Logo
   ODKRYWCA - Strona główna
Login: Hasło:
Jeżeli zapomniałeś hasła kliknij tutaj  
Forum: Wojny Światowe
 
[*] Powrót do głównej strony tego forum

- ikonki przy nicku oznaczają ilość ostrzeżeń które otrzymał użytkownik (czerwona oznacza blokadę logowania w serwisie)
Temat: Kto napisał: Dodano: 
Wrzesień 1939 w Toruniu
2009-09-06 11:27:09

1 września 1939 r. w naszym mieście

Krzysztof Kalinowski*2009-09-01, ostatnia aktualizacja 2009-09-01 10:55

Do naszego miasta druga wojna światowa dotarła 1 września o godz. 13.07. Niemiecka Pierwsza Flota Powietrzna rozpoczęła nalot pasów startowych 4. Pułku Lotniczego

Wszystkim wiadomo, że druga wojna światowa rozpoczęła się w Gdańsku 1 września 1939 r. o godz. 4.45, kiedy to niemiecki pancernik "Schleswig-Holstein" otworzył ogień w kierunku polskiej składnicy wojskowej na Westerplatte. Niewielu jednak pamięta i wie, kiedy wojna zaczęła się w naszym mieście. W Toruniu jej początkiem był nalot o godz. 13.07 niemieckiej Pierwszej Floty Powietrznej na pola i pasy startowe 4. Pułku Lotniczego. Zacznijmy jednak od początku.

1 września 1939 r. Piątek. O wydarzeniach w Gdańsku dowiedziało się jako pierwsze dowództwo Armii "Pomorze" i tuż przed piątą rano zarządziło alarm dla lotnictwa, gdyż - jak sądzono - atak na miasto mógł nastąpić tylko z powietrza. Na lądzie sytuacja była kontrolowana, a ruchy wojsk niemieckich odbywały się na razie z dala od Torunia i zupełnie nie zagrażały miastu. Ogłoszony alarm postawił na nogi całą załogę 4. Pułku Lotniczego. Poranne zachmurzenie i mgła nie sprzyjały lotom, toteż słusznie zakładano, że żaden zaskakujący atak z powietrza nie nastąpi. Cisza panująca w przestworzach spowodowała, że alarm po godzinie odwołano.

eśli chodzi o cywilnych mieszkańców Torunia, to wybuch wojny nie był dla nich czymś zaskakującym czy przerażającym. Sądzono bowiem, że będzie ona miała przebieg jak pierwsza wojna światowa, a jej ustabilizowane fronty pozwolą względnie normalnie żyć i pracować na tyłach. Dlatego też 1 września, normalnie, jak co dzień, na trasy wyjechały wszystkie toruńskie tramwaje, otworzono prawie wszystkie sklepy, w większości zakładów podjęto normalną pracę, a dzieci o godz. 8 poszły do szkoły.

Nieco większy ruch panował na dworcach, gdyż obok zwykłych cywili, dużą część podróżnych stanowili rezerwiści starający się dotrzeć do swoich miejsc powołania. Na ulicach dało się zauważyć nieco większy niż zwykle ruch samochodów wojskowych, spowodowany bezustannie zmieniającą się sytuacją. Odbył się także cotygodniowy piątkowy targ, który jednak w obawie przed nalotami, przeniesiony został ze Starego Rynku "na przestrzeń otwartą", tj. dzisiejszy pl. Teatralny. Urzędy państwowe pracowały też w miarę normalnie. Zebrał się nawet jak co roku Wojewódzki Komitet Pomocy Zimowej, który jednak ze względu na wybuch wojny, postanowił przekształcić się w organizację stałą o bardziej ogólnym charakterze przyjmując nazwę Wojewódzki Komitet Samopomocy Społecznej.

Porządek i w miarę normalne życie zawdzięczał Toruń zdecydowanej postawie wojska i policji, które nie pozwalały, by w mieście na większą skalę dochodziło do aktów rozboju, dywersji i sabotażu. Prewencyjnie aresztowano Niemców podejrzanych o szpiegostwo lub przynależność do V Kolumny. Żadnych lądowych działań wojskowych na terenie Torunia i jego najbliższej okolicy, w pierwszym dniu wojny, nie odnotowano. Inaczej było w powietrzu.

