Logo
   ODKRYWCA - Strona główna
Login: Hasło:
Jeżeli zapomniałeś hasła kliknij tutaj  
Forum: Aktualności, newsy, wydarzenia
 
[*] Powrót do głównej strony tego forum

- ikonki przy nicku oznaczają ilość ostrzeżeń które otrzymał użytkownik (czerwona oznacza blokadę logowania w serwisie)
Temat: Kto napisał: Dodano: 
Pożar na pokładzie najmłodszego polskiego okrętu. Nie wiadomo, czy wypłynie znów w morze
2017-10-26 12:55:01

http://wiadomosci.gazeta.pl/...4883,22565932,pozar-na-pokladzie-najmlodszego-polskiego-okretu-nie-wiadomo.html

"Pożar na pokładzie najmłodszego polskiego okrętu. Nie wiadomo, czy wypłynie znów w morze

Kilka tygodni temu na pokładzie ORP "Orzeł" doszło do niewielkiego pożaru. Wojsko nie potrafi jednak określić czy i kiedy jednostka będzie znów w pełni sprawna - informuje trójmiejska "Wyborcza".

O sprawie jako pierwszy informował tygodnik "Polityka". Niewielki pożar wybuchł na pokładzie okrętu pod koniec września podczas prac w stoczni. Nikomu nic się nie stało, czterech marynarzy trafiło wówczas na profilaktyczne badania do szpitala.

Trwa wciąż ustalanie przyczyn pożaru. Nie wiadomo też, kiedy "Orzeł" wróci do normalnej służby - jeśli w ogóle wróci, bo jego naprawa może się okazać po prostu nieopłacalna.

- Zakres koniecznych do wykonania prac naprawczych zostanie ustalony po zakończeniu prac komisji oraz biegłych sądowych - mówi w rozmowie z "Wyborczą" kmdr ppor. Radosław Pioch, rzecznik prasowy 3. Flotylli Okrętów.

ORP "Orzeł" powstał w 1985 roku i jest w tej chwili najmłodszym polskim okrętem podwodnym w Marynarce Wojennej. Oprócz niego wojsko posiada jeszcze trzy inne okręty - w przypadku dwóch z nich podpisano umowy o konserwację, które mają wydłużyć ich żywotność."

 Linki sponsorowane
RE: Pożar na pokładzie najmłodszego polskiego okrętu. Nie wiadomo, czy wypłynie znów w morze
2017-10-26 13:48:24

Pożałowali któremuś z muzeum to i sami nie będą mieli.

RE: Pożar na pokładzie najmłodszego polskiego okrętu. Nie wiadomo, czy wypłynie znów w morze
2017-11-24 09:09:42

http://www.defence24.pl/702540,pozar-na-orp-orzel-alarm-dla-sil-zbrojnych-opinia

"Pożar na ORP „Orzeł” - alarm dla Sił Zbrojnych [OPINIA]

Przebieg i przyczyny kolizji okrętu podwodnego ORP „Orzeł” z pływającym dokiem w 2015 r. zostały utajnione. Pożar na tej jednostce w 2017 r. jest wyraźnym dowodem, że takie milczenie przynosi katastrofalne skutki wizerunkowe i często szkodzi załodze oraz całej Marynarce Wojennej. Dlatego sami spróbujemy wyjaśnić, co się rzeczywiście stało na tym najwartościowszym pod względem możliwości bojowych polskim okręcie i jakie to może konsekwencje dla Sił Zbrojnych RP.
Ministerstwo Obrony Narodowej od lat konsekwentnie milczy na temat skutków i przyczyn wypadków, do jakich dochodzi w polskiej armii. Najczęściej nie wiadomo więc: ani co dokładnie się stało, ani kto za dane zdarzenie ponosi odpowiedzialność, ani co zrobiono by w przyszłości podobnych incydentów uniknąć. Kolejny już wypadek okrętu podwodnego ORP „Orzeł” nie jest więc dowodem na problemy, jakie występują tylko w Marynarce Wojennej, ale jakie są obecne w całych Siłach Zbrojnych RP.

Niestety, prowadzone postępowania wyjaśniające są potwierdzeniem, że wojskowe dochodzenia powypadkowe mają na celu przede wszystkim znalezienia ofiary, na którą zrzuci się winę. Wyciągnięcie wniosków i wprowadzenie zmian w procedurach schodzi na drugi plan i jest bagatelizowana przez nieustającą chęć propagandy sukcesu. Drugi w ciągu dwóch lat wypadek na okręcie podwodnym ORP „Orzeł” wyraźnie pokazuje, że ukrywanie tego za niejawnymi klauzulami wcale nie pomaga w naprawieniu sytuacji. Cierpi na tym nie tylko stan wyposażenia sił zbrojnych, ale również jest to niepotrzebne igranie życiem żołnierzy.

Pierwszy wypadek – ocenzurowany

Do pierwszego (prawdopodobnie), ujawnionego wypadku z udziałem okrętu podwodnego ORP „Orzeł” doszło w 2015 r. Zdarzenie było ukrywane do 3 czerwca 2015 r., gdy Komenda Portu Wojennego w Gdyni rozpoczęła postępowanie na przeprowadzenie „Naprawy awaryjnej na ORP Orzeł (naprawa urządzeń cumowniczych)”. Przetarg wygrała Stocznia Marynarki Wojennej S.A. w upadłości likwidacyjnej, otrzymując w ramach umowy 590 000 zł brutto.

Wtedy okazało się, że naprawiane awaryjnie uszkodzenia mogą być wynikiem zderzenia okrętu podwodnego ORP „Orzeł” z pływającym dokiem w Stoczni Marynarki Wojennej – wypadku, o którym wcześniej oficjalnie nic nie było wiadomo. Zgodnie z wykazem prac naprawczych opublikowanym przez Komendę Portu Wojennego w Gdyni, na okręcie trzeba było naprawić:

półkluzę rufową lewej burty („wyrwana z pokładu półkluza z elementem konstrukcji mocowania. Pogięte, popękane wzmocnienia konstrukcyjne i poszycie kadłuba lekkiego. Wygięta falszburta”);
półkluzę dziobową lewej burty („Urwane zawiasy półkluzy i elementu konstrukcyjnego kadłuba lekkiego”);
3 komplety polerów („Pogięte, pourywane polery, odkształcone gniazda polerów”).
W rzeczywistości uszkodzenia były jeszcze większe i dotyczyły również śruby, która musiała zostać wymieniona (na szczęście udało się znaleźć zapasową). Dodatkowo straty poniosła Stocznia Marynarki Wojennej, ponieważ na długości kilku metrów została rozerwana jedna z burt pływającego doku. Według niepotwierdzonych danych brakowało centymetrów, by doszło do uszkodzenia ważnych elementów i zatonięcia całej platformy.

Sprawę komplikował fakt, że okręt był w czasie wypadku remontowany w Stoczni Marynarki Wojennej. Trudno wiec było definitywnie ustalić, bez dostępu do protokołu wypadkowego, kto rzeczywiście był odpowiedzialny za zdarzenie. Marynarka Wojenna odmówiła dziennikarzom Defence24.pl udostępnienia jakichkolwiek wyjaśnień twierdząc, że „… przedmiotowa informacja jest informacją wrażliwą i ujawnienie jej mogłoby narazić na szwank obronność Państwa”.

Poprosiliśmy rzecznika 3 Flotylli Okrętów o uściślenie: „Co jest informacja wrażliwą i ujawnienie czego mogłoby narazić na szwank obronność Państwa. Czy chodzi o fakt wypadku, czy chodzi o winnych wypadku, czy chodzi o to kto za to zapłaci, czy o to co zostało uszkodzone?”, jednak odpowiedziano nam tylko, że: „…sprawa jest badana i dla dobra toczącego się postępowania proszę o pominięcie informacji o zaistniałem sytuacji na terenie Stoczni MW w publikacji, którą Pan przygotowuje”.

