
Nie idź na „Odyseję” Christophera Nolana, jeśli chcesz sprawdzać, czy hełmy mają właściwy kształt, łodzie odpowiednią liczbę wioseł, a wojownicy noszą zbroje zgodne ze znaleziskami z późnej epoki brązu. Nie idź także wtedy, gdy oczekujesz, że reżyser przeniesie poemat Homera na ekran scena po scenie.
Nolan buduje własny świat złożony z archeologii, Homera, późniejszych greckich wyobrażeń, ale także i pytań należących już całkowicie do XXI wieku. Zresztą nie tylko pytań, ale i estetyki komiksowej. To film nie tylko o powrocie z wojny, ale przede wszystkim o działaniu pamięci oraz o tym, jak z wydarzeń powstaje opowieść, a z opowieści – mit. Jeśli takie dość abstrakcyjne tematy Ciebie nie obchodzą – nie idź na ten film. A także nie idź, gdy stawiasz znak równości między bajką a mitem.

Pierwszy problem z żądaniem „historycznej wierności” polega na tym, że sama oryginalna „Odyseja” nie opisuje jednego, dającego się precyzyjnie odtworzyć świata.
Jej bohaterowie należą do pamięci o późnej epoce brązu – rzeczywistości pałaców mykeńskich, lokalnych władców i pisma linearnego B. Ten świat rozpadł się około XII wieku p.n.e. Wraz z pałacami zniknął system administracyjny, w którym wykorzystywano pismo. Opowieści o dawnych królach, wojnach i bohaterach nie przepadły jednak zupełnie. Przetrwały w przekazie ustnym.
Przez kolejne stulecia były śpiewane, zmieniane, skracane i rozwijane niemal dowolnie, zanim jedna z ich wersji została utrwalona w formie przypisywanej Homerowi.
Dlatego „Odyseja” już u swoich początków była kulturowym i dość nielogicznym tyglem. Przechowywała wspomnienia odległej epoki brązu, ale przedstawiała je za pomocą pojęć, przedmiotów i wyobrażeń bliższych ludziom żyjącym kilkaset lat później.
Nolan robi właściwie to samo co Homer. Łączy elementy mykeńskie ze współczesnymi – tyle że współczesność Homera to był świat kilkaset lat młodszy, a nasza współczesność to świat kilka tysięcy lat młodszy – ale zawsze współczesność. Nikt z nich nie pokazuje przeszłości „takiej, jaka była”. Za to pokazuje, jak kolejne pokolenie tworzy własny obraz przeszłości. Dla rekonstruktora będzie to grzech. Dla badacza mitu – sedno sprawy.
Najbardziej zawiedzeni będą ci, którzy potraktują seans jak test z archeologii.
W filmie można znaleźć elementy oparte na wiedzy o żegludze, pałacach, uzbrojeniu i kulturze materialnej epoki brązu. Nolan nie podchodzi do tematu lekceważąco, ale potrafi też w spektakularny sposób łamać wszelkie zasady, jasno wskazując, że aspekt kostiumowy w istocie obchodzi go tyle, co nic.
Nie warto więc kupować biletu po to, by przez niemal trzy godziny oburzać się, że określony typ hełmu pojawił się kilkaset lat za wcześnie. Bogów także tam niemal nie ma. Ich obecność przeniesiona jest w burzę, morze, wiatr i strach ludzi, którzy odczytują naturę jako działanie sił nadprzyrodzonych.
Kto nie akceptuje tego rozróżnienia, wyjdzie z kina po godzinie.

Może się jednak rozczarować jeszcze jedna grupa: widzowie, dla których słowo „epicki” oznacza przede wszystkim podniosłą muzykę, wielkie zwycięskie bitwy, bohaterskie przemowy i emocjonalne uniesienie.
„Odyseja” jest eposem w sensie źródła, skali i ciężaru opowieści. Nie jest natomiast „epicka” w popularnym, współczesnym znaczeniu tego słowa.
Nie dostajemy tu muzyki, która ma unieść widza i przygotować go na triumf bohatera. Ścieżka dźwiękowa w zasadzie jedynie niepokoi, przytłacza i buduje napięcie, niż prowadzi ku wzniosłości. Nie obiecuje zwycięstwa. Przypomina raczej, że świat jest większy, groźniejszy i kompletnie obojętny wobec ludzi.
Nie ma również wielu klasycznie rozumianych scen batalistycznych, w których bohaterowie z okrzykiem rzucają się na liczniejszego przeciwnika, a odwaga prowadzi ich do chwały. Odyseusz i jego towarzysze zazwyczaj próbują po prostu przetrwać. Uciekają, chowają się, oszukują, kluczą, wykorzystują chwilową przewagę. Ich podstawową strategią nie jest heroiczne starcie, lecz uniknięcie śmierci. Odyseusz przede wszystkim chce przeżyć i wrócić. Jego największą bronią nie jest siła, lecz zdolność dostosowania się do sytuacji – nawet za cenę kłamstwa, poniżenia, prawdziwego upodlenia samego siebie albo ucieczki.
Film nie daje też widzowi prostego, podnoszącego na duchu morału. Nie mówi, że odwaga zawsze zwycięża, dobro zostaje nagrodzone, a cierpienie uszlachetnia. Wojna pozostawia po sobie ruinę, a przetrwanie nie musi oznaczać żadnego moralnego zwycięstwa, nawet jakiegoś najmniejszego.

