Wędrówka fortecznego silnika

Udostępnij:

Na mosiężnej tabliczce, przynitowanej  do żeliwnego kawałka bloku silnika, znajduje się napis: „inż. Stan. Szafnicki – Warszawa”! Polski silnik? Z Polesia?

Obiekt, który zamierzaliśmy spenetrować oraz pozyskać jego wyposażenie, wchodził w skład Przemyskiego Rejonu Umocnionego. Usytuowany jest tuż przy granicy z Ukrainą, w pobliżu przejścia granicznego w Medyce. Był więc na swój sposób od zawsze „chroniony” przez Straż Graniczną, co dawało nadzieję, że nikt wcześniej go nie eksplorował. To dwukondygnacyjny schron bojowy do ognia bocznego, uzbrojony w armatę ppanc. kaliber 45 mm w strzelnicy typu DOT-4 oraz ckm Maxim kaliber 7,62 mm w strzelnicy typu NPS-3.

Zarówno miejsce i pomysł od dłuższego czasu zaprzątały nam głowy, ale niekorzystne położenie schronu, powodowało ciągłe odwlekanie decyzji o akcji… Aż do pewnego pięknego poranka, kiedy to dociera do mnie informacja, że„woda opadła, widać wyposażenie, wystaje obudowa wentylatora”. Pośpiesznie przeglądam kilka zdjęć, które dostałem w mailu. Jadę na rekonesans!

Pierwszy wyjazd

Przedzieram się przez pole zboża, widzę przed sobą dużą kępę krzaków. Karol z aparatem podąża za mną w kierunku wystających spomiędzy liści betonowych ruin. Jest pierwszy schron. Całkowicie zniszczony i wysadzony, wszędzie powyginana wybuchem skorodowana stal, spomiędzy betonowych płyt wystają pogięte elementy wyposażenia. Namierzamy kilka ciekawych rzeczy. Nie jest to jednak zasadniczy cel naszej wyprawy, lecz na pewno tu jeszcze wrócimy.

Idziemy dalej. Po chwili docieramy do drugiego schronu, widzimy ogrom zniszczeń, wszędzie betonowe odłamki, wywrócony strop leży obok. Znajdujemy wplątane w powyginane profile grube jak łydka stalowe liny. Schodzimy, widać cały „ślimak” wentylatora, elementy systemu filtracji powietrza i rozprowadzania go po schronie, jest też pompa wody. Spod przygniatającego wszystko betonowego stropu zwisa pasek klinowy. Serce zaczyna mi bić szybciej, wszystko tutaj jest w stanie nienaruszonym od co najmniej 1941 roku. Pasek jest napięty, więc istnieje spore prawdopodobieństwo, że w stelażu pod wodą i gruzem znajduje się silnik elektryczny napędzający wentylator powietrza. Dla nas bezcenny!

Zaczynam krążyć po dolnej kondygnacji, wszędzie w wodzie pływają części drewnianych skrzynek i innego wyposażenia. Robimy szczegółową dokumentację fotograficzną. Na dzisiaj koniec. Niedługo tu jednak wrócimy.

Przygotowania

Nie miałem problemu w ustaleniu właściciela terenu i uzyskaniu jego zgody, równie owocna okazała się wizyta w Urzędzie Gminy i rozmowa z wójtem. Jest pozwolenie. Dzięki temu mogłem złożyć wniosek wraz z niezbędną dokumentacją w Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków. Po tygodniu otrzymałem decyzję umożliwiającą prowadzenie prac terenowych i pozyskanie wyposażenia. Zwróciliśmy się także z prośbą o wsparcie akcji do Państwowej Straży Pożarnej oraz Komendanta Straży Granicznej w Przemyślu. Dzięki temu PSP zapewniła nam niezbędny do tego typu działań sprzęt w postaci agregatu prądotwórczego, motopompy oraz ekipę do obsługi. SG z kolei zabezpieczyła nam teren przed dostępem niepowołanych osób i złodziei. Termin akcji to piątek, 17 lipca.