Podporządkowaliśmy się tej prośbie, jednak pożar na okręcie ORP „Orzeł” pokazał, że był to z naszej strony poważny błąd.

„Drugi” wypadek - ocenzurowany

Drugi (chyba) wypadek na ORP „Orzeł” miał miejsce 27 września br. Jednak i w tym przypadku próbowało ukryć ten fakt, potwierdzając go dopiero miesiąc później, gdy informacja wyciekła już do mediów. Z publikacji prasowych wynikało m.in., że na ORP „Orzeł” doszło do pożaru w „przedziale z akumulatorami” w trakcie prowadzonych w nocy „prac konserwacyjnych”. Incydent miał być na tyle poważny, że trzeba było wezwać jednostki cywilnej straży pożarnej.

Według mediów podczas gaszenia pożaru palący się przedział miał zostać wypełniony dużą ilością piany pożarniczej, co oznaczało, że przy okazji zalano znajdujące się tam wyposażenie. Oceniono też, że z powodu uszkodzeń okręt może już nie wrócić do służby operacyjnej, a więc że tak naprawdę utraciliśmy już tę jednostkę. Dodatkowo poinformowano, że na ORP „Orzeł” pracowało tylko kilka osób i żadna z nich nie odniosła poważnych obrażeń.

Milczenie Ministerstwa Obrony Narodowej spowodowało, że tylko ta ostatnia informacja okazała się w miarę ścisła. Co więcej nie uczyniono później praktycznie nic, by zdementować nieścisłe doniesienia prasowe, co jeszcze bardziej zwiększyło zamieszanie.

Ze skąpych informacji ujawnionych m.in. przez oficera prasowego z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych kmdr por. Czesława Cichego wynikało tylko, że do pożaru doszło nie w czasie „prac konserwacyjnych”, ale podczas procesu rozładowywania akumulatorów (jest to czynność okresowo i obowiązkowo realizowana na każdym okręcie podwodnym). Według DG RSZ wypadek miał nie być poważny, a wezwanie jednostek cywilnej straży pożarnej było spowodowane nie skalą zdarzeń, ale istniejącymi procedurami. Dodatkowo w czasie pożaru, nikomu nic się nie stało, a czterech obecnych na pokładzie marynarzy trafiło na profilaktyczne badania w szpitalu, po których zostali zwolnieni do domów.

Kmdr por. Czesław Cichy poinformował na końcu, że została powołana główna komisja awarii okrętowych oraz postępowanie prowadzi Żandarmeria Wojskowa z Gdyni. Na jej wniosek powołano biegłych z zakresu pożarnictwa i energetyki, którzy przygotowują ekspertyzy: „Dopiero po wyjaśnieniu przyczyn zdarzenia będzie można określić zakres naprawczych prac do wykonania i szacować, kiedy okręt wróci do eksploatacji”.

Co rzeczywiście się stało na ORP „Orzeł”?

Wyjaśnienia DG RSZ były prawdziwe, ale niepełne przez co nie zatrzymano coraz bardziej katastroficznych opinii wygłaszanych przez polityków i publikowanych w mediach. A przecież wystarczyło jedynie zgrubnie opowiedzieć, co rzeczywiście wydarzyło się na okręcie i postępowania powypadkowe toczyłyby się w atmosferze neutralnej, a nie w klimacie afery.

Jest to o tyle dziwne, że przebieg wypadku wskazuje wyraźnie na wzorowe działania członków załogi ORP „Orzeł”, którzy w czasie pożaru wykazali się nie tylko ogromną wiedzą i doświadczeniem, ale również odwagą. 3 Flotylla Okrętów powinna być więc bardziej chwalona niż ganiona. Jednak w polskich realiach, by rzeczywiste powody wypadku nie wyszły na jaw, załoga może zostać poświęcona i nikt nie odważy się by jej bronić. Przeszkodzić może temu tylko jawność i prawda.

Dlatego posiłkując się skromnymi, dostępnymi informacjami sami odtworzyliśmy prawdopodobny przebieg wypadku i ustaliliśmy, co się mogło wydarzyć na ORP „Orzeł”. Z dużą dozą prawdopodobieństwa (wymagającego oficjalnego potwierdzenia) ustaliliśmy m.in., że:

Do pożaru nie doszło w jednym z „przedziałów z akumulatorami” ale w przedziale piątym, gdzie jest tablica, do której podłączane są przewody wysokoprądowe ze „skrzynki elektrycznej” mola i z instalacji okrętowej. Dwa przedziały z kompletami baterii akumulatorów (po 120 ogniw każda) były cały czas wietrzone, kontrolowane i bezpieczne;
Ogień pojawił się, ponieważ w skrzynce połączeniowej w przedziale piątym doszło do zwarcia - prawdopodobnie po odczepieniu się jednego z przewodów. Musiało to się skończyć katastrofą, ponieważ w podłączonych tam kablach płynie prąd o natężeniu kilkuset Amperów (podobny efekt, choć wielokrotnie mniejszy uzyskuje się zwierając klemy naładowanego akumulatora samochodowego);
Na razie nie wiadomo, co był przyczyną odczepienia się jednego z przewodów, który powinien być mocno dokręcony. Z dostępnych nam danych wynika jednak, że załoga nie ma obowiązku i możliwości sprawdzania, czy został on trwale zabezpieczony przed odkręceniem. Okręt nie ma też na swoim wyposażeniu kamery termowizyjnej, które mogłyby pomóc we wcześniejszym wykryciu wszystkich, nadmiernie nagrzewających się elementów wyposażenia (co jest pierwszym, ważnym wnioskiem na przyszłość);
Nie zadziałał system czujników przeciwpożarowych. Według specjalistów nie musi być to jednak nieprawidłowością, ponieważ okręt podwodny podczas ładowania i rozładowywania akumulatorów jest bardzo silnie wietrzony. Ma to zapobiec gromadzeniu się wodoru w jamach bateryjnych, którego zbyt duże stężenie może doprowadzić do wybuchu;
Załoga próbowała początkowo ugasić ogień podręcznymi środkami przeciwpożarowymi walcząc z ogniem w zadymionym przedziale, jednak bez sukcesu;
Dowodzący akcją pierwszy mechanik zadecydował o uruchomieniu instalacji halonowej (wypuszczającej w zagrożonym przedziale gaz neutralizujący) i w tym celu zamknięto szczelnie przedział;
Nie udało się uruchomić systemu halonowego z tablicy w centrali (pomimo, że system jest okresowo certyfikowany przez zewnętrzną firmę) i nie udało się tego zrobić włącznikiem z przedziału szóstego;
Pierwszy mechanik próbował więc uruchomić system halonowy włącznikiem z przedziału czwartego, jednak gaz „poszedł” ale nie w przedziale piątym tylko w czwartym, gdzie była załoga. Sytuacja była niebezpieczna, ponieważ ulatniający się halon ma temperaturę prawdopodobnie około -140°C;
Pierwszy mechanik wykazał się jednak wtedy refleksem i odwagą zasłaniając ręką wylot gazu chroniąc ludzi w przedziale. Na szczęście miał założoną rękawicę roboczą i dielektryczną (elektroizolacyjną) co spowodowało, że odniósł tylko niewielkie odmrożenia. Jednocześnie oficer wyłączył i ponownie włączył system halonowy w przedziale piątym. Tym razem wszystko zadziałało prawidłowo i pożar został stłumiony i ugaszony;
Ogień ugaszono więc siłami załogi (prawdopodobnie było to sześć osób), a nie przez jednostki Straży Pożarnej z Portu Wojennego i Oksywia, które zgodnie z procedurami zostały wyzwane do pożaru. Poszczególne jednostki pożarnicze asekurowały wiec jedynie działanie załogi, a strażacy weszli na okręt już po ugaszeniu ognia i tylko w celach kontrolnych.
„Techniczne” skutki pożaru na okręcie ORP „Orzeł”

Milczenie Ministerstwa Obrony Narodowej zostało wykorzystane nie tylko po to by atakować Marynarkę Wojenną, ale również by deprecjonować wartość „spalonego” okrętu podwodnego. Komuś wyraźnie zależało, by w świat poszła fama, że okrętu już nie będzie się opłacało naprawić i marynarze nie będą mieli się na czym szkolić po wycofaniu starych Kobbenów.

