiego IPN od kilku miesięcy szuka na Opolszczyźnie masowych grobów ofiar UB: - Chciałbym, żeby to byli ludzie "Bartka”, ale na razie nie ma na to dowodów.

Dr Krzysztof Szwagrzyk (u góry) z wrocławskiego IPN od kilku miesięcy szuka na Opolszczyźnie masowych grobów ofiar UB: - Chciałbym, żeby to byli ludzie „Bartka”, ale na razie nie ma na to dowodów. (fot. KS)
Skazani na niepamięć

O ludziach, których szczątki znaleziono w pałacowym szambie, można z pewnością powiedzieć jedno: nigdy nie stanęli przed sądem. Bez śledztwa ktoś wydał na nich wyrok śmierci i zatarł ślady zbrodni.

- Bardzo bym chciał, żeby to była mogiła partyzantów "Bartka”, ale w tej chwili nie mam na to żadnych dowodów - przyznaje dr Krzysztof Szwagrzyk. - Będziemy to badać, dopóki nie uda się odnaleźć grobów pomordowanych partyzantów. Mam tylko nadzieję, że nie przyjdzie na to czekać latami.

- Po informacji o odkryciu nowego grobu na nowo podjęliśmy śledztwo, umorzone w 2010 roku, w sprawie śmierci żołnierzy z oddziału "Bartka” - mówi prok. Zbigniew Woźniak z Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Katowicach. Śledztwa w tej sprawie od 1990 roku prowadziły prokuratury w Gliwicach, Opolu i Katowicach. Wielokrotnie i bezskutecznie próbowano odnaleźć mogiły partyzantów "Bartka”, m.in. w Barucie koło Jemielnicy, w Wierzbiu. We wrześniu 1946 roku UB zorganizowało przy pomocy swoich agentów misterną prowokację wobec dowodzonego przez Henryka Flame ps. Bartek oddziału Narodowych Sił Zbrojnych, działającego w rejonie Żywca i Podbeskidzia. Trzy grupy partyzantów, w sumie około 200 osób, zwabiono pod pretekstem przerzutu na Zachód, załadowano na ciężarówki i zawieziono gdzieś na Opolszczyznę. W nocy dwie grupy wysadzono w powietrze razem z zabudowaniami, gdzie spali. Członków trzeciej tylko ogłuszono i wyłapano, a potem rozstrzelano nad wykopanymi dołami.

Śledztwo w 2010 roku umorzono dlatego, że część ustalonych sprawców eksterminacji oddziału, ludzi z najwyższych władz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, zmarła. Części sprawców nie udało się ustalić. Agent UB, który wprowadził cały oddział w zasadzkę, późniejszy PRL-owski dyplomata Henryk Wenderowski (vel kapitan Lawina) zmarł w 1997 roku. Przed śmiercią był przesłuchiwany, twierdził, że nie wiedział o śmierci partyzantów. Że był przekonany, iż ujęci przez UB stanęli przed sądem.

Wszystkich mordów na ludziach "Bartka” dokonywano w ustronnych, oddalonych miejscach, które mogły być leśniczówką (jak m.in. w Barucie) czy pałacem. Andrzej Bujok, jedyny partyzant, który dzięki szczęściu uciekł z matni, opowiadał potem, że przywieziono ich nocą pod jakiś pałac i zakwaterowano w parterowym budynku wozowni. On wdrapał się na stryszek i tam przeczekał strzelaninę, jaka wybuchła o świcie. Potem uciekał w stronę widniejących na południu zalesionych gór. Biegł między drzewami parkowymi, minął kapliczkę i zalesioną fosę.

Spod Malerzowic czy Dworzyska wyraźnie widać na południu łańcuch Jeseników. Czy więc pałac w Grudzieńcu-Scharfenbergu to miejsce kaźni oddziału "Bartka”?

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20121007/REPORTAZ/121009579

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2013-04-18 11:23:09

IPN znalazł ryngraf i kolczyki w miejscu zbrodni z 1946 r.
Środa, 17 kwietnia (20:57)

W trakcie poszukiwań w miejscowości Barut na granicy województw opolskiego i śląskiego IPN odnalazł m.in. ryngraf, biżuterię i zapalniki, które potwierdzają, że właśnie tam doszło do egzekucji partyzantów Narodowych Sił Zbrojnych z oddziału "Bartka".