Akcja nr 1

Tego dnia w cztery osoby wycinamy krzaki, usuwamy zwalone drzewa i odsłaniamy czoło schronu, umożliwiając dostęp od strony pola pszenicy. Do godziny 20.00 udaje się nam przygotować teren pod zasadnicze działania, odbędą się kolejnego dnia. 

Na miejscu już o 9.00 rano stawili się członkowie Stow. „KAPONIERA – Przemyski Obszar Warowny”, Grupy Badawczej „KRIEPOST”, przedstawiciele Muzeum Spraw Wojskowych z Krakowa i dziennikarze. Zaczęliśmy od usuwania gruzu, następnie w ruch poszły pompy. Z naszego „bajorka” najpierw wyłoniła się czaszka końska, potem… drzwi pancerne techniczne, montowane na dolnych kondygnacjach, w wejściach do maszynowni i filtro-wentylatorowni. Spod fragmentów pogiętych blach, połamanych elementów drewnianych i stalowych odsłonił się wentylator i silnik elektryczny. Okazało się, że jest dalej zamontowany w ramie!

Niestety równocześnie pojawiły się problemy. Betonowe, kilkutonowe bloki opierały się na stelażu od wentylatora i silnika, zaś pompa paliwa była przygnieciona fragmentem wysadzonej ściany. Wyciągarka zamontowana na samochodzie, której próbowaliśmy użyć, okazała się niewystarczająca, by skutecznie kontynuować prace. Dodatkowo chmary robactwa zaczęły nas pożerać niemal żywcem, nic nie robiąc sobie ze specyfików mających je odstraszać.

Nadszedł więc czas, by zweryfikować siły, jakimi tego dnia dysponowaliśmy. Decyzja: odpuszczamy elementy, znajdujące się pod betonowymi blokami, w tym również intrygujące nas duże stalowe koło. Na szczęście przy pomocy wyciągarki udało się wydobyć wspomniane już drzwi i „zbiorniki” z zestawu filtro-wentylacyjnego. Dwa z nich były całkowicie zniszczone wybuchem, natomiast kolejne dwa odzyskaliśmy w stanie prawie idealnym. Cudem przetrwały potężną eksplozję, która zniszczyła schron od środka. Mamy również wentylator wraz z kołem pasowym i kawałkiem paska klinowego, a także doskonale zachowaną skrzynkę na taśmę do CKM-u Maxim, który zamontowany był na podstawie fortecznej systemu NPS-3.

Po godz. 15.00, kompletnie wyczerpani, z żalem postanowiliśmy przerwać akcję z powodu braku możliwości technicznych jej kontynuowania. Z żalem, ale w dobrych nastrojach, ponieważ niespodziewanie pojawił się na miejscu ktoś, kto obiecał nam sprzęt i wsparcie. Podszedł bowiem do nas człowiek od kombajnu koszącego nieopodal zboże i zadeklarował, że może wspomóc nas ciężkim sprzętem. Umówiliśmy się z nim na telefon. Powiedział, że jak skończą się żniwa, to zadzwoni. Nie spodziewałem się, że nastąpi to tak szybko…

Akcja nr 2. Dzień pierwszy

Kilka tygodni później wczesnym rankiem zbudził mnie telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się nazwisko człowieka, z którym rozmawiałem przy wysadzonym schronie podczas ostatniej akcji. Odbieram, pada pytanie: „to co? kiedy działamy? Sobota?”. Niewiele się zastanawiając, mówię „tak”. Ustalamy szczegóły dotyczące wspólnych działań. Umawiamy się na weekend – na miejsce przyjedzie koparka gąsienicowa, a z takim sprzętem można wszystko!

Tym razem 1 sierpnia 2015 roku o 9.00 stawiamy się w mniej licznym składzie. Jest z nami Carlos, Isior, Wisiel, mój kolega Daniel i nasz nowy sojusznik Darek ze swoją maszyną. Zaczął od wyciągnięcia wszystkich betonowych elementów zalegających od „czoła” wysadzonego schronu. Dzięki temu mógł bez przeszkód sięgnąć ramieniem wysięgnika w głąb dolnej kondygnacji. Następnie ustawił się bokiem do ściany orylionu, a my zaczepiliśmy stalowe liny o potężne betonowe bloki przygniatające „nasz skarb”.  Krótko potem uniesione ku górze przestały stanowić dla nas przeszkodę.