Tym bardziej trudno jest zrozumieć, dlaczego od razu nie zdementowano oficjalnie informacji że „przedział z akumulatorami” jakoby został „wypełniony dużą ilością piany pożarniczej”, co miało doprowadzić m.in. do zalania znajdującego się tam wyposażenia. A przecież załoga przezornie nie użyła pokładowego systemu pianowego WPŁ tylko system gazowy (halonowy) chroniąc w ten sposób urządzenia okrętowe. Piany nie użyły też jednostki straży pożarnej, które jedynie asekurowały z mola akcję prowadzoną przez załogę.

Można przypuszczać, że sam pożar spowodował zniszczenia jedynie w skrzynce połączeniowej i znajdujących się obok urządzeniach, ale nie dotarł do znajdującego się w przedziale silnika elektrycznego. Silnik ten jest osłonięty szczelnym, metalowym „kokonem” i proszek z gaśnic najprawdopodobniej nie dostał się do środka. Dlatego specjaliści twierdzą, że naprawa okrętu i czyszczenie przedziału prowadzona przez grupę fachowców nie powinny trwać dłużej niż trzy tygodnie. I takie prawdopodobnie są rzeczywiste skutki pożaru na ORP „Orzeł”.

Nieprawdą jest również, że ten okręt jest całkowicie wyłączony z działań. O tym, że uszkodzenia nie mają większego wpływu na jego wartość bojową i gotowość może świadczyć fakt, że załoga przeprowadziła już po pożarze ładowanie (za pomocą silników diesla) i rozładowanie wszystkich baterii akumulatorów. Co więcej z dostępnych nam danych wynika, że takie rozładowanie i ładowanie ma w najbliższym czasie nastąpić „z lądu”.

Można to będzie zrobić z pominięciem spalonej skrzynki, ponieważ Rosjanie przezornie zdublowali tą instalację i zamontowali podobną tablicę rozdzielczą w kiosku. Okręt więc po przeprowadzeniu sprawdzeń będzie mógł dalej pływać, o ile wreszcie przyjęty zostanie remont prowadzony od trzech lat przez Stocznię Marynarki Wojennej.

Największym problemem w przypadku okrętu ORP „Orzeł” może być więc tylko brak dowódcy. Poprzedni odszedł bowiem zaraz po kolizji z dokiem, natomiast jego następca po kilku miesiącach dowodzenia zrezygnował ze służby wojskowej. Jak się jednak okazuje jest inny oficer z doświadczeniem, który mógłby przejąć okręt, więc i ten problem można będzie bardzo szybko rozwiązać.

„Polityczne” skutki pożaru na okręcie ORP „Orzeł” i milczenia MON

Marynarka Wojenna milczy, a tymczasem wszyscy naokoło wykorzystują to próbując odepchnąć winę od siebie i zrzucić ją na marynarzy. Przykładem może być wypowiedź jednego ze związkowców Stoczni Marynarki Wojennej, który w czasie wspólnego posiedzenia Sejmowych Komisji: Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej oraz Obrony Narodowej, które odbyło się 26 października 2017 r. w Sejmie głośno wyjaśniał, że pożar na ORP „Orzeł” „…miał miejsce na terenie Portu Wojennego i nie ma nic wspólnego ze Stocznią Marynarki Wojennej. Okręt ten stocznię opuścił kilka miesięcy temu”.

Okręt rzeczywiście nie przebywał na terenie stoczni lecz w Porcie Wojennym Oksywie, jednak nie został on jeszcze oficjalnie przyjęty po remoncie w SMW. Dodatkowo zarówno skrzynia rozdzielcza, od której rozpoczął się pożar, jak i włączniki halonowego systemu przeciwpożarowego (z całym systemem) były remontowane lub certyfikowane. W pierwszym przypadku prace remontowe, związane m.in. z wykonaniem nowych przewodów były wykonywane przez samą Stocznię Marynarki Wojennej i były odbierane przez stoczniową kontrolę jakości oraz podczas prób FAT (stoczniowych), HAT (portowych) i SAT (morskich).

Może więc się okazać, że odczepienie się przewodu nastąpiło w wyniku błędu w stoczni, bo sama załoga w pechowej skrzynce rozdzielczej nie wykonywała żadnych prac (nie mając takiego obowiązku). Halonowy system przeciwpożarowy również jest certyfikowany przez zewnętrzną firmę i załoga nie ma możliwości sprawdzenia, czy działa on prawidłowo, czy też nie. Jak się okazało nie działał, a więc w tej sprawie więcej tłumaczyć się powinna Rejonowa Baza Logistyczna w Wałczu i RPW, którzy zlecali i odbierali prace.

Jeśli przez sito odbiorów, wewnętrznych i wojskowych przechodzą takie wady które skutkują wyłączeniem na długie miesiące jednego z podstawowych okrętów marynarki wojennej, to jak zamierzamy zapobiegać całkiem prawdopodobnym aktom dywersji?

Obecnie polski przemysł twierdzi stanowczo, że jest w stanie budować w Polsce okręty podwodne. Wypadek na ORP „Orzeł” może jednak pokazać, że jest zupełnie inaczej. Ktoś może więc wreszcie zadać odważnie pytanie, co tak naprawdę może zrobić polski przemysł jeżeli chodzi o okręty podwodne. Kadłub – nie, silniki elektryczne – nie, silniki diesla – nie, śruby – nie, generatory – nie, okrętowy system walki – nie, wyrzutnie torpedowe – nie, grodzie z włazami – nie, peryskopy – nie. No to co?

Trudność w dokończeniu remontu ORP „Orzeł” oraz wychodzące cały czas usterki poremontowe powinny co najmniej wzbudzić wątpliwości, czy otrzymany w programie Orka offset powinien rzeczywiście polegać na budowaniu okrętów podwodnych w Polsce, gdzie są trudności nawet z ich remontowaniem. Czy, jak i po co chcemy w przyszłości podtrzymać zdolności produkcyjne okrętów podwodnych? Czy mamy plan zamawiać co kilka lat kolejny okręt, czy też będziemy musieli je kupować, żeby stocznia nie upadła?

Okręt podwodny to arcyskomplikowany system. Jak widać na przykładzie ORP Orzeł polskie Siły Zbrojne mają problem z umiejętnością prawidłowego odbioru okrętu po remoncie we własnej stoczni, jak zatem będą wyglądały odbiory okrętów zamówione u zagranicznych dostawców? Kto dokona odbiorów? Kiedy zakończy się „ściemnianie” kolejnym szczeblom przełożonych że wszystko wiemy, potrafimy i zrobimy? Ten problem dotyczy wszystkich zakupów a nie tylko okrętów. I być może się okaże, że będziemy mieli problem z odebraniem systemu Wisła.

To jest niebezpieczna służba i wypadki mogą się zdarzyć

Poszczególne zdarzenie z okrętem ORP „Orzeł” są skrzętnie odnotowywane i mogą zaważyć na zewnętrznej ocenie tego, co się dzieje na polskich okrętach podwodnych. Tymczasem prawda jest taka, że do wypadków na starzejących się jednostkach pływających może dojść w każdej chwili. Dlatego nie można się dziwić ministrowi Kownackiemu, że w ten właśnie sposób tłumaczył pożar na ORP „Orzeł” w Sejmie.