Po alarmie odwołanym o godz. 6 start pierwszego polskiego samolotu nastąpił dopiero o godz. 7.12, a więc prawie dwie i pół godziny po wybuchu wojny. W powietrze wzbiła się część samolotów ("Karasie") 41. Eskadry Liniowej skierowanych do obrony Warszawy. Kolejny start nastąpił o godz. 8, kiedy to na zwiad wysłano samolot z zadaniami rozpoznania stanu mostów na Dolnej Wiśle. Po dotarciu do Tczewa i stwierdzeniu, że oba mosty są tam wysadzone, samolot zawrócił i bezpiecznie wylądował w Toruniu. Po nim o godz. 9 w niebo wzbiły się dwa kolejne "Karasie" z zadaniem ocenienia sytuacji; jeden - okolic Nakła, drugi - granicy z Prusami Wschodnimi.

Meldunki, które po powrocie złożyli piloci, były dla dowództwa Armii "Pomorze" wielce niepokojące, bowiem "Blitzkrieg" był naprawdę szybki. "Wojna błyskawiczna", ze swoim niespotykanym dotąd tempem przemieszczania wojsk, wymusiła na polskim dowództwie bezustanne prowadzenie rozeznania, które jednak szybko się załamało, gdyż na toruńskim niebie coraz częściej pojawiały się samoloty z czarnymi krzyżami. Mimo tego na następny lot zwiadowczy o godz. 9.30 wysłano kolejny samolot z zadaniem rozpoznania szybko poruszającej się kolumny pancernej po drodze z Debrzna do Koronowa.

Pierwszy nalot Luftwaffe na lotnisko 4. Pułku nastąpił tuż po godz. 13 i całkowicie zaskoczył obronę, ponieważ nastąpił z południa. Żołnierze pełniący służbę nawet nie wszczęli alarmu, gdyż sądzili, że z tego kierunku nadlatują polskie samoloty. Trwający 20 minut nalot spowodował śmierć siedmiu ludzi, ranił zaś 30. Zniszczeniu uległy tylko budynki i hangary, a strat wśród samolotów, o dziwo, nie było. Po nalocie natychmiast je rozproszono i starannie zamaskowano. Drugi nalot rozpoczął się godzinę później. Tym razem Polacy nie dali się zaskoczyć i na czas poderwali w powietrze samoloty mające bronić lotniska. Podniebne starcie, bez strat po obu stronach, zostało nierozstrzygnięte i zakończyło się o godz. 14.40 (niektóre źródła traktują te dwa naloty jako jeden).

Kolejny atak bombowców osłanianych przez "Messerschmitty" nastąpił o godz. 17. Formacja została w porę zauważona, lecz pułap, na jakim leciała, nie pozwolił na jej ostrzał. Większość zrzuconych bomb spadła na pola i pasy startowe. Bilans: trzech zabitych, 15 rannych. W czasie nalotu zbombardowano też dworzec Toruń-Mokre (dziś Wschodni), lecz straty tam wyrządzone były niewielkie. Leje wytworzone przez bomby nie przeszkodziły polskim samolotom w startach i zaraz po nalocie wzbiły się dwa kolejne samoloty zwiadowcze mające rozpoznać sytuację; jeden - okolic Nakła, drugi - Grudziądza i Brodnicy. Oba te loty były pechowe. Pierwszy zakończył się omyłkowym zestrzeleniem przez polską piechotę, drugi - zmuszeniem przez niemieckiego "Darniera" do lądowania na kartoflisku pod Brodnicą.

Z meldunków, które w dniu dotarły do dowództwa, wynikało, że nad Toruniem zestrzelono wtedy trzy niemieckie samoloty, a dwa uszkodzono. Jedną z maszyn zestrzelił ppor. Stanisław Skalski, przyszły as polskiego lotnictwa.

Tak minął w Toruniu pierwszy dzień wojny. Jak z tego widać, wojna toczyła się wtedy tylko w powietrzu, i to poza obszarem zabudowanym. W centrum było spokojnie, a jedyną oznaką trwającej już wojny były tablice z informacjami o asortymencie i jego cenach, jakie zobowiązany był wystawić w swym oknie wystawowym każdy sklepikarz.

* Krzysztof Kalinowski - konserwator dzieł sztuki, miłośnik historii Pomorza

gazeta.pl



Post został zmieniony ostatnio przez moderatora pomsee 11:29 06-09-2009

 Linki sponsorowane
RE: Wrzesień 1939 w Toruniu
2009-09-06 11:30:46

2 września w Toruniu - rodzi się panika

Krzysztof Kalinowski*2009-09-02, ostatnia aktualizacja 2009-09-01 19:41

W sobotę 2 września 1939 r. Toruń z minuty na minutę zapełniał się coraz większą liczbą uciekinierów i żołnierzy z rozbitych oddziałów, stanowiących coraz większy problem dla miasta

