„Kompleks Gontowa – depozytowa zagadka”. Polemika: Łukasz Orlicki vs Paweł Jeżewski

Udostępnij:

Od redakcji „Odkrywcy”:

W numerze 1/2022 oraz 2/2022 zostały opublikowane artykuły Pawła Jeżewskiego „Kompleks Gontowa – depozytowa zagadka). Również w numerze 2/2022 została opublikowana pierwsza część poniższego artykułu, czyli polemika Łukasza Orlickiego. Poniżej wypowiedzi Łukasza Orlickiego znajduje się odpowiedź Pawła Jeżewskiego.

Zalecamy następującą kolejność czytania:

  1. Na początku warto przeczytać książkę „Zaginiony konwój do Riese. Na tropie depozytu ukrytego w podziemiach Gór Sowich” autorstwa Bartosza Rdułtowskiego i Łukasza Orlickiego. Książka dostępna jest w księgarni Odkrywcy (kliknij).
  2. Do książki „Zaginiony konwój” odnosi się Paweł Jeżewski w dwuczęściowym artykule (nr 1/2022 „Odkrywcy” – numer dostępny tutaj – kliknij oraz nr 2/2022 „Odkrywcy” – dostępny tutaj – kliknij). Artykuły udostępniliśmy również online: pierwszą część tutaj – kliknij, oraz drugą część tutaj – kliknij.
  3. Do tez stawianych w dwuczęściowym artykule odnosi się Łukasz Orlicki w artykule dostępnym poniżej i w nr 2/2022 „Odkrywcy”, dostępnym tutaj – kliknij.
  4. Natomiast do artykułu Łukasza odnosi się w polemice Paweł Jeżewski, w artykule dostępnym poniżej.
  5. Następnie do wypowiedzi Pawła Jeżewskiego ponownie odnosi się Łukasz Orlicki – artykuł dostępny poniżej.

Odpowiedź Łukasza Orlickiego

Paweł Jeżewski jest dociekliwym badaczem, który wielokrotnie na łamach własnego bloga – „no mercy” (pj-blog/pl) – ostro i bezpardonowo atakował publicystów zajmujących się tematyką związaną z Górami Sowimi, więc z pewnością oczekuje uważnego, krytycznego i „no mercy” spojrzenia na jego argumenty i metodykę badawczą.

Śmiało mogę napisać, że rok 2022 zaczął się bardzo interesująco. Na łamach miesięcznika „Odkrywca” pojawił się, opublikowany w dwóch częściach, ciekawy artykuł pt. „Kompleks Gontowa – depozytowa zagadka”. Jestem bardzo wdzięczny jego autorowi, Pawłowi Jeżewskiemu, którego cenię za znajomość kwestii technicznych budowy kompleksu, za przypomnienie i wzbogacenie tematu budzącego jeszcze kilka lat temu bardzo wiele emocji. W artykułach zawarte są ciekawe informacje i nowe niepublikowane do tej pory materiały. Szczególnie interesujące dla mnie stały się spostrzeżenia Pawła, dotyczące okresu budowy poszczególnych poziomów kompleksu oraz odnalezione przez niego dokumenty poświadczające istnienie inżyniera Moschnera – postaci bardzo istotnej dla historii poszukiwań domniemanego niemieckiego depozytu, ukrytego w jednej ze sztolni na górze Gontowa.

Niemiecka mapa topograficzna 1: 25 000 z naniesioną czerwonym kolorem infrastrukturą naziemną, drogami, miejscami gdzie poprowadzona była kolej wąskotorowa. Na zielono oznaczono położenie obu zespołów wyrobisk sztolni nr 1 i 2 oraz oddalonych od nich sztolni nr 3 i 4.

Jednak nie mogę pozostawić bez komentarza głównej tezy, jaką w swoich artykułach przedstawił i argumentów, jakimi ją poparł. A teza ta brzmi – miejscem, gdzie Niemcy mogli ukryć hipotetyczny depozyt i gdzie poszukiwał go w pierwszych powojennych miesiącach komendant wojskowy rejonu, Bohdan Grabowski, jest sztolnia nr 2. Jednocześnie autor kategorycznie wyklucza, aby te wydarzenia rozegrały się w sztolni nr 3.

Paweł Jeżewski jest dociekliwym badaczem, który wielokrotnie na łamach własnego bloga – „no mercy” (pj-blog/pl) – ostro i bezpardonowo atakował publicystów zajmujących się tematyką związaną z Górami Sowimi, więc z pewnością oczekuje uważnego, krytycznego i „no mercy” spojrzenia na jego argumenty i metodykę badawczą.

Ponieważ w artykułach Pawła argumenty mające potwierdzić główną tezę są rozmieszczone w różnych partiach tekstu, pozwolę sobie je zebrać i skomentować oraz przytoczyć te, które z jakichś względów pominął.

Argument 1.
Ukrywanie depozytu w „trójce” byłoby zauważone, podczas  gdy w „dwójce” już nie.

Stopień, nazwijmy to mało elegancko – „zauważalności” – ukrywania depozytu w warunkach wojennych to sprawa bardzo dyskusyjna i subiektywna. Można o niej deliberować godzinami, nie znajdując satysfakcjonującej odpowiedzi. Choć w tym akurat przypadku można dyskusję szybko rozstrzygnąć. Bowiem w sztolni nr 3, w trakcie prowadzonych tam prac w latach 2011–2013, miały miejsce wielokrotnie nielegalne wizyty, a nawet kradzieże, których sprawcy czasem podjeżdżali pod samo wejście do sztolni samochodami. W znajdujących się poniżej zabudowaniach nikt niczego nie zauważył.

W tym argumencie najważniejszym jednak jest coś innego. Autor połączył bowiem dwie różne kwestie, traktując je jako jedną. Uznał, że miejsce, gdzie Niemcy mieli ukryć hipotetyczny depozyt (kierując się przy tym swoimi wytycznymi), oraz miejsce, gdzie w 1945 roku poszukiwał go Bohdan Grabowski (kierujący się przekazaną mu relacją), to jedno i to samo. Jest to pochopne, a nawet błędne założenie, niepotrzebnie gmatwające i tak trudną sprawę. Ma to swoje dalsze konsekwencje, o których będę jeszcze pisał. A teraz skoncentrujmy się na dowodach dotyczących powojennych poszukiwań.

Argument 2. Wejście do sztolni, gdzie poszukiwał Grabowski, znajduje się przy drodze leśnej z Sowiny do Bartnicy.  Tak jak sztolnia nr 1 i 2. Sztolnia nr 3 jest położona przy rozjeździe z tej drogi.

Paweł Jeżewski najwyraźniej zapomina, iż w historii domniemanego depozytu nie istnieją tak zwane źródła pierwotne czy bezpośrednie np. dokładnie zacytowana relacja świadka, bądź dokument wytworzony przez uczestników ukrywania depozytu. Wszystko, czym dysponujemy, to opowieść Bohdana Grabowskiego, w której opisuje on z kolei relację inżyniera Moschnera, który również nie był świadkiem ukrywania depozytu, a jedynie „dowiedział się od swych kolegów, że słyszeli jakiś wybuch w sztolni”[1]. Przy czym samą opowieść Bohdana Grabowskiego znamy z tzw. drugiej ręki, w kilku wersjach, różniących się istotnymi szczegółami[2]. Relacje te pochodzą z ust jego rozmówców: żony Marii i członków rodziny, dociekliwych dolnośląskich eksploratorów – m.in. Mariusza Aniszewskiego, Dariusza Korulczyka, Mariusza Mirosława, Tomasza Witkowskiego, Jacka Duszczaka, sąsiadów i znajomych, takich jak Waldemar Łyczak oraz dziennikarza Jacki Kalarusa, który tę relację po raz pierwszy zapisał.

Paweł Jeżewski korzysta jedynie z wersji przekazanej przez Jacki Kalarusa: autora artykułu „Co kryją ludwikowickie podziemia” opublikowanego w „Słowie Polskim” w lipcu 1991 roku. Niestety, korzysta całkowicie bezkrytycznie, co prowadzi do kilku znacznych nadinterpretacji.

Przytaczając ten argument, Paweł Jeżewski nie wiedział, że z pozoru konkretna informacja była jedynie domysłem dziennikarza J. Kalarusa, a Bogdan Grabowski nic takiego nie twierdził. Jacki Kalarus w rozmowie z Bartoszem Rdułtowskim wspominał, iż zawoził bohatera swojego artykułu jedynie przed sztolnie nr 1 i 2. Grabowski o tym, że poszukiwał depozytu akurat w nich, nic Kalarusowi już nie mówił[3]. Dlaczego? Ponieważ jak wielokrotnie wspominał wszystkim swoim rozmówcom, przez lata nie był w stanie wskazać dokładnie, w której sztolni na Gontowej prowadził poszukiwania. Co więcej, jedyną sztolnią, która najbardziej odpowiadała jego wspomnieniom była sztolnia nr 3! Z dużą platformą przed wejściem, co potwierdził podczas wspólnej wizyty w tym miejscu z eksploratorami Mariuszem Mirosławem i Tomaszem Witkowskim [4.]

Argument 3. Sztolnia nr 3 była w 1945 roku „czysta”, bez podejrzanych zawałów, więc nikt w niej nie mógł szukać ani nic w niej nie było ukryte.