Szkoda jednak, że przy tej okazji pan minister nie miał wiedzy, co i dlaczego wydarzyło się na ORP „Orzeł". 26 października 2017 r. (podczas posiedzenia Sejmowych Komisji: Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej oraz Obrony Narodowej w Sejmie), a więc miesiąc po wypadku, minister Kownacki stwierdził że „…doszło do drobnego de facto pożaru, tam spalił się akumulator i części do jednego z akumulatorów”.

Czy ktoś wyciągnie wnioski z tego jak jest remontowany sprzęt sił zbrojnych? Dlaczego to tyle trwa i kosztuje a przede wszystkim dlaczego remonty są takiej a nie innej jakości? Kto i z jaką wiedzą ma dokonywać odbiorów sprzętu? Dopóki decydenci w MON nie wymuszą na podwładnych odpowiedzi na te pytania i nie zostaną wyciągnięte wnioski, nie tylko sprzęt będzie zagrożony, ale również życie i zdrowie żołnierzy."

RE: Pożar na pokładzie najmłodszego polskiego okrętu. Nie wiadomo, czy wypłynie znów w morze
2017-11-28 08:01:35

http://wiadomosci.wp.pl/spokojnie-to-tylko-awaria-jak-tona-polskie-okrety-podwodne-6192312465565825a

"Spokojnie to tylko awaria. Jak toną polskie okręty podwodne

Polscy podwodniacy pływają na sprzęcie, który często nie jest w stanie się wynurzyć. Tylko dzięki szczęściu i temu, że Bałtyk jest płytkim morzem, nie wydarzyła się taka tragedia, jak w przypadku argentyńskiego okrętu - mówi WP emerytowany oficer podwodniaków.

- Kiedy jeden z naszych okrętów podwodnych wychodzi w morze, w pogotowiu czeka już okręt ratowniczy, ze sprzętem umożliwiającym pomoc w przypadku, gdy osiądzie na dnie. Takie incydenty zdarzają się regularnie - opowiada były oficer Marynarki Wojennej. To jego komentarz do głośnej na całym świecie sprawy zaginięcia argentyńskiego okrętu podwodnego.

Nasz rozmówca opisuje podobne zdarzenie, w którym uczestniczył osobiście. Po wyjściu na Bałtyk i zanurzeniu jeden z naszych okrętów podwodnych już nie dał już rady się wynurzyć. Osiadł na dnie, kilkadziesiąt metrów pod powierzchnią i ani rusz. Załoga uzyskała pomoc dzięki wypuszczeniu na powierzchnię pławy alarmowej. Tylko dlatego nie było poszukiwań i nerwów, a pomoc techniczna dotarła od razu na miejsc . Szczegółów tego wydarzenia nie może jednak ujawnić, ze względu na tajemnicę.

Parada muzealników

28 listopada odbędzie się 99., najsmutniejsza rocznica utworzenia Marynarki Wojennej. Podwodniacy, uważający się za elitę tego rodzaju wojsk, nie mają czym się pochwalić. Nasz flagowy okręt podwodny ORP "Orzeł" został unieruchomiony w październiku. Po pożarze i zalaniu pianami z gaśnic część pokładowego wyposażenia okrętu uległa zniszczeniu. Nie wiadomo, kiedy okręt wróci do służby. Pozostałe okręty podwodne mają wartość muzealną - a nie bojową. Staż ORP "Kondor" liczy 53 lata, ORP "Sęp" i ORP "Sokół" są w służbie 51 lat. ORP Bielik pływa od 50 lat. Wcześniej służyły w norweskiej marynarce i zostały udostępnione Polsce za darmo, wkrótce po tym jak zostaliśmy członkami NATO.

- Czas powiedzieć, że nie mamy okrętów podwodnych zdolnych do działań bojowych. To już typowe cele. Ich wartość bojowa polega jedynie na tym, że potencjalny agresor będzie musiał poświęcić czas, dosłownie jedną akcję i bomby na ich zniszczenie. Tylko tyle - ocenia oficer.
Jego zdaniem trwają dyskusje czy w ogóle "Orzeł" zostanie wyremontowany. Banderę wciągnięto na nim 31 lat temu - Jaki jest sens inwestowania milionów złotych w jednostkę mającą 30 lat? Część wyposażenia w okrętach podwodnych montuje się jednorazowo i na stałe. Remont w dużej skali oznaczałby prucie ważnych elementów okrętu. Kiedy poprzednio "Orzeł" trafił na remont do Stoczni Marynarki Wojennej wykryto w nim taką liczbę usterek, że utknął tam na trzy lata - dodaje rozmówca WP.

To jednak informacje nieoficjalne, którym zaprzecza kmdr por. Czesław Cichy z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych: - "Orzeł" zostanie przywrócony do służby - zapewnia. - Pod koniec tygodnia komisja wypadków okrętowych przedstawi raport. Będziemy wiedzieli jakie są skutki pożaru. Pozostałe okręty podwodne regularnie biorą udział w ćwiczeniach na Bałtyku - dodaje. Podkreśla, że nie może udzielić żadnych szczegółów, ponieważ stan techniczny poszczególnych jednostek jest tajemnicą.

Kryptonim pirat

Rozmówca WP zdradza, że po kilkunastu chudych latach w finansowaniu stan floty podwodnej przedstawia żałosny widok. Czas wycofania norweskich okrętów ze służby minął w 2016 roku. Tylko dzięki prowizorycznym naprawom, heroicznemu wysiłkowi i talentom mechaników w ogóle pływają. Na przykład w 2018 roku klajstrowanie złomu w Marynarce Wojennej będzie kosztować 190 mln złotych. To oficjalna informacja podana przez Szefostwo Techniki Morskiej Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych.

Z 81 okrętów naszej rzekomo dumnej floty już 21 przekroczyło normy docelowej eksploatacji, czyli powinny trafić na złom. 66 okrętów wypracowało swoją normę eksploatacji na poziomie powyżej 75 proc. - poinformowano podczas debaty sejmowej komisji Obrony Narodowej.

- Jest mi z tego powodu wstyd. Ponieważ nasi podwodniacy biorą udział w zagranicznych ćwiczeniach, a patrząc na sprzęt innych marynarek muszą zaciskać zęby - mówi oficer marynarki. Opisuje, jego zdaniem, poniżający scenariusz ćwiczeń morskich, w których polskiej jednostce przypisano rolę "pirackiego okrętu". Uzasadnieniem było, że iż jako jedyny z sojuszników, dysponuje przestarzałym, lecz cichym napędem. Operatorzy innych okrętów nie będą się spodziewać takiego "cudaka", w związku z tym idealnie nadaje się do tropienia.

- To co zostało z polskiej floty podwodnej to garstka zapaleńców, którzy nie mając sprzętu studiują z opracowań najnowszą taktykę podwodną. Już wyszkolone załogi okrętów to inwestycja warta setki milionów złotych. Mówi się im, że mają dotrwać do momentu zakupu nowych jednostek - opowiada dalej oficer.

Minister obrony Antoni Macierewicz zadeklarował, że jeszcze w tym roku rozstrzygnie sprawę zakupu nowych okrętów podwodnych w programie Orka. O zamówienie ubiegają się francuska Naval Group proponująca okręt Scorpene, niemiecka grupa ThyssenKrupp Marine Systems z okrętami typów 212A i 214 oraz szwedzki koncern Saab z A26. Okręty mają być wyposażone w broń odstraszania - rakiety manewrujące o zasięgu. Pierwsze okręty miałyby trafić do służby w 2024 roku.

Koncepcja sięga Morza Północnego

Za to papierową koncepcję dla podwodnej floty mamy wyjątkowo ambitną. Według stworzonego jeszcze w latach 90., ale wciąż aktualnego opracowania, polska marynarka miałaby posiadać trzy okręty podwodne wielkości "Orła" - czyli powyżej 3 tys. ton wyporności. Działały by one w tak zwanych trójkach. Jeden okręt jest na morzu, drugi w porcie, czeka przygotowany się do wyjścia (w zamian za powracających z misji), trzeci traktowany jest jako odwód. To jednak nie koniec zdziwień. Według aktualnych pomysłów naszych strategów jeden okręt miałby operować na Morzu Północnym.