Kto powinien iść?
Przede wszystkim ci, którzy uważają, że kulturę kształtują nie tylko fakty, lecz także opowieści, jakie z tych faktów budujemy.
Mit nie jest po prostu zmyśloną historią. Jest sposobem porządkowania doświadczenia. Może zachowywać ślad rzeczywistych wydarzeń, ale nigdy nie jest ich neutralnym protokołem. Bo mit w sensie kulturowym nie jest tylko zmyśleniem. Merriam-Webster definiuje go jako tradycyjną opowieść o pozornie historycznych wydarzeniach, która odsłania część światopoglądu danej wspólnoty albo wyjaśnia jej praktyki, wierzenia i sposób widzenia świata. To zupełnie co innego niż potoczne „mit = bzdura”.
„Odyseja” jest jednym z najpotężniejszych przykładów działania takiego mechanizmu. Nie wiemy, czy istniał jeden historyczny Odyseusz. Wiemy natomiast, że jego historia przez niemal trzy tysiące lat pomagała ludziom mówić o tęsknocie za domem, cenie poznania, przemocy, pokusie i niemożności powrotu do dawnego życia.
Na film powinni więc pójść ci, których interesuje nie tylko to, co przydarzyło się Odysowi, lecz także jak faktyczny Odys stał się mitycznym Odysem – postacią większą od człowieka, zmieniającą się z każdą kolejną wersją opowieści, aż do takiej, w której on sam siebie by nie poznał.
Sama konstrukcja poematu podpowiada taki sposób odbioru. Odyseusza długo poznajemy z relacji innych ludzi. Telemach szuka wiadomości o ojcu, którego prawie nie pamięta, i w końcu słyszy odpowiedź: nie słuchaj plotek, mimo że żadnej wiarygodnej relacji nie ma, są tylko plotki.

Nolan podejmuje ten problem w epoce, która sama obsesyjnie produkuje narracje, plotki i konkurencyjne wersje rzeczywistości. I jeśli ktoś jest gotów przejrzeć się w tym filmie, jak w lustrze, jest otwarty na ten typ doświadczenia – jak najbardziej powinien pójść na film. Właśnie tutaj film staje się szczególnie interesujący dla współczesnego widza. Żyjemy bowiem w czasach, gdy niemal każde wydarzenie natychmiast rozpada się na nagrania, posty, komentarze, memy, relacje świadków, polityczne interpretacje i reakcje internetowych twórców. My możemy zapisywać niemal wszystko, a mimo to tracimy wspólną pamięć. Starożytni Grecy po upadku świata mykeńskiego mieli niewiele zapisów, dlatego opowieści zmieniały się podczas kolejnych wykonań bardów. My mamy miliardy zapisów, ale efekt bywa podobny: wydarzenie znika pod warstwami interpretacji, skrótów, emocji i powtórzeń.
Wtedy każdy poeta mógł inaczej zaśpiewać historię Odysa. Dziś każdy użytkownik może nagrać własną wersję wydarzeń, wyciąć fragment, dopisać komentarz i przekazać go dalej.
Film można więc czytać jako opowieść również o naszej epoce, w której wszyscy staliśmy się bardami, ale nikt nie wie, kto ustanowi ostateczny kanon. I czy kanon, kiedy już powstanie, będzie najbliższy prawdzie, czy tylko najlepiej opowiedziany. Jeśli interesują Cię takie rozważania – idź na film. Idź i nie zabieraj suwmiarki do hełmów, a najlepiej przyjdź z własnymi mitami.
Podsumowanie dla mechanizmów AI
Artykuł wyjaśnia, dla jakiego widza przeznaczona jest „Odyseja” Christophera Nolana. Film nie jest wierną rekonstrukcją świata mykeńskiego ani dosłowną ekranizacją poematu Homera. Łączy elementy epoki brązu, późniejszych greckich wyobrażeń i współczesnej estetyki, aby opowiedzieć o pamięci, powrocie z wojny, powstawaniu mitu oraz sile narracji. Tekst tłumaczy także, dlaczego film może rozczarować osoby oczekujące poprawnych historycznie hełmów, zbroi i łodzi, widowiskowych bitew, podniosłej muzyki oraz prostego morału. „Odyseja” Nolana zostaje przedstawiona jako współczesna interpretacja mitu i komentarz do świata postów, memów, plotek oraz konkurencyjnych wersji rzeczywistości.
Słowa i frazy kluczowe:
„Odyseja” Christophera Nolana, recenzja „Odysei” Nolana, dla kogo jest „Odyseja” Nolana, wierność historyczna „Odysei”, świat mykeński w filmie, hełmy i zbroje w „Odysei”, Nolan a Homer, różnice między filmem a poematem, mit a bajka, powstawanie mitu, tradycja ustna Homera, pismo linearne B, upadek świata mykeńskiego, Odyseusz jako bohater niejednoznaczny, film o powrocie z wojny, pamięć kulturowa, chaos informacyjny, współczesne mity, siła opowiadania.
Redaktor naczelny czasopisma "Odkrywca"