Drugi dzień wojny przyniósł całkowitą zmianę nastrojów, bowiem już w nocy zaczęli napływać do Torunia pierwsi żołnierze z rozbitych oddziałów, a wieści, jakie przynosili, były zatrważające. W nocy utracono też łączność z większością jednostek działających w tzw. "korytarzu", dlatego wcześnie rano z toruńskiego lotniska wystartowały dwa samoloty RWD, mające nawiązać kontakt z oddziałami otoczonymi w Borach Tucholskich i rozpoznać sytuację wzdłuż granicy z Prusami Wschodnimi. Oba zaraz po starcie zostały zestrzelone, wobec czego dowództwo wysłało w te rejony o godz. 9.40 kolejny samolot, który też tego zadania nie wykonał, gdyż pod Jabłonowem "Karasia" zestrzeliła omyłkowo polska obrona przeciwlotnicza. Załoga samolotu uratowała się skacząc z płonącego samolotu na spadochronach. Inny "Karaś" w tym samym czasie wyleciał na patrol w rejon Nakła i przepadł bez wieści.

Nie mając żadnych wiadomości z tych kierunków, dowództwo wysłało po południu kolejny samolot z tym samym zadaniem, który tym razem szczęśliwie powrócił. Jak się później okazało, było to ostatnie lądowanie polskiego samolotu na toruńskim lotnisku 4. Pułku, gdyż raport złożony przez załogę zmusił dowództwo do wydania rozkazu natychmiastowego startu reszty sprawnych jeszcze maszyn. Chwilę później część z nich odleciała do Zdun, a część na polowe podtoruńskie lotnisko "Katarzynka". Podjęto też decyzję o ewakuacji VIII Dowództwa Okręgu Korpusu (DOK), w związku z czym zaczęto przygotowywać tabory do wywozu broni, amunicji, cenniejszego sprzętu i kancelarii, z której wyciągnięto wszystkie tajne akta wojskowe, by je zniszczyć. Tego dnia odbyła się też ostatnia odprawa w DOK. Prowadził ją dowódca gen. Michał Karaszewicz-Tokarzewski. Omawiano przygotowania do działań konspiracyjnych na terenie Pomorza, opuszczonego przez regularne oddziały Wojska Polskiego.

Po południu 2 września Niemcy panowali już na pomorskim niebie, choć Polacy nie byli tu jeszcze całkowicie pokonani. Około godz. 15 niemieckie myśliwce, stwierdziwszy wzmożony ruch na liniach kolejowych, zaczęły ostrzeliwać z działek pokładowych wszystkie pociągi w rejonie Torunia. Do historii przeszła bitwa pod Chełmżą, kiedy to z polskich eszelonów zatrzymanych przed miastem otworzono ogień do nadlatujących messerschmittów. W trakcie tej walki zestrzelono podobno aż 7 samolotów wroga. Wydaje się być to mało prawdopodobne, bowiem bałagan, jaki już wtedy panował, nie pozwolił na rzetelną weryfikację i pełne udokumentowanie ich zestrzelenia. Pewnym natomiast jest, że ppor. Stanisław Skalski zestrzelił dwa kolejne samoloty wroga pod Fordonem, za który to wyczyn otrzymał pochwałę.

Na wieść o ewakuacji DOK, wśród ludności cywilnej spotęgowały się nastroje niepewności i zwątpienia. Coraz więcej polskich rodzin pośpiesznie opuszczało miasto. Urzędy państwowe podjęły też decyzję o częściowej ewakuacji. Policja starała się wypełniać swoje obowiązki, ale oznaki rodzącej się paniki pojawiły się także w jej szeregach, bowiem nad Toruniem coraz częściej pojawiały się niemieckie samoloty. W działaniach naziemnych sytuacja była tragiczna, żeby ją zrozumieć, konieczna jest mała dygresja. Cały obszar II Rzeczypospolitej podzielony był na 10 okręgów wojskowych. Województwo pomorskie otrzymało nr VIII, z siedzibą dowództwa w Toruniu. W czasie pokoju stacjonowało tu 9 formacji: 4., 15. i 16. Dywizja Piechoty, 4 brygady (3 Obrony Narodowej i 1 Kawalerii) i 2 pułki (Lotniczy i Artylerii). Po wybuchu wojny dołączyły do nich 2 (kresowe) Dywizje Piechoty - 9. i 27. Całe to ugrupowanie na wypadek wojny miało wypełnić 3 zadania: powstrzymać atak Niemców wychodzący z Prus Wschodnich na Toruń i z Rzeszy oraz Wolnego Miasta Gdańsk na Bydgoszcz; nie dopuścić do połączenia wojsk niemieckich wysłanych z Rzeszy i Prus Wschodnich, a rozdzielonych Wisłą; bronić jak najdłużej Torunia i Bydgoszczy jako punktów ostatniego oporu.

