Poszukiwanie twórcy wołów z Wołowa

Udostępnij:

Rzeźba turów w Wołowie intryguje i zachwyca, ale kto jest twórcą tego osobliwego dzieła?

Marian Kowalski, Woły (lata 60-70)  –  symbol miasta Wołowa na murach obronnych w obrębie Starego Miasta, fot. z archiwum autorki

Niekiedy przygoda z zapomnianym artystą i jego pracami zaczyna się od przypadku… Jesienią 2017 roku, odwiedzając dolnośląskie miasto Wołów, natrafiłam na rozrzeźbioną grupę turów, umieszczoną na ceglanych murach obronnych, a obok niej olbrzymie ceramiczne daty, związane z nadaniem praw miejskich (1285). Wół jest symbolem owego miasta i na pamiątkę prastarych dziejów, sięgających wieku XIII, znajduje się również w jego herbie. W średniowieczu dolinami rzeki Odry pędzono bydło na słynny miejscowy targ rogacizny. Wiedzą zapewne o tym mieszkańcy Wołowa, jednak zapomnieli nazwisko rzeźbiarza, który brawurowo zaprojektował i wykonał dla nich tę okazałą kompozycję. On sam nie pozostawił sygnatury na swoim dziele, albo ją skromnie ukrył…

Naturalnej wielkości grupa rogacizny intryguje i zachwyca wykonaniem oraz formą. Lekko kubizujący styl zdradza inspirację sztuką Picassa  – szczególnie jego słynnym litograficznym cyklem “studium byka”, a zatem datowanie dzieła na lata 60-70 wydaje się uzasadnione. Zdjęcia ceramicznych wołów zamieściłam na Facebooku z prośbą o pomoc w ustaleniu autora. Niektórzy internauci byli szczerze zaintrygowani znakomitą pracą rodem z dolnośląskiej prowincji, której mogłaby pozazdrościć każda metropolia. Nikt jednak nie okazał się pomocny w kwestii przypisania dzieła konkretnemu twórcy. Telefony w tej sprawie do Urzędu Miasta Wołowa nie przyniosły rozwiązania zagadki. O samej rzeźbie miejscowa prasa rozpisywała się jedynie w kwestii sensacji, kiedy w latach 90. ktoś ukradł turom ich wielkie miedziane rogi i zapewne oddał na złom. Na pocz. XXI w. bydło z murów miejskich otrzymało nowe poroże z tworzywa sztucznego, wykonane ręką miejscowego rzemieślnika. Było to już trzecie wymienione poroże, gdyż oryginalne artysta wykonał z ceramiki, która nie wytrzymała próby czasu. Rogi miedziane były zapewne również jego autorstwa. W kwestii atrybucji tego dzieła na nic się zdało szperanie po archiwach. Należało poszukać informacji w środowisku wrocławskich ceramików pamiętających odległe czasy, kiedy rektorem PWSSP (obecnie Akademia Sztuk Pięknych) był Stanisław Dawski. Poszukiwana rzeźbiarka albo rzeźbiarz-ceramik z pewnością ukończyli wrocławską uczelnię.

Odnalezienia autora turów

Niezawodna okazała się pani prof. Krystyna Cybińska, która już wiele razy wyciągała dla mnie z szufladek własnej pamięci informacje o dawnych, a dziś zapomnianych kolegach. Bardzo szybko ustaliłam, że autorem stada turów w Wołowie jest Marian Kowalski (1921-1996), absolwent oraz wykładowca na wrocławskiej uczelni plastycznej, członek Grupy Wrocławskiej[i], mający indywidualne wystawy  –  między innymi we wrocławskim BWA[ii]. Przyjaźnił się swego czasu z wybitnym rzeźbiarzem Leonem Podsiadłym[iii], któremu udostępniał do pracy własne atelier. O sztuce Kowalskiego kilkakrotnie wspominał w swoich tekstach krytycznych (m.in. w piśmie artystycznym Format) Zbigniew Makarewicz[iv]. Metaloplastyczna kompozycja pt. „Ryba” (1957) jego autorstwa znalazła się w albumie wrocławskiej ASP podsumowującej jej 60 rocznicę istnienia[v]. Chociaż artysta nigdy nie wziął udziału na plenerze w Orońsku, a jego rzeźbami nie może się pochwalić tamtejsze muzeum, ani żadne inne, to jednak ma on w Centrum Rzeźby Polskiej swoją cieniutką kartotekę.

Dzieła ocalałe na fotografiach

Z fotograficznych zapisów prac rzeźbiarskich Kowalskiego (fot. Zdzisław Holuka) [vi] prezentowanych we Wrocławskim BWA oraz w katalogu z wystawy jasno wynika, że tworzył on swoje rzeźbiarskie formy głównie z gliny i spawanego żelaza. Jego rzeźby nie odbiegają stylistyką od ówczesnych modnych trendów malarskich. Niektóre ceramiczne kompozycje wyglądają jakby zeszły z obrazów pędzla Marii Jaremy i zyskały dodatkowy przestrzenny – trzeci wymiar. Z relacji Leona Podsiadłego i Zbigniewa Makarewicza jednak wynika, że to nie w glinianych formach artysta szukał własnych środków wypowiedzi, a raczej w metaloplastycznych neoawangardowych instalacjach. Pojedyncza fotografia stalowej ażurowej ryby, ze wspomnianego albumu ASP, to niestety za mało, żeby wyrazić własną opinię na temat owej fascynacji. Na podstawie kilkunastu zachowanych archiwalnych fotografii prac tego autora niełatwo jest się wypowiadać o kilkudziesięciu latach jego działań twórczych.

