Breda generała Maczka

  •  
  •  
  •  
  •  

W ostatnich dniach października 1944 roku 1 Dywizja Pancerna generała Maczka zdobyła Bredę. Na ulicach miasta wybuchł szał radości. Od tamtych wydarzeń mija właśnie 76 lat.

Zanim Stanisław Maczek został żołnierzem, a później wybitnym dowódcą, równie dobrze co na polu walki radził sobie w salach uniwersyteckich. Niektórzy historycy twierdzą, że wyzwolenie Bredy bez wielkich zniszczeń i ofiar cywilnych to oprócz kunsztu taktycznego także zasługa humanistycznej wrażliwości generała. Dziś Breda uchodzi za najbardziej polskie z holenderskich miast, a Maczek ma w nim swoje muzeum i ulicę.

NIEPOKONANY ŻOŁNIERZ-FILOZOF

Rozpoczęte w 1910 roku studia na Uniwersytecie Lwowskim przerwał wybuch pierwszej wojny światowej. Do tego czasu Maczek pod opieką prof. Kazimierza Twardowskiego studiował filozofię, u prof. Wilhelma Bruchnalskiego i prof. Józefa Kallenbacha filologię polską. „Dla polonisty pracowałem nad filozofią Sebastiana Petrycego, filozofa XVII wieku, który przekładając na język polski Platona i Arystotelesa, przekład opatrywał na marginesie obszernym komentarzem. I komentarz ten, mimo przemożnego wpływu Św. Tomasza z Akwinu, odsłaniał wiele oryginalnych myśli naszego polskiego filozofa. Ale, żeby wyłowić te błyski oryginalności, trzeba było dla porównania przedrzeć się przez grekę Platona i Arystotelesa i łacinę Tomasza z Akwinu. Ogrom benedyktyńskiej pracy! [..] W roku 1913/14 pracowałem głównie w seminarium prof. Twardowskiego nad tematem z zakresu psychologii uczuć: »Wyraz uczuć w literaturze«. Dość oryginalne przygotowanie dla przyszłego oficera i dowódcy różnych szczebli na wojnie jednej i drugiej?” – wspominał generał. Formalności związane z uzyskaniem dyplomu załatwiał we Lwowie w 1918 roku podczas urlopu, po którym jako żołnierz armii austro-węgierskiej wrócił na front włoski.

Generał Maczek i rotmistrz Wysocki podczas ćwiczeń przed inwazją na kontynent.

Stanisław Maczek był pierwszym żołnierzem odrodzonego Wojska Polskiego awansowanym na polu walki. W trakcie wojny polsko-ukraińskiej dowodził „lotną kompanią szturmową”, operującą we wschodniej Małopolsce. Po zdobyciu Drohobycza, Borysławia, Stanisławowa zajął mocno obsadzone przez Ukraińców wzgórze koło Czerniowa. „Z kb przewieszonym przez plecy, z dwoma ręcznymi granatami za pasem, osmolony i obłocony i w tej groźnej postaci melduję się u dowódcy, który podjechał na front na pancerce. Był nim Komendant Józef Piłsudski” – chwile tuż po zajęciu wzgórza opisywał ówczesny porucznik. „Melduję się więc przepisowo, szarżą, nazwiskiem etc. i zdaję relację z bitwy. Oczy Piłsudskiego lustrują mnie badawczo, wreszcie z uśmiechem odzywa się: »Ale to groźnie wyglądacie, poruczniku – ale z tą górą to załatwiliście się szybko – trzymajcie tylko ją zanim nadejdą oddziały waszej dywizji«. Spocony więcej tym meldowaniem się, niż całą bitwą, opuszczam pociąg. W kilka tygodni potem dostaję awans za wybitny czyn na polu bitwy”.

Stanisław Maczek to także dowódca niepokonany podczas kampanii wrześniowej. Doświadczenia zebrane w armii austro-węgierskiej, podczas wojen odrodzonej Polski, ale także rozległa wiedza taktyczna i talenty dowódcze sprawdziły się we wrześniu 1939 roku. 10 Brygada Kawalerii – pierwsza jednostka pancerno-motorowa w armii II Rzeczpospolitej – mimo ogromnej przewagi nieprzyjaciela, biła się z XXII Korpusem Pancernym generała von Kleista i XVIII Korpusem Armijnym generała Beyera jak równy z równym. Pod Jordanowem zniszczyła kilkadziesiąt niemieckich czołgów, dużą wartość bojową potwierdziła także podczas obrony Lwowa, zdobywając strategiczne wzgórze pod Zboiskami. O zakończeniu działań zbrojnych brygady przesądziła sowiecka napaść na Polskę. Zgodnie z rozkazem Naczelnego Wodza wojsko Maczka przekroczyło granicę polsko-węgierską.