O tak szybkiej klęsce Armii "Pomorze" zadecydowały dwa czynniki - geograficzny i taktyczny. Województwo Pomorskie "wciśnięte" było pomiędzy Rzeszę a Prusy Wschodnie i od razu dostało się w "dwa ognie". Obszar VIII DOK był też w sposób naturalny podzielony przez Wisłę na dwa teatry wojny. Wschodni z Toruniem, którym dowodził gen. Mikołaj Bałtuć, i (większy) zachodni z Bydgoszczą, którego dowódcą był gen. Władysław Bortnowski. Łączyły je tylko cztery mosty, które szybko uległy zniszczeniu. Drugi czynnik - taktyczny - był nie mniej ważny, ponieważ Wojsko Polskie było zupełnie nieprzygotowane na "Blitzkrieg", gdyż po raz pierwszy zetknęło się z czymś takim jak "błyskawiczna wojna". Krótko mówiąc, była to wojna z zaskoczenia.

Tak więc fatalne warunki geograficzne i nieznajomość nowej taktyki praktycznie już pierwszego dnia zaważyły na losach wojny obronnej. Drugiego dnia wycofująca się z "korytarza" Armia "Pomorze" była już w praktyce całkowicie rozbita. Wszyscy kierowali się na Toruń - stolicę województwa, siedzibę dowództwa armii i najważniejszy węzeł komunikacyjny, z którego poprzez Włocławek i Kutno ewakuowali się w kierunku Warszawy. Tego dnia Toruń z minuty na minutę zapełniał się coraz większą liczbą uciekinierów i żołnierzy z rozbitych oddziałów, stanowiących coraz większy problem dla miasta.

Jako ciekawostkę można przytoczyć fakt, że w tym dniu szczególną uwagę niemieckich lotników przyciągnął charakterystyczny kształt masztu toruńskiej radiostacji, który stał się dla nich celem. Jego "ażurowa" konstrukcja uchroniła go jednak przed zniszczeniem. Niemcy dokładnie wiedzieli, że toruńska rozgłośnia jest drugą - zaraz po Raszynie (120 kW) - o największej mocy (24 kW) w Polsce. Wystarczyło zatem pozbawić ją tylko masztu, by stała się bezużyteczną, nie niszcząc przy tym całej infrastruktury (aparatury).

* Krzysztof Kalinowski - konserwator dzieł sztuki, miłośnik historii Pomorza, od wtorku przybliża w "Gazecie" pierwsze dni II wojny światowej w naszym mieście

Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń



Post został zmieniony ostatnio przez moderatora pomsee 11:32 06-09-2009

RE: Wrzesień 1939 w Toruniu
2009-09-06 11:34:38

3 września 1939 r. - wojenna niedziela

Krzysztof Kalinowski*2009-09-03, ostatnia aktualizacja 2009-09-03 13:01

W kościołach poranne msze święte odbyły się jeszcze normalnie, jednak ostatnie popołudniowe nabożeństwo w zborze ewangelickim odprawiono podczas nalotu bombowego na Dworzec Miasto

W pogodny, ciepły niedzielny poranek, na toruńskim lotnisku 4. Pułku Lotniczego niespodziewanie wylądowało kilka polskich samolotów typu Lublin R - XIII D z 46. Eskadry Towarzyszącej. Piloci zupełnie nie orientowali się w sytuacji, gdyż wylądowali w "niebronionym miejscu" i natychmiast otrzymali rozkaz udania się na podtoruńskie lotnisko polowe Katarzynka.

Całkowicie rozbita Armia Pomorze nie przedstawiała już żadnej wartości bojowej, a tym samym nie gwarantowała Toruniowi żadnego bezpieczeństwa. W każdej chwili, na przedpolach miasta należało spodziewać się Niemców, dlatego też uznano, że lotnisko Katarzynka leżące na prawym brzegu Wisły jest również zagrożone, wobec czego jeszcze przed południem postanowiono, by część samolotów poleciała w bardziej bezpieczne miejsce znajdujące się na toruńskim poligonie. Lotnisko polowe na lewobrzeżnym Podgórzu w pobliżu tzw. Drogi Popiołowej wydawało się miejscem całkowicie bezpiecznym i dlatego stało się punktem zbiorczym dla wszystkich jeszcze walczących na Pomorzu samolotów, o czym większość pilotów nie wiedziała.