To argument najważniejszy. Przewija się kilkukrotnie i jest wynikiem informacji opartych na rozmowie autora z mieszkającym u podnóża Gontowej, zmarłym w 2014 roku, Józefem Groniem. W rozmowie z Pawłem Jeżewskim miał on opisać sztolnię nr 3 jako „czystą” w listopadzie 1945 roku, bez podejrzanych obwałów skalnych i zawałów. Za to z „górnym poziomem wyrobisk korytarzowych” i nieznanym zakończeniem, którego nikt nie spenetrował.

Generalnie opisy sztolni nr 3 pana Józefa Gronia znane były od wielu lat. Dość napisać, że jako jeden z pierwszych cytował go Jacek Duszczak (J. Duszczak, Gontowa; kompleks Riese – Schindelber, Wrocław 2005), wielokrotnie analizował jego wypowiedzi Piotr Kruszyński, a relacjom zarówno Józefa jak i jego braci Jana i Antoniego (zgodnych np. co do tego, że sztolnię wysadzono kilka lat po wojnie), poświęciliśmy wiele stron książki. Zawarliśmy też w niej opis trudności pracy z takiego rodzaju źródłem, jakim są świadkowie – ówczesne dzieci i nastolatkowie, wspominający po 50–70 latach swoje wędrówki po podziemiach, gdzie oświetlali sobie drogę zapaloną gazetą, obawiając się min i niewypałów. Paweł Jeżewski takich trudności wydaje się nie dostrzegać i wszelkie informacje uzyskane tą drogą traktuje dosłownie, ignorując niejasności i nie pozostawiając nawet cienia wątpliwości dla zawodnej ludzkiej pamięci.

O szczegółach ciekawej relacji pana Józefa Gronia, ewoluującej przez lata u jego rozmówców w kilku aspektach – dotyczących choćby oceny długości sztolni od 2 km do 500 metrów, jej budowy, przedmiotów, które się w niej znajdowały czy kwestii wysadzenia bądź naturalnego zawalenia się sztolni w 1946–47 roku – można napisać osobny artykuł. Ze szczególnym uwzględnieniem tego, co powiedział tylko Pawłowi Jeżewskiemu[5]. Jednak w tym przypadku ostateczny cios argumentowi o braku podejrzanych zawałów w „trójce” zadaje… sam autor. W części pierwszej artykułu opublikował on bowiem plan sporządzony na podstawie prowadzonych przez siebie rozmów, który ma ilustrować „brak zawałów” i czystość stanu zachowania sztolni nr 3 w listopadzie 1945 roku. Na tym planie nie oznaczył on dwóch zawalisk, które wiodą do korytarzy lewej wartowni[6]. Jeśli sztolnia miałaby być „czysta”, to te korytarze byłyby drożne. Zatem albo Józef Groń ich nie zauważył, albo po latach szczegóły w jego pamięci uległy zatarciu, albo Paweł Jeżewski źle go zrozumiał, albo celowo tych zawałów nie narysował, co w tym akurat przypadku wychodzi na jedno.

Plan części sztolni (bez początkowego ok. 30 m odcinka) opracowany na bazie efektu skaningu laserowego firmy Wrogeo. Stan z marca 2013 roku.
• Cyfry rzymskie oznaczają kolejno odkopywane w latach 2011–2015 zawały znajdujące się w środku sztolni.
I – III: Lata 2011–2012 (przed skaningiem).
IV: przygnieciony 12 metrami skały zniszczony zawałem pierwszy korytarz wartowni, przekopywany w 2013 roku (szczegóły na rys. na str. 17).
V: 2015 rok.
• kolorem czarnym oznaczono zawalone odcinki sztolni nr 3, których nie odkopano. W tym dwa korytarze prowadzące do lewej wartowni.
• kolor niebieski. Wtórnie przerzucony urobek pochodzący z zawaliska. Efekt prac prowadzonych w 1945 roku.
• kolor pomarańczowy. Deski pozostawione przez ekipę Grabowskiego ułatwiające wywóz urobku taczkami.
• kolor zielony. Strzałka wskazująca kierunek prac prowadzonych przez Bohdana Grabowskiego i niemieckich górników w 1945 roku.
• 1–3 – fotografie wykonane po pokonaniu II zawału w październiku 2011 roku.
• czerwonymi kółkami oznaczono obszary dużego obwalenia ze stropu powodującego znaczne ponad 10-metrowe wypiętrzenia.
Zdjęcie nr 1. Drugi korytarz wartowni. Dowody wskazujące na prace w sztolni ekipy Bohdana Grabowskiego. Wyraźnie widoczna deska i wydobyty tuż po wojnie z zawału materiał rozmieszczony po bokach korytarza. Fotografia wykonana kilka godzin po przebiciu się przez II zawał. 11.10.2011.
Zdjęcie nr 2. Deska pod taczkę (przykryta kamieniem) i znaczna ilość wydobytego z zawału urobku, ułożonego pod ścianami przez ekipę Grabowskiego.
Zdjęcie nr 3. Tory i różnego rodzaju elementy grupowane przez odkopujących do wykorzystania przy szalowaniu swojego wkopu.

Argument 4. Koce

Przyznaję, że ten fragment artykułów Pawła Jeżewskiego najbardziej mnie zaskoczył, zarówno zadziwiającymi wnioskami, jak i odwagą, a nawet brawurą w ocenie śladów, stanowiąc przykład, jak bardzo trzeba w takich sprawach trzymać wodze wyobraźni. Na podstawie trudnej do interpretacji, enigmatycznej wzmianki o „kocach wojskowych”, które ekipa Grabowskiego miała odsłonić po kilku metrach drążenia zawału, Paweł Jeżewski opisuje zadziwiającą, opracowaną przez siebie, niemiecką technikę ukrywania depozytu. Polega ona na przenoszeniu z samochodów ciężarowych małych skrzyń i luźnych przedmiotów w kocach wojskowych, które następnie – koce nie skrzynie – układane są na spągu pod miejscem odstrzelenia. Na tych kocach pieczołowicie układa się luzem cały depozyt. Po czym na całość zwala się kilka ton skał, niszcząc wszystko, co znajduje się pod spodem.

Pozostawiając te barwne opisy na boku, to największy cios teorii depozytu w sztolni nr 2 i prowadzonej tam po wojnie przez Bohdana Grabowskiego eksploracji zadaje… ponownie sam autor, również tą samą bronią. Bowiem na narysowanym przez niego – planie sztolni nr 2 – stan z listopada 1945 roku – oznaczył on „komorę depozytową” jako częściowo obwalony… około 9–10 metrowy odcinek bocznego korytarza wartowni. I to na tym niewielkim, prostym odcinku ekipa Grabowskiego miała prowadzić prace, nie pozostawiając przy tym żadnego widocznego śladu po wydobytym przez siebie urobku czy zastosowanej obudowie. Trudno też nie zauważyć, że po odkopaniu wspomnianych przez Grabowskiego „kilku metrów” niewiele by w tym miejscu pozostało do odkopania…

Pozostawiona warstwa koców (obojętnie przez kogo, w jakim celu i jak „gruba”) miała znajdować się właśnie w tym miejscu wartowni, na spągu. Obecnie, jak sam autor podaje, zawalisko znacznie powiększyło się od 1945 roku. Wnioskując na podstawie zamieszczonego przez niego zdjęcia, o około 18–19 metrów. Nie przeszkadza to twierdzić autorowi, że spod kamienia wydobył coś, co określił jako fragment… niemieckiego koca wojskowego. W domyśle tego samego, który widział Grabowski na dnie odkopywanego w 1945 roku przez jego ekipę zawału (sic!). Jeśli dodamy do tego, że jak sam Paweł Jeżewski pisze, w tym miejscu, w owym okresie, znajdowały się również m.in. łóżka, koce, buty, ubrania i rowery to powiązanie znalezienia przez niego w ogólnodostępnej od ponad 70 lat sztolni fragmentu niezidentyfikowanego materiału z „kocami widzianymi przez Grabowskiego” jest łagodnie pisząc mocno wątpliwe.

Argument 5. Opis skomplikowanych wyrobisk zapamiętany przez B. Grabowskiego, pasujący do sztolni nr 1 i 2.

W tej części artykułu P. Jeżewski ponownie zapomina, iż wg przytoczonego przez niego artykułu J. Karalusa, Grabowski zanim odnalazł „sztucznie wywołany zawał – ten o którym wspominał mi inżynier Moschner” to przeszukał cały kompleks, i przy tej to właśnie okazji zwiedził bardziej skomplikowany system korytarzy wyższego poziomu. Potwierdza to fakt, iż w 1991 roku wspominał dziennikarzowi nie tylko o powszechnie znanych wszystkim sztolniach nr 1 i 2, leżących przy uczęszczanej drodze, ale również i o leżących niżej, na uboczu sztolniach nr 3 i 4, o których wiedziało dużo mniej osób (np. penetrująca i kartująca w 1972 roku podziemia Gór Sowich grupa studentów Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Pancernych im. Stefana Czarnieckiego w Poznaniu, pod kierunkiem chorążego Jerzego Cery zajęła się dokładnie sztolniami nr 1 i 2, o dwóch pozostałych 3 i 4 nic nie wiedzieli). Bohdan Grabowski jak już wspomniałem, nie pamiętał dokładnie, w której sztolni stwierdził podejrzany zawał. Po prostu rozpoczął prace przy jednym, najbardziej obiecującym z zawalonych odcinków korytarza, który zapamiętał jako pierwszy skręcający w prawo i ponownie skręcający w prawo w kierunku wejścia. Tak się składa, że ten opis pasuje zarówno do prawej wartowni sztolni nr 3 (przypominam, że jej okolice rozpoznał podczas wspomnianej wyżej wizji lokalnej przeprowadzonej na początku XXI wieku) jak i sztolni nr 2.