W zderzeniu z rzeczywistością wypada ona wręcz groteskowo. Pomijając brak okrętów ("Orzeł" jest niesprawny od 2014 roku), słabym punktem "koncepcji" jest to, że Marynarka Wojenna nie ma okrętu nawodnego, mogącego służyć wsparciem dla przebywającej tak daleko jednostki, odnawiając jej gotowość bojową. Pod znakiem zapytania stoi obrona naszej flotylli podwodnej. - Żaden z portów nie posiada infrastruktury, dzięki której okręty podwodne mogłyby być bronione - uważa oficer-podwodniak. - Kiedy ostatnio na ten punkt zwrócił uwagę ktoś z ekspertów, padła odpowiedź od jednego z generałów, że będą bronić się same."



Post został zmieniony ostatnio przez moderatora Czlowieksniegu 08:35 28-11-2017

RE: Pożar na pokładzie najmłodszego polskiego okrętu. Nie wiadomo, czy wypłynie znów w morze
2018-01-11 12:58:58

http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/24496?t=-Orzel-nadal-w-linii

"„Orzeł” nadal w linii

Wojskowa komisja, która badała przyczyny ubiegłorocznego pożaru na pokładzie największego polskiego okrętu podwodnego, orzekła, że szkody nie są poważne i po remoncie okręt wróci do służby. – Według specjalistów do zdarzenia w żaden sposób nie przyczyniła się załoga okrętu – podkreśla kmdr por. Czesław Cichy z Dowództwa Generalnego.

Do pożaru doszło pod koniec września ubiegłego roku. Ogień pojawił się podczas prac przy akumulatorach, które zasilają jednostkę. – „Orzeł” stał wówczas w gdyńskim porcie wojennym, formalnie jednak nadal nie został przez nas odebrany po remoncie. Był w trakcie prób stoczniowych – podkreśla kmdr ppor. Radosław Pioch z 3 Flotylli Okrętów. W feralnej chwili na pokładzie przebywało czterech marynarzy. Żaden z nich jednak nie ucierpiał.

Krótko po zdarzeniu postępowanie mające wyjaśnić przyczyny wypadku i skalę zniszczeń wszczęła Główna Komisja ds. Awarii Okrętowych MW. Specjaliści właśnie zakończyli pracę. – Komisja stwierdziła, że bezpośrednią przyczyną pożaru było zapalenie się izolacji kabli elektrycznych, które dochodzą do skrzyni rozłącznej ładowania i rozładowywania akumulatorów – tłumaczy kmdr por. Czesław Cichy z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Końcówki przewodów nie zostały odpowiednio mocno dokręcone. Kiedy popłynął przez nie prąd o bardzo wysokim natężeniu, zaczęły się nagrzewać. W rezultacie doszło do zapłonu. Takie następstwo zdarzeń potwierdził też sądowy biegły z dziedziny energetyki. – Według orzeczenia komisji do wywołania pożaru w żaden sposób nie przyczyniła się załoga okrętu. Co więcej, działania podjęte przez marynarzy już po jego wykryciu, pozwoliły na znaczne ograniczenie jego negatywnych skutków – zapewnia kmdr por. Cichy.

Postępowanie Komisji to nie jedyne prowadzone w tej sprawie. – Swoje śledztwo prowadzi gdyński oddział Żandarmerii Wojskowej pod nadzorem tamtejszej Prokuratury Rejonowej – zaznacza ppłk Artur Karpienko z Komendy Głównej Żandarmerii Wojskowej. Na razie śledczy nikomu nie postawili zarzutów.

Tymczasem straty okazały się stosunkowo niewielkie. Ogień uszkodził skrzynki połączeniowe do ładowania baterii akumulatorów i zasilania z lądu oraz tory kablowe. Nie została jednak naruszona konstrukcja kadłuba. – Okręt będzie mógł wrócić do służby. Zresztą od początku nie było żadnych przeciwwskazań, by tak się stało – podkreśla kmdr por. Cichy. Na razie jednak trudno orzec, kiedy to nastąpi. Nie wiadomo też, jakie będą ostateczne koszty z tym związane. – Najpierw trzeba rozpisać przetarg i wyłonić podmiot, który wykona naprawę – wyjaśnia kmdr ppor. Pioch. Jak udało nam się ustalić, może to nastąpić niebawem. – Na pokładzie okrętu skończyli już pracować biegli. Nie ma przeszkód, by rozpocząć remont jednostki – przyznaje ppłk Karpienko.

Po dokonaniu napraw okręt będzie musiał przejść próby na Bałtyku. – Samych marynarzy czeka zaliczanie zadań programowych O1 i O2 – informuje kmdr ppor. Pioch. Pierwsze pokazuje gotowość załogi do opuszczenia portu, drugie – do samodzielnego działania na morzu. – Ze względu na konieczność remontu ORP „Orzeł” nie został wyznaczony do żadnych tegorocznych ćwiczeń. Jednostka zostanie wpisana w harmonogram szkoleń, kiedy już wróci do linii – podsumowuje kmdr ppor. Pioch.

ORP „Orzeł” to największy i najmłodszy z polskich okrętów podwodnych. Został zbudowany przez jedną z sowieckich stoczni, do służby pod biało-czerwoną banderą wszedł zaś w 1986 roku. Potem był modernizowany, tak by sprostać standardom NATO. Jednostka jest w stanie schodzić na głębokość 300 metrów, jej zasięg został obliczony na sześć tysięcy mil morskich, a załoga liczy 60 marynarzy. Okręt ma w uzbrojeniu sześć dziobowych wyrzutnii torped. Jest również przystosowany do stawiania min. ORP „Orzeł” powinien pozostać w linii do 2022 roku.

To wiadomość ważna o tyle, że marynarka zaczęła już wycofywanie wiekowych okrętów podwodnych typu Kobben. W grudniu ubiegłego roku służbę zakończył ORP „Kondor”, a za kilka miesięcy dołączy do niego ORP „Sokół”. Pozostałe dwa Kobbeny powinny służyć do 2020 roku.

W najbliższych tygodniach powinien zostać wyłoniony wykonawca nowych okrętów podwodnych dla polskiej marynarki. Ubiegają się o to: francuska firma Naval Group, która oferuje jednostki Scorpene, ThyssenKrup Marine Systems z Niemiec ze swoimi 212A i 214 oraz szwedzki SAAB z okrętem A26. Polska zamierza kupić trzy okręty podwodne wyposażone w rakiety manewrujące."

RE: Pożar na pokładzie najmłodszego polskiego okrętu. Nie wiadomo, czy wypłynie znów w morze
2018-01-11 15:43:33

bodziu000000 ty istniejesz w realu, czy jesteś cyfrowym automatem? :)

RE: Pożar na pokładzie najmłodszego polskiego okrętu. Nie wiadomo, czy wypłynie znów w morze
2018-03-22 07:56:12

http://www.defence24.pl/dlaczego-nie-naprawiono-orp-orzel-cztery-lata-remontu

"Dlaczego nie naprawiono ORP „Orzeł”? Cztery lata remontu

Z odpowiedzi Ministerstwa Obrony Narodowej na jedną z interpelacji poselskich wynika, że przez ponad pół roku nie usunięto skutków pożaru, do jakiego doszło na okręcie podwodnym ORP „Orzeł”. Co więcej – nadal nie wiadomo, kiedy ten okręt zostanie usprawniony i co tak naprawdę trzeba zrobić, by wprowadzić go do służby operacyjnej.

Najnowsze informacje na temat stanu okrętu podwodnego ORP „Orzeł” można było znaleźć w odpowiedzi sekretarza stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej Wojciecha Skurkiewicza z dnia 14 marca 2018 r. na interpelację nr 18058 posłów partii Nowoczesna: Pawła Kobylińskiego, Jerzego Meysztowicza i Adama Szłapki „w sprawie planów modernizacji polskiej floty podwodnej”.