Przed południem 3 września wielu toruńczyków wierzyło ciągle w możliwość odparcia Niemców, bowiem miasto obiegły niesprawdzone wiadomości o lądowaniu w Gdańsku 200 angielskich samolotów. Związane to było z prawdziwą wiadomością, mówiącą o przystąpieniu Anglii i Francji do wojny z Niemcami. Wierzono też, że alianci zbombardowali Nadrenię i ważniejsze niemieckie ośrodki przemysłowe. Jednak popołudniowy nieudany nalot na Dworzec Miasto i oba toruńskie mosty poddał w wątpliwość prawdziwość tych informacji i nadzieję na skuteczne powstrzymanie wroga. Dla mieszkańców Torunia coraz bardziej realnym stawało się przeświadczenie, że miasto niebawem przejdzie pod okupację niemiecką. Gdy Toruń obiegła wiadomość, że wojsko przygotowuje się do wysadzenia obu mostów, w mieście wybuchła panika. Podjęto też decyzję o natychmiastowym opuszczeniu miasta przez urzędy państwowe i policję oraz ewakuację szpitali. Wydano też rozkazy o wycofaniu wszystkich żołnierzy na lewy brzeg Wisły.

W kościołach poranne msze święte odbyły się jeszcze normalnie, jednak ostatnie popołudniowe nabożeństwo w zborze ewangelickim odprawiono podczas nalotu bombowego na Dworzec Miasto. Mimo poważnego zagrożenia, mszy nie przerwano.

Tego dnia z Pomorskiej Rozgłośni Polskiego Radia w Toruniu po raz ostatni w eter poleciały słowa komunikatów wojennych retransmitowane z Warszawy. Dyrektor Bohdan Pawłowicz był drugim i zarazem ostatnim gospodarzem toruńskiej rozgłośni, która zamilkła dla Polaków na 6 lat.

Do miasta ciągle napływali żołnierze z rozbitych polskich oddziałów. Ich niskie morale wynikłe z poniesionej klęski i rozgoryczenie połączone ze wściekłością wywierało wpływ na otoczenie, toteż bezzwłocznie kierowano ich na Podgórz, gdzie w tamtejszych fortach przywrócono im równowagę i powtórnie formowano z nich oddziały wojskowe. Po krótkim odpoczynku, nakarmieniu i uzupełnieniu ekwipunku kierowano ich na Włocławek, Kutno, Sochaczew, do Warszawy. Towarzyszyli im toruńczycy opuszczający miasto, którzy dźwigali ze sobą część pozostawionego dobytku. "Słowo Pomorskie" donosiło "... strach przed śmiercią, strach przed okupacją niemiecką sprawił, że częściowa ewakuacja Torunia odbyła się w atmosferze bardzo niezdrowej psychozy". Większa część żołnierzy i uciekinierów nigdy nie dotarła do stolicy, bowiem pod Sochaczewem dostali się w okrążenie, z którego niewielu udało się wyjść.

Jako ciekawostkę można przytoczyć fakt, że w nocy z 3 na 4 września z Torunia do Aleksandrowa Kujawskiego wyruszyła kolumna internowanych Niemców, której dowódcą był kpt. Jan Drzewiecki. Konwój liczący 540 (inne źródła podają, że było ich ponad 1000) Niemców eskortowany był przez 240... uczniów szkół toruńskich, którzy ukończyli hufce Przysposobienia Wojskowego.

Wymarsz tego konwoju skończył trzeci dzień wojny w Toruniu.

* Krzysztof Kalinowski jest konserwatorem dzieł sztuki, miłośnikiem historii Pomorza. Od wtorku przybliża w "Gazecie" pierwsze dni II wojny światowej w naszym mieście

Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń



Post został zmieniony ostatnio przez moderatora pomsee 11:35 06-09-2009

RE: Wrzesień 1939 w Toruniu
2009-09-06 11:39:30

Toruński 4 września 1939 r. - ciosy z nieba

2009-09-04, ostatnia aktualizacja 2009-09-03 15:53

Widok miasta był przerażający. Plądrowane sklepy, okna i drzwi pozabijane deskami, zaśmiecone wyludnione ulice, porzucone tramwaje, z rzadka pojawiający się wóz konny lub samochód wojskowy - o poniedziałku, czwartym dniu wojny w Toruniu

Tego dnia rano, toruńska obrona przeciwlotnicza została poważnie osłabiona, ponieważ swoje stanowiska opuścił Samodzielny Pluton Artylerii Przeciwlotniczej, który udał się do Włocławka. Cel: wzmocnienie obrony tamtejszego mostu. Ponadto toruńskie lotnisko polowe "Katarzynka" opuściły wszystkie sprawne jeszcze samoloty. Tego dnia doszło też w okolicach Torunia do kolejnych znaczących walk powietrznych.