Poszukiwania mogił partyzantów z oddziału Henryka Flamego ps. "Bartek" prowadzono w Barucie oraz w dwóch innych miejscach na terenie województwa opolskiego. We wrześniu 1946 r. funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa, w ramach operacji pod kryptonimem "Lawina", zamordowali w tych okolicach co najmniej 158 żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych ze zgrupowania "Bartka".

"Znaleźliśmy ryngraf, zegarek, pierścionek, obrączkę i kolczyki" - powiedział PAP naczelnik Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN we Wrocławiu dr Krzysztof Szwagrzyk. "Takich rzeczy wcześniej nie odnajdywaliśmy i to jest dla nas bardzo ważny moment. Potwierdza to fakt mordu. Na podstawie tych rzeczy możemy próbować identyfikować ofiary" - wyjaśnił.

Do tej pory na Polanie Śmierci w Barucie, gdzie wysadzono w powietrze stodołę, w której umieszczeni byli partyzanci, odnaleziono jedynie kilkadziesiąt fragmentów kości. Wszystkie te rzeczy oraz odnalezione w ostatnich dniach zapalniki do min potwierdzają, że właśnie w tym miejscu doszło do masowego mordu. Mimo wielokrotnych poszukiwań i przekopania polany dotąd nie udało się odnaleźć masowych mogił, w których pochowano szczątki żołnierzy NSZ. Kolczyki świadczą o tym, że wśród ofiar były kobiety. Według zeznań świadków w jednym z transportów z partyzantami jechały dwie kobiety.

Teraz ekipa IPN, która na razie zakończyła prace w Barucie, przenosi się na warszawskie Powązki, gdzie będzie pracować przez najbliższy miesiąc. Zarówno na Powązkach, jak i na Opolszczyźnie poszukiwania IPN prowadzone są w ramach projektu badawczego "Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944-1956". W ramach tego projektu prowadzono już prace ekshumacyjne na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu.

"Na Opolszczyznę na pewno powrócimy jeszcze w tym roku. Chcemy odnaleźć masowe mogiły, w których pochowano partyzantów. Będziemy szukać, dopóki będą możliwości" - zapowiedział Szwagrzyk. IPN apeluje także do członków rodzin zamordowanych partyzantów o oddanie kodów DNA, które będą pomocne przy identyfikacji szczątków, jeśli uda się odkryć masowe mogiły.

Do zgrupowania "Bartka" latem 1946 r. przeniknął agent UB o pseudonimie "Lawina". W rzeczywistości nazywał się Henryk Wendrowski. Podszywając się pod przełożonego "Bartka" z dowództwa NSZ w Gliwicach nakłonił partyzantów do wyjazdu do Europy Zachodniej, by ratować się przed aresztowaniami ze strony UB. Partyzanci wyjechali we wrześniu, w kilkudziesięcioosobowych grupach. Takich transportów było od 3 do 6. Pierwszy nocleg partyzanci mieli zaplanowany na Opolszczyźnie. Tam zostali podstępnie wymordowani, w okolicach miejscowości Grodków, Łambinowice i Barut pod Strzelcami Opolskimi.

IPN ustalił, że funkcjonariusze UB zamordowali co najmniej 158 żołnierzy "Bartka". Jednak do dziś nie udało się odnaleźć mogił, w których spoczywają, mimo że miejsca, gdzie doszło do egzekucji, są w miarę dokładnie określone.

IPN zapowiedział, że w przyszłym tygodniu wyda komunikat ze szczegółowymi informacjami na temat znaleziska w Barucie.

http://polskalokalna.pl/.../slaskie/news/ipn-znalazl-ryngraf-i-kolczyki-w-miejscu-zbrodni-z-1946-r,1911107,225

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2013-05-22 23:28:02

Ekipa IPN znalazła zapalniki do min przeciwczołgowych, którymi zabito partyzantów z oddziału "Bartka".

Ekipa archeologów i antropologów Instytutu Pamięci Narodowej po raz kolejny przekopała Polanę Śmierci koło wsi Barut, w gminie Jemielnica. Tym razem wykorzystano tzw. sondę Ferstera, która wskazuje miejsca pod ziemią przekopywane przed laty. Znaleziono pierwszy materialny dowód, potwierdzający relacje świadków, że w tym miejscu doszło do masowego mordu.