I tu dochodzimy do jednego z kluczowych, niepodważalnych faktów, które P. Jeżewski pominął. W przeciwieństwie do sztolni nr 2 i 1 w sztolni nr 3 znajdowały się niewątpliwe, potwierdzone i bardzo wyraźne ślady po prowadzonych tu po zakończeniu II wojny światowej poszukiwaniach. W odróżnieniu od ogólnie dostępnej „dwójki”, odwiedzanej przez 70 lat przez liczną rzeszę miejscowej młodzieży, eksploratorów, poszukiwaczy, miłośników nietoperzy i zwykłych turystów „trójka” była całkowicie niedostępna od ok. 1947 roku (rozpiętość wersji, kiedy została odcięta, sięga od 1946 do 1948 roku). I to co tam zastaliśmy w 2011–2013 roku, po odkopaniu dwóch zawałów, w tym blokującego pierwszy odcinek największego, liczącego aż 30 metrów, było z pewnością pozostałością tego, co wydarzyło się w niej w latach 40. W zawalisko prawego korytarza wartowni ktoś się wkopywał! I były to ślady nie do podważenia. Tkwiły w nim pozostałości prowizorycznej obudowy, obok znajdowały się przygotowane do zabezpieczenia dalszej części wkopu, złożone na stertę tory kolejki. Na spągu korytarzy leżały deski ułatwiające komunikację taczkami. A cały korytarz poprzeczny i dochodzący był wypełniony urobkiem – kamieniami pochodzącymi z zawału, które ułożono na bokach korytarza, umożliwiając poruszanie się środkiem. Takiego rodzaju układanie wydobytych z zawału głazów i kamieni jest charakterystyczne dla prac, które mają być prowadzone szybko i nie mają przyciągać zbyt wiele uwagi na zewnątrz. W częściowo odkopanym w 2013 roku zawalisku wartowni nr 3 odnaleźliśmy kolejne ślady penetracji prowadzonej za pomocą węższego, oszczędnego wkopu szalowanego węższą obudową. Nigdzie indziej na górze Gontowa takiego miejsca nie było i nie ma.

Boczne ujęcie ze skaningu laserowego Wrogeo. Stan prawej wartowni w marcu 2013 roku. Wyraźnie widoczne znaczne obwalenie spowodowane zawaleniem stropu. Na żółto kierunek próby odkopania w 1945 roku. Na czerwono chodnik poprowadzony w zawalisku w 2013 roku w celu wyjaśnienia zagadki zawalonego korytarza.

Podsumowanie

Nikt nie ma monopolu na prawdę. Szczególnie w tak skomplikowanych sprawach, opartych na nielicznych, trudnych do zweryfikowaniach relacjach. Być może istnieją inne rozwiązania tego, co znaleźliśmy w sztolni nr 3. Ślady wielodniowej penetracji zawału mogły pochodzić np. z roku 1946 bądź 1947 roku. Może istnieje jakieś inne wyjaśnienie, choć w przypadku przytoczonych wyżej dowodów byłoby to szukaniem na siłę innego rozwiązania. Niezależnie od innych niewspomnianych już przeze mnie poszlak i dowodów, to ślady pozostawione w odciętej od końca lat 40. i niedostępnej do 2011/2013 roku sztolni idealnie pasują do akcji prowadzonej przez Bohdana Grabowskiego, ówczesnego komendanta wojskowego rejonu, żołnierza Armii Krajowej i WP, odważnego człowieka z zasadami, których nie złamało śledztwo UB i późniejsze komunistyczne więzienie.

Jednak pozostaje jeden bardzo ważny aspekt. Wartownia sztolni nr 3 nie nadawała się na „komorę depozytową” z tych samych przyczyn, co o wiele mniejszy zawał w wartowni sztolni nr 2. Po prostu ukrywanie czegoś nie w pustej przestrzeni, a w całkowitym zawalisku, nie wygląda na logiczne i sensowne[7]. O tym Grabowski zapewne specjalnie nie myślał, rozpoczął po prostu poszukiwania w najbardziej obiecującym zawalonym bocznym chodniku. A co jeśli rzeczywiście inżynier Moschner mówił prawdę? A Grabowski źle oszacował miejsce? Jeśli wywożony na górę ładunek stanowił coś cennego, to gdzieś, w którejś sztolni na Gontowej „w jednym z korytarzy” powinien być inny sztucznie wywołany zawał. Tylko gdzie?

Ze wszystkich znanych obecnie wyrobisk i podziemi znajdującej się w zboczu Gontowej tylko w sztolni nr 3 znajdują się aż trzy zawały na końcu ostatniej znanej nam krzyżówki.

Niestety dziś „trójka” jest ponownie zawalona, skrywając wciąż swoją tajemnicę.

Przypisy

1 Kłosowska I, Kalarus J, Co kryją ludwikowickie podziemia cz.3., Słowo Polskie, 1991.

2 W „Zaginionym konwoju do Riese” wspólnie z Bartoszem Rdułtowskim drobiazgowo przedstawiamy różne wersje tej historii, nie pomijając również i głównej tezy Pawła Jeżewskiego. Być może bardziej uważna lektura książki pozwoliłaby mu ominąć kilka metodycznych pułapek.

3 Zaginiony konwój, str. 41-42.

4 Tamże, str. 22.

5 Niewiele osób pamięta, że to właśnie przekazywane przez różnych rozmówców słowa pana Józefa Gronia o kilometrowych długościach pod ziemią były jedną z najważniejszych przyczyn odkopywania kolejnych zawałów w głównym chodniku sztolni nr 3. Ówczesny główny inwestor właściciel „Haredny” pan Mariusz Czapiewski o historii Grabowskiego i Moschnera usłyszał dopiero dwa lata po rozpoczęciu pierwszych prac.

6 Wartowniami przyjęło się nazywać w Górach Sowich charakterystyczne zespoły niewielkich korytarzy na planie mniej więcej prostokąta (10 – 15 m na 20.) znajdujące się przy strefach wejściowych. W podziemnych fabrykach i schronach instalowano tu śluzy przeciwgazowe. W „Riese” pełniły one dodatkową funkcję wartowni, w artykule posługuję się tym terminem.

7 W 2012 roku zawalisko wartowni nr 3 sugerowało, że na końcu korytarza mogła istnieć wolna przestrzeń – komora, a to że prawdopodobnie w całości była ona w tym miejscu zawalona, odkryliśmy dopiero po przeprowadzeniu akcji odkopania.


Odpowiedź Pawła Jeżewskiego



Wstęp

Po przeczytaniu w miesięczniku „Odkrywca” nr 02/2022, polemicznych uwag autorstwa Łukasza Orlickiego – szefa GEMO [Grupa Eksploracyjna Miesięcznika „Odkrywca”], w odniesieniu do mojego dwuczęściowego artykułu dotyczącego ukrycia hipotetycznego depozytu w górze Gontowa, zamieszczonego w „Odkrywcy”, stwierdziłem, że uwagi Ł. Orlickiego są błędną interpretacją moich rozważań i przedstawionych przeze mnie w tym artykule faktów. Wynika z tego, ze mój artykuł był czytany przez Ł. Orlickiego pobieżnie, skutkiem tego wyciągnął on niewłaściwe wnioski. Treść mojego artykułu pt. „Kompleks Gontowa – depozytowa zagadka” oparłem na dokumentach, do których dotarłem w archiwach państwowych oraz na informacjach uzyskanych pośrednio i bezpośrednio od autochtonów i mieszkańców okolicznych terenów, którzy zamieszkiwali je od 1945 r., publikacjach, a także na podstawie wyników z przeprowadzonych przeze mnie inwentaryzacji terenu kompleksu Gontowa – części podziemnej i naziemnej. 

Argument nr 1 – ocena stopnia „zauważalności” rzekomego ukrywania depozytu w sztolni nr 3

Ł. Orlicki twierdzi, że w latach 2011-2013, w okresie prowadzonych prac eksploracyjnych w sztolni nr 3, zdarzały się tam nielegalne wizyty i kradzieże, których sprawcy niekiedy podjeżdżali samochodami pod samo wejście i nikt z mieszkańców pobliskich domostw wówczas tej sytuacji nie zauważył. Należy zaznaczyć, że w tych latach w obrębie sztolni nr 3 nie było już budynków niemieckich, które zostały rozebrane po wojnie. W czasie wojny w obrębie sztolni nr 3 znajdowały się dodatkowo trzy budynki. Mieszkańcy tych domów posiadali przepustki umożliwiające im opuszczanie i powrót do swoich domostw. Ponadto budowa kompleksu Gontowa spowodowała, że mieszkańcy Sowiny i Dałkowa żyli w strachu, z uwagi między innymi na krzyki, bicie i śmierć więźniów żydowskich, które stały się tam codziennością. Choć było to zakazane, mieszkańcy cywilni każdego dnia bacznie obserwowali budowę. Była ona tematem numer 1. Dzięki temu zachowały się o niej tak liczne i dokładnie opisane w niemieckich kronikach i pamiętnikach powojenne wspomnienia mieszkańców Sowiny i Dałkowa. W tych wspomnieniach nie ma opisu miejsc budowy zlokalizowanych w terenie leśnym daleko od zabudowań cywilnych. Dlatego publikacje niemieckie nie zawierają wspomnień mieszkańców Sowiny i Dałkowa, na temat kiedy zaczęto drążyć sztolnie nr 1 i nr 2. Gdyby rozładunek skrzyń z depozytem odbywał się przed wejściem do sztolni nr 3, to zważywszy na okoliczności, jakie wówczas istniały, zostałby z dużym prawdopodobieństwem zauważony przez mieszkających tam Niemców. Tego ryzyka nie byłoby, gdyby dokonywano rozładunku skrzyń z depozytem przed wejściem do sztolni nr 2, która znajdowała się w wysoko położonym terenie leśnym, gdzie nie istniała możliwość obserwacji tego obszaru przez cywilnych mieszkańców Sowiny i Dałkowa.