Na toruńskim niebie pojawił się niemiecki dywizjon 21 Pułku Myśliwskiego, któremu jako zadanie bojowe wyznaczono ataki na linię kolejową i szosy prowadzące z Grudziądza, którymi wycofywały się niedobitki Wojsk Polskich. Ataki myśliwców były tu bardzo częste, a bombowce niemieckie pomiędzy g. 8.30, a 10.22 dokonały szeregu nalotów na pociągi pokonujące trasę między Grudziądzem, a Toruniem.

Dla wzmożenia nalotów w tym rejonie, Niemcy skierowali tu dodatkowo dywizjon 2 Szkolnego Pułku Myśliwskiego, którego zadaniem była osłona bombowców dokonujących nalotów na linię kolejową i drogę prowadzącą z Torunia do Włocławka. Tego dnia dywizjon ten między 12.03 a 13.05 osłaniał 29 bombowców, które atakowały pociągi poruszające się na tej trasie. Do najbardziej znanego ataku doszło pod Nieszawą - do historii miasta przeszedł pod nazwą "Bitwa pod Nieszawą". Wydarzenie to upamiętnia pomnik postawiony na peronie tamtejszego dworca. Dywizjon ten brał też udział w bardzo krótkiej, ale zaliczanej do największych z bitew przeprowadzonych na pomorskim niebie.

Do trwającego zaledwie siedem minut starcia doszło pod Poczałkowem - na zachód od Ciechocinka. Ta największa bitwa powietrzna samolotów stacjonujących na lotnisku polowym w okolicy Poczałkowa rozegrała się pomiędzy 12.18 a 12.25. W jej trakcie Polacy strącili trzy samoloty bombowe i jeden myśliwiec przy stracie jednego własnego (P-11C kpt. pil. Mirosław Leśniewski, zestrzelił Messerschmitta Bf109, zmarł od poparzeń w szpitalu). Trzeba też zwrócić uwagę na to, że polscy lotnicy wykazali się w tej bitwie wielkim bohaterstwem i determinacją, gdyż 8 samolotów z biało-czerwoną szachownicą zaatakowało szyk niemiecki złożony z 18 myśliwców i 29 bombowców, które też mają możliwość obrony i ataku. Niemcy atakowali również drogę Toruń - Lipno - Warszawa, którą posuwały się kolumny wycofujących się wojsk polskich.

Tego dnia Toruń przedstawiał przerażający widok. Splądrowane sklepy, okna i drzwi pozabijane deskami, zaśmiecone wyludnione ulice, porzucone tramwaje, z rzadka pojawiający się wóz konny lub samochód wojskowy - oto widok, jaki tego dnia panował w 55-tysięcznym mieście, stolicy województwa pomorskiego.

Tego dnia opuścił miasto prezydent Leon Raszeja, który specjalnym dekretem datowanym 3 września tymczasowym prezydentem mianował Artura Szulca, a komendantem nowo utworzonej Straży Obywatelskiej Ludwika Makowskiego. Do straży udało się zwerbować ok. 100 osób - przeważnie starców mających pilnować porządku w Toruniu pozbawionego policji. Dla odróżnienia ich od reszty cywili, otrzymali karabiny i jednakowe nakrycia głowy. Staruszkom pomagali harcerze, z których ok. 20 pełniło funkcję posłańców.

4. września Toruń definitywnie opuściły władze wojskowe. W mieście pozostali tylko szeregowi żołnierze, którzy wywozili jeszcze sprzęt wojskowy nadający się do użytku. Pośpiech, jaki wtedy panował i bałagan doprowadził do tego, że nie wykonano rozkazu wysadzenia Składnicy Uzbrojenia nr 8, z której nie zdołano wywieźć amunicji. Wystarczy tylko wspomnieć, że trzy dni później w ręce wroga wpadło 500 tys. sztuk amunicji i 100 tys. pocisków artyleryjskich. W mieście pozostali tylko saperzy, którzy przygotowywali się do wysadzenia mostów.

Późnym wieczorem z obawy przed nalotami, zaczęto załadunek eszelonów podstawionych na bocznice w pobliżu Dworca Głównego. Na wagony ładowano samochody, armaty, ogromne skrzynie, kufry, a nawet łóżka i szafki żołnierskie. Na dworcu tworzono z nich składy osobowo-towarowe i odprawiano w kierunku Warszawy.