MISTRZ MANEWRU

Lądowanie w Normandii na początku sierpnia 1944 roku dla pancerniaków z 1 Dywizji oznaczało rozpoczęcie trzeciej kampanii pod komendą generała: po polskim wrześniu i walkach we Francji w 1940 roku. Na wielu żołnierzy Maczka to tutaj czekał niewątpliwie najtrudniejszy żołnierski sprawdzian. W bitwie pod Falaise Polacy jak zwykle nie zawiedli. Walcząc zażarcie, odparli wszystkie ataki na Maczugę (wzgórze 262). Zadali szturmującym ciężkie straty w sprzęcie, jednak duża część sił niemieckich zdołała ewakuować się z kotła przed nadejściem alianckiego wsparcia.

Po uzupełnieniu strat „maczkowcy” rozpoczęli swój zwycięski szlak bojowy, wyzwalając kolejne francuskie i belgijskie miasta, m.in. Ypres i Gandawę. We wrześniu wkroczyli do południowo-zachodniej Holandii, by pod koniec października wziąć udział w wyzwalaniu Brabancji Północnej. 1 Dywizję Pancerną skierowano do Bredy – ważnego węzła komunikacyjnego, przez który przebiegała najkrótsza droga do opanowania ujścia Mozy.

Bitwa pod Falaise. Żołnierz 1 Dywizji Pancernej obok zniszczonego shermana.

„Breda, stolica północnego Brabantu, stolica katolickiej części Holandii, miasto średniowieczne, miasto kiedyś możnych kupców i żołnierzy, oblęgana tylekroć w historii twierdza holenderska. Ale to dla Kanadyjczyków i Amerykanów. Dla nas kanał, a za kanałem kępy wrzosu i nędznych brzózek, i znowu kanał, i tak bez zmiany do końca. Ale gdy w ostatniej dekadzie października zaczęły się działania, wszystko się odmieniło jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej. Wreszcie za mgieł wyszło promienne słońce. Gdzieś na lewo od nas dolatywał zbliżający się pomruk bombardowań artyleryjskich i powietrznych. To główne natarcie wsparte tysiącem bombowców i tyluż dział artylerii zebranych trzech dywizji kanadyjskich, jednej brytyjskiej i jednej amerykańskiej. Ale dla nas lakoniczny rozkaz: dywizja zwiąże na swym kierunku Niemców, nie dopuszczając do przegrupowania odwodów przeciw natarciu głównemu. 1 dywizja polska pancerna zwiąże. Ale nieprzyjaciel to nie snopy potulne na polu. Trzeba w działaniu pokazać dobre kły, a to jedynie uzyska się natarciem, a przede wszystkim sukcesem takiego natarcia, więc nacieramy” – z właściwą sobie swadą generał opowiadał o działaniach zbrojnych.

„Witamy naszych wyzwolicieli” – polscy żołnierze w wyzwolonym mieście w Belgii.

Miasta broniły trzy dywizje piechoty, oczekujące ataku z zachodu. Maczek na zdobycie Bredy miał jednak inny plan. 28 października część dywizji – 10 Brygada Kawalerii Pancernej – zaatakowała kompletnie zaskoczonych Niemców od północnego wschodu. Jednocześnie 3 Brygada Strzelców prowadziła atak na kierunku południowo-wschodnim. Polacy z natarcia pomocniczego stali się więc natarciem głównym. Walki trwały przez cały następny dzień – działania rozpoczęte świtem na skrajach miasta doprowadziły na koniec 29 października do jego opanowania. Wymanewrowani Niemcy zostali zmuszeni do wycofania się. 30 października „czarne diabły” oczyściły Bredę z ostatnich punktów oporu. Miasto zostało wzięte szturmem. Bez użycia ciężkiej artylerii i lotnictwa, bez większych zniszczeń zabytkowej zabudowy, co najważniejsze – bez strat wśród ludności cywilnej.

„BREDA WAS KOCHA, HOLANDIA WAS KOCHA”

Generał Maczek musiał przeciskać się swoim jeepem przez tłumy wiwatujące na ulicach. Radość w mieście była ogromna. Na wystawach sklepowych i w oknach pojawiły się napisy „Dziękujemy Wam Polacy”. Holenderskie dzieci oblepiały zwycięskie shermany. Pancerniaków zapraszano do domów na obiady, a na ich cześć burmistrz Van Slobbe wydał uroczysty bankiet.