Namierzyliśmy elementy systemu rozprowadzania i filtracji powietrza, rury, zawory, kolejne maski p. gaz., porozrywane mosiężne łuski z 45 mm armaty fortecznej. Podejmuję decyzję: Krystian, Karol i Daniel mają za zadanie odciąć śruby mocujące pompę paliwa do ściany. W ten sposób pompa została już uwolniona z objęć kawałka betonowej ściany.

Tomek i ja w tym czasie zapinamy łańcuch o stalowe „dziwne wystające koło”. Ręcznie go nie ruszymy, może ramię koparki delikatnie go dźwignie? Próbujemy. Powolutku napręża się stalowa lina i nagle z głębokim mlaśnięciem bagienko puszcza…O takim odkryciu zawsze marzyłem. Na linie unosi się jednocylindrowy silnik spalinowy. Piękny, cały jeszcze w smarze. Niestety blok żeliwny jest popękany. Po chwili obok silnika „ląduje” stelaż z prądnicą i filtr olejowy powietrza. Następnie „wychodzi” zbiornik cieczy do chłodzenia silnika w stanie wręcz idealnym, chociaż zakładałem, wnioskując po pozycji w jakiej zalegał, że jest zgnieciony. Darek dalej łyżką wybiera ziemię, gruz
i wszystko to, co zalega w pomieszczeniu maszynowni. Całość ląduje na ściernisku, gdzie dwie osoby przetrząsają jej zawartość. Po chwili wołają mnie. Podbiegam na górę, patrzę na elementy rozbitego żeliwnego bloku silnika i miski olejowej. Koledzy pokazują mi tabliczkę znamionową i nie wierzę własnym oczom! Na mosiężnej tabliczce, przynitowanej do żeliwnego kawałka bloku silnika, znajduje się napis: „inż. Stan. Szafnicki – Warszawa”! Polski silnik? z Polesia? Po chwili biegnie Krystian z kolejną, tym razem większą tabliczką. Napis na niej nie jest cyrylicą – jest to polska instrukcja obsługi silnika diesla! Szok i podniecenie sięgają zenitu w momencie, kiedy wyciągamy z błota kolejną tabliczkę znamionową. Tu napis jest po angielsku, silnik produkcji brytyjskiej firmy BLACKSTONE typ DB o mocy 4,5 konia mechanicznego. Już się domyślamy jego pochodzenia. Musiał być zamontowany w polskim schronie bojowym na Polesiu, a Sowieci przenieśli go do swojego obiektu.

Trzęsącymi się rękami wybieramy spomiędzy gruzu kolejne elementy silnika, zbiornik paliwa, resztki filtrów olejowych. Będą puzzle do poskładania, nie tylko mechanicznie, trzeba również odtworzyć historię silnika od momentu jego wyprodukowania. To niełatwa zagadka i kawał polskiej historii.

Jednak to nie koniec niespodzianek, gdyż w stanie idealnym wydobyliśmy również blisko dziesięć skrzynek na amunicję kalibru 45 mm do armaty systemu DOT-4, która była zamontowana w schronie. Na łyżce koparki pojawił się też karabin Mauser 98 polskiej produkcji. Skąd się tam wziął, pozostaje zagadką (zabezpieczony przez policję). Prace, niestety, musieliśmy przerwać na czas oczyszczenia lewego pomieszczenia z zalegającej tam amunicji
45 mm (około 20 skrzynek, w każdej po 10 sztuk).