Przed północą na wysokości toruńskich przedmieść (Jakubskie, Rudak) zakotwiczyły na Wiśle kutry Wydzielonej Flotylli Rzecznej "Wisła". Nie mając rozpoznanej sytuacji na brzegach, postanowiono spędzić noc na rzece nie przybijając do brzegów. Tak minął czwarty dzień wojny w Toruniu.

* Krzysztof Kalinowski - konserwator dzieł sztuki, miłośnik historii Pomorza. Od wtorku przybliża w "Gazecie" pierwsze dni II wojny światowej w Toruniu i okolicach.

Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń



Post został zmieniony ostatnio przez moderatora pomsee 11:59 06-09-2009

RE: Wrzesień 1939 w Toruniu
2009-09-06 11:46:37

5 i 6 września 1939: desperacka obrona mostów

Krzysztof Kalinowski*2009-09-05, ostatnia aktualizacja 2009-09-04 17:01

W południe 5 września opuścił Toruń wojewoda pomorski Władysław Raczkiewicz. Jego wyjazd pogłębił w mieście nastroje rezygnacji i strachu, ale nie u wszystkich torunian

We wtorek 5 września o godz. 5, po dokonaniu rozpoznania z brzegów Torunia przycumowały okręty Oddziału Wydzielonego Flotylli Rzecznej "Wisła", które spędziły noc na środku rzeki. Zakotwiczyły one w miejscach, skąd najbliżej było do bazy zaopatrzeniowej, przeznaczonej dla Armii "Pomorze". Ta była znacznie oddalona od Wisły, bowiem znajdowała się na przedmieściu Mokre i dlatego przede wszystkim należało odpowiednio zabezpieczyć flotyllę przed nalotami.

Część kutrów bojowych zajęła stanowiska niemal tuż przed murami Torunia, część wzdłuż prawego brzegu Wisły w pobliżu Jakubskiego Przedmieścia. Jednostki towarzyszące przycumowały do lewego brzegu w pobliżu Rudaka. Znając sytuację i wiedząc o przytłaczającej przewadze Niemców w powietrzu, marynarze natychmiast przystąpili do maskowania okrętów. Zrobili to tak fachowo, że wróg widział z powietrza tylko przybrzeżne kępy krzaków.

W skład flotylli dowodzonej przez komandora Romana Kanafoyskiego wchodziło kilka okrętów (liczba ciągle się zmieniała). Okrętem flagowym był kuter "Nieuchwytny". Należał do grupy tzw. ciężkich kutrów uzbrojonych, z działem przeciwlotniczym na dziobie i armatą na rufie. Ponadto znajdowały się na nim stanowiska ckm-ów przystosowanych do zwalczania samolotów. Flotylla składająca się z "Nieuchwytnego", statku sztabowego "Hetman Żółkiewski", ślizgacza nr 6, krypy mieszkalnej "K-5", krypy węglowej "K-6", krypy paliwowej "K-22" i pomniejszych jednostek pływających (nawet łodzie i kajaki) osłaniania była przez kutry uzbrojone nr 4, 5, 6 i 30 oraz kutry meldunkowe nr 12 i 13.

Około godz. 5.30 nastąpił kolejny atak lotniczy na toruńskie mosty. Samoloty niemieckie nadleciały z kierunku Bydgoszczy w dwu grupach, liczących każda po 12 maszyn. Ogień obrońców mostów, wzmocniony ostrzałem dochodzącym z zamaskowanych kutrów, spowodował, że zaraz po niecelnym zrzuceniu bomb wszystkie maszyny zawróciły i odleciały na zachód.

W mieście, z regularnego wojska, pozostali już tylko saperzy, którzy bronili mostów, ale i oczekiwali rozkazu ich wysadzenia w ostatniej chwili. Zaminowaniem przeprawy kolejowej zajmowała się 183. Rezerwowa Kompania Saperów pod dowództwem por. Jana Steffena i nadzorem mjr. Wiktora Hryniewicza. W filarach mostu drogowego ładunki umieszczała 184. RKS pod dowództwem kpt. Zygmunta Chełchowskiego i nadzorem kpt. Wacława Jonaszka. W każdym z mostów do wysadzenia przygotowano po dwa filary i trzy przęsła.

W południe opuścił Toruń wojewoda pomorski Władysław Raczkiewicz. Jego wyjazd pogłębił w mieście nastroje rezygnacji i strachu. Nastrój ten nie udzielił się jednak wszystkim, bowiem zaraz po zapadnięciu zmroku w mieszkaniu kolejarza Maksymiliana Kranicha przy ul. Batorego 11 odbyła się pierwsza odprawa kierownictwa organizacji konspiracyjnej Grunwald. Na lotnisku 4. Pułku Lotniczego nadal trwała ewakuacja.