- Udało się nam odnaleźć dwa zapalniki min przeciwczołgowych - mówi dr Krzysztof Szwagrzyk, pełnomocnik prezesa IPN do poszukiwań szczątków ofiar totalitaryzmów. - Mamy podstawy, aby sądzić, że tych min użyto do wysadzenia budynku, w którym spali partyzanci "Bartka".

We wrześniu 1946 roku Urząd Bezpieczeństwa zorganizował prowokację wobec antykomunistycznego oddziału Narodowych Sił Zbrojnych Bartka - Henryka Flame, działających w rejonie Żywca i Podbeskidzia. Wcześniej partyzanci, wspierani przez miejscowych, skutecznie unikali obław.

Agent UB - Henryk Wenderowski vel kapitan Lawina namówił “Bartka” do zorganizowanej ucieczki na Zachód. Trzy grupy partyzantów, w sumie prawie 200 osób załadowano na ciężarówki. Dojechali tylko na Opolszczyznę. Zginęli w czasie pierwszego noclegu, w jakiś odosobnionych zabudowaniach dworskich i leśniczówkach. Dwie grupy wysadzono w powietrze razem z budynkami, w których spali. Członków trzeciej tylko ogłuszono i wyłapano, a potem rozstrzelano nad wykopanymi dołami.

Różne śledztwa w tej sprawie, prowadzone od 1990 roku, nie doprowadziły do postawienia sprawców przed sądem, ani do ustalenia miejsca pochowania partyzantów.

- Na terenie Polany Śmierci w Barucie odnaleźliśmy teraz rzecz wyjątkowo cenną: ryngraf, należący bez wątpienia do jednego z partyzantów oddziału Bartka - opowiada dr Szwagrzyk. - To tak, jakbyśmy znaleźli relikwię.

Ryngraf to metalowy znak, zazwyczaj z postacią orła lub Matki Boskiej, szczególnie chętnie noszony na mundurze przez polskie podziemie patriotyczne po 1945 roku. Ten odnaleziony należał do jednego z poległych, ale dziś już nie ma szans na ustalenie właściciela. Archeolodzy okopali także przedmioty należące do kobiety: mały pierścionek, obrączkę i zapięty kolczyk. Z ustaleń historyków wiadomo, że w trzeciej grupie uciekały na Zachód dwie kobiety. Biżuteria musiała należeć do jednej z nich.

W czasie kilkudniowych poszukiwań zakończonych we wtorek ekipa badawcza sprawdziła jeszcze raz teren dawniej leśniczówki Kroner oraz Luk koło wsi Wierzbie w gminie Łambinowice. Duży obszar sprawdzono sondami, wykrywaczami metalu i przekopano koparkami. To ostatecznie wyklucza oba miejsca z listy dalszych poszukiwań. Badania zakończono też na samej Polanie Śmierci. W sąsiednich lasach będą jednak kontynuowane.

- Niestety, samych mogił nie znaleźliśmy - mówi dr Krzysztof Szwagrzyk. - Będziemy szukać tak długo, aż znajdziemy.

W Barucie i na terenie dawnego majątku Scharfenberg w Dworzysku koło Łambinowic archeolodzy IPN odkopali także dwa charakterystyczne medaliki z wizerunkiem św. Anny z Przyrowa koło Kielc. W tej miejscowości znajduje się czczone lokalnie sanktuarium świętej. To wskazuje, że w obu miejscach, oddalonych od siebie o 60 kilometrów, zabito członków tego samego oddziału.

Nadal nie udało się zidentyfikować kości kilkunastu osób, odkopanych przez IPN we wrześniu ub. roku w Scharfenbergu - Dworzysku. Historyk dr Krzysztof Szwagrzyk namawia rodziny wszystkich zamordowanych i potajemnie pochowanych, aby oddawali swój materiał genetyczny do polskiej bazy obejmującej ofiary totalitaryzmów. Wystarczy się skontaktować, IPN przesyła wszystkie instrukcje pocztą. Ta baza danych genetycznych jeśli nie dziś, to w przyszłości pozwoli zidentyfikować znajdowane w całej Polsce szczątki ofiar UB. Historycy szacują, że komunistyczne władze zamordowały i ukryły ciała nawet 50 tysięcy osób.

