Srebro z Bolesławowa. Tutaj Niemcy ukryli skarb

Udostępnij:

W kościele św. Józefa Oblubieńca w Bolesławowie „swoje” kosztowności zdeponował ksiądz Reinard. Czy zatem opowieści o skarbach ukrytych w dolnośląskich miejscowościach rozsianych u podnóży gór to jedynie materiał dla etnografa badającego mitologię Ziem Odzyskanych.

Legendy sudeckie pełne są opowieści o kosztownościach ukrytych przez hitlerowców w śląskich górach. Gdzieś miał spoczywać skarb w zaminowanej sztolni, gdzie indziej skrzynie zatopione w jeziorze, a w jeszcze innym miejscu tajemne uzbrojenie w zawalonej kopalni. Większość to bujdy na resorach i materiał dla etnografa badającego tworzącą się mitologię Ziem Odzyskanych. Czasem jednak rzeczywiście coś było na rzeczy.

Bolesławów to stara pogórnicza wioska we wschodniej części Masywu Śnieżnika, w sąsiedztwie tej części Gór Złotych, która nazywana jest Górami Bialskimi. W czasach Polski Ludowej była to ostatnia wieś przed końcem świata, czyli przed zamkniętym na dziesięciolecia przejściem granicznym na Przełęczy Płoszczynie. Gdy rozegrały się opisane niżej wydarzenia, mało kto w Polsce o niej słyszał. Z okolicy spadło odium tajemniczości po zakończonej kilka lat wcześniej eksploatacji fluorytu i uranu w sąsiednim Kletnie.

Dopiero kilka lat później „Życie i Nowoczesność” – dodatek do dziennika „Życie Warszawy”, miał zacząć lansować pomysł budowy drugiego Zakopanego w Masywie Śnieżnika, czyli zespołu wyciągów narciarskich i domów wypoczynkowych, właśnie w rejonie Bolesławowa i pobliskiej Kamienicy. Turyści-piechurzy też niespecjalnie mieli po co zapuszczać się do Bolesławowa. Nie było ani wtedy, ani później szlaku turystycznego na górującą nad wioską górę Młyńsko (990 m n.p.m.) w Masywie Śnieżnika czy też na wyższą Suchą Kopę (1063 m n.p.m.) w Górach Złotych, wznoszącą się na wschód od Bolesławowa. Chyba że komuś chciało się drałować kilometrami przez Bolesławów i Kamienicę na szczyt Śnieżnika, ale to było wyzwaniem raczej dla bardziej wytrzymałych piechurów.

Jednym słowem, obecność kogoś obcego w wiosce mogła zwrócić uwagę miejscowych górali. Tak też i było latem 1966 roku, gdy pod bolesławowskim kościołem rzymsko-katolickim rozegrały się opisane wydarzenia. Sam kościół pod wezwaniem św. Józefa Oblubieńca nie był jakimś prastarym zabytkiem. Liczył sobie niecałe 300 lat. Wzniesiono go w 1675 roku w stylu barokowym. Formalnie od kilku lat był to budynek podlegający ochronie prawnej, jako że decyzją wojewódzkiego konserwatora zabytków z dnia 5 maja 1961 roku został wpisany do rejestru zabytków, w którym otrzymał numer 867.

WYSTĘPEK DUCHOWNEGO

w pobliżu bolesławowskiego kościoła pod wieczór 9 sierpnia 1966 roku zatrzymał się samochód osobowy z tablicą rejestracyjną z Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Enerdowskie auto nie było w owych czasach czymś niespotykanym na terenie Polski. Od stycznia 1963 roku na mocy porozumienia między rządami PRL i NRD obywatele tych państw mogli przekraczać granice na podstawie wkładek paszportowych do dowodów osobistych. Wydawano je w dwu wersjach. Jedne były ważne od soboty do poniedziałku w południe, drugie dłużej, bo przez cztery tygodnie. Na ich podstawie granice można było przekraczać w drogowych przejściach granicznych w Kołbaskowie, Świecku i Zgorzelcu i przebywać na wyznaczonym fragmencie obszaru państwa sąsiedniego.

Zapewne z takiej możliwości skorzystał liczący 36 lat enerdowski ksiądz z miejscowości Bischofswerda w Saksonii, który wedle zapisów w żołnierskim dokumencie nazywał się Gregor Reinard. Możliwe też, że żołnierze uprościli fonetycznie zapis, i że nazwisko brzmiało Reinhard. Od 26 lipca 1966 roku enerdowski duchowny przebywał w Polsce na podstawie przepustki, przypuszczalnie tej czterotygodniowej, w miejscowości Kamienica w Masywie Śnieżnika, czyli na terenie powiatu bystrzyckiego. To sąsiednia miejscowość, leżąca nieco na południe od Bolesławowa.

9 sierpnia gość z NRD miał już wyjeżdżać z Polski, ale przed wyjazdem postanowił załatwić jeszcze jedną sprawę. Tego dnia udał się do bolesławowskiego kościoła wraz z innym kapłanem ze Stronia Śląskiego. Księża ci swoim zachowaniem wydali się podejrzani mieszkańcom wioski, gdyż odrywali deski z ambony.