Wieczorem do Torunia zaczęło napływać coraz więcej żołnierzy z oddziałów całkowicie już pokonanej Armii "Pomorze". Po krótkim odpoczynku przeprawili się po jeszcze istniejących mostach i udawali się w kierunku Warszawy. W najgorszej kondycji byli żołnierze 4. Dywizji Piechoty - skrajnie wyczerpani i zupełnie niezdolni do dalszej drogi (przeprawy przez Wisłę dokonali następnego dnia przed południem).

Wielką rolę w utrzymaniu względnego porządku w mieście odegrali harcerze organizując punkty sanitarne, żywnościowe i informacyjne oraz je obsługując.

Dzień ten był najspokojniejszym od wybuchu II wojny.

W środę 6 września - w ostatnim dniu władzy polskiej w Toruniu - naczelne dowództwo podjęło decyzję o ostatecznym wycofaniu wszystkich żołnierzy na lewy brzeg Wisły. Chodziło tu głównie o pokonanych wojaków Armii "Pomorze", którzy jeszcze ciągle w wielkiej liczbie napływali do naszego miasta. W związku z tym wydano rozkaz, by zachowane samoloty 4. Pułku "za wszelką cenę" broniły obu mostów. Rozkaz był słuszny, bowiem hitlerowcy podjęli dwie kolejne próby ich zniszczenia. Dzielny odpór nalotom dawali piloci III Dywizjonu Lotnictwa Myśliwskiego należącego do 4. Pułku Lotniczego. Do pierwszych starć na toruńskim niebie doszło o godz 13.45, kiedy to z północy nadleciało 14 bombowców, które natychmiast zostały zaatakowane przez nasze myśliwce. Według polskich meldunków Niemcy, nie spodziewając się takiego rozwoju wydarzeń, natychmiast się rozproszyli, zrzucili bomby gdzie popadło i szybko zawrócili, nie dolatując nawet do celów. Polacy zestrzelili trzy bombowce przy stracie jednego własnego myśliwca. Kolejne ataki nastąpiły po południu. O godz. 16.45 samoloty z czarnymi krzyżami zaczęły nadlatywać na mosty z różnych kierunków. Polacy zaskoczeni, że Niemcy nie lecą w zwartym szyku bombowym, początkowo się pogubili, jednak zestrzelenie jednego z wrogich samolotów wpłynęło na nastroje, szybko przywróciło ład i uporządkowało szyki, co skutecznie przepędziło wroga. O godz. 17.30 nadleciały dwa kolejne bombowce osłaniane przez pięć myśliwców i ponownie usiłowały zniszczyć przeprawy. Zdecydowany atak polskich samolotów spowodował, że formacja rozpierzchła się w wielu kierunkach. Niemałą rolę odegrała tu Flotylla Rzeczna "Wisła", która, niedostrzegana przez wrogów, prowadziła tak intensywny ogień, że bardzo często trzeba było wymieniać rozgrzane lufy w pokładowych działkach przeciwlotniczych. Ich ogień i skuteczne działanie polskich myśliwców spowodowały, że żaden most nie został nawet uszkodzony.

Niemcy postanowili teraz w pierwszym rzędzie zniszczyć okręty flotylli, które bardzo dały się im we znaki. Lotami koszącymi przy silnym ogniu z działek pokładowych zaczęli ostrzeliwać wszystkie większe kępy zieleni, znajdujące się na brzegach Wisły. W związku z tym, w czasie jednej z przerw w nalotach, całą flotyllę przesunięto pod Czerniewice. Działania lotnicze nad Toruniem zakończono 6 września, po ewakuacji sztabu Armii "Pomorze" do Brześcia Kujawskiego. W wyniku walk powietrznych Niemcy stracili w sumie cztery samoloty, a Polacy jeden. Najważniejszym rozkazem dnia był ten nakazujący saperom wysadzenie obu mostów.

* Krzysztof Kalinowski jest konserwatorem dzieł sztuki, miłośnikiem historii Pomorza. Od wtorku przybliża w "Gazecie" pierwsze dni II wojny światowej w naszym mieście aż do wkroczenia hitlerowców

Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń



Post został zmieniony ostatnio przez moderatora pomsee 11:47 06-09-2009

Aby odpowiedzieć musisz się zalogować.








0.007
Ta witryna korzysta z plików cookie. Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej o plikach cookie i zarządzaniu ich ustawieniami.