Wynika z niej, że przez pół roku od pożaru, do jakiego doszło na pokładzie ORP „Orzeł” w dniu 27 września 2017 r. nie usunięto skutków tego wypadku i nie wprowadzono okrętu do linii. Nie podano również żadnego rozsądnego wyjaśnienia, dlaczego potrzebnych napraw nie przeprowadzono i kiedy to w ogóle będzie możliwe.

W świetle faktów mało wiarygodne są: deklaracja z odpowiedzi na interpelację, że po pożarze podjęto działania „w celu jak najszybszego usprawnienia okrętu i przywrócenia możliwości wykonywania zadań” oraz stwierdzenie, że „zarówno użytkownik, jak i organy logistyczne podejmują intensywne wysiłki zmierzające do przywrócenia sprawności technicznej oraz możliwości wykonywania zadań bojowych przez ORP „Orzeł””. Okazało się bowiem, że:

* Wykonano Wykazy Prac Naprawczych (WPN) tylko „przywracających okręt do stanu sprzed zdarzenia”. Tymczasem powrót do stanu technicznego sprzed 27 września 2017 r. niczego nie załatwi, ponieważ samo zdarzenie wykazało, że okręt nie był sprawny w momencie wypadku (nie działał np. prawidłowo system uruchomienia instalacji halonowej, a cały układ elektryczny powinien być sprawdzony);

* Nie opracowano kosztorysu i terminu naprawy stwierdzając jedynie, że „termin i koszty ww. napraw będą uzależnione od zakresu prac ujętych w WPN”. Tymczasem wcześniej poinformowano, że WPN został już sporządzony, a więc tak naprawdę nie wiadomo, co jeszcze potrzeba do wykonania w/w harmonogramu i kosztorysu;

* Nie wiadomo dlaczego uznano, że realizacja prac naprawczych „zostanie uruchomiona niezwłocznie po zakończeniu czynności dochodzeniowych prowadzonych przez Żandarmerię Wojskową oraz Prokuraturę Rejonową w Gdyni”. W rzeczywistości działania organów prowadzących postępowanie na pewno nie wymagają odstawienia przedstawiającego największą wartość bojową, polskiego okrętu bojowego na ponad pół roku czasu. ˛Dochodzenie na tego rodzaju jednostkach pływających powinny być realizowane bezzwłocznie i najwyżej przez kilka dni. Przykładowo po o wiele poważniejszym, śmiertelnym wypadku na amerykańskim niszczycielu rakietowym USS „John S. McCain” 21 sierpnia 2017 r.: już 1 listopada 2017 r. (a więc w dwa miesiące po zdarzeniu) opublikowano jawne raporty na temat przyczyn kolizji, we wrześniu 2017 r. podpisano ze stocznią w Yokosuka umowę na naprawę okrętu, a sam okręt dostarczono do Yokosuka na początku grudnia 2017 r.;

* Dopiero trwają prace „związane z przygotowaniem postępowania o udzielenie zamówienia publicznego na ww. naprawę awaryjną okrętu”. Nie połączono jednak tej procedury z już uruchomionym postępowaniem (11 marca 2018 r.), którego celem wg. Marynarki Wojennej „ma być dokończenie wszystkich rozpoczętych i niedokończonych napraw”. Zakres prac ma objąć: sprawdzenie, kalibrację i wymianę czujek systemu „ATMOSFERA”, naprawę systemu analizy wodoru MSA, naprawę zbiornika paliwowo-balastowego nr 9 lewej burty, naprawę pomp wirowych chłodzenia mechanizmów typu CN23 oraz NCW40/15 oraz naprawę zaworów powietrznych uzupełniania zapasu powietrza wysokiego ciśnienia WC400.

Marynarka Wojenna zamierza przeprowadzić więc na razie naprawę tylko części systemów, na razie bez usuwania skutków i przyczyny pożaru oraz bez wprowadzania okrętu do służby. Z odpowiedzi na interpelację poselską nr 18058 wynika bowiem, że dopiero po zakończeniu naprawy awaryjnej „planowane jest przeprowadzenie prób morskich naprawionych urządzeń oraz dokonanie weryfikacji sprawności okrętu”. Wskazano tam dodatkowo, że dopiero „po zakończeniu naprawy awaryjnej okręt powróci do służby”. Nie nastąpi to więc na pewno po pracach przeprowadzonych w obecnym postępowaniu uruchomionym przez Komendę Portu Wojennego Gdynia.

Terminu wprowadzenia okrętu podwodnego ORP „Orzeł” do linii nie podano również w odpowiedni na interpelację nr 18058, ponieważ według wiceministra Skurkiewicza „określenie terminu tego powrotu, na obecnym etapie, z uwagi na obowiązujące przepisy dotyczące udzielania zamówień publicznych, jest niemożliwe”.

W ten sposób okres wyłączenia ze służby tej jednostki pływającej przekroczy co najmniej cztery lata, a więc będzie dłuższy o ponad 36 miesięcy od tego, jaki zakładano w momencie rozpoczęcia w czerwcu 2014 „naprawy dokowej oraz wymiany baterii”. Kontrakt na te prace podpisany ze Stocznią Marynarki Wojennej 19 lutego 2014 r. zakładał bowiem, że „całość prac realizowana będzie w dwóch etapach i potrwa do 30 marca 2015 r.”.

W międzyczasie doszło jednak do komplikacji, ponieważ w czasie remontu wyszło wiele innych niesprawności, których liczba zwiększyła się dodatkowo po dwóch wypadkach - w tym po zderzenia z suchym dokiem. Pożar wybuchł więc na okręcie, który nadal nie był wprowadzony do linii. Odpowiedź na interpelację poselską nr 18058 wskazuje, że w najbliższym czasie się to na pewno nie zmieni."

RE: Pożar na pokładzie najmłodszego polskiego okrętu. Nie wiadomo, czy wypłynie znów w morze
2018-03-22 18:58:21

Dobrze, że mamy takie wraki*. Ustawa mówi jasno, że broń należy oddać tzw. sojusznikowi-pomagaczowi w razie "W"

*-ironia i ból patriotyczny

RE: Pożar na pokładzie najmłodszego polskiego okrętu. Nie wiadomo, czy wypłynie znów w morze
2018-03-22 19:51:13

Typowy polski bajzel i brak kompetencji. Nic nowego, bo tak mamy już od jakiś 400 lat. Gdyby było inaczej, to zamiast zaborów bylibyśmy w Europie mocarstwem. Pozostaje nam jedynie wymachiwanie szabelką i wzywanie do krucjaty przeciwko Rosji.

Szarpanie niedźwiedzia za ogon, aby przypodobać się Jankesom, to nasza nowa narodowa tradycja. VIP-y wiedziały co robią kupując za miliardy i bez przetargu samoloty dla siebie, aby zapewne w razie "W" mieć czym uciekać na Zaleszczyki...

RE: Pożar na pokładzie najmłodszego polskiego okrętu. Nie wiadomo, czy wypłynie znów w morze
2018-03-22 23:05:17

Balans, a czy nie tak pisałem kiedy tylko pacjent objawił swoje zamiary względem zakupów tych samolotów, pisałem również że nie będzie żadnych OP ani śmigłowców ,ani nic co jest technologicznie zaawansowane i słowo ciałem się staje.Przyczyny są dwie, brak kasy i druga taka bardziej zasadnicza , nikt z idiotami na poważne tematy i wielkie pieniądze nie będzie rozmawiał po tym co zrobili z kontraktem na śmigłowce.