Akcja nr 2. Dzień drugi

Kolejny dzień zaczął się od „poranka z saperami”. Przy okazji wyciągania amunicji są kolejne rzeczy: skrzynka na amunicję do CKM-u, fragmenty taśmy amunicyjnej. Na sam koniec wyciągnęliśmy element bloku silnika wraz z mosiężną tabliczką. Widoczny na niej nr patentu oznacza, że użyto przy jego produkcji technologii chromowania cylindra, celem zwiększenia jego wytrzymałości na tarcie. Wydobyte natomiast drewniane skrzynki amunicyjne są w tak doskonałym stanie, że widać na nich tuszowe oznaczenia wytwórcy „3B.B.” (zakład 3B to Zavod Volodarkogo w Uljanowsku). Wewnątrz pociski odłamkowe i przeciwpancerne. Wszystkie z datą produkcji 1940 roku. Skrzynki są całe, niezniszczone, natomiast  amunicja została zgnieciona i pomięta niczym papier. Naprędce podpisuję protokół saperom i szkicuję w głowie plan działania na najbliższy czas. Termin już jest.

Akcja nr 3           

Tydzień przed wyczekiwaną sobotą, dostaję telefon od przyjaciela z drugiego końca Polski. Nieoczekiwanie po raz kolejny dostajemy wsparcie. Zaczyna się „logistyczne dogrywanie”. Każdy, kto chociaż raz miał z tym do czynienia wie, jakie to pochłaniające i pracochłonne. Wszystko musi być dopięte na przysłowiowy ostatni guzik. Przybywają Olaf i Radek z ekipą telewizyjnego programu „Poszukiwacze historii”. Przy kawie i śniadaniu robimy szybką odprawę i ruszamy w teren. W planie mamy wypompowanie zbiornika paliwa, który jest zalany, podniesienie i usunięcie zawalonego stropu, który przygniata zawartość izby załogi i magazynu.

Oczyszczenie posadzki magazynu amunicji i maszynowni to kolejne znaleziska. Odnajdujemy ssak z miski olejowej silnika, kolejne maski p. gaz., skrzynki na taśmy do Maxima, kilkanaście buteleczek po medykamentach i znowu amunicję do 45-ki. W tym samym czasie Radek nieustannie walczy z pozostałościami peryskopu w wysadzonym schronie tuż obok. Uruchamiamy pompę, a wodą, płuczemy urobek, odnajdując kolejne ciekawe fanty. Po około 15 minutach można już zejść w czeluść zbiornika paliwa. Widać pozostałości drewnianego oszalowania i podstemplowania pomieszczenia. Nad wejściem wiszą płaty smoły, która służyła jako wewnętrzna izolacja pomiędzy warstwami betonu. Na dnie, w świetle latarki, ukazuje się nam sterta amunicji artyleryjskiej, która zapewne wpadła tam w trakcie wysadzania obiektu. Pojawił się Olaf w tzw. opeksie, co oznacza, że czas na „zbiorniko-nurkowanie”, ostatecznie zakończone odnalezieniem jedynie kolejnych pocisków.

Czas rozpocząć odsłanianie izby załogi. Operator koparki usuwa podłogę górnej kondygnacji, która zwaliła się piętro niżej. Widzimy na dole zmiażdżone, połamane elementy piętrowych pryczy. W wejściu leży kompletna, prawie nienaruszona skrzynia wypełniona maskami p. gaz. Napis cyrylicą na wieku: dwadzieścia pięć sztuk. W kłębowisku desek i  resztek sienników, pojawiają się elementy połamanych skrzynek w zielonym malowaniu i nietypowym rozmiarze. Wyciągamy także puste, porozrywane skorupy pocisków szrapnel kal. 76 mm, prawdopodobnie użytych przez Niemców w 1941 roku do wysadzenia schronu. Wśród desek pomieszanych z ziemią, gruzem i resztkami wody, znajdują się pociski kalibru 76 i 45 mm. To kolejne „zabawki” dla saperów. Pod sąsiednią ścianą, zgodnie z przewidywaniami, przy podłodze odnaleźliśmy silnik elektryczny wraz z mechanizmem napędzającym wentylator. Z wentylatora niewiele pozostało, lecz reszta zachowała się w doskonałym stanie. Jest więc już komplet systemu oczyszczania i rozprowadzania powietrza. W rogu pomieszczenia niespodzianka. Spomiędzy gruzu wystaje zapasowy celownik do armaty kaliber 45 mm systemu DOT-4,  doskonale zachowany, choć nieco pogięty. Jest oryginalnie zwinięty kabel elektryczny od jego podświetlenia.  W pobliżu odnajdujemy jeszcze gumową osłonę okularu celownika.