Ekipa poszukiwawcza IPN przenosi się teraz do Warszawy, aby kontynuować badanie masowych grobów w kwaterze Ł cmentarza na Powązkach. Może tu leżeć ok. 200 osób. Jeszcze w tym roku mają jednak wrócić na Opolszczyznę, żeby sprawdzić kilka kolejnych lokalizacji mogił żołnierzy “Bartka”. Te miejsca na razie nie będą ujawniane.

- Obawiamy się poszukiwaczy skarbów, ludzi z detektorami - mówi Krzysztof Szwagrzyk. - Zwłaszcza tych, którzy szukają zdobyczy za wszelką cenę, przy okazji niszcząc miejsca pochówku ofiar terroru komunistycznego. Nawet nieświadomie likwidują ślady, które nas mogą doprowadzić do celu.

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20130417/POWIAT10/130419441

Szkoda, ze szanowny Pan Doktor tak szybko zapomniał kto mu wskazał nienaruszone miejsce gdzie UBecja wyrzucała zwłoki swoich ofiar w Scharfenbergu...
Jakby nie "ludzie z detektorami", to zapewne do dzisiaj by krążył po okolicy i nie miał się czym chwalić przed mediami!

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2013-08-21 22:26:27

kindzal okolo 700met od lesniczowki Kroner kolo torow kolejowych z opowiadania starego kolejaza po wojnie milicja lub wojsko pochowali w mogilach niby zolniezy niewiadomo jakich temat jest do omowienia w polsce bede na poczatku pazdziernika ponoc z transportu ale niewiadomo jakiego i czy ta informacja jest na 100% pewna ale mozna sprawdzic teren jest maly 2 mniejsca okolo 20 do 40 metrow kwadratowych

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2013-11-27 18:54:52

Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych Okręgu Podbeskidzie zwrócił się do szefa MON o zdegradowanie Tadeusza Pietrzaka, generała brygady Ludowego Wojska Polskiego do stopnia szeregowca. Pietrzak brał udział w operacji UB o kryptonimie „Lawina” w 1946 r., podczas której zostali zamordowani żołnierze oddziału NSZ pod dowództwem kapitana Henryka Flame ps. „Bartek”.



Pietrzak początku września 1946 został dołączony, jako jedyny funkcjonariusz MO, do grupy ok. 70 funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego podległych Wojewódzkiemu Urzędowi Bezpieczeństwa Publicznego w Katowicach, którzy na Opolszczyźnie dokonali mordu na żołnierzach NSZ ze Zgrupowania Partyzanckiego „Bartka”. Brał udział w likwidacji pierwszej grupy, około 30 partyzantów. W czasie dokonywania zbrodni przez funkcjonariuszy został ranny.

Wcześniej dowodził oddziałem milicji, który został rozbity podczas potyczki. Nie można wykluczyć, że jego udział w akcji przeciwko żołnierzom „Bartka” był dla Pietrzaka swego rodzaju karą dyscyplinarną

– uważa Bogdan Ścibut ze Związku Żołnierzy NSZ.

Uczestnik zdarzeń, funkcjonariusz UBP Józef Pytel w publicznym wystąpieniu „Walka z reakcyjnym podziemiem 1944-1947” wspominał, że w czasie popełniania zbrodni Tadeusz Pietrzak rzucał granaty do budynku, gdzie zakwaterowano partyzantów.

Do zbrodni na żołnierzach NSZ doszło we wrześniu 1946 roku. Egzekucja żołnierzy z oddziału „Bartka” była dokładnie zaplanowana przez funkcjonariuszy UB. Według ustaleń śledczych, w Barucie zginęło co najmniej 150 partyzantów. UB dokładnie zatarło ślady akcji.

Operacją dowodził oficer UB Henryk Wendrowski. Skontaktował się z oddziałem „Bartka” w rezultacie perfidnej gry operacyjnej Urzędu Bezpieczeństwa – jako „kapitan Lawina z Centrali”.