Fragment niemieckiej mapy topograficznej z 1937 r. na którym zaznaczono nieistniejące
budynki mieszkalne obok wejścia do sztolni nr 3. Grafika opracowana przez Pawła Jeżewskiego, opublikowana w ramach polemiki na stronie odkrywca.pl

Argument nr 2 – określenie miejsca prac prowadzonych przez ekipę Grabowskiego

Podważam również drugi argument Ł. Orlickiego, według którego Grabowski po upływie wielu lat od zakończenia wojny nie potrafił wskazać precyzyjnie, w której sztolni prowadził po wojnie z Niemcami poszukiwania depozytu w Gontowej. Nie umiał wskazać tej sztolni w latach 90. i późniejszych. Jednak zamieszczona w książce „Zaginiony konwój do „Riese” anonimowa relacja pana X świadczy o tym, że Grabowski wcześniej niż w latach 90. precyzyjnie wskazał swojemu rozmówcy sztolnię nr 2 [1]. Ja również otrzymałem relację od pana H. Ratowicza, że Grabowski dużo wcześniej niż w latach 90. wskazał mu sztolnię nr 2 jako miejsce prowadzonych przez siebie po wojnie poszukiwań depozytu [2]. Z zacytowanej w książce Ł. Orlickiego rozmowy z anonimowym panem X i mojej rozmowy z Ratowiczem, przedstawionej w drugiej części mojego artykułu, wnioskuję, że panowie X i Ratowicz to były dwie różne osoby. W obu wyżej wymienionych przypadkach Grabowski twierdził, że sztolnia prowadząca do podziemnego korytarza, w którym prowadził po wojnie poszukiwania, znajdowała się blisko przy drodze leśnej po lewej stronie patrząc, gdy jedzie się tą drogą z Sowiny do Bartnicy. Nie było mowy, że chodzi o sztolnię nr 3 położoną przy drodze, która około pół kilometra wcześniej bierze swój początek od drogi prowadzącej z Sowiny do Bartnicy. Dodam, że nie tylko przed wejściem do sztolni nr 3 znajdowała się duża platforma (obszerny plac), ale także przed wejściem do sztolni nr 2. Na podstawie analizy powyższego należy wykluczyć poszukiwanie depozytu w sztolni nr 3.

Plac (platforma) przed wejściem do sztolni nr 2. Fot. autorstwa Pawła Jeżewskiego.
Plac (platforma) przed wejściem do sztolni nr 3. Fot. autorstwa Pawła Jeżewskiego.

Argument 3 –  zawały w sztolni nr 3

Józef Groń nie penetrował podziemi w Gontowej przy użyciu takiego oświetlenia jak wymienił Ł. Orlicki – zapalona gazeta. Nie wiem jak sobie wyobraża Ł. Orlicki, ile tych gazet musiałoby zostać użytych do oświetlenia sztolni i korytarzy w Gontowej, żeby można było je penetrować. Fakty są takie, że Józef Groń penetrował wraz ze swoim ojcem i znajomymi podziemia w Gontowej przy użyciu poniemieckich latarek. Natomiast w 1947 r. zanim w sztolni nr 3 nastąpił pierwszy naturalny obryw skalny, nadarzyła się Groniowi okazja spenetrować te podziemia, przy zastosowaniu górniczych lamp [3]. Według relacji Józefa Gronia nie było w tych podziemiach wówczas żadnych obwałów i zawałów skalnych. Również w publikowanych źródłach nie natrafiłem na relacje Józefa Gronia, w których twierdziłby, że w sztolni nr 3 lub w prowadzących od niej korytarzach znajdował się do roku 1947 chociażby jeden zawał. Według niego te podziemia były do tego czasu w dobrym stanie górniczym. Opierając się na przeprowadzonej w 2014 r. rozmowie z Józefem Groniem i narysowanym przez niego na moją prośbę szkicu tych podziemi, narysowałem plan sytuacyjny obrazujący obręb wartowni i odcinek przedmiotowej sztolni według stanu z listopada 1945 r. Przedstawiłem go w części pierwszej mojego artykułu. Gdy w 2017 r. prowadziłem pomiary tych podziemi [posiadam na to pisemne upoważnienie od Dyrekcji CRK Harenda zawierające zgodą na publikację z wykonanych pomiarów i zdjęć, w mojej książce] nie stwierdziłem dwóch zawalisk skalnych blokujących dostęp do korytarzy, które według Ł. Orlickiego miały prowadzić do korytarzy lewej wartowni. Stwierdziłem w tym rejonie jedynie krzyżujący się ze sztolnią pod kątem prostym korytarz o długości 12 m prowadzący w lewą stronę, stanowiący etap drążenia komór wartowni. Korytarz ten kończył się nieprzebranym zawałem. Prawy ocios patrząc w kierunku zawału w końcowym odcinku tego korytarza składał się z luźnego materiału skalnego, który w 2015 r. podczas udrożniania tego korytarza, został zabezpieczony obudową górniczą.

      Według relacji, którą uzyskałem bezpośrednio od Józefa Gronia, sztolnia nr 3 oraz prowadzące od niej korytarze były po wojnie rabowane w porach nocnych z pozostawionego tam w okresie wojny wyposażenia górniczego. W tym okresie czasu, gdy sztolnia nr 3 i korytarze były rabowane, na placu magazynowym zlokalizowanym u podnóża góry Gontowa znajdowała się duża ilość przydatnego sprzętu, maszyn i materiałów budowlanych. Jednak były one pilnowane przez całą dobę przez strażników i sukcesywnie wywożone przez różne przedsiębiorstwa. Ten fakt potwierdzają dokumenty, do których dotarłem w Archiwum Państwowym we Wrocławiu [4]. Z kolei na dowód szabrowania sztolni nr 3 w okresie powojennym przyniosły prace eksploracyjne przeprowadzone w latach 2011-2013. Do 2013 r. odkryto około 230 metrów bieżących podziemi, które okazały się być… puste. Brakowało w tych podziemiach torów kolejki wąskotorowej, lutni wentylacyjnych, okablowania oraz wszelkich możliwych do wykorzystania przedmiotów [5]. Wobec powyższego kolejna część relacji uzyskana od Józefa Gronia, znalazła potwierdzenie w faktach. Z tego wniosek, że Józef Groń był człowiekiem prawdomównym. Zatem skoro według jego słów podziemia te były po wojnie „czyste” pod względem występowania w nich obwałów skalnych i zawałów, to uważam, że tak było.

Artykuł nr 4  – zawał w sztolni nr 2 / koce

Ł.Orlicki zarzuca mi, że wymyśliłem niemiecką technikę ukrywania depozytów. W moim artykule, w podrozdziale pt. „koce wojskowe”, dokładnie opisałem, jak mogło być wykonane przenoszenie depozytu w skrzyniach lub depozytu bez skrzyń za pomocą koców wojskowych i co następnie mogło stać się z kocami. Po ułożeniu w uprzednio wykutym w ociosie korytarza schowku skrzyń z depozytem, koce zostały rzucone na spąg korytarza w miejscu, gdzie zlokalizowano po wojnie zawał. Z relacji Grabowskiego wynika, że w trakcie przebierania zawału dotarł on do koców wojskowych. Dalej nie kopał ze względu na zaistniałe warunki. Nie ma podstaw do określenia, czy w okolicy tego zawału poza nim znajdował się schowek w wolnej przestrzeni, w którym ukryty byłby depozyt. Nie stwierdziłem, że fragment materiału znalezionego przeze mnie w tych podziemiach w 2018 r. mógł być fragmentem koca wojskowego, który odkopał Grabowski.

Ł. Orlicki na swój sposób przedstawił zgodnie ze swoją wyobraźnią opracowaną przez siebie niemiecką technikę ukrywania depozytu, cyt. „(…) – koce nie skrzynie – układane są na spągu pod miejscem odstrzelenia. Na tych kocach pieczołowicie układa się luzem cały depozyt. Po czym na całość zwala się kilka ton skał, niszcząc wszystko, co znajduje się pod spodem.”. Ponadto nie ma podstaw do stwierdzenia, ile metrów w rzeczywistości odkopał z Niemcami Grabowski. Gdyby brakowało mu do odkopania kilku metrów, to nie przerywałby tych prac. Można stwierdzić, że jeśli kopał w korytarzu wartowni, w tym zawale, to odkopał jedynie jego niewielki odcinek. W miarę upływu lat, w tym korytarzu wartowni zawał powiększał się naturalnie i w późniejszym okresie czasu nie było możliwości ustalenia czy po wojnie były prowadzone tam prace eksploracyjne przez jakąkolwiek ekipę. Ł. Orlicki przedstawione przez siebie argumenty oparł na swoich domysłach, np. stwierdził, że śmietnik (łóżka, buty, koce, ubrania, uszkodzone rowery) zlokalizowano w korytarzu wartowni sztolni nr 2, w 1945 r. W moim artykule wyraźnie zaznaczyłem, że H. Ratowicz stwierdził, że powyższe przedmioty nie znajdowały się tam tuż po wojnie i były one pozostawione przez Niemców.