Celownik optyczny DOT-4 typ KT-1 2.

Pada pomysł, by wyciągnąć kilka ciężkich elementów za pomocą stalowych lin i koparki. Na pierwszy ogień idzie pompa wody, zamontowana na ścianie przy studni. Przy wyciąganiu jej okazuje się, że pociągnęła za sobą cały oryginalny przewód rury czerpiącej wodę o długości 6 metrów wraz z oryginalnym ssakiem. Pod koniec dnia wyciągamy jeszcze dwie pary drzwi gazoszczelnych z oryginalnymi uszczelkami wraz z framugami oraz kompletny zestaw trzech płyt stalowych z osłony pancernej dla czerpni powietrza schronu – całość w pięknym stanie. Z małego pomieszczenia przy studni udało się odkopać zbiornik wody wraz z rurami doprowadzającymi. To kolejna perełka. Oprócz tego trafił się przy oczyszczaniu posadzki bagnet do karabinu Mosin 1890/30 typu „szpilka”  oraz masa przełączników, puszek elektrycznych oraz oryginalne oprawy oświetleniowe, w tym jedna unikatowa.

Płyty czerpni powietrza oraz moduł kolumny filtracyjnej powietrza.

Koniec dnia to oczekiwanie na policję, która miała zabezpieczyć obiekt na czas przyjazdu patrolu saperskiego. Tego dnia wydobyliśmy 123 sztuki amunicji artyleryjskiej kaliber 45 mm  i 93 sztuki strzeleckiej kaliber 7,62 mm (całkowita ilość ujawnionej przez nas amunicji kaliber 45 mm to 221 sztuk, oraz 98 sztuk amunicji strzeleckiej). Prace w tym miejscu nie zostały zakończone. W związku ze zmianami organizacyjnymi w Stowarzyszeniu „Kaponiera” losy muzeum w schronie są niepewne.

Silnik został przekazany do Lotniczych Zakładów Produkcyjno-Naprawczych Aero-Kros Sp. z o.o. w Krośnie, w których to dzięki uprzejmości Pana Jerzego Burtana oraz Zarządu zostanie wyremontowany, zakonserwowany i przygotowany do celów ekspozycyjnych.

Zdjęcie z patrolem saperskim, czwarty od lewej autor tekstu, Jacek Dzik

Podziękowania

Składamy podziękowania dla Wojewódzkiego Urzędu Konserwatora Zabytków i wojewódzkiemu konserwatorowi dr Grażynie Stojak, wójtowi Gminy Medyka, Straży Granicznej w Przemyślu, Państwowej Straży Pożarnej w Przemyślu, ekipie G.B. „Kriepost”, w szczególności Łukaszowi Kozdrojowi, Marcinowi Kozdrojowi, którzy podali nam lokalizację tego schronu, i wszystkim członkom Stowarzyszenia „KAPONIERA”, którzy przyczynili się do tego sukcesu. Szczególne podziękowanie dla Jerzego Burtana za inicjatywę i chęć podjęcia konserwacji silnika BLACKSTONE.

Galeria zdjęć

Artykuł ten ukazał się w majowym wydaniu drukowanym 2016 roku, dostępnym jedynie w naszym sklepie internetowym:

Powiązane wpisy

Udostępnij:

Jacek Dzik

Prezes Grupy Badawczej KAPONIERA – Eksploracja, Pasja i Historia, autor publikacji o tematyce eksploracyjnej, poszukiwacz z 26-letnim doświadczeniem, pierwszy wykrywacz kupił w 1989 roku, specjalizuje się w eksploracji I wojennych pól bitewnych Karpat Ukraińskich oraz archeologii pola bitwy. Członek wielu ekspedycji badawczo-eksploracyjnych na terenie Polski i Ukrainy.

Dodaj komentarz

css.php