Śledztwo w sprawie zamordowania partyzantów z oddziału kpt. Henryka Flame prowadził przez 9 lat pion śledczy IPN w Katowicach. W 2010 roku zostało umorzone.

Śledztwo zostało umorzone, bo ustaleni przez nas sprawcy zbrodni nie żyją. Mimo zakrojonych na dużą skalę poszukiwań nie udało się nam odnaleźć grobu pomordowanych

– twierdził wówczas prokurator Piotr Nalepa z IPN.

Jednak z akt sprawy wiadomo, że Pietrzak, przesłuchiwany kilka lat temu przez prokuratora IPN jako świadek w sprawie tej zbrodni przyznał, że brał udział w tej akcji. Wszystko doskonale pamiętał, miał jedynie problem z przypomnieniem sobie nazwisk.

Mamy nadzieję, że IPN powróci do jego zeznań i wyjaśni jego udział w tej zbrodni

– dodaje Bogdan Ścibut.

Od lipca 1946 roku w oddziale „Bartka” działali agenci bezpieki. Ubecy podając się za przedstawicieli sztabu Obszaru Zachodniego NSZ zorganizowali fikcyjny przerzut części zgrupowania na ziemie zachodnie, skąd żołnierze rzekomo mieli być przerzuceni do amerykańskiej strefy okupacyjnej. Henryk Flame zdołał uciec. Po ogłoszeniu amnestii ujawnił się w marcu 1947 roku w Cieszynie. 1 grudnia 1947 roku został zabity przez milicjanta Rudolfa Dadaka w Zabrzegu koło Czechowic-Dziedzic.

Podczas śledztwa IPN udało się ustalić zleceniodawców zbrodni. Byli wśród nich Roman Romkowski - wiceminister ówczesnego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i szef UB, oraz wysoko postawieni funkcjonariusze UB: Władysław Śliwa; Leon Wajntraub; Włodzimierz Ossowski i Jerzy Iwański. Jednym z funkcjonariuszy odpowiedzialnych za mord był też - według ustaleń IPN - Czesław Gęborski, który w 1945 r. był komendantem obozu dla przesiedlanych po wojnie Ślązaków w Łambinowicach na Opolszczyźnie. Był oskarżony o spowodowanie śmierci 48 więźniów obozu. Zmarł przed zakończeniem swego procesu.

Oddział „Bartka” był największym antykomunistycznym ugrupowaniem na Górnym Śląsku i w Beskidach. Liczył kilkuset żołnierzy i podobną liczbę współpracowników. Stoczył wiele walk z UB i KBW. Najgłośniejszą akcją było zajęcie 3 maja 1946 roku miejscowości Wisła w Beskidach.



Kim jest Pietrzak?

Tadeusz Wacław Pietrzak s. Szymona (ur. 27.08.1926 w Pacynie powiat Gostynin, woj. warszawskie ) – funkcjonariusz aparatu bezpieczeństwa PRL, generał brygady Ludowego Wojska Polskiego, komendant główny MO, wiceminister spraw wewnętrznych PRL.

Kim jest Tadeusz Pietrzak? Z zawodu elektromonter. Od 1942 w Gwardii Ludowej a następnie Armii Ludowej w Warszawie – „Batalion Czwartaków”. Opuścił Warszawę w lipcu 1944 r. i przeszedł na sowiecką stronę.

Objął dowództwo Kompanii Polityczno-Wychowawczej MO w Otwocku. W połowie października 1944 r. przerzucony wraz z grupą rozpoznawczą tzw. Sztabu Partyzanckiego, z którą rozpoznawał struktury polskiego państwa podziemnego w Sochaczewie i okolicach. Od czerwca 1945 r. służył w Milicji Obywatelskiej. W latach 1945-1947 dowódca kompanii operacyjnej KWMO w Katowicach. 1949-1954 na kierowniczych stanowiskach w MO – był nawet komendantem wojewódzkim MO w Warszawie. Od 1954 r. do 1956 r. był komendantem wojewódzkim MO w Poznaniu.