Rysunek przedstawia odcinek sztolni nr 2 i układ korytarzy wartowni oraz tajemniczy zawał tworzący komorę. Grafika opracowana przez Pawła Jeżewskiego, opublikowana w ramach polemiki na stronie odkrywca.pl

Argument nr 5 – zawał w sztolni nr 3 a eksploracja przez ekipę Grabowskiego

Ł. Orlicki twierdzi, że w 2011-2013 r. stwierdzono zawalony odcinek korytarza prawej wartowni w sztolni nr 3, w którym miały znajdować się ślady dawnych prac eksploracyjnych. W takim razie musiały być one prowadzone w czasie, kiedy powstał już niebezpiecznie wyglądający obwał skalny w sztolni nr 3 w 1947 r., w odległości około 15 metrów od wejścia.  W wyniku tego obwału większość ciekawskich (w tym Józef Groń) zaprzestała penetrowania bądź rabowania tych podziemi. W tym czasie nawet rozeszła się po Sowinie i Dałkowie plotka, że ktoś celowo dokonał  zniszczenia tej sztolni przy użyciu materiału wybuchowego. Jednak wyżej wymieniony obwał skalny wbrew temu co napisał Ł. Orlicki, nie uniemożliwiał dostępu do znajdujących się za nim dalszych odcinków sztolni i korytarzy. Dla porównania obecnie w sztolniach nr 1 i nr 2 znajduje się duża ilość takich obwałów, a jednak są śmiałkowie, którzy te podziemia penetrują przechodząc po tych obwałach. Dopiero po upływie dłuższego okresu czasu w miejscu pierwszego obrywu skalnego w sztolni nr 3 powstawały kolejne, które spowodowały rozległy zawał (nie do przejścia). Natomiast sztolnia nr 3 stała się całkowicie niedostępna z uwagi na powstały zawał przy samym wejściu, dopiero w drugiej połowie lat 50.

Jeden z obwałów skalnych w podziemiach Gontowej. Fot. autorstwa Pawła Jeżewskiego
Początkowy odcinek sztolni nr 3. Stan z 2022 r. Fot. autorstwa Pawła Jeżewskiego
Zapadlisko powstałe na powierzchni terenu, nad osią sztolni nr 3. Fot. autorstwa Pawła Jeżewskiego

Dodatkowe argumenty obalające tezę rzekomego ukrycia depozytu w sztolni nr 3

ARGUMENT nr 6:

Według źródeł, na które powołał się Ł. Orlicki, w latach 90. Grabowski przekazał eksploratorom informację, że Moschner opowiedział mu, iż depozyt został ukryty w sztolni, której drążenie nadzorował jako kierownik robót górniczych [6]. Powyższa informacja wyklucza na 100% z naszych rozważań sztolnie nr 3, gdyż drążenie sztolni nr 3 i sztolni nr 4 nadzorował kierownik robót górniczych o nazwisku Jors Hermann. Był on zatrudniony do tych prac przez firmę Weyss & Freytag A.G, na co przedstawiłem dokument archiwalny w pierwszej części mojego artykułu. Jeśli Moschner nadzorował drążenie sztolni w Gontowej, to tylko sztolnie nr 1 i nr 2.

ARGUMENT nr 7:

Eksploratorzy w latach 90. przeprowadzili rozmowy z Grabowskim, na podstawie których ustalono przebieg wydarzeń dotyczących prowadzonych przez niego powojennych poszukiwań depozytu w podziemiach Gontowej. Według tych ustaleń był on następujący: „Moschner osobiście zaprowadził go [Grabowskiego – dop. autor] do owej sztolni i wskazał miejsce, gdzie wewnątrz  głównego szybu znajdował się zawał, który powstał po odstrzeleniu bocznej odnogi sztolni z ukrytym wewnątrz ładunkiem.”[7]. Ta informacja obala stwierdzenie Ł. Orlickiego, że Grabowski kopał po wojnie bezsensownie w zawale prawej komory wartowni sztolni nr 3, gdyż w tym miejscu depozyt nie mógł zostać ukryty. Z powyższego wynika, że Grabowski nie kopał w tym zawale.

ARGUMENT nr 8:

Ł. Orlicki twierdzi, że komora depozytowa może się znajdować za skrzyżowaniem korytarzy ze sztolnią nr 3, które stwierdzono w 2013 r., w odległości 130 m od wejścia. Na tym skrzyżowaniu zlokalizowano wówczas znacznej wielkości obwał skał ze stropu. Zdaniem Ł. Orlickiego najdalej tylko do tego obwału dotarł po wojnie Józef Groń. Nie jest to prawdą. Józef Groń dotarł do końca tej sztolni. Piotr Kruszyński, który podobnie jak ja rozmawiał z Józefem Groniem otrzymał od niego następujący opis obrazujący jak zakończenie tej sztolni wyglądało po wojnie:

„Był przodek, ale nie normalny, tylko z jakimś poszerzeniem wyrobiska (powiększeniem w górę), była niby „półka”, tzn. jakby druga kondygnacja, na którą nie zdołano wejść (…)” [8].

Dokładnie taki sam opis zakończenia sztolni nr 3 Józef Groń przedstawił mi podczas naszej rozmowy w 2014 r. Pomijając drugą (górną) kondygnację, sama sztolnia według słów Gronia kończyła się przodkiem. Była to lita skała ukierunkowana niemal pod kątem prostym w stosunku do spągu. Według słów Gronia ta sztolnia była bardzo długa. Jednak Ł. Orlicki uparcie twierdzi, że Józef Groń przeszedł tylko 130 m i dotarł tam do dużego obwału skalnego na wyżej wymienionym skrzyżowaniu, a dalej nie poszedł, bo nie potrafił tego obwału przejść. Czytelnicy łatwo mogą sobie wyobrazić jak wygląda ten obwał, gdyż jest on do złudzenia podobny to tego, który znajduje się na skrzyżowaniu sztolni nr 2 z korytarzami wartowni (patrząc w kierunku drążenia sztolni), po którym często przechodzą turyści zwiedzający te podziemia. W 1945-47 r. mając 14-16 lat Józef Groń wszedłby po tym obwale skał i zszedłby z niego po drugiej jego stronie jak po schodach. W późniejszych latach Józef Groń pracował zawodowo w kopalni, dlatego odróżniał obwał skalny, od przodka sztolni. Z powyższego jasno wynika, że Józef Groń spenetrował do samego końca te podziemia (nie licząc górnej kondygnacji) i nie natrafił w nich na tajemniczy zawał, o którym by zapewne każdorazowo opowiadał.

ARGUMENT nr 9

Ł. Orlicki widzi oczami swojej wyobraźni fakty w taki sposób, że przed zakończeniem wojny w sztolni nr 3 i w jej korytarzach w ramach akcji ukrywania depozytu doszło do cyt. „nie jednej, ale do kilku skoordynowanych w czasie eksplozji” [9]. Dzięki tym eksplozjom utworzono tam jednocześnie dużo zawałów. Zdaniem Ł. Orlickiego za jednym z nich ukryto depozyt. W wyniku tych masowych eksplozji – według opisu przedstawionego przez Ł. Orlickiego w książce – mieszkańcy Sowiny usłyszeli potężny i przeciągły łomot a z wejścia do sztolni wydobył się wówczas ogrom biało-żółtego pyłu, który pokrył całą rozległą polanę na wprost wejścia do sztolni [10]. Gdyby rzeczywiście nastąpił tak potężny wybuch, to słyszalny byłby na dużą odległość. To zjawisko powstałe w wyniku zniszczenia podziemi ładunkami wybuchowymi, byłoby znane i opisywane w niemieckich oraz polskich kronikach tak samo jak celowe zniszczenie ładunkami wybuchowymi 8 maja 1945 r. przez Wehrmacht mostu kolejowego Leedenbrücke nad ulicą Zatorze w Nowej Rudzie.

Podsumowanie

Podtrzymuję moją opinię, że najprawdopodobniej nie doszło pod koniec wojny do ukrycia  rzekomego depozytu w podziemiach Gontowej. Niemcy mieli okazję ukryć depozyt w wykopanych dołach na górze Gontowa nie pozostawiając żadnych śladów. Jednak aby się w tym upewnić, należałoby przebrać zawał w korytarzu prawej wartowni sztolni nr 2.



Przypisy


1    Rdułtowski B., Orlicki Ł., Zaginiony konwój do „Riese, Kraków 2015., s. 286-287.

2   Jeżewski P.,  Kompleks Gontowa – depozytowa zagadka cz.2., „Odkrywca” nr 02/2022.

3    Jeżewski P., Sekrety III Rzeszy w Ludwikowicach Kłodzkich, Nowa Ruda 2018., s. 258.

4    AP Wrocław, Akta gminy Ludwikowice Kłodzkie, sygn. 63.

5 Orlicki Ł.,  Gontowa – sztolnia nr 3. Historia i tajemnice najdroższej eksploracji, „Odkrywca” nr 10/(261)/2020, s.10.

6 Kazek Ł, Rdułtowski B., W kręgu tajemnic „Riese”, Kraków 2008., s. 183.

7 Tamże., s. 187.

8 Korespondencja autora z P. Kruszyńskim, z 2018 r.

9 Rdułtowski B., Orlicki Ł., Zaginiony konwój do „Riese, Kraków 2015., s. 607.

10 Tamże., 607.


Odpowiedź Łukasza Orlickiego na odpowiedź Pawła Jeżewskiego

Bardzo dziękuję wszystkim wytrwałym, którzy dodarli do tego miejsca naszego bardzo szczegółowego sporu.
Czytając komentarze pod pierwszą częścią, które zaczęły pojawiać się na naszych stronach www.odkrywca.pl i profilu FB Odkrywcy, chciałem zwrócić uwagę, że te omawiane pięć argumentów to argumenty Pawła Jeżewskiego. Ja je tylko skomentowałem, podkreślając ich słabe strony. Sam na potwierdzenie hipotezy o poszukiwaniach prowadzonych w sztolni nr 3 w 1945 roku podałem jedynie dwa główne dowody. Nazwę je dla odróżnienia A i B.