Widząc co się dzieje, sołtys Bolesławowa niezwłocznie powiadomił o podejrzanym zachowaniu dowódcę placówki Wojsk Ochrony Pogranicza w Kamienicy. Ten poinformował komendanta Milicji Obywatelskiej ze Stronia Śląskiego. Razem udali się na miejsce. W tym dniu na przepustce przebywał szer. Jerzy Zgrzeba z plutonu remontowo-budowlanego, odbywający służbę w WOP. Gdy dowiedział się od ludzi o dwóch dziwnie zachowujących się księżach, natychmiast przystąpił do ich zabezpieczenia. Nie pozwolił im odjechać do czasu przybycia patrolu. Dzięki temu o godzinie 18:45 żołnierze WOP z placówki Kamienica zatrzymali obu duchownych.

Najświętszy Sakrament. Naczynia liturgiczne charakteryzują się kunsztownością wykonania i zdobienia, nie dziwi więc fakt, że z bolesławowskiego kościoła podobny przedmiot chciał wywieźć enerdowski ksiąd

BOLESŁAWOWSKI SKARB

Okazało się, że enerdowiec próbował wywieźć ze skrytki znajdującej się w kościele w Bolesławowie przedmioty liturgiczne i inne wartościowe dokumenty. Wopiści przybyli tam w samą porę, gdy księża załadowali już wydobyte przedmioty na samochód księdza Gregora. Szer. Jerzy Zgrzeba mógł więc odsapnąć, dalej sprawą zajęli się ppłk T. Gąska i mjr St. Serek. Nie dopuszczono do wywozu z kraju mienia poniemieckiego o wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Na podstawie decyzji prokuratora powiatowego z Kłodzka skonfiskowane zostały dwa pozłacane srebrne kielichy, monstrancja zdobiona kamieniami, a także jeden melchizedek z pięcioma kamieniami. Ten ostatni przedmiot stanowi część monstrancji służącą do podtrzymywania Najświętszego Sakramentu. Dalej lista rzeczy skonfiskowanych obejmowała bilon srebrny 178 sztuk w kwocie 589 marek, banknoty na sumę 39 578 marek.

Prócz tego konfiskatą objęto 20 fenigów i 3 tysiące marek w złocie w postaci dokumentu hipotecznego oraz inne drobne przedmioty użytku kościelnego. Księża szybko zostali zwolnieni, a sprawą zajęła się Służba Bezpieczeństwa Powiatowej Komendy MO w Bystrzycy Kłodzkiej.

Na odnalezieniu skarbu najbardziej skorzystali żołnierze WOP, którzy przyczynili się do zatrzymania kosztowności w kraju. Miesiąc po tych wydarzeniach, 12 września 1966 roku, dowódca Sudeckiej Brygady WOP płk Edward Suchy wydał rozkaz nr Pf 63, w którym przyznał nagrody żołnierzom uczestniczącym w akcji. Szer. Jerzy Zgrzeba otrzymał siedem dni urlopu ze zleceniami na przejazd. Mógł więc udać się do domu, lub gdziekolwiek indziej, by odpocząć od służby przez kilka dni. Podoficer patrolowy placówki WOP sierż. Majchrowski dostał 400 zł nagrody, dowódca placówki WOP Kamienica kpt. Leopold Zasada otrzymał 500 zł, zastępca szefa wydziału ppłk T. Gąska – 700 zł, natomiast zastępca szefa wydziału do spraw śledczych mjr St. Serek wzbogacił się o 600 zł. Dumny mógł być też podoficer patrolowy placówki plut. Szuba, który decyzją dowódcy Sudeckiej Brygady WOP wprawdzie nie zobaczył ani grosza, ale za to otrzymał pochwałę.

Na koniec przysłowiowy kubeł zimnej wody na rozgrzane głowy poszukiwaczy skarbów. Tego rodzaju meldunki o odnalezieniu ukrytych kosztowności w Sudetach spotkać można w aktach WOP niezwykle sporadycznie. Prowadzi to do dwojakich wniosków: albo po prostu więcej skarbów hitlerowcy nie ukryli w łatwych do odnalezienia kryjówkach. Albo – co też jest możliwe – ukryli, ale już je wszystkie bez rozgłosu i bez wpadki po wojnie wywieźli…

Źródła:

Archiwum Straży Granicznej w Szczecinie, zespół akt Sudecka Brygada WOP, sygn. 2102/2 (Rozkazy i zarządzenia Dowództwa Sudeckiej Brygady WOP), k. 175 (Rozkaz dowódcy Sudeckiej Brygady Wojsk Ochrony Pogranicza Nr Pf/63 z dnia 12 września 1966 r.) oraz sygn. 2102/7 (Meldunki operacyjne, 1966), k. 236, 237. (Meldunek sytuacyjny nr 222/66 sztabu 5 Sudeckiej Brygady WOP na dzień 10 sierpnia 1966 r. godz. 14).


Jest to cały artykuł „Srebro z Bolesławowa. Tutaj Niemcy ukryli skarb” opublikowany w numerze Odkrywca 7 (258) lipiec 2020

Autor

Niegdyś poeta i satyryk. Obecnie publicysta i pisarz. Wnikliwy badacz dziejów zagospodarowania polskich Sudetów oraz historii podziemnych tras turystycznych istniejących na terenie naszego kraju. Autor książki „Góry Polskie” (2004) oraz „Podziemne trasy turystyczne Polski” cz. I i II. (2012). Współpracownik „Odkrywcy” od 2008 roku.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

css.php