Pod koniec 1956 r. przeszedł do wojska i pełnił obowiązki zastępcy szefa Głównego Zarządu Informacji WP, a następnie zastępcy szefa Wojskowej Służby Wewnętrznej. W kolejnych latach był zastępcą szefa Zarządu Operacyjnego Sztabu Generalnego LWP oraz dowódcą podległych MSW Wojsk Wewnętrznych (1963-1965). Jesienią 1963 mianowany generałem brygady. Rok później uzyskał tytuł doktora nauk wojskowych.

W latach 1965-1971 był komendantem głównym Milicji Obywatelskiej, a od 1968 do 1978 r. - wiceministrem spraw wewnętrznych PRL. W grudniu 1970 r. uczestniczył w naradzie w gabinecie I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki, podczas której podjęto decyzję o użyciu broni wobec protestujących na Wybrzeżu.

W latach 1978-1983 był ambasadorem PRL w Budapeszcie. W latach 1969-1976 i 1983-1990 był prezesem Naczelnej Rady Łowieckiej Polskiego Związku Łowieckiego.



Ordery i odznaczenia

Odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim i Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari, Krzyżem Grunwaldu III klasy, Orderem Sztandaru Pracy I klasy (1964) dwukrotnie Krzyżem Walecznych, radzieckim Orderem Czerwonego Sztandaru, Medalem 10-lecia Polski Ludowej, Medalem 30-lecia Polski Ludowej, Medalem 40-lecia Polski Ludowej, Złotym Medalem Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny i Złotym Medalem Za zasługi dla obronności kraju.

http://wpolityce.pl/...ietrzaka-bral-udzial-w-operacji-ub-w-ktorej-zamordowano-zolnierzy-nsz-z-oddzialu-bartka

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2014-02-22 15:04:10

Żołnierz Wyklęty z legendarnego oddziału „Bartka” odnaleziony w Beskidach. Oprawca był później wiceministrem PRL

18 listopada 2013 r. na Błatniej, gmina Brenna ekshumowano z leśnego grobu doczesne szczątki plut. Edwarda Biesoka, pochodzącego z Mazańcowic grupowego Narodowych Sił Zbrojnych ze Zgrupowania Partyzanckiego „Bartka”.

13 maja 1946 r. w starciu między dwudziestoczteroosobowym osobowym plutonem operacyjnym KWMO, wykonującym zadania związane ze zwalczaniem partyzantki niepodległościowej, a 10-osobowym oddziałem NSZ doszło do walki, w wyniku której śmierć poniósł niespełna 19-letni partyzant Edward Biesok oraz dziewięciu funkcjonariuszy.

Pozostali milicjanci wraz ze swym dowódcą kpt. Tadeuszem Pietrzakiem zbiegli w stronę Skoczowa.Tadeusz Pietrzak w 1956 roku był komendantem wojewódzkim MO w Poznaniu, następnie zastępcą szefa Głównego Zarządu Informacji WP, komendantem głównym MO (1965-1971) i wiceministrem spraw wewnętrznych PRL (1968-1978).

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2014-02-22 15:05:27

18 listopada 2013 r. staraniem Związku Żołnierzy NSZ Okręg Podbeskidzie, z udziałem przedstawicieli wojewody śląskiego i wójta gminy Brenna, oddziału IPN w Katowicach, archeologa z Muzeum w Cieszynie oraz przedstawicieli Muzeum 4 Pułku Strzelców Podhalańskich z Cieszyna wykonano ekshumację. Uroczystości pogrzebowe w Mazańcowicach planowane są na grudzień b.r.

Edward Biesok urodził się w 1927 roku w Mazańcowicach. W czasie okupacji Edward Biesok został usunięty ze szkoły za manifestowanie niechęci do Niemców. Z powodu odmowy podpisania Volkslisty przez rodziców w wieku 13 lat został wywieziony na roboty do III Rzeszy, skąd uciekł. Ukrywał się w rodzinnym domu.

Od lata 1945 roku miał kontakty z partyzantami z oddziału por. Henryka Flame „Bartka”, którzy walczyli w okolicach Czechowic. Od września 1945 roku poszedł do gimnazjum w Bielsku, lecz został z niego usunięty, prawdopodobnie w wyniku interwencji działaczy PPR oraz funkcjonariuszy UBP w związku z podejrzeniami o udział w NSZ. Dołączył do oddziału „Bartka”.