Dowód A.

Wizyta pana Bohdana Grabowskiego w połowie lat 90. XX wieku w obydwu spornych sztolniach, kiedy to w obecności dolnośląskich eksploratorów Mariusza Aniszewskiego, Mariusza Mirosława i Tomasza Witkowskiego stwierdził, że poszukiwania prowadził w sztolni nr 3.


Dowód B.

Ślady w korytarzach prawej wartowni odnalezione w latach 2011-2013 w trakcie prowadzonych tam prac, świadczące o prowadzonej tam w latach 40. eksploracji:  wydobyty z zawału urobek ułożony w korytarzach, pozostałości prowizorycznej węższej obudowy w zawalisku, deski pod taczki, złożone przy zawalisku tory i deski przygotowane do konstruowania obudowy.

Do obydwu moich argumentów Paweł Jeżewski praktycznie się nie odniósł (nie licząc jednego krótkiego zdania dotyczącego argumentu B., co omawiam poniżej w punkcie ad nr 5). Argumenty te pozostały więc na placu boju niepodważone. 

Wszystkich, którzy nie boją się zagłębić w kolejne drobiazgowe szczegóły tej polemiki, zapraszam do dalszej lektury. Postaram się bardzo króciutko podsumować odpowiedź Pawła Jeżewskiego na moje komentarze do jego argumentów, pomijając różnego rodzaju wątki poboczne, nie mające bezpośredniego związku z sednem sporu.  


Ad. argument 1.

Ponieważ Paweł Jeżewski pozostawił najważniejszą część mojego komentarza bez odpowiedzi, pozostaje mi ją powtórzyć. Autor przyjął bez żadnej wątpliwości, iż miejsce gdzie poszukiwał Grabowski, jest z pewnością tym samym, w którym Niemcy ukrywali hipotetyczny depozyt. Prowadzi to do zaciemnienia obrazu sprawy. Argument nr 1 (niezależnie od jego dyskusyjności) po prostu nie odnosi się do faktu powojennych poszukiwań, tylko do spekulacji na temat ukrywania depozytu przez Niemców.  W kolejnych komentarzach odnosiłem się cały czas do miejsca, gdzie poszukiwał Bohdan Grabowski późnym latem 1945 roku.

Ad. argument 2.

Pozostaje mi potwierdzić to, co napisałem wcześniej, dodając jedynie uzupełnienie dotyczące mojego argumentu A. W połowie lat 90. XX pan Grabowski specjalnie osobiście przyjechał obejrzeć zarówno sztolnie nr 2 jak i nr 3. Świadczy o tym zdjęcie ze zbiorów Mariusza Mirosława i Tomasza Witkowskiego, opublikowane w książce „Zaginiony Konwój” na str. 516. Podczas tej wizyty miał on potwierdzić, że w 1945 roku poszukiwał w sztolni nr 3. Nie znam innego przypadku, aby p. Grabowski osobiście był z kimś na miejscu, przy obydwu „spornych” sztolniach.


Ad. argument 3.

W swojej długiej odpowiedzi P. Jeżewski pisze o bardzo wielu, często ciekawych sprawach, nie odnosząc się przy tym do jednej z dwóch moich głównych wątpliwości – zmian w relacjach p. Józefa Gronia odnośnie długości sztolni i możliwości jej wysadzenia. Zresztą hipotezie o wysadzeniu P. Jeżewski przez cały czas konsekwentnie zaprzecza, zapominając, że powstała ona właśnie m.in. na … podstawie rozmów z p. Józefem Groniem.  Potwierdzali to również jego bracia Jan i Antoni ¹.
 Od siebie mogę jedynie dodać, że hipoteza o wysadzeniu (a nie samoczynnym zawaleniu) była potwierdzana podczas prac 2011 – 2013 przez inż. dr Jerzego Kosmatego pełniącego funkcję inspektora nadzoru górniczego robót prowadzonych w „trójce” i starszego rangą górnika Jana Kucharka, odkopującego pierwszy zawał ².
Ogólnie to nic nie stoi na przeszkodzie, aby połączyć obydwie sprawy. Być może sztolnia zaczęła się naturalnie obwalać przy wejściu, o czym pisze P. Jeżewski, powołując się na J. Gronia, a ktoś ją wysadził dla bezpieczeństwa, aby zupełnie odciąć do niej dojście. Przez naszą książkę przewinęła się hipoteza mówiąca o wysadzeniu sztolni w 1948 roku z inicjatywy MO, do której napływały doniesienia o niebezpiecznych próbach eksploracji prowadzonych przez dzieci.
Druga moja wątpliwość dotyczyła niezgodności wyglądu sztolni ze szkicem P. Jeżewskiego, obrazującym stan zachowania sztolni nr 3 w listopadzie 1945 roku. Autor nie ujął na nim m.in. zawalonego II wejścia do korytarza lewej wartowni. P. Jeżewski w 2017 roku najwyraźniej go nie zauważył, ponieważ w 2012 roku podczas prac przy III zawale w całości zasłonięto go obudową górniczą i nigdy nie odkopano ³.

Ad.  argument 4.

Przyznaję, że zaskoczony analizą Pawła Jeżewskiego dotyczącą przenoszenia w wojskowych kocach luźnych depozytów i odnalezienie takiego koca po 73 latach w ogólnodostępnej sztolni, nie zauważyłem niewielkiego dopisku o „schowku w ociosie”. Bardzo przepraszam, nie było to absolutnie zamierzone. Niemniej opis takiej skrytki to po prostu czysta spekulacja, która nie ma odniesienia do jakiejkolwiek faktu czy niemieckiej instrukcji, praktyki itd. (mam nadzieję, że takie instrukcje ktoś kiedyś znajdzie).  Co do reszty uwag, odnoszących się do moich wątpliwości, to nie wiem, czy dobrze zrozumiałem ale autor najwyraźniej przyznaje, iż publikowanie przez niego informacji o odnalezieniu i zamieszczenie zdjęcia materiału „który przypomina pozostałości po kocu wojskowym” nie jest związane z poszukiwaniem tam depozytu. Potwierdza również, że w tamtym rejonie podziemi kilka lat po wojnie znajdowały się jakieś koce, łóżka, rowery i buty. Zgadzam się zatem z tym komentarzem w zupełności.


Ad. argument nr 5.

Właściwie odpowiedź P. Jeżewskiego odnosi się nie do moich wątpliwości dotyczących jego argumentu nr 5 dotyczącego „opisu skomplikowanych wyrobisk (…)” a do jednego z dwóch przywołanych przeze mnie argumentów (patrz argument B wyżej), dotyczącego śladów akcji eksploracyjnej prowadzonej w sztolni nr 3 w 1945 roku. Niestety komentarz jest bardzo skromny.
Paweł Jeżewski próbuje jednym zdaniem powiązać te ewidentne ślady (m.in. wtórnie przerzucony urobek w korytarzach, ślady prowizorycznej obudowy w zawalisku, deski pod taczki) z jakąś nieznaną nikomu akcją przeprowadzoną po 1947 roku (nawiasem mówiąc wspominałem o tej możliwości w swojej odpowiedzi). Nie kontynuuje już jednak tego wątku. A to wielka szkoda. Ewentualność taka stanowiła by ciekawą alternatywę: jeśli jak chce Paweł Jeżewski Grabowski szukałby w „2” to kto, czego i z jakiego powodu poszukiwałby w „3”?. Ktoś, kto usłyszał o tej historii z innego źródła? A może z tego samego?
Jednak Paweł Jeżewski w swoim komentarzu paradoksalnie przekonał mnie, że jest to hipoteza mało prawdopodobna. Bowiem jeśli wg niego w 1945 roku nie było w „trójce” żadnych zawałów (patrz dyskusja przy argumencie nr 3), a powstały one dopiero w 1947 roku, to kto i dlaczego miałby odkopywać z dużym nakładem sił potężne zawalisko w wartowni krótko po jego powstaniu? Do tego po 1945 roku sztolnia, jak to słusznie zauważył P. Jeżewski, była wyczyszczona z torów, rur i kabli. Nie zwrócił jednak uwagi, że był co najmniej jeden wyjątek – ten właśnie zawalony pierwszy prawy korytarz wartowni, gdzie dopiero w 2013 roku odsłonięto zasypane tory, rury, kable i rozgałęźniki.