RE: Pożar na pokładzie najmłodszego polskiego okrętu. Nie wiadomo, czy wypłynie znów w morze
2018-04-11 21:36:34

http://www.defence24.pl/trwa-naprawa-orp-orzel

"Trwa naprawa ORP „Orzeł”

Komenda Portu Wojennego w Gdyni poinformowała o wyborze wykonawców do przeprowadzenia prac naprawczych na okręcie podwodnym ORP „Orzeł”. Prawdopodobnie nie udało się jednak znaleźć firm do wykonania wszystkich niezbędnych robót, przez co ta ważna dla Marynarki Wojennej jednostka pływająca może nadal pozostać niesprawna.

Zadanie naprawy okrętu ORP „Orzeł” podzielono na pięć części, w taki sposób aby poszczególne prace mogły być realizowane przez różne podmioty. Zgodnie z komunikatem opublikowanym na początku kwietnia br. na stronie Komendy Portu Wojennego w Gdyni po otwarciu ofert w dniu 14 marca 2018 r. dokonano wyboru i podpisano umowy z następującymi firmami:
* w dniu 4 kwietnia br. ze spółką SAFE TECH Marian Hoppe Sp.J. z Gdyni, która zaoferowała najniższą kwotę brutto 14.900,00 zł. i uzyskała największą ilość punktów w kryterium cena 100 na wykonanie części I prac: „Sprawdzenie, kalibracja, wymiana czujek systemu ATMOSFERA na ORP Orzeł”;

* w dniu 4 kwietnia br. z firmą JT SHIP SERVICE z Gdyni, która zaoferowała najniższą kwotę brutto 13.800,00 zł. i uzyskała największą ilość punktów w kryterium cena 100 na wykonanie części II prac „Naprawa systemu analizy wodoru MSA”;

* w dniu 5 kwietnia br. z firmą AKWEN SERVICE S.C., C.E z Gdyni, która zaoferowała najniższą kwotę brutto 13.000,00 zł. i uzyskała największą ilość punktów w kryterium cena 100 na wykonanie części III prac „Naprawa zbiornika paliwo – balastowego nr 9 lewej burty”;

* w dniu 5 kwietnia br. z przedsiębiorstwem DROPPEN F.G, z Gdyni, które zaoferowało najniższą kwotę brutto 12.500,00 zł. i uzyskało największą ilość punktów w kryterium cena 100 na wykonanie części V prac „Napawa zaworów powietrznych uzupełniania zapasu powietrza wysokiego ciśnienia WC400”;

Czego prawdopodobnie nie uda się na razie naprawić?

Zrealizowanie w/w napraw i kalibracji nie oznacza wcale, że okręt podwodny ORP „Orzeł” będzie sprawny. Komenda Portu Wojennego nie ujawniła bowiem wykonawcy części IV prac, dotyczącej: „Naprawy pomp wirowych chłodzenia mechanizmów typu CN23 oraz NCW40/15”. Może to oznaczać, że do tego zadania nie zgłosił się żaden podmiot nie podlegający odrzuceniu.

Nie powinno to zresztą nikogo dziwić, ponieważ w części IV prac chodzi o naprawę urządzeń wyprodukowanych w Związku Radzieckim z datą produkcji 1983 r. Naprawa miała bowiem objąć:

* Agregat pompowy CN-23 SBII (składający się z pompy wirowej CN-23 i silnika elektrycznego prądu stałego typu PSM 7M-M4), w którym stwierdzono zaniżoną wydajność i drgania wibracyjne;

* Agregat pompowy CN-23 SBV (składający się z pompy wirowej CN-23 i silnika elektrycznego prądu stałego typu PSM 7M-M4), w którym stwierdzono zaniżoną wydajność oraz nieprawidłową pracę wału pompy;

* Agregat pompowy NCW 40/15 (z pompą wirową CN-23), w którym stwierdzono konieczność określenia szczelności pompy;

Dla porównania w części I prac chodziło o sprawdzenie systemu ATMOSFERA z 2001 r, natomiast w części II prac o naprawę systemu analizy wodoru MSA z 2015 r. Dodatkowo w zakresie robót zamówionych przez Komendę Portu Wojennego nie ma prawdopodobnie usunięcia skutków pożaru, do jakiego doszło ona okręcie 27 września 2017 r. Nie wiadomo też nic na temat formalnego zakończenia robót stoczniowych, które z przerwami trwały w Stoczni Marynarki Wojennej od czerwca 2014 r."

RE: Pożar na pokładzie najmłodszego polskiego okrętu. Nie wiadomo, czy wypłynie znów w morze
2018-09-26 12:04:33

http://wiadomosci.gazeta.pl/...3,23950498,rozbity-nadpalony-i-nie-do-konca-naprawiony-duma-floty-spedzila.html

"Obity, nadpalony. ORP Orzeł spędził już pięć lat na naprawach i nie wiadomo, czy jest sprawny

ORP Orzeł, teoretycznie jeden z najgroźniejszych polskich okrętów, od pięciu lat znajduje się w niekończących się naprawach. Miały być krótsze, ale po drodze został mocno obity, nadpalony i po prostu się zestarzał. Teraz wreszcie znów pływa, ale nie jest jasne na ile jest sprawny. Od wielu miesięcy nie udaje się znaleźć chętnych na sprawdzenie i naprawienie ważnych systemów okrętu.

ORP Orzeł trafił do stoczni na remont pod koniec 2013 roku. Wówczas skończyła się normalna służba okrętu. Przerwa miała trwać dwa lata, ale ORP Orzeł ponownie wyszedł z portu dopiero w czerwcu 2018 roku i to tylko na chwilę na paradę. Dopiero teraz pojawia się coraz więcej zdjęć okrętu pływającego po Zatoce Gdańskiej, wskazujących na to, iż po prawie pięciu latach coś drgnęło w jego sprawie.

Potwierdza to w rozmowie z Gazeta.pl rzecznik prasowy 3.Flotylli Okrętów, komandor podporucznik Radosław Pioch. Okręt i załoga miały zaliczyć tak zwane zadanie O1, oznaczające przygotowanie do wyjścia z bazy. - Obecny stan techniczny pozwala na wyjście okrętu na morze i przygotowanie załogi do szkolenia oraz realizacji zadań - odpowiada na pytanie o stan ORP Orzeł.

Bezpieczny, ale czy sprawny?

Nie jest jednak jasne, na ile okręt rzeczywiście jest sprawny i gotowy do ewentualnej walki. - Żeby okręt wyszedł w morze, muszą być spełnione odpowiednie procedury bezpieczeństwa. Nikt w MW by nie ryzykował robienia tego bez odpowiednich certyfikatów - mówi Tomasz Grotnik, redaktor naczelny miesięcznika "Morze".

Finalnym sprawdzianem jest zaliczenie zadania O2, co oznacza, że okręt jest gotowy do walki. - Do tego muszą być jednak sprawne wszystkie systemy - zaznacza redaktor naczelny magazynu "Morze".

Tymczasem zajmująca się obsługą okrętów Komenda Portu Wojennego w Gdyni nie jest w stanie od dawna znaleźć chętnych, którzy zajęliby się między innymi systemami hydroakustycznymi (bardzo ważne "uszy" okrętu podwodnego, bez których jest bezwartościowy na polu walki), peryskopami ("oczy" zanurzonego okrętu) i częścią instalacji elektrycznej, uszkodzonej w ubiegłym roku w pożarze.

Kmdr ppor. Pioch zapewnia, że przetargi na zajęcie się wszystkimi tymi systemami mają na celu "weryfikację stanu technicznego", czyli potocznie mówiąc przegląd. Jednak w dokumentach przetargowych w wielu miejscach pojawia się słowo "naprawa" a w niektórych wprost są wymieniane usterki, którymi trzeba się zająć.

Uszy do naprawy

Największym postępowaniem jest to, które ma na celu znalezienie firmy chętnej do zajęcia się systemami hydroakustycznymi.