Pancerniacy i holenderskie dzieci „walczą” o zupę. Kto zwycięży?

Chwile radości walczącym w Holandii polskim żołnierzom psuły jedynie wiadomości płynące z kraju. Maciej Feldhuzen, korespondent wojenny, o atmosferze panującej w wyzwolonym mieście pisał: „Zdobycie Bredy było znakomitym narkotykiem na ból związany z upadkiem Warszawy. Holendrzy zresztą, wiedząc dobrze o tragedii Polaków, starali się z nawiązką zapłacić za wszystkie cierpienia i trudy żołnierskie, za wszystkie smutki i zawody. Cała Breda stała się jednym, wielkim, otwartym, serdecznym domem. Ze wszystkich okien wyglądały napisy »Witajcie Polacy«, wszędzie wyciągały się serdeczne dłonie i wysuszano do reszty wszelkie zapasy holenderskiego ginu. Zbratanie było kompletne, całkowite i pełne, mimo żeśmy trochę poharatali kulami to piękne miasto. […] Co mi jeszcze zostało w pamięci z owych dni wyzwalania Holandii i zdobycia Bredy? Kuchnie polowe. Nasze kuchnie polowe i długie sznury wygłodzonych holenderskich dzieci, cierpliwie czekających z menażkami, z puszkami po konserwach na tłustą, dobrze okraszoną polską zupę. I zawsze będę pamiętał tego kucharza, który rozlewając chochlą zupę, gadał do dzieci w nieznanej polskiej mowie: – Niech jedzą, niech jedzą nieboraki. A może ktoś i mego nakarmi. – A gdzie Pan syna zostawił? – spytałem wówczas kucharza. – W Warszawie, na Starym Mieście”.

Wyrazy wdzięczności pojawiły się w witrynach wielu holenderskich sklepów.

Niepokonanych żołnierzy, których na polu walki charakteryzowała szybkość przemieszczania się, zatrzymały w końcu mieszkanki Bredy. Część z nich, około 250, osiedliło się tu po wojnie, założyło rodziny. Wracali do dobrze znanych miejsc, w których spędzili pięć miesięcy po wyzwoleniu miasta. Pamięć o nich przetrwała wśród drugiego pokolenia, dziś dba o nią także i trzecie ­– wnuki. Po „maczkowcach” zostały w mieście liczne pamiątki, m.in.: ulice Generaal Maczekstraat i Poolseweg, funkcjonujący od 1963 roku Polski Honorowy Cmentarz Wojskowy, na którym wśród swoich podkomendnych został pochowany generał Maczek, pomnik wdzięczności mieszkańców Bredy czy tzw. Polski czołg. Tak naprawdę to niemiecka Pantera zarekwirowana z fabryki Kruppa, która do Bredy dotarła pociągiem jako podarunek od żołnierzy w pierwszą rocznicę wyzwolenia miasta.

Wyrazy wdzięczności dla polskich bohaterów najmocniej wybrzmiewają zwykle w ostatnich dniach października. „Breda was kocha, Holandia was kocha. Nosimy w sercu pamięć o naszych wyzwolicielach. Te więzi nie mogą zostać zerwane, będziecie tu zawsze mile widziani” – dziękował weteranom król Wilhelm-Aleksander podczas zeszłorocznej 75. rocznicy wyzwolenia miasta. We właściwy dla siebie sposób wdzięczność okazały również władze i kibice miejscowego klubu piłkarskiego NAC Breda – na jeden dzień stadion nazwano imieniem generała, a na trybunach pojawiła się flaga z nazwiskami 300 żołnierzy 1 Dywizji Pancernej, które utworzyły ogromny napis „DZIĘKI”.

GALERIA ZDJĘĆ WSPÓŁCZESNYCH

Wspomnienia generała Maczka i Macieja Feldhuzena pochodzą z książki „Od podwody do czołga” (Lublin-Londyn 1990) oraz archiwalnych audycji Radia Wolna Europa.

Zdjęcia: Narodowe Archiwum Cyfrowe, Wikimedia Commons, Imperial War Museum

Redaktor "Odkrywcy" | 71 329 71 85 | redakcja@odkrywca.pl

Z wykształcenia historyk. Kontakty z Czytelnikami uważa za najciekawszy z redakcyjnych obowiązków. Czeka na Wasze zgłoszenia, odkrycia i historie skarbowe.

Powiązane wpisy


  •  
  •  
  •  
  •  
stronie.

Dodaj komentarz

css.php