Zakończenie

W mojej polemice pisałem, że nikt nie ma w tej skomplikowanej sprawie monopolu na prawdę. Nie mamy stuprocentowych dowodów rozstrzygających nasz spór np. zdjęcia z prac wykonanego w 1945 roku czy wiarygodnego dokumentu. Jednak kwestia poszukiwań B. Grabowskiego w sztolni nr 3 jest potwierdzona jego wizją lokalną i śladami w sztolni nr 3 odnalezionymi w 2011-2013 roku. Te dwa argumenty moim zdaniem nie zostały podważone. Poszukując w miejscu wskazanym przez Grabowskiego podczas wizji lokalnej w połowie lat 90., natrafiliśmy na ślady jego eksploracji pochodzące z 1945 roku. Pytaniem, na które nie udało się odpowiedzieć, jest to, czy były to ślady tylko jego działań, czy też również kogoś kto ją kontynuował po tym jak Grabowski został przeniesiony z tego odcinka jako komendant wojskowy.

Oczywiście pozostaje do wyjaśnienia kilka kwestii. Jedną z nich jest hipoteza o możliwości ukrywania przez Niemców depozytu w rejonie Gontowej. Czy rzeczywiście taka akcja miała miejsce i czy B. Grabowski penetrował dobrą sztolnię? Hipoteza o jakiegoś rodzaju skrytce w sztolni nr 2 była brana przez nas pod uwagę jeszcze w 2015 roku (Zaginiony konwój str. 587 – 591).
Pawłowi Jeżewskiemu niewątpliwie udało się zdobyć bardzo ciekawe informacje m.in. o istnieniu prawdziwego inżyniera Moschnera, i jego przebywaniu w Polsce jeszcze w 1947 roku, czy doprecyzować relacje p. Józefa Gronia o przebiegu końcówki sztolni nr 3. W tej sprawie istnieje też jeszcze kilka niepublikowanych do dzisiaj ciekawostek, które udało się nam zebrać m.in. nieznane meldunki żołnierzy WOP z placówki w Świerkach o wybuchach w okolicy , dokładne efekty jednego z wierceń wykonywanych w 2008 roku, czy otrzymana już po wydaniu książki informacja o miejscu zamieszkania na terenie Niemiec inżyniera Moschnera i Gottschlicha. Być może warto byłoby poukładać je wszystkie razem?

   
Tylko dla wytrwałych!

Dodatkowe argumenty Pawła wymagają wkroczenia na jeszcze większy stopień szczegółowości. Odnoszą się już ani nie do moich uwag ani do poprzednio publikowanych przez Pawła argumentów tylko w dużej części do lektury książki „Zaginiony konwój”. W mojej ocenie zupełnie nie zmieniają dotychczasowego obrazu tej sprawy. Autor tytułuje je przy tym„ Dodatkowe argumenty obalające tezę rzekomego ukrycia depozytu w sztolni nr 3”, choć wyraźnie zaznaczam, że chodzi mi o miejsce gdzie poszukiwał Grabowski (patrz dyskusja argument nr 1).

Ad. argument 6

P. Jeżewski w pierwszej części artykułu pisał, że o miejscu ukrycia depozytu „Moschner dowiedział się od swoich kolegów, którzy również byli zatrudnieni do budowy kompleksu Gontowa (…)”. Jeśli Moschner nadzorował wg autora sztolnie nr 1 i 2, to raczej miałby inne źródło informacji. Ten argument raczej pasuje do tego, iż dowiedział się o depozycie od swoich „kolegów” pracujących przy 3 i 4.

Ad. argument 7

Cieszę się, że P. Jeżewski zwrócił uwagę, iż istnieją różne wersje opowieści Grabowskiego. Wraz z Bartoszem Rdułtowskim poświęciliśmy ich gromadzeniu, interpretacjom i weryfikacji sporą część książki. Przypominam, że w argumencie nr 2 przytaczał zupełnie inną wersję historii Grabowskiego. Której wierzyć? Tej przekazanej dziennikarzowi Jacki Kalarusowi czy eksploratorom Mariuszowi Mirosławowi, Tomaszowi Witkowskiemu i Mariuszowi Aniszewskiemu? Jednak w przypadku gdyby wersja „eksploratorska” była prawdziwa i Moschner pokazał Grabowskiemu miejsce osobiście, to sprawa zrobiłaby się bardzo ciekawa. Po pierwsze nie mamy pewności czy ślady eksploracji w sztolni nr 3 to pozostałość prac tylko ekipy Grabowskiego, czy jednak ktoś go „poprawił”. W książce „Zaginiony konwój” piszemy na ten temat więcej. Po drugie P. Jeżewski pisał, iż Moschner przebywał w Polsce w 1947 roku. Jeśli to on przekazał informacje o depozycie Grabowskiemu i dokładnie wiedział gdzie jest, to mógł również spokojnie przekazać je komuś innemu, temu, kto dokończył to co Grabowski zaczął.

Ad. argument nr 8

Ponownie potwierdzę, że jednym z ciekawszych fragmentów artykułów Pawła Jeżewskiego są jego interpretacje relacji pana Józefa Gronia. Z chęcią się zgodzę się, że pan Groń mógł dotrzeć dalej niż do 130 metra sztolni nr 3. W tym miejscu należy zadać jedno ważne pytanie. Czy spenetrował on boczne korytarze skrzyżowania? Podczas prac w 2011-2013 roku stwierdziliśmy tam zawały. Dotarł do końca tych korytarzy? Były tam przodki czy zawały?
Ps. Fakt późniejszej pracy w kopalni nie oznacza właściwej oceny tego, co się widziało w przeszłości. To temat na osobne rozważania, a właściwie solidny artykuł. Zapewniam jedynie, że z sytuacjami pomyłek, w opisywanych w dobrej wierze, relacjach świadków, miałem podczas swojej pracy do czynienia wielokrotnie. Weryfikacje terenowe prowadzone podczas badań archeologicznych i eksploracyjnych były często dla tych relacji bardzo surowe. (m.in. sprawa poszukiwań miejsca pochówku pilotów w Bronowie, miejsca egzekucji partyzantów z NSZ, sprawa poszukiwań sztandaru 4 DAK, depozyt Alberta Forstera na Gradowej Górze, liczne miejsca, gdzie miały znajdować się zatopione pojazdy pancerne i wiele innych).

Argument nr 9

To akurat fragment ostatniego rozdziału nr 74 książki pt. „Zaginiony konwój”. I przyznam po cichu, że ta beletrystyczna wizja była bardziej wizją mojego współautora. Myślę, że takiego rodzaju argumenty można sobie spokojnie darować. To trochę tak jakbym zaczął cytować bloga Pawła Jeżewskiego z lat 2013 – 2016, kiedy bardzo dosadnie wypowiadał się o kilku bohaterach tej historii i całej sprawie domniemanego depozytu, której obecnie poświęca tak wiele czasu. 


Przypisy

1. Przykładem mogą być relacje: Piotra Kruszyńskiego „wg Gronia jeszcze w latach 40. Gdzieś w górach słychać było głośną eksplozję. Od tego czasu wejście do sztolni nr 3 było zawalone, e-mail Piotra Kruszyńskiego do Bartosza Rdułtowskiego, B. Rdułtowski, Ł. Orlicki, Zaginiony konwój do Riese, Kraków 2015, str. 539; „Kompleks Gontowa składa się z pięciu sztolni, budowę szóstej rozpoczęto, ale widać zabrakło czasu – mówi Józef Groń – Po wojnie byłem we wszystkich tych sztolniach. Pierwsze cztery przeszedłem do końca. Piąta, którą teraz odkopują (chodziło o sztolnię nr 3 odkopywaną w 2011 roku przyp. ŁO), była zagadką. Dało się przejść jedynie pierwsze 800 metrów. (…), niedługo potem sztolnię wysadzono w powietrze”; Paweł Golak, Odkrywają kolejną tajemnicę Hitlera, Gazeta Noworudzka 11 – 17 sierpnia 2011; Wywiad z p. Janem Groniem – Zaginiony konwój str. 449 – 451.
2. Zaginiony konwój…, str. 151, 429.
3. Tamże, str. 170.

Artykuł opublikowano w numerze Odkrywca 01 (276) styczeń 2022. Każdego, kto chciałby wesprzeć jedyny w Polsce miesięcznik poświęcony skarbom, wojnie i historii, zachęcamy do zakupu tego i przyszłych numerów.

Artykuł opublikowano w numerze Odkrywca 02 (277) luty 2022. Każdego, kto chciałby wesprzeć jedyny w Polsce miesięcznik poświęcony skarbom, wojnie i historii, zachęcamy do zakupu tego i przyszłych numerów.

Szef „GEMO” | gemo@odkrywca.pl

Historyk, szef działu badań terenowych i archiwalnych IBHiK, Założyciel i kierownik Grupy Eksploracyjnej Miesięcznika Odkrywca „GEMO".

Paweł Jeżewski

Eksplorator terenowo-archiwalny, autor książek o tematyce historycznej.

Udostępnij:

16 komentarzy do “„Kompleks Gontowa – depozytowa zagadka”. Polemika: Łukasz Orlicki vs Paweł Jeżewski”

  1. Bardzo ciekawa polemika.
    Ja osobiście zmierzyłem się z problemami kompleksów Gontowej, podczas prób ich odkopania i badania w latach 80 i 90 tych XX wieku. Ale pamiętam jak odkopywaliśmy pierwszy zawał sztolni nr 3 w latach 80 tych, to skała była tak zwietrzała u wylotu, że można było ją kroić nożem kuchennym.
    Ale budowany przez Niemców mur oporowy drogi, świadczył, ze miała to być bardzo ważna sztolnia tego kompleksu. Ale jak większość kompleksów Gór Sowich na pewno została ona wykonana w stanie surowym, bez obudowania. Chyba, ze gdzieś odnajdą się dokumenty projektowe tej sztolni, lub znajdzie się bogaty inwestor który ponownie odkopie ten kompleks i obuduje betonem,
    Zbigniew Rekuć

  2. Panie Zbigniewie,

    Bardzo cieszymy się, że jest Pan z nami – wśród osób dyskutujących o Gontowej merytorycznie. Pozdrawiamy!

  3. Sztolnie 1,2 ( podobno w piaskowcu ) trzymaja sie dobrze.Dostępne od wielu lat.. Pomimo tego, nikt tego zawału ( przez 70 lat ) nie przebrał.
    Sztolnia nr. 3,( dziwne, w porównaniu do 1,2 ) zawalona dokumentnie. Amatorską metoda nie do przejscia.
    Mocnym argumentem za sztolna nr.3, sa widoczne prace które były tam prowadzone. czyli było coś na rzeczy…

  4. Tylko pytanie kiedy te widoczne w sztolni nr 3 prace były prowadzone ? Jeśli wierzyć Groniowi, któremu raczej taki „drobny szczegół” jak zawalona wartownia by nie umknął, to musiało to być po roku 1947 a obstawiam, że w pierwszej połowie 1950 r. Grabowski prowadził eksploracje w 1945 r. wiec możliwość jest tylko jedna – sztolnia nr 2.

  5. Do mk prace w tej sztolni musiały być prowadzone 1947-55 bo wcześniej zawału tam nie było co wynika z relacji naocznego świadka ( Gronia). Od taki to mocny argument. A wiadome gdzie można zobaczyć jakaś dokumentacje tego tego mocnego argumentu ? Orientujesz się może?

  6. Jestem z Czech i musze powiedziec, iz macie duze szczescie, iz istnieje takie wydawncictwo jako jest Technol i istnieja tacy autorzy i badazce jako sa panowie Bartosz Rdultowski, Krzysztof Krzyzanowski czy wlasnie Lukasz Orlicki. Od nich jest to naprawde inny level pracy.

    Pawel Jezewski moze miec w czyms racje i moze odkryc, i napewno odkryl, jakies nowe informacje czy watki. Niestety wyglada to tak, iz to pierwsze o co mu chodzi, jest zrobic z drugich balwany. I z tego pochodzi, iz jego wnioski sa ostre, ale szybkie i nie maja wsparcie w wielu zrodlach, po prostu ogolnie sa niewiarygodne. Pan Pawel napisal artykul o kilka stronach, i mysli sobie, iz rozbil na strzepy sledztwo prezentowane na kilkaset stronach. Pan Pawel mogl by byc dobrym badaczem, ale broni temu jego olbrzymie ego. Dla mnie jasny wniosek – ksiazki pana Pawla niekupowac, poniewaz to, co on pisze, jest nierzetelne.

    I jeszcze jedna sprawa. Pawel Jezewski odnosi sie do ksiazki „Zaginiony konwoj do Riese”. Ksiazke napisali dwaj autorzy, i pan Pawel zawsze mowi tylko o jednym – Orlicki, Orlicki, Orlicki… Niemal to wyglada na coz osobistego. I to potwierdza moja opinie – jako calosc nierzeczowe, nierzetelne, niewiarygodne.

  7. @TOM w Pana wypowiedzi jest więcej uwag ad personam do kolegi Jeżewskiego niż merytoryki. Szanujmy się.

  8. Przeczytałem z zaciekawieniem książkę i teksty w Odkrywcy i myślę, że dalsza dyskusja zwyczajnie nie ma sensu. Każdy z czytelników i tak będzie miał swojego faworyta i wmawianie, że ten autor czy tamten nie ma racji jest bez sensu. Każda z wersji danego autora jest jego interpretacją zdobywanych przez lata informacji ale w obliczu braku jednoznacznych informacji na to co się działo w przeszłości każdy z panów może mieć rację. Fani bloga „No Mercy” patrząc jak zaciekle bronią w każdym temacie pana Pawła i tak nie dadzą szansy panu Orlickiemu 🙂 Z tego wniosek, że ta dyskusja i tak niczego nie rozstrzygnie a zaczyna coraz bardziej przypominać personalną bitwę. Każdy z panów ma swoje zasługi w eksploracji związanej z Riese i nie tylko ale od czasu wydarzeń na Gontowej minęło tak dużo czasu, że prawdopodobnie nigdy nie poznamy prawdy. Stąd też dalsze toczenie dyskusji nie ma sensu bo w obliczu braku twardych, jednoznacznych dowodów każda z wersji może być tą prawdziwą. Proszę pamiętać też, że nie ma ludzi nieomylnych a i niektórzy nawet mówią, że prawda jest jak d…. każdy ma swoją. Jak dla mnie remis. Pozdrawiam obu panów i czekam na kolejne ciekawe książki i artykuły Waszego autorstwa.

  9. Andrzej Daczkowski:

    Uznaje, iz moj komentarz wyglada nieobiektywnie. Artykuly pana Pawla prezentowane tutaj sa w porzadku. Ja przeczytalem pierwszy, bylem ciekawy i zwiedzilem pana blog, i… To, co tam bylo napisane, to brzmialo arogancko, i wlasnie to uksztaltowalo moja opinie na Pawla Jezewskiego. Tyle na wyjasnienie.

    I teraz sprobuje troche merytorycznosci. Chodzi o argument Pawla, iz trojka byla dobrze widozna, glownie dlatego, iz w poblizu znajdowaly sie budynki. Jest to tak, byli bliziutko. Ale wzial ktos pod uwage wysokosc? Sztolnia i budynki niebyli na tym samym poziomie. Sztolnia byla o 40-50 m wyzej. Z gory na dol widac wszystko dobrze, ale odwrotnie… Przed sztolnia byla jeszcze platforma i dlatego uwazam za prawdopodobne, iz samo wejscie do sztolni z tych budynkow nie bylo widoczne w ogole. Jakas okolica tak, samo wejscie nie.

  10. REMIS byłby tu sprawiedliwy. Obaj panowie pokazali dużą wiedzę w temacie i argumenty do tego stopnia że sam już nie wiem kto ma racje a kto się myli. Dlatego oceniam 50/50. Próbowałem to rozgryźć po przeczytaniu całości przedstawionej polemiki, którą można traktować jako zbiór informacji i wiedzy na ten temat. Nie ma bata żeby to rozgryźć kto ma na pewno racje, to jest wyzwanie. Może ktoś z bardzo analitycznym umysłem się tego podejmie, albo może za jakiś czas obaj panowie przedstawią kolejne dowody swoich racji. Wtedy będzie nam łatwiej.
    TOM z Tobą się nie zgadzam, że nie należy kupować książki P.J. Jego książka o Gontowej a w zasadzie o Ludwikowicach i „Riese” jest jedną z najbardziej szczegółowych i rzetelnych jakie kiedykolwiek w tej tematyce się ukazały.

  11. Dziękuję bardzo za te opinie, i za przeczytanie drobiazgowej polemiki w sprawie Gontowej. Podsumowując ją bardzo krótko to przy tej okazji okazało się, że mamy do czynienia z nazwijmy to problemem metodycznym. Główny argument przemawiający za tym, że p. Grabowski poszukiwał w sztolni nr 2 jest oparty na relacji ustnej (z pierwszej ręki), pana Gronia, przekazanej Pawłowi Jeżewskiemu. Główny argument, który przemawia za sztolnią nr 3 to odkryte ślady eksploracji – źródło materialne.
    Z jednej strony opis – relacja obarczona słabością ludzkiej pamięci z drugiej ślady materialne – obarczone możliwością złej interpretacji (np. zawał odkopywano nie w 1945 a w 1946 co samo w sobie jest bardzo ciekawe).
    Weryfikacją relacji ustnych i pisemnych – poprzez wykopaliska, prace podwodne i podziemne – zajmuję się zawodowo już prawie 20 lat. Diabeł podobno tkwi w szczegółach, w mojej pracy najczęściej okazywało się, że tkwił gdzieś pomiędzy nimi.
    Intryguje mnie jedna sprawa. Według rozmowy Pawła Jeżewskiego z p. Groniem, doszedł on w 1945 do skrzyżowania na 130 metrze. Pytanie czy skręcił w prawo bądź w lewo i zobaczył czym się kończą te boczne korytarze? Przodkami? Zawałami? Czy może biegły gdzieś dalej?

  12. Panie Łukaszu łatwo to wyszukać bo P.J. zamieścił obszerne fragmenty swojej rozmowy z Groniem w książce którą wydał w 2018 r. i dotyczyły one głównie tej sztolni, choć nie tylko.. Wiem, że były jakieś niejasności w tej relacji z tego co kojarzę i ktoś później go o to pytał i P.J. odnosił się do tego na swoim blogu, tłumacząc że po prostu dosłownie zacytował Gronia. Ale nie pamiętam szczegółów , trzeba by bloga jego przefedrować dodatkowo. W każdym razie coś było na pewno.

  13. Posiadam plany oryginalne kompletne Bv Riese.
    Znalezione w archiwum firmy mojego dziadka.
    Majdociekliwszy je dostanie.

    (RPOL SZPOR) po polsku kto szuka nie bladzi😊

    widział je W.Oki

  14. Pozdrawiam Polskich poszukiwaczy!
    Pozdrawiam Pawle😁👍
    Wyslalem koment o Tym obiekcie,Sobon:).
    Masz Racje,byl planowany.
    Polensky&Zollner:)

Dodaj komentarz

css.php