Marian Kowalski (1921-1996)

Gdzie podziały się prace artysty?

Rzeźb Kowalskiego należy tropić przede wszystkim w dolnośląskim plenerze… Gdy na skutek nieporozumień z władzami PWSSP (w kwestii ponoć nieporadnie prowadzonych przez niego zajęć dydaktycznych) zakończył pracę ze studentami, zaczął przyjmować liczne zlecenia publiczne na okolicznościowe rzeźby. Większość z nich ze względu na swoją wymowę ideologiczną, zapewne już nie istnieje. Gdzie podziały się po śmierci artysty stalowe kompozycje przechowywane w pracowni mieszczącej się w podwrocławskiej Leśnicy? Nie wiedzą tego nawet jego dawni koledzy. Być może niektóre z nich stoją anonimowo w czyichś ogrodach albo po prostu wylądowały na złomowisku. Również prace z drewna ustawione w przestrzeni publicznej nie wytrzymały próby czasu. Tak było między innymi z wodnym ptakiem-cudakiem, jaki przez kilka dekad zdobił skwerek przed gmachem I Liceum Ogólnokształcącego im. Armii Krajowej w Miliczu. Przeprowadzone maleńkie “śledztwo” pozwoliło ustalić, że nie konserwowana należycie ptasia figura na długich patykowatych nogach zbutwiała i została wyrzucona na śmietnik.

Marian Kowalski, Janusz Korczak z dziećmi (1981), pomnik na skwerze Wacława Żebrowskiego w Sobótce, fot. z arch. autorki

Pamięć o wrocławskim rzeźbiarzu Marianie Kowalskim sławi już tylko kilkanaście fotografii z wystawy we wrocławskim BWA oraz dwie rzeźby – opisywane „Woły” oraz spiżowy pomnik Janusza Korczaka z dziećmi, ustawiony na skwerze Wacława Żebrowskiego, przy ul. Janusza Korczaka w Sobótce (z 1981 roku). Monumenty wykonane są ze skrajnie różnych materiałów i zaświadczają o upodobaniach ich autora do tworzenia w obrębie wielu rzeźbiarskich mediów. Zdradzają też skłonność do kubizowania przedstawianego przezeń świata.

Tak się szczęśliwie złożyło, że ceramiczna rogacizna z wołowskich murów obronnych stanęła na mojej drodze w dobrym momencie, kiedy jeszcze było kogo zapytać. Za pięć, dziesięć lat już nikt nie zdołałby pomóc i Wołów szczyciłby się dziełem anonimowym…

Marian Kowalski Ryba – metaloplastyka lata 60.

Marian Kowalski, rzeźby ceramiczne, lata 60 – galeria zdjęć:

Przypisy

[i]Marian Kowalski widnieje na tableau wśród wielu innych członków Grupy Wrocławskiej, zdjęcie publikowane m.in. w:Wrocław Sztuki. Sztuka i środowisko artystyczne we Wrocławiu 1946-2002, praca zbiorowa, Wrocław 2006, s.288.

[ii]Wrocław, Marian Kowalski -wystawa rzeźby, Salon BWA, listopad 1966, za: http://nukat.edu.pl/search/query?match_1=PHRASE&field_1=at&term_1=Biuro+Wystaw+Artystycznych+(Wroc%C5%82aw).&theme=nukat

[iii]Bardzo dziękuję panu Leonowi Podsiadłemu za kilka prywatnych wspomnień o Marianie Kowalskim i udzielenie mi paru wskazówek, gdzie szukać informacji o jego twórczości.

[iv]Z. Makarewicz, Rzeźba ustrukturowana, w : Format nr 70/2015, s. 48-49.

 Z. Makarewicz, Przestrzenie nowej wyobraźni, w: Format nr 28/29/1998, s.50-55.

[v]Z. Makarewicz, Bez postumentów. O rzeźbie wrocławskiej, w: Wrocław Sztuki. Sztuka i środowisko artystyczne we Wrocławiu 1946-2002, praca zbiorowa, Wrocław 2006, s. 093.

[vi]Za udostępnienie mi kilku zdjęć prac Mariana Kowalskiego autorstwa Zdzisława Holuki, składam serdeczne podziękowania panu Zdzisławowi Makarewiczowi. Archiwum nieżyjącego fotografa w posiadaniu Dolnośląskiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, Magdalena Wilkońska – Holuka.

Powiązane wpisy

Udostępnij:

Lila Dmochowska

Historyk sztuki, niezależny krytyk artystyczny, pisarka, fotograf, podróżniczka, poszukiwaczka skarbów cenniejszych niż złoto. Autorka bestselleru Leopold Zborowski. Główny bohater historii o Modiglianim i artystach paryskiej cyganerii (2014), Kwiat paproci. Opowieść o Barbarze Piaseckiej-Johnson  (2019), Zaklęci w kamieniu. Damy i rycerze doby reformacji na Dolnym Śląsku (2020), a także licznych artykułów i esejów z dziedziny historii sztuki. W swoich tekstach łączy dociekliwość naukową z pasję detektywistyczną.

Dodaj komentarz

css.php