Naprawa kompleksu hydroakustycznego MGK-400, stacji hydroakustycznej do poszukiwania min MG-519 i stacji hydrolokacyjnej do pomiaru kawitacji MG-512 zamontowanych na ORP ORZEŁ

Przetarg ogłoszono na początku czerwca. Początkowo zainteresowanie wyraziły trzy firmy/konsorcja (formalnie pozostają anonimowe), które zadawały szereg pytań wojskowym. Wynika z nich między innymi, że częścią prac ma być wymontowanie serca systemu MGK-400, czyli tak zwanych przetworników. Marynarka chciała wykonania prac do końca listopada 2019 roku.

Obie te informacje pozwalają się domyślać, że chodzi o dość zaawansowane prace. Szczegóły są jednak niejawne i miały zostać ujawnione dopiero wybranej firmie. Najpewniej wynika to z tajnego charakteru możliwości systemów hydroakustycznych. Wojsko odrzuciło między innymi jedną prośbę o wgląd do dokumentacji technicznej, choć firma zapewniała, iż ma osobę z odpowiednimi pozwoleniami.

Ostatecznie wszyscy trzej oferenci wycofali się, choć wcześniej niektórzy z nich zapewniali o wielkiej chęci wykonania zlecenia i prosili o dodatkowy czas na przygotowanie dokumentów. Przetarg unieważniono na początku września. Jak mówi nam anonimowo przedstawiciel jednej z nich, podstawowym problemem był w ich ocenie nierealistyczne terminy stawiane przez wojsko.

Na stronie Komendy nie ma informacji o kolejnym przetargu.

Oczy do naprawy

Znaleźć firmę do zajęcia się peryskopami Komenda próbowała już cztery razy w tym roku. Wszystkie postępowania skończyły się tym samym – anulowanie z powodu braku ofert nie podlegających odrzuceniu. Ostatni raz na początku września.

Naprawa peryskopów PZKG-11 – 2  szt. na ORP Orzeł

Jak wynika z dokumentów przetargowych, oba peryskopy miały zostać wymontowane z okrętu i zbadane. Zwłaszcza pod kątem trzech konkretnych usterek: przeciekania, wibrowania i problemów z mechanizmem obracania. Następnie bez ich usuwania oba peryskopy miały zostać zamontowane ponownie. W dokumentach zastrzeżono, że naprawy mogą zostać zlecone dodatkowo. Wszystkie prace miały zostać przeprowadzone w okresie od końca września do początku listopada.

Na stronie Komendy nie ma słowa o kolejnym przetargu.

Elektryka do odbudowy

Ostatnim z nierozstrzygniętych postępowań jest to, które ma na celu naprawę szkód powstałych w wyniku pożaru pod koniec 2017 roku. Zapaliły się wówczas elementy układu elektrycznego odpowiadającego za ładowanie wielkich baterii okrętu. Pożar szybko ugaszono i jak zapewnia wojsko, nie wyrządził większych szkód. Z przetargów ogłoszonych i zleconych przez Komendę wynika, że trzeba było oczyścić z sadzy przedział nr. V i znajdujące się w nim urządzenia oraz go odmalować. Zlecono też zbadanie stanu całej elektroniki i elektryki w przedziale.

Po zakończeniu tych prac rozpisano jeszcze zimą 2018 roku przetarg na wymianę części systemu elektrycznego służącego do zasilania okrętu i ładowania baterii. Konieczne jest między innymi wykonanie od podstaw kilku części.

Naprawa gniazd i kabli do zasilania okrętu podwodnego typu 877E ORP ORZEŁ

Pierwsze postępowanie zakończyło się unieważnieniem w marcu przez brak ofert nie podlegających odrzuceniu. Tak samo skończyła się druga próba w kwietniu. Na stronie Komendy nie ma informacji o kolejnym podejściu.

Przynajmniej można ćwiczyć

Biorąc pod uwagę fakt, że nie udało się rozstrzygnąć tych trzech przetargów, można mieć wątpliwości co do sprawności ORP Orzeł. Ma być dość bezpieczny, aby wychodził z bazy i służył do szkolenia, ale czy jest zdolny do walki?

Sama możliwość ćwiczenia załogi na morzu jest przy tym bardzo ważna. Prawie pięć lat przerwy w normalnej służbie to bardzo długi okres. - Załoga mogła przez te pięć lat pływać na innych okrętach podwodnych i podtrzymywać część nawyków na przykład z zakresu nawigacji czy łączności. Jednak choćby system uzbrojenia na ORP Orzeł jest zupełnie inny od tego na jednostkach typu Kobben - zaznacza Grotnik. Oznacza to, że marynarze muszą sporo sobie przypomnieć i ponownie przećwiczyć. O ile jeszcze służą. W okresie postoju w stoczni zmienił się między innymi dowódca ORP Orzeł.

Konieczność przeprowadzenia prac opisanych w nieudanych przetargach i konieczność przeszkolenia załogi oznacza, że może minąć jeszcze dużo czasu, zanim okręt będzie naprawdę sprawny do walki. Tymczasem ORP Orzeł nieubłaganie zbliża się do wieku emerytalnego. Ma już 33 lata i nigdy nie przeszedł modernizacji. Reprezentuje poziom radzieckiej technologii wczesnych lat 80. - Nie ma co ukrywać, że jest to okręt stary i awarie są nieuniknione - mówi Grotnik.

Dodatkowo ORP Orzeł ma pecha. Poza wspomnianym pożarem, podczas pierwszej fazy remontu w Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni, doszło do poważnego wypadku. Okręt zderzył się z dokiem pływającym i odniósł uszkodzenia. Stocznia i Marynarka przerzucały się odpowiedzialnością, ale stanęło na kontrakcie dla stoczni wartym pół miliona złotych na usunięcie uszkodzeń.

Flota podwodna w stanie zawałowym

Pomimo tego wszystkiego ORP Orzeł formalnie jest najsilniejszym polskim okrętem podwodnym. W służbie są jeszcze dwie eks-norweskie jednostki typu Kobben, ale mają już po ponad pół wieku i w najbliższych latach przeznaczone do wycofania. Reprezentują symboliczny potencjał bojowy.

Tymczasem o następcach słuch zaginął. Formalnie MON pracuje nad programem Orka, czyli zakupem trzech nowych okrętów podwodnych. Pod koniec 2017 ówczesny minister Antoni Macierewicz zapewniał, że do końca roku zapadną kluczowe decyzje w tej sprawie. Jednak po przejęciu MON przez Mariusza Błaszczaka słuch po programie Orka zaginął. Oficjalnie trwają "analizy" a nowe okręty mają być gdzieś w połowie przyszłej dekady. Kiedy mogą zapaść konkretne decyzje nie wiadomo.

Polska flota podwodna jest więc na progu zawału lub wręcz w zawale. Jeden stary okręt o wątpliwej sprawności, dwa bardzo stare dożywające swoich dni. Następcy w fazie analiz."

RE: Pożar na pokładzie najmłodszego polskiego okrętu. Nie wiadomo, czy wypłynie znów w morze
2018-09-27 08:37:55

Dwa tygodnie temu widziałem ORP "Orzeł" w próbach(12-14.09.2018). Manewrował po redzie Gdyni.

RE: Pożar na pokładzie najmłodszego polskiego okrętu. Nie wiadomo, czy wypłynie znów w morze
2018-09-27 08:43:08

Coś jednak się dzieje skoro pływa samodzielnie.

RE: Pożar na pokładzie najmłodszego polskiego okrętu. Nie wiadomo, czy wypłynie znów w morze
2018-09-27 20:27:30

Skoro "Orzeł" jest w stanie samodzielnie pływać po powierzchni, to teraz wystarczy zamontować na nim zbity z desek podest - lądowisko dla śmigłowca. I tak spełni się sen szalonego Antoniego o "podwodnym lotniskowcu"...

Aby odpowiedzieć musisz się zalogować.








0.010
Ta witryna korzysta z plików cookie. Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej o plikach cookie i zarządzaniu ich ustawieniami.