W styczniu i lutym 1946 r. na rozkaz Flamego organizował własną grupę, która rozpoczęła działalność wiosną. Liczyła osiem osób. Przeprowadzili kilkanaście akcji. Upominali członków PPR i zajmowali się aprowizacją na rzecz całego Zgrupowania.

Oddział „Bartka” był największym antykomunistycznym ugrupowaniem na Górnym Śląsku i w Beskidach. Liczył kilkuset żołnierzy i podobną liczbę współpracowników. Stoczył wiele walk z UB i KBW. Najgłośniejszą akcją było zajęcie 3 maja 1946 roku Wisły w Beskidach. Funkcjonariusze MO i UB byli tak zaskoczeni, że zabarykadowali się na posterunkach.

http://niezlomni.com/?p=1770

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2014-03-12 08:46:30

Zmarł gen. Tadeusz Pietrzak, komunistyczny generał, komendant wojewódzki MO w Poznaniu w trakcie wydarzeń czerwca 1956 r., później zastępca szefa zbrodniczej Informacji Wojskowej, w latach 1968-1978 wiceminister spraw wewnętrznych. W grudniu 1970 r. uczestniczył w naradzie w gabinecie I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki, podczas której podjęto decyzję o użyciu broni wobec protestujących na Wybrzeżu.

Jego zdegradowania do stopnia szeregowca i odebrania odznaczeń państwowych, w tym Orderu Virtuti Militari domagał się od prezydenta RP Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. W apelu żołnierze NSZ przypomnieli, że Tadeusz Pietrzak brał udział w zamordowaniu we wrześniu 1946 r. 30 żołnierzy podziemia antykomunistycznego z oddziału kapitana Henryka Flame, ps. „Bartek”. Przez kilka ostatnich miesięcy Bronisław Komorowski nie odpowiedział na prośbę. Gdyby się do niej przychylił, Pietrzakowi nie przysługiwałby państwowy uroczysty pochówek na Powązkach.

W nekrologu rodzina napisała jedynie:

„Dla Ojczyzny zasłużył się, walcząc z hitlerowskim okupantem w Oddziałach Partyzanckich”.


Teraz, jako kawaler Krzyża Virtuti Militari i generał brygady WP zostanie pochowany na Powązkach Wojskowych. Z udziałem kompanii reprezentacyjnej WP. Bo taki pogrzeb przysługuje mu z urzędu – właśnie jako zasłużonemu, odznaczonemu generałowi. Bo takie mamy w III RP przepisy. Państwo polskie odda mu hołd za jego „zasługi”. Przygotowany dla Pietrzaka grób, w którym w 2004 r. pochowano jego żonę, znajduje się tuż obok kwatery „Ł”. A tu, w dołach śmierci wciąż znajduje się około 100 zamordowanych katyńskim strzałem w tył głowy Żołnierzy Wyklętych. Jeszcze w tym roku ma tu stanąć Panteon Polskich Bohaterów...

http://wpolityce.pl/...ch-zolnierze-wykleci-z-ktorymi-walczyl-wciaz-spoczywaja-obok-w-dolach-smierci-na-laczce

RE: Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?
2014-03-14 18:43:06

„Nie będzie wojskowej asysty honorowej na pogrzebie generała Tadeusza Pietrzaka” – napisał na Twitterze rzecznik MON, Jacek Sońta. Posądzany o udział w zabójstwie 30 Żołnierzy Wyklętych generał spocznie dziś na Powązkach Wojskowych.

– Na podstawie obowiązującego prawa nie mogliśmy odmówić – powiedziała rzeczniczka Dowództwa Garnizonu Warszawa ppłk Joanna Klejszmit-Bodziuch odnośnie pochówku z asystą Pietrzaka. Wyjaśniała, że zgodnie z ceremoniałem wojskowym prawo do asysty mają m.in. kawalerowie Virtuti Militari, a odznaczenie to posiadał komunistyczny generał.

http://www.pch24.pl/pogrzeb-komunistycznego-generala-bez-asysty-wojskowej,21717,i.html#ixzz2vxaBM9C1

Chociaż tyle...

Aby odpowiedzieć musisz się zalogować.









0.513
Ta witryna korzysta z plików cookie. Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej o plikach cookie i zarządzaniu ich